U mnie na blogu…

Aż nie chcę psuć rozmów, takie ciekawe (zacząć od „aż” jest chyba jeszcze bardziej naganne niż zacząć od „ale”, ale dopuszczalne). To próba wytłumaczenia tego, co Pani Inna Halina za lenistwo bierze – gospodarz, gdy goście dobrze rozmawiają, nie przeszkadza, czasem tylko temat podrzuci, jak rozmowa więdnie. A ta rozkwita..

I czytam z (być może mało uzasadnioną) dumą, że to „u mnie na blogu”. Że ostro czasami, trudno, zresztą (dziękuję) uspokoiło się. Ale (!) kiedy czytam wpisy Pani Alicji, Pana Frania, Osoby z Widokami i Pani Starej Żaby – to myślę, że wiele z nich (wpisów) to gotowe, ciekawe felietony, tym różne od tych, co ich pełno w mediach, że niebanalne.

Jedno mi przeszkadza – brak ogonków, kresek i kropek przy co bardziej polskich literach. Wiem, Pan Wojciech to wytłumaczył, ale przeszkadza. I kto wie, jeśli bardziej zgadzam się z Widokami, to może dla tych ogonków?

Pani Alicja cytuje straszne dla mnie powiedzenie „bluzg rules”. Po lekturze dwóch słowników Chacińskiego, „Wypasionym…” i „Wyczesanym…” moja sympatia do młodzieżowej gwary czy, ściślej, słownictwa, zawsze znaczna, wzrosła jeszcze. Cieszyła mnie ta dowcipnie a spontanicznie wyrafinowana polszczyzna. Co mnie zaniepokoiło, to to, że dziewczęta mówią o chłopiętach „ciastka”, a chłopaki o dziewczynach „świnie”. A teraz, jak czytam cytaty z tego języka w mediach, może co prawda nadmiernie eksponujących brutalność, ale chyba nie fałszujących, to myślę, że źle jest. I że jest związek między tym językiem i tym, co się dzieje choćby w szkole.

„Bluzg”, słowo dość odrażające fonetycznie, dobrze umocowane w gwarze przestępczej, połączone z pewnym siebie, dominacyjnym angielskim „rules”, daje efekt niezwykle mocny.

A może zwykle? Byłoby to jeszcze gorzej. Dawne poczciwe, z drobiu się wywodzące, słowo na „k”, jest już niezauważalne. A pamiętam, jaką moc miało za mojej młodości słowo „cholera”! Dziś to archaizm, jak „wciórności”…

Myślałem, że będzie więcej o tym, co dobre; niektórzy, ze mną włącznie, w młodzieżowej swobodzie skłonni byli (może są?) upatrywać nadziei na odświeżenie języka, łącznie z działaniem w kierunku odreagowywania zatęchłego nieco, a powoli rozpanoszywającego się (tę formę proszę potraktować z wyrozumiałością, Panie Franiu) patosu. Ale (!) (ten wykrzyknik już niedługo po inicjalnym „ale” zniknie) złe myśli są znów w przewadze. Jak się zastanowić, to naturalne. Póki język zdrowy, uwagi nie zwraca.

Ale lektura Państwa wpisów trochę uspokaja.

Wpis “U mnie na blogu…” skomentowano 64 razy

  1. Mam widok na przyszłość pisze:

    Witam serdecznie Pana Profesora i Wszystkich Witam.
    Blogowisko kwitnie. Robi się naprawdę ciekawie.
    Dziś wracając do domu, na drzwiach klatki przeczytałem taką o to urzędową notę: „Dnia tego a tego, od godziny takiej a takiej do takiej a takiej, nie będzie wody bo jest prowadzony remont na instalacji.” Podpisano: Zarząd Sapółdzielni „Naftowiec”. Pismo urzędowe, ze wszystkimi szykanami. Nie dziwię się, że wody nie ma jeśli wykorzystuje się do różnych remontów tą zniszczoną przez czas instalację. Podejrzewam, że musi być to strasznie skomplikowane, używać instalacji do np. malowania ścian, czy kładzenia gładzi szpachlowej.
    Naprawdę mnie to osłabia. Czuję się bezsilny wobec takiej ignorancji. Wyobrażam sobie pana/panią, którzy to cudo spłodzili. Przecież mogło by być tylko, że nie będzie wody z powodu remontu, albo z powodu awarii. Po co to takie dążenie do precyzji za wszelką cenę.
    Przypomniało mi się również, że po śmierci Karola Wojtyły na jednym ze sklepów wisiała taka klepsydra: „Sklep zamknięty z powodu żałoby narodowej spowodowanej śmiercią Karola Wojtyły Papierza Polaka Jana Pawła II.” Przecież to czysty absurd. Nie wiem skąd taka chęć do hiperpoprawności, myślę, że mamy skłonności do popadania ze skrajności w skrajność.
    Ach… bym zapomniał. W cyklu Kwiatki Wyborcze: dziś idąc do pracy spostrzegłem taki afisz wyborczy: ” Ktośtam Ktośtam – Zrównoważony Rozwój Miasta” (sic!) :/
    POzdrawiam Towarzysze Broni !!!
    Na cześć Profesora Hip hip…

  2. Paweł pisze:

    Mnie osobiście bardzo interesuje złożoność i stopień w jakim powstają nowe i ewoluują stare słowa. Przebywając w otoczeniu ludzi posługujących się takim językiem i doskonale przemieszczam się z „języka miejskiego” do normalnej poprawnej polszczyzny.
    Jako moje małe centrum badawcze (jeśli można to tak ująć) jest strona http://www.miejski.pl. Pozwalam tak, na dowolne zamieszczanie słów, które powstają wśród młodzieży. Czasem nawet sam się zastanawiam ich pochodzenia i stopnia złożoności.

    Mam dodatkowo pytanie. Czy ostatnio popularne kminić (rozumieć), rozkminiać (rozwiązywać, rozmyślać) ma sprecyzowane pochodzenie?

  3. grześ pisze:

    Panie Profesorze. trochę chyba pan przesadza, jak i wszyscy kasandrycznie obwieszczający, ze wulgaryzmy to upadek języka. Ja bym chciał zaś apologię wulgaryzmów ogłosić.
    ,,A teraz, jak czytam cytaty z tego języka w mediach, może co prawda nadmiernie eksponujących brutalność, ale chyba nie fałszujących, to myślę, że źle jest. I że jest związek między tym językiem i tym, co się dzieje choćby w szkole.” Pisze pan, że istnieje związek między przemocą i wulgarnoscią, a raczej, że język wulgarny jakby potęguje przemoc. Dla mnie szczerze mówiąc to twierdzenie lekko bez sensu jest: uwielbiam przeklinać, nigdy nie popełnią żadnego czynu brutalnego, nie pociąga mnie przemoc, za to przeklinanie mnie bawi, uwielbiam sobie urządzać zabawy językiem w tym wulgaryzmami, znam mnóstwo osób, które przeklinają, poza tym są tą osoby cudowne,znam tez ludzi, którzy nie wulgarnią, że tak powiem, za to są pełni poczucia wyższości z tego powodu, uważaja innych za motłoch, tylko dlatego, że ktoś przeklina. Pytam: czy większym złem jest sobie kilka razy na godzinę słowo na ,,k…” powiedzieć, czy z powodu tego słowa innymi pogardzać i mówić o nich, że to hołota. Dalej: wulgaryzmy wzbogacają język zarówno literacki jak i tekstów muzycznych, oczywiście ważne by ich nie nadużywać, ale z drugiej strony, pełnią one role oczyszczającą: jedni, by się uspokoić sięgają po papierosa, inni zapychają się słodyczami, niektórzy lubią sobie poprzeklinać. I czy to jest złe? Dla mnie nie. Ja np. mam przyjaciół, z którymi potrafimy razem sobie pobluzgać i to nas uspokaja, oczyszcza, pozwala się pośmiać. I wiem, że nawet jeśli mi coś brutalnego ta osoba powie, to to to tak naprawdę więcej sympatii/przyjaźni/miłości zawiera niż pseudogrzeczne wystudiowane/sztuczne słowa obcych. Pozdrawiam.

  4. kristii pisze:

    Starałam się przeczytać wszystkie komentarze do poprzedniego postu Pana Profesora, ale mi się nie udało. Dlatego nie jestem pewna czy nie powtórzę czyjejś myśli – bardzo mi się podobają „wszystkomające” (telefony), „wielodzwonne” (j.w.), łatwobralne (kredyty) i „czasowstrzymywacze”. To moim zdaniem nie tylko właściwy (bo z szacunkiem dla polszczyzny), ale też uroczy trend (póki co tylko w reklamie). Co Państwo na to? Z uszanowaniem…

  5. Sawa pisze:

    Witam,
    Szczególnie witam Pana z widokami na przyszłość i wierzę, że nieobce mu będą widoki na poprawną ortografię (oto, mogłoby, tę i sporo innych, o przecinkach nie wspomnę). Myślę, że stało się to przez nieuwagę (spacja niekontrolowana), jednak wyznaję zasadę, że jeśli zabieram głos krytyczny, to sama muszę bardzo uważać, żeby nie stać się przedmiotem krytyki w tej samej materii.
    Poprawne pisanie nigdy nie było moją mocną stroną (w moich czasach nie rozdawano zaświadczeń o dysgrafii i dysortografii), oglądając swoje zeszyty z dzieciństwa odkrywam u siebie klasyczne objawy tej przypadłości. Nie zwalnia mnie to jednak z ciągłej troski o tę poprawność – słownik ortograficzny, „razem, czy osobno” są od dziesięcioleci pod ręką, a gdy nie są, zawsze zostaje zastąpienie niepewnego wyrazu innym. Pomimo tej przykrej przypadłości, a może właśnie dlatego, są proste zasady, których nieprzestrzeganie razi mnie wyjątkowo. Dotyczy to np. połączeń z „-by” (można by, ale mogłoby) oraz połączeń „nie” z rzeczownikami. Gdy czytam napis – „Prosi się o nie wchodzenie….., ….. nie zdejmowanie…..”, to co pewien czas sięgam do obowiązujących zasad, żeby sprawdzić, czy się one nie zmieniły. Okazuje się, że takie napisy wiszą długo wyeksponowane i nikogo nie rażą! Dlaczego u licha rażą mnie – dysortografa z wieloletnim stażem?
    Jeśli chodzi o wulgaryzmy, to sądzę, że i one, chcemy tego czy nie, są elementem naszego języka. Ten jednak musi być harmonijny – pasować do osoby, być adekwatny do sytuacji, stanu emocji. Przekleństwo nie zachwyca monotonnie powtarzane częściej niż przecinki w tekście, ale wyobrażam sobie Kalinę Jędrusik, o której opowiadano, że przeklinała pięknie. W ostanim programie o Agnieszce Holland, jej koledzy po fachu wyznali, że na planie klnie jak szewc. Myślę, że nic w tym zdrożnego. Język jest środkiem porozumiewania, przekazu i ma być adekwatny do sytuacji. Pewna prawniczka widząc moje pierwsze wypociny – próbki aktów prawnych, klęła jak szewc, tak dobitnie wykazując moje błędy, że zapadły mi długo w pamięci, że nie wspomnę już o tym, ilu wyszukanych poprawnych słów musiałaby użyć, aby uzmysłowić mi moją głupotę. W rozmowie o suchym, niezwykle precyzyjnym prawniczym języku, swymi niewybrednymi wulgaryzmami wprowadzała odskocznię, niemalże stan równowagi. Dzięki temu jej szybki kurs języka prawniczego był dla mnie tak niezwykle skuteczny.
    Pozdrawiam Pana Panie Profesorze i dziękuję za to, że spotkania z językiem w Pańskim wykonaniu wiążą się z pobudzeniem pozytywnych emocji, bez natrętnej dydaktyki, bolesnego krytycyzmu i poczucia winy.

  6. Biały pisze:

    A nie przeszkadza Panu, poza brakiem ogonków i tym podobnych, kaleczenie rodzimej interpunkcji? Tutaj, jak widzę, wytworzył się zwyczaj używania cudzysłowów anglosaskich, zapewne dlatego, że „normalnych” na klawiaturze domyślnie nie ma, podobnie jak kilku innych znaczków. Wszechobecne jednak są teraz znaki cala („”), używane w charakterze cudzysłowów już nie tylko w środowiskach, gdzie takie ograniczenia narzuca technika (czyli już prawie nigdzie), ale nawet w prasie czy telewizji.

    W kwestii wulgaryzmów chyba wiele złego się nie dzieje, jeśli pominąć jedną rzecz, która mi bardzo zgrzyta w uszach, mianowicie słowo „zajefajnie”, które dla mnie brzmi podobnie jak „kurna”, a które funkcjonuje już w tej chwili jako młodzieżowy odpowiednik słowa „wspaniale”, bez cienia wulgarności.

  7. alicja pisze:

    Pawel, a czy „kminic” nie pochodzi przypadkiem od „kminy”, czyli mniej wiecej grypserki? Tak mi sie to kojarzy.
    Grzes, co do wulgaryzmow, podtrzymuje moje stanowisko, ze jezyk polski jest wystarczajaco bogaty i mozna sie bez nich obejsc, kiedy nie ma potrzeby. Zeby nie bylo watpliwosci, ja tez potrafie rzucic ciezkim slowem, kiedy mnie emocje poniosa. Uwielbiasz sobie urzadzac zabawy z jezykiem, poprzeklinac i tak dalej, ale nie zdziwilbys sie chyba, gdybym bedac w Twoim towarzystwie, a Ty w trakcie takiej „zabawy”, ocenila Ciebie jako motloch. Jak mialabym Cie inaczej ocenic? Pierwsze wrazenie sie liczy, nieprawdaz?
    Chyba jednak jest cos na rzeczy, jesli mowimy o tym, ze jezyk oddaje rzeczywistosc. Zgadzam sie z Profesorem, im bardziej agresywny swiat dookola, tym bardziej agresywny jezyk, agresywny wszedzie – w literaturze, pop-kulturze, w szkole, i ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, w zurnalistyce.
    Przepraszam za brak znakow diakrytycznych z powodow technicznych, wiem, ze troche kuleja takie teksty bez ogonkow, kresek i kropek.

  8. Stara Żaba pisze:

    Cóż, widze, ze sprawa wulgaryzmow bedzie sie ciagnac przez ten blog jak smrod po gaciach. To ja tez jeszcze w tej materii. Grzesiu! ja nie mam nic przeciwko, ze Ty zabawiasz się wymyslajac nowe bluzgi. to jest w pewnym sensie tworcze bluzganie, powiedzialabym nawet o tworzeniu nowej wartosci, bo sa to jakies nowe pojecia. Oczywiste tez jest, ze w literaturze polskiej sięgają Kochanowskiego. Doskonale sobie zdaje sprawe, ze tego typu przeklinanie nie wyzwala agresji, wrecz przeciwnie moze ja rozladowac, jakby „rozmienic na drobne” i obrocic w zart.
    Kiedys na Pomorzu Zachodnim bylo bardzo ciezko znalezc rzemieslnika. Mialam takie wrazenie, ze rzemioslo oparlo sie skutecznie fali przesiedlen. W okolicy byl wlasciwie tylko jeden liczacy sie hydraulik, ktory sila rzeczy zdominowal wszystkie budowy i rozbiorki (z rozbiorek bral rury i uzywal jak nowych). Znali go oczywiscie wszyscy, ale slawa cieszyl sie glownie z powodu niezwykle kwiecistego jezyka, uzywal go bez zadnych zahamowan zarowno w rozmowach prywatnych jak i w urzedach: nie byly to przeklenstwa wypowiadane w zlosci, nie, on po prostu tak mowil. Mojej cioci tlumaczyl, ze ktos tam ma „tyle rozumu co na ch**u miesa”, co bylo jeszcze delikatnym porownaniem. Ulubionym jego slowem-wytrychem byl „sk****syn komunista” i to moglo byc wszystko. Swoim uczniom pokazywal n.p. gdzie maja byc wkopane slupki i brzmialo to tak: „tego sk*syna komuniste postawisz tu a tamtego sk*syna komuniste tam”. Smaczku sprawie dodaje, ze dzialo sie to pod koniec lat siedemdziesiatych, rowniez pod okiem panujacej wladzy. Jakos nigdy z powodu tego „sk*syna komunisty” nie mial klopotow. Jak magistrackim urzedniczkom za mocno wiedly uszy to przynosil im szarmancko pudelko czekoladek.
    Dla mnie jest oczywiste, ze wulgarny jezyk moze potegowac przemoc, jezeli jest on jedynym znanym i stale uzywanym, bo, przepraszam, jak mozna wyrazic szacunek i milosc blizniego osobie uzywajac slow obrazliwych?
    Co prawda mozna byc skonczonym sk*synem i wyrazac sie pieknie, ale nie jest to usprawiedliwienie. Na dodatek na codzien jest w uzyciu dosc ograniczony zestaw przeklenstw, ktory jest po prostu nudny, prymitywny i obrzydliwy. Do tego nielogiczny: ile mozna razy na dzien sluchac, ze ten „ch*j pier****ny”? Tak samo w ksiazce: moge zrozumiec potrzebe wulgaryzmow w jakiejs opisywanej scenie, ale nie bez przerwy, piec razy na stronie!
    Moj brat opowiadal jak bedac w Bieszczadach przygladal sie naprawie dachu jakiegos domku. W pewnym momencie robotnik (podobno zasiedzialy w Polsce Rumun) przybijajacy gonty uderzyl sie mlotkiem w palec. Zamiast puscic klasyczna wiache powoli odlozyl mlotek, popatrzyl na swoj rozplaszczony palec i wyglosil paruminutowy monolog mniej wiecej w takim stylu: „o slonce ty moje, zeby cie jasnosc bijaca z dupy archaniola oswiecila…” poczym zabral sie dalej do pracy.
    No, tak, a ja przez te blogi (teraz to przeczytac wszystkie nowe wpisy ile czasu zajmuje!) to juz w ogole nie chodze spac i potem rozne lapsusy sie mi trafiaja, az wstyd sie przyznac: pejzaz przez „rz”, fuj!
    Lacze uklony
    Stara Zaba

  9. Olek pisze:

    Witam wszystkich,

    chciałbym wypowiedzieć się co do absurdalnego używania języka polskiego. Otóż, w książce o tematyce historycznej (całkiem znanego wydawnictwa i autora) przeczytałem ostatnio stwierdzenie: „straciliśmy 4 tysiące zabitych, 10 tysięcy rannych oraz ok. 50 tysięcy zaginionych”. Przecież to jest absurd! Ludzie, nauczmy się korzystać z naszej pięknej mowy, bo jak tak dalej pójdzie to wyrazy używane w dzisiejszych czasach trafią na śmietnik historii, zastąpione, sloganami i przeróżnymi młodzieżowymi wyrażeniami.

    Pozdrawiam

  10. programista pisze:

    Zapraszam Pana na blog Mistrza Mowy Polskiej:
    korwin-mikke.blog.onet.pl
    Co Pan sądzi o języku Pana Mikke?

  11. grześ pisze:

    Stara Żabo. Witam i sie zgadzam z tym, że wulgaryzmów jest niewiele, i że trochę robi sie monotonnie gday się za dużo przeklina. Ja w ogóle jestem dziwny, można to nazwać obłudą, bo np. rażą mnie wulgaryzmy u innych, w ogóle czasem jestem pruderyjny, ostatnio znajoma około lat 3o0kilu, wiec tak 10 lat starsza zapytała mnie: czy ładne dupy są u mnie w pracy. Wydało mi sie to mało stosowne, ale gdyby mój najlepszy kumpel zadał to samo pytanie, wydawałoby mi się to zupełnie normalnie. Denerwuje mnie też, gdy np. ide ulicą i słysze ludzi bardzo dużo przeklinających, choć sam chodze ulicami i zdarza mi się na tych ulicach( za co podobno mandat można dostać) przeklinać. W lieteraturze wulgaryzmy mnie jakoś nie irytują szczególnie, nawet jak juz pisałem mogą wzbogacać język, ale może dlatego, że jako miłośnik klasyki, literatury XIX-cznej i wczesniejszej nie natykam się na nie za często, no chyba, że polskie tłumaczenia takie niewinne są.
    Wszystko zalezy od tego, kto i jak przeklina, np. hiphopowcy wyśpiewujący swe bluzgi mnie drażnią i uważam , że nie mają nic do powiedzenia, ale sa artyści jak choćby Kazik czy Grabaż z Pidżamy Porno, którzy też w miarę często używają przekleństw, ale robią to sprawnie i ciekawie. Teksty Grabaża to perełki polskiej poezji rockowej i wulgaryzmy nie przeszkadzają w tym.
    Co do przeklinania, to taka anegdotka o Kalinie Jędrusik, ktoś pisał, że ona bardzo pieknie przeklinała.
    Podobno zwrócił jej w teatrze jakiś pan od technicznych spraw, żeby nie paliła na scenie.
    Kalina Jedrusik na to z wdziękiem odpowiedziała : ,,Odp… się , robotniku”. ten poszedł, pomyslał, wrócił na scenę i wykrzyknął:,,Ty stara k…”. Okazało się jednak, że to nie ona, ale barbara Brylska, która zapłakazna poszła do jakiegoś rezysera, ten przyszedł i zwyklinał, ale okazało się, ze juz innego pana. A opowiadał chyba gdzies Gustaw Holoubek ilustrując tą komedią pomyłek nasze życie polityczne. Pozdrawiam wszystkich, tych przeklinających i tych nie.
    PS> A jeszcze tak aspekt filozoficzny, miałem kolegę kiedyś, który twierdził, ze dlaczego niby to słowo ma byc ,,brzydkie”, dlaczego słowo na ,,ch…” jest wulgarzymem, a nie np. załóżmy mucha, czy choćby bliżej znaczeniowo słowo penis. Kiedyś podobno słow kobieta było obraźliwe. Jakby sie tak zastanowić to dlaczego nam się wydaje, że jak mówimy ,,k…..” to robimy coś złego, a np. okreslenie ,,wredna, głupia, obleśna i obrzydliwa prostytutka, która każdemu się za grosze oddaje” nie ma już tej siły, choć właściwie zawiera więcej negatywnych rzeczy. Pozdrówka.
    PS. apropos jeszcze rzeczy, które mnie o wiele bardziej irytują niż wulgaryzmy, to zdrobnienia. Te słynne ,,pieniążki”, w sklepie: ,,chlebek”, ,,chlebuś”, ,,jogurcik” i wiele innych. Brrr, okropne, aż szału mozna dostać. I też nagminne.

  12. Wojciech z BCN pisze:

    Bardzo dobrze, ze programista wspomnial o Korwinie Mikke. Nie dosc, ze jego polski jest przyjemny do czytania i blyskotliwy, to jeszcze jest go duzo. I kazdy moze sie nasycic do woli, jesli tylko nie draznia go niektore opinie pana Janusza.
    Wracajac jeszcze do pytania: „co dobrego w dzisiejszym polskim?”, to wcale nie mysle, ze powinno nas szczegolnie martwic, ze duzo sie tego dobrego nie znalazlo. Bo i zadanie wcale nie jest latwe. No bo co dobrego dzisiaj w angielskim? a w hiszpanskim? Hmm, pewno tyle tego, ile w polskim.

  13. Irma pisze:

    Mnie się „wypasione” felietony u Pana na blogu nie podobają.
    Jeśli ich autorzy aspirują do własnych publikacji, niech założą własne blogi, a nie grzeją się światłem Pańskiego autorytetu.
    Spośród wspólczesnych przekleństw najpiękniejsze i tak mocne, jak rozbrające jest” „do jasnej cho…inki!” :)
    Chwała niech będzie twórcy tego powiedzenia i każdemu, który potrafi nim rozbroić nim atmosferę, albo rozruszać bazwład.

  14. Sianin pisze:

    Szanowny Panie Profesorze!
    Proponuję podjęcie innego tematu: języka reklam i formy jego używania. Mnie najbardziej w reklamach irytuje, iż najczęściej prezenterzy do potencjalnych klientów WRZESZCZĄ, KRZYCZĄ.
    Co Pan o tym sądzi?
    Pozdrawiam ):

  15. Cappa pisze:

    Witam
    Pewnie każdego z nas śmieszy coś innego. Mnie nieodmiennie śmieszy język solenny ( a jeżeli przy tej okazji osoba nim się posługująca przybiera ton ściszony, minoderyjny, niby sprawozdawcy TVP towarzyszący pielgrzymkom papieży i innym uroczystościom religijnym) to już szczyt zabawy dla mojej przewrotnej duszy. Śmieszą,nie anonse handlowe typu „Krawiectwo damskie, męskie i wojskowe”,albo cytowany wielokrotnie anons czeladnika masarskiego „Wżenię się w interes z elektrycznym napędem”. Śmieszą mnie też „wiązanki” ale już nie bluzgi. Swego czasu belfrując w męskiej klasie uprzedziłam , że grubiaństwa nie toleruję, ale rozumiem, że czasem człowiek się zdenerwuje, czasem sytuacja wymaga mocnego podkreślenia, a czasem po prostu coś nas „nosi”. I proszę bardzo – mają wymylać inwektywy wyprowadzające rodowód adwersarza od Adama i Ewy poczynając, nie używając przy okazji ani jednego słowa, uchodzącego za wulgaryzmy. Zabawę mieliśmy wszyscy niezłą, aż raz w szkolmej świetlicy zastałam rozszlochaną panienkę. Po dłuższym dyskurskie blond Wenus wyrzęziła, że XY ją śmiertelnie obraził i zmieszał z błotem. Otóż nazwał dziewczę 1. Grzegżółka ( nie wiedziała, że to ptak) , 2) „flanelka” – kojarzyło jej się owo słowo z czymś miękkim. Indagowany przeze mnie winowajca zaśmiewał się z panieńskiej głupoty, mnie jednak ciekawiło skąd takie skojarzenia. Ptaszek, to ptaszek, ale owa flanelka? Chłopak mnie grzecznie poprosił „na stronę” i scenicznym szeptem zapytał : „A co, Pani Profesor, miałem jej powiedzieć, że jest szmata? Jak nic miałbym trzy dyżury poza kolejnością” Żegnam wszystkich z uśmiechem

  16. Wojciech z BCN pisze:

    Irma nie martw sie, czytelnik internetowy ma to do siebie, ze to co zbyt „wypasione” po prostu przelatuje (omija, przeskakuje). Osobiscie zaglebiam sie w dluzsze teksty tylko jesli stoi za nimi mocne nazwisko. Po prostu za duzo tego.

  17. Stara Żaba pisze:

    Wielce Szanowna Pani Irmo, dyć zaś do jasnej choinki! nikt tu nikogo do czytania nie zmusza – jak za dlugie to przewinac do nastepnej krotkiej wypowiedzi i po ptakach. A na innych blogach to niby nikt sie nie rozgaduje?
    Grzesiu, z 14:47, zdaje sie, ze ta roznica wynika z tego, ze prostytutka to zawod a k…. to dodatkowo charakter.
    A w zawolaniu „spieprzaj, dziadu” samo „dziadu” ma tak pejoratywne zabarwienie, ze np. „odejdz, dziadu” nie zabrzmialoby duzo lepiej.
    Ach! Zdrobnienia! Ilez to wypasionych felietonikow do napisania! Juz paluszkami niecierpliwie po klawiaturce przebieram! A tak na serio to mnie jako hodowce denerwuje (miedzy innymi) zdrobnienie „konik”. Konik moze byc na biegunach, albo kon rasy konik polski. Kon to kon. pojecie „koniki” kojarzy mi sie z obstawianiem gonitw na wyscigach lub sprzedaza biletow pod kinem, takie troche szemrane interesy. Pewnie kazdy pewnych zdrobnien specjalnie nie lubi.
    Zagadka: jaka grupa zawodowa uzywa wyrazenia „waruneczki”? Moga byc, ale moze tez ich nie byc.
    Sciele sie do nozek
    Stara Żaba

  18. Franio pisze:

    A czy wie Pan, Panie Profesorze, dlaczego na Panskim blogu wpisy sa niebanalne ? (Choc czesto-gesto pokraczne).Dlatego, ze rozmawiamy o rzemiosle, zawodzie, jak n.p. o robieniu butow. U Pana i u Pana Adamczewskiego. Gdyby szewc traktowal swoje buty, a kucharz – potrawy, banalnie, to bysmy kulejac, ciurkiem biegali do wychodka, w ktorym juz siedza pograzeni komentatorzy polityczni, co po pierwsze – nie bardzo wiedza o czym pisza, a po drugie – operuja pojeciami bez desygnatow. Jezyk to tworzywo, jak skora na buty, albo pierwsza krzyzowa na kotlet. Po to, zeby ten material byl wymierzalny i konkretny, sa zasady jezykowe. Lepiej przestrzegane zasady to – lepszy jezyk, lepszy material na felieton w blogu, powiesc, albo nawet prezydencki monolog. Eksperymentowac z jezykiem mozna, jak mozna rzucic na rynek buty z obcasem z przodu i jezykiem od spodu, znajda sie chetni, tylko – na ile par ? Piec, dziesiec ? A potem – plajta. A ile pojdzie nakladow ksiazek z eksperymentalnym jezykiem ? Z wulgarnym ? Zazwyczaj jeden, w minimalnej ilosci egzemplarzy, bo wydawca nie kiep i nie bedzie inwestowal w bezsens. Jezyk nie istnieje sam dla siebie, jak te buty, czy kotlet. Sluzy. Jak pies na dwoch lapach. Sluzy temu, aby czlowiek czlowieka rozumial. A jak on mnie zrozumie, kiedy ja go prosze o dwa kotlety schabowe z kapusta, ale w jezyku eksperymentalnym ? Nieporozumienie, a moze nawet – mordobicie, z policja i aresztem, gwarantowane. Albo jezykiem wulgarnym ?! W najlepszym wypadku dostane dwa marynowane fijolki z groszkiem, bo biedny kelner tak zrozumial moje eksperymentalne wywody. Najlepiej jest kupic sobie mala ksiazeczke o zasadach polskiego jezyka i po zrozumieniu – eksperymentowac, wulgaryzowac i co tam jeszcze, aha ! – wypisywac sie w blogu. I paskudnym wyrazom, wiachom calym, „marynatom z pod watroby” tez sie przyda. Beda lepiej poukladane, uzyte w proporcji i trafia prosto w cel – tam, gdzie czytajacego zainteresuja, rozsmiesza, przeraza, a nie „w oleandry”, „panu Bogu w okno”. Skladnia te nasze ukochane wulgaryzmy zyja, skladnia. Moze dosc o nich, choc zal szczery, i o neologizmach, a moze troche o skladni ? Jak skladac i formowac ten material, zeby dotarl tam, gdzie chce i spowodowal to co ja chce ? Tu, bez Pana Profesora sie nie obejdziemy. Czy mozna Pana namowic na zwrot od wyrazow do zdan ?
    Tegosmy jeszcze nie dyskutowali, a wystarczy, ze Pan zacznie i – ten kierdel posluszny poleci za baca, jak glupi ! Czysty zysk, Panie Profesorze. Tak sie zamotamy w swoje brednie, ze znow bedzie Pan mial pare tygodni odpoczynku. Szczerze polecam. Franio.

  19. Boguś W. pisze:

    Nie mam talentu felietonisty, poza tym pozna pora nie sklania do dluzszch wynurzen i obfitych wypocin. Tym niemniej dwa slowa ode mnie (bez polskich literek, prosze wybaczyc).

    Przy calej mojej fascynacji jezykiem mojego, w uproszczeniu mowiac, pokolenia – bo o sympatii nie zawsze mozna w tym przypadku mowic – jakos nie wierze w jego zbawienny wplyw na odswiezenie jezyka. Kiedys mowilo sie „w deche” – i co? I dopiero mamy archaizm. Stare tlumaczenia „Wakacji Mikolajka” trzeba czytac ze slownikiem!

    A Miejacemu Widok Na Przyszlosc uprzejmie donosze – „zrownowazony rozwoj” to jak najbardziej realne pojecie ;) No chyba, ze chodzilo o wielkie litery, a ja jestem stanowczo zbyt spiacy.

  20. Mam widok na przyszłość pisze:

    Do Bogusia W.:
    Oczywiście, że „zrównoważony rozwój” to realne pojęcie. Tylko mi zgrzyta to połączenie ze słowem „miasta”. Czy kandydat na prezydenta miasta wie co mówi? Ten slogan nic w sobie nie ma, nie zawiera treści. Ktoś kto wymyślił ów slogan poleciał całkowicie po koniunkturze na „normalność”, „poprawność”, „porządek” itd. No bo co znaczy „zrównoważony” w tym wypadku? Że nie będzie przepaści między bogatymi a biednymi? Że będzie tyle samo pieniędzy na oświatę co na drogi? A jak dojść do tego, czy rozwój był zrównoważony? Czy zrównoważenie da się jakoś zmiarkować?
    Cechą polityki jest pustosłowie. Czekoladowe praliny bez nadzienia.

    (Dziękuję Sawie za uwagi.)

    Pozdrawiam.

  21. stasieku pisze:

    Szanowny Panie Profesorze,

    Wolę Pana słuchać niż czytać.
    Jest Was, profesorów języka, kilku wpływowych. Pomóżcie please!

    Proszę zatem agresywniej tępić błędy językowe u ludzi występujących w mediach.
    Dyżurne błędy:
    ?Proszę panią? (tu M. Olejnik ma szansę) ? Giertych, Kaczyńscy
    ?dywagacja? używana w znaczeniu ?spekulacja? ? prawie wszyscy
    ?spolegliwy? ? niedawno znany ekonomista powiedział ?prezes banku nie może być spolegliwy…?
    ?w cudzysłowiu? ? co drugi dziennikarz i 80% polityków

    Pozdrowienia, stasieku@aster.pl

  22. Franio pisze:

    Stara Zabo,
    Pisze ot tak, zeby podziekowac za perelki, jak „Ide ja sobie przez obore”, „Calujraczki”,
    „S….n komunista” i inne. Lwowski rodowod i lekka narracja, typowa dla Warszawy (skad ?), etyka i dobry smak, ze wiesz co i gdzie mozna, pozwalaja Ci bezkarnie szarzowac w kazdym temacie, nikogo nie urazajac, a nam – daja kupe radosci. Nie myslalas o wlasnym zbiorku felietonow/opowiadan ? Wtrety autobiograficzne „panienki z dobrego domu” w zestawieniu z „Maryska, co zjadla berecik” to patent na sukces takiego zbiorku. Popraktykuj, Kochanie, na blogu. Daj nam kilka opowiadan bez zadnego wprowadzenia, ani konkluzji. W ramki oprawie i wnukom na scianie zostawie, zeby wiedzialy, jak pisac.
    Nawet ja, stary wredziuch, chocbym najbardziej chcial, nie potrafie sie przyczepic do jednego zdania, czy slowa w Twoich tekstach. Czyta sie je lekko, rytmicznie, latwo puentuje. Dala Ci Bozia talent, to go nie marnuj – sie wydaj !
    Z kim mam rzecz, pojalem po jednej malej Twojej uwadze: „panny Bochenkowny”. Kto teraz tak mowi ? Ze swieczka nie znalezc. Z kolei „i po ptakach” slyszalem w wydaniu slaskim „i po ptOkach” , ktore lepsze ?
    Raczki caluji Dobrodziejce,
    Franio.

  23. Sawa pisze:

    Dziękuję Stasieku za przykład z cudzysłowiem. Też mnie to razi, ale ponieważ wokół wszyscy tak mówią, to sądziłam, że to ja popełniam błąd. Tym bardziej popieram twój apel o tępienie błędów popełnianych przez medialne gadające głowy. Taka w nich siła, ze zaczynamy sami siebie oskarżać o błędy.
    Jeśli chodzi o „spolegliwego”, to kilka lat temu czytałam artykuł, w którym autor wyjaśniał, że z powodu innego znaczenia powszechnego używania tego wyrazu, to drugie znaczenie uzyskało status poprawności. Byłam tym oburzona, a Autor wyrazu zapewne przewraca sie w grobie. Ja wiem, że prawdziwie spolegliwych coraz mniej na tym świecie, ale póki jeszcze są, powinniśmy obronić znaczenie tego wyrazu, z nadzieją, że odrodzi się nie tylko znaczenie wyrazu, ale znaczenie ludzi, na których można polegać.

  24. Sawa pisze:

    Przepraszam – oczywiście „za przykład z cudzysłowem”, a nie „z cudzysłowiem”.

  25. Stara Żaba pisze:

    Franiu, rumienię się jak panienka i czuję jak Młoda Żabka połaskotana pod gardziołkiem. Skąd ja się wzięłam? Na mojej stronie http://www.zabieblota.cba.pl (to mój syn wynalazł taki serwer! jeszcze nim powstało CBA! ja się na tym nie znam i nie dotykam!) jest taki tekst „Skąd to …” Napisałam to na prośbe redakcji „Hodowcy i Jeźdżca”, ale pismo przerobiło się z naszego lokalnego na ogólnopolskie wiec ukazała sie tylko jedna trzecia. Chyba mi nie dane zaistnieć drukiem.
    Ptoki właściwsze, bo to chyba się wywodzi z podziału na ptoki i krzoki?
    Pozdrowienia
    Stara Żaba

  26. Mam widok na przyszłość pisze:

    Bracia K., którzy tak śmiało dążą do zaprowadzenia poprawnej i jedynie słusznej normalności powinni zadbać o odpowiedni organ ścigający błędy językowe w wypowiedziach członków rządu itp.
    Przecież VI RP musi być wolna od wszelakich błędów.
    Pozdrawiam.

  27. 2stan pisze:

    Wielce szanowny Panie Profesorze.
    Zupełnie przypadkowo natknąłem się dzisiaj na Pana blog. Ucieszyłem się niezmiernie, bo już od dawna uważałem, że niestety upada kultura języka polskiego.
    Język codzienny, jaki można usłyszeć z ust małoletnich wyrostków i dziewczynek jest straszny, to właściwie jeden ciąg wulgaryzmów i to tych najmocniejszych. Tu zupełnie zgadzam się z Panem Profesorem, że jest to jeden z przyczynków upadku obyczajów między innymi w szkole.
    Wulgaryzmy niewątpliwie zaistniały z chwilą pojawienia się możliwości wysławiania się i na to nic nie poradzimy. Pamiętam wypowiedź Pana Profesora, słyszaną swego czasu w TV, że w dawniej w mowie polskiej używano również wulgaryzmów, tak więc i dzisiaj nie powinno to dziwić. Ale…, ale… No właśnie chyba jest tego za dużo. Wydaje mi się, że winę za to ponosimy my wszyscy dorośli, a szczególnie rodzice w domach, nauczyciele w szkołach, no i cała reszta na ulicy, przez fakt nie zwracania uwagi w jaki sposób wysławiają się dzieci i młodzież. No a niektórzy dorośli dają bardzo barwne przykłady, gdy są w stanie ?przeczęstowania? alkoholem.
    Ale zwracam się tą drogą do Pana Profesora, zresztą jak przeczytałem nie ja jeden, z ogromną prośbą:
    O walkę z fatalnym i beznadziejnym językiem jaki możemy usłyszeć w naszych mediach elektronicznych. Szczególnie należy piętnować redaktorów-dziennikarzy telewizyjnych. Osobnym tematem jest niewątpliwie język jaki możemy usłyszeć z ust osobników okupujących siedziska-fotele na ulicy Wiejskiej w Warszawie, czyli Panie i Panów Posłów na Sejm RP. Do tych postaci należy jeszcze dodać dwie osoby ? obu wielkich braci bliźniaków. Niestety w tym ostatnim przypadku osobiście bardziej staram się złapać w ich wypowiedziach błędy i to całkowicie zagłusza sens ich wypowiedzi (ale nawet gdy człowiek się bardzo postara, to i tak sensu w ich wypowiedziach nie widać, bo potrafią sami sobie zaprzeczyć). Za to mamy takie piękne cytaty: ?nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne?.
    Kończę, bo nie chcę zanudzać. Przesyłam wyrazy uszanowania.

  28. Franio pisze:

    Stara Zaba,

    Mosz recht. Ptoki, krzoki i widoki. Na Przyszlosc.
    Nie moglem tego wygrzebac. Nie wychodzi. Tylko na ogolnej stronie, ale bardzo malo.
    Nigdy nic nikomu nie jest dane, jak sobie sama nie wezmiesz. Wydrukuj na naszym blogu. Kobyle sie wrota pokickaly ? Zebys Ty slyszala, jak ja ze swoim bawolem (140 funtow Bouvier) rozmawiam… Babcia by sie w grobie przewrocila, ale moi i tak nie rozumia, to se pozwalam…A on, w rewanzu, morde mi rano lize, jak jeszcze spie.
    Czekam na opowiadanko. Do sniadanka.
    Franio.

  29. Franio pisze:

    Stara Zabo,
    Strona http://www.zabieblota.cba.pl nie dziala. Masz w domu mlotek i srubokret ? To uruchom cholere, bo tam jest duzo do poczytania i poogladania. Franio.

  30. Franio pisze:

    stasieku.

    Sluszne uwagi.
    Pozornie ukladna i ladna (zdjecie zamieszcza !) pani Monika Olejnik ciagle „sie pyta”. „Pytam sie pana”, „to ja sie pytam” nalega. Az rece swierzbia, zeby jej poslac widokowke podpisana „Jerzy”. Czy ona pobierala nauki dziennikarskie u prof. Bralczyka ? Z pewnoscia – nie. Z dobrym wychowaniem tez na bakier: przerywa, wyglasza swoje opinie, jest napastliwa w prostacki sposob. Z premierem rozmawiala mizdrzac sie jak pies do kija, a kilka dni pozniej, z kolegami – dziennikarzami i poslami, jak wsciekly foksterier. Skad sie wziela jej popularnosc ? Skad ( z czego) osoba wyplynela ? Barbara Walters ona nie jest. Moze jej ktos uswiadomi.

  31. Boguś W. pisze:

    Miejacemu Widok:

    Zarzuty ze wszech miar trafne, ale plakat wyborczy to nie program wyborczy! Tutaj uproszczenie jest po prostu konieczne, a jak inaczej upraszczac, jesli nie tnac „po tresci”? Zgoda, to nie haslo najwyzszych lotow, ale nie wymagajmy zbyt wiele od sloganow!

  32. 2stan pisze:

    Wielce szanowny Panie Profesorze.
    Zupełnie przypadkowo natknąłem się dzisiaj na Pana blog. Ucieszyłem się niezmiernie, bo już od dawna uważałem, że niestety upada kultura języka polskiego.
    Język codzienny, jaki można usłyszeć z ust małoletnich wyrostków i dziewczynek jest straszny, to właściwie jeden ciąg wulgaryzmów i to tych najmocniejszych. Tu zupełnie zgadzam się z Panem Profesorem, że jest to jeden z przyczynków upadku obyczajów między innymi w szkole.
    Wulgaryzmy niewątpliwie zaistniały z chwilą pojawienia się możliwości wysławiania się i na to nic nie poradzimy. Pamiętam wypowiedź Pana Profesora, słyszaną swego czasu w TV, że w dawniej w mowie polskiej używano również wulgaryzmów, tak więc i dzisiaj nie powinno to dziwić. Ale…, ale… No właśnie chyba jest tego za dużo. Wydaje mi się, że winę za to ponosimy my wszyscy dorośli, a szczególnie rodzice w domach, nauczyciele w szkołach, no i cała reszta na ulicy, przez fakt nie zwracania uwagi w jaki sposób wysławiają się dzieci i młodzież. No a niektórzy dorośli dają bardzo barwne przykłady, gdy są w stanie ?przeczęstowania? alkoholem.
    Ale zwracam się tą drogą do Pana Profesora, zresztą jak przeczytałem nie ja jeden, z ogromną prośbą:
    O walkę z fatalnym i beznadziejnym językiem jaki możemy usłyszeć w naszych mediach elektronicznych. Szczególnie należy piętnować redaktorów-dziennikarzy telewizyjnych. Osobnym tematem jest niewątpliwie język jaki możemy usłyszeć z ust osobników okupujących siedziska-fotele na ulicy Wiejskiej w Warszawie, czyli Panie i Panów Posłów na Sejm RP. Do tych postaci należy jeszcze dodać dwie osoby ? obu wielkich braci bliźniaków. Niestety w tym ostatnim przypadku osobiście bardziej staram się złapać w ich wypowiedziach błędy i to całkowicie zagłusza sens ich wypowiedzi (ale nawet gdy człowiek się bardzo postara, to i tak sensu w ich wypowiedziach nie widać, bo potrafią sami sobie zaprzeczyć). Za to mamy takie piękne cytaty: ?nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne?.
    Kończę, bo nie chcę zanudzać. Przesyłam wyrazy uszanowania.

  33. Robert pisze:

    Stara Żabo,

    Sprawdź proszę adres strony internetowej, który podałaś 1 listopada o 21:20. Próbowałem wejść, ale bez powodzenia.

    Pozdrawiam serdecznie.

  34. marekk pisze:

    Do ?Mam widok na przyszłość?- zgadzam się co do koncepcji z godz 22.22, o poprawności językowej.
    Na pierwszy ogień powinien iść organ mowy Pana Prezydenta i jego brata.
    ?Stara Żaba?- jednak miałem nosa co do Twoich felietonów, piękne.
    Pozdrawiam marekk

  35. alicja pisze:

    Stara Zabo, strona sie otworzyla, ale u mnie wyszly „krzaczki”, zamiast normalnych polskich znakow diakrytycznych. Dodam, ze poza tym wszystkie polskie strony otwieraja mi sie prawidlowo. Nie kum(k)am, w czym rzecz, masz jakis pomysl ?

  36. Stara Żaba pisze:

    zaraz kopnę synka, niech sprawdzi, bo mi sie otwiera, ale może cos pokrecił
    Stara Zaba na Żabich Błotach

  37. Stara Żaba pisze:

    oki, dziecko donosi, ze jego te` nie działa, widać siła wyższa, ale ponoć do jutra się poprawi,
    pozostaję z nadzieją
    S.Ż.

  38. Stara Żaba pisze:

    Chyba juz wszystko w porządku.
    Prosze klikać w „Skad ten pomysł” (z lewej strony pod „Schronisko”)
    Za ilość i jakość zdjęć nie odpowiadam, idę się zakopać w mule, już pora na żaby,
    pozdrawiam wytrwałych
    Stara Żaba

  39. Torlin pisze:

    Nawiązując do słowa „spolegliwy” nie zatrzymacie Kochani rozwoju języka. A zmiana znaczenia wyrazów jest jednym z jego elementów. I nawet nie wiem, jak byśmy się nie wysilali, nie będzie to miało najmniejszego znaczenia. Kto z młodych zna wyraz „spolegliwy” jako „taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać?, a nie „taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym”? Kto zna prawidłowe znaczenie słowa „pasjonat”? Właściwie istnieje jedynie jako synonim słowa „hobbysta”. Jeszcze „oportunista” trzyma się dzielnie, chociaż coraz częściej słychać to słowo w znaczeniu „człowiek uparty, wiecznie nie zgadzający się”. A sensat? Człowiek uwielbiający sensacje czy też przesadnie poważny, silący się na uczoność? A jak rozumiecie słowo „dywagacje”? To są „długie, rozwlekłe rozważania, zwykle odbiegające od tematu”, czy też synonim „dłuższej wypowiedzi właśnie … na temat”?
    Język się zmienia przez wieki i na naszych oczach. Giną wyrazy i powstają nowe, zmieniają znaczenia, zawężają je i rozszerzają. I nic na to nie można poradzić. Moja babcia mówiła (za pomyłkę z góry przepraszam) „kwadrans na czwartą”, moja mama „kwadrans po trzeciej”, ja „piętnaście po trzeciej”, a moje dzieci mówią „piętnasta piętnaście”. I co zrobić? Trzeba pochować stare i przyzwyczaić się do nowego. Na tym przykładzie widać, że młodzież wyrazowi „kwadrans” już wykopała grób i będzie stawiać płytę z napisem: „Tak się kiedyś mówiło”. Jesteśmy bez szans z potęgą języka, możemy najwyżej stworzyć sobie jakiś skansen.

  40. Mam widok na przyszłość pisze:

    Witam wszystkich serdecznie. Aż szkoda, że muszę chodzić do pracy. Chętnie siedziałbym sobie na tym blogu i blogował. A tak muszę siedzieć w pracy i blagować. Jak to mawia mój „kolega” po fachu: : „Ja udaję, że pracuję, a oni udają, że mi płacą”. :)
    Wielki Roman ogłosi niebawem swój program „Zero tolerancji”. Nie mam zamiaru dyskutować na ten temat, ale podsuwa to pomysł na zralizowanie podobnie brzmiącego projektu w sferze języka. (No właśnie… co się stało z ustawą, która miała gwarantować ochronę naszego języka? Czy ktoś wie?)
    „Zero tolerancji” dla bezmyślnych dziennikarzy, pompatycznych komentatorów, dla pustosłowia polityków itp. Zacznijmy wymagać od mediów poprawnej polszczyzny. Gdy czasami ktoś zmusi mnie do słuchania radia Eska lub podobnego, to jestem wściekły, prowadzący słuchowiska wysławiają się okropnie. Ja rozumiem, że oni mówią do tych ludzi, którzy oprócz miałkiej pop-ki nie wiele więcej mają… zainteresowań, dlatego ci „prezenterzy” powinni mówić poprawną polszczyzną. Duże stacje radiowe, mające spore rażenie (to dobre słowo) powinny być zobligowane do przestrzegania poprawności językowej. Nie chciałbym wypowiadać wojny komercyjnym stacjom. Mamy w końcu demokrację. Mogłaby powstać jakś komisja (bo tak przecież teraz popularne), która zadbałaby o poprawne komunikaty w radio i telewizji. Co Wy na to, drodzy Blogersi?

    Chętnie przyjmuję uwagi na temat moich wypowiedzi. Już dawno nikt mi nie zwracał uwagi, dlatego się zaniedbałem. Pozdrawiam.
    Polecam wszystkim stronę:www.so.pwn.pl, ułatwia pisanie na komputerze.
    Cześć i Czółem.

  41. Ana pisze:

    Przeczytalam wszystkie wpisy blogowiczow.Chociaz talentow literackich Bozia mi poskapila,pragne i ja pare slow wtracic.
    Bardzo podobaja mi sie felietony Starej Zaby.Gratuluje! Sa cudowne,a i Pan Franio rownie sympatycznie pisze.
    Niektorzy z Panstwa mowili o niezrozumialej mowie politykow,dziennikarzy i innych.Przytocze ,wiec pare perelek z wypowiedzi znanego pilkarza Johna Cruijff`a.Jego powiedzonka sa tak samo popularne,jak naszego K.Gorskiego.
    Oto pare z nich:
    -Baza jest pilka jak najszybciej miec pod kontrola,jesli tak,to jest wiecej czasu,zeby jeszcze popatrzec.

    -Patrz, pilka musi minimum miedzy dwa pale trafic.

    -Pilka nozna jest najwazniejsza rzecza uboczna w zyciu!

    -Tak dlugo,jak masz pilke inni nie moga strzelac goli.
    -Pilka jest najwazniejszym elementem tej gry.

    -Ja nie wierze.W Hiszpanii kresla wszyscy 22 gracze krzyz,zanim wejda na murawe.Gdyby to dzialalo,musialby zawsze byc wynik remisowy.

    Tlumaczenie moje wlasne.
    Pozdrawiam serdecznie .Ana

  42. Stara Żaba pisze:

    MWnP, z ust mi wyjales to pytanie o ustawe o jezyku polskim. Wyglada na to, ze zginela smiercia naturalna. Co prawda nie popieralam jej w calej rozciaglosci, ale to co sie dzieje teraz wola o pomste do nieba i choc w czesci by sie przydala.
    Ana, bardzo mi sie podobaja te powiedzonka, sama nie wiem ktore bardziej, chyba ta rzecz uboczna?
    Czy ktos czytal wpisy AGI na blogu u Paradowskiej? Z jakiego ona moze byc kraju? Albo sobie z nas (przepraszam z gory) jaja robi nie tyle trescia – wolno jej – co cala reszta.
    Dobranoc,
    Stara Zaba

  43. Sawa pisze:

    Torlinie,
    dziękuję za wyjaśnienie. Widać prawdziwie spolegliwi powymierali, a spolegliwych po nowemu ci u nas dostatek. Zostanę w swoim skansenie, bo mam do tego wyrazu aż emocjonalny stosunek – pamiętam swój młodzieńczy zachwyt tym wyrazem – stanowił dla mnie zestaw wszystkich najpiękniejszych cech człowieka w jednym cudownym słowie. Martwi mnie to również z powodów czysto praktycznych, bo znaczenie to jest dokładnie odwrotne – nie można wszak polegać na ludziach „spolegliwych po nowemu”. Niech giną i niech powstają nowe wyrazy, ale nie pozwalajmy na zmianę ich znaczenia na całkiem przeciwne, tylko dlatego, że niedouczona większość popełniała błędy. Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, gdy wyraz dowcipny, będzie brzydkim wyrazem, bo to, że głupi oznacza mądry, już zdążyłam dożyć.
    Ps. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mówił o dywagacjach jako o długiej wypowiedzi na temat, raczej tylko w sytuacjach, gdy ględzi nie wiadomo o czym.

  44. Franio pisze:

    Starej Zabie – dziekuje !

    Za pierwszy, od wielu, wielu lat, kawalek tego co mi bliskie i co rozumiem bez wyjasnien. Smarkiem jeszcze bedac, jezdzilem na soboty i niedziele z rodzicami do majatku (na farme ?) emerytowanego sedziego z wilenszczyzny, pod Warszawe. Na stacji kolejki, w Rembertowie, czekal Kazmierz, albo Antoni i – fura, przez las, jechalismy piec kilometrow tam, gdzie zaczynal sie moj raj. Na kobyle Basce, na oklep po lesie, w polu za plugiem z Kazmierzem, dookola obejscia z Antonim, ktory mnie przedstawil wszystkim piesom, zlym jak diabli, na lancuchu , a pozniej – z dwoma lapami na mnie, wyzerajac z reki szynke, baleron, kielbaske i co tam jeszcze udalo mi sie ze stolu podwedzic. Te popisy przyprawialy matke o ataki histerii (zagryza go ! ), a ojciec zadowolony mruczal „sam sie z nimi rozebral, to go nie rusza”. Ojciec nauczyl mnie Baske karmic, oporzadzac zgrzeblem i szczotka, gadac z nia bez przerwy, poklepywac, ocierac sie o zad przechodzac za nia, a po przejazdzce – najpierw wytrzec z potu, przykryc, wokol podworza, a dopiero potem poic. I zawsze, zeby nie wiem co, najpierw z Baski zejsc, potem otworzyc drzwi do stajni i wprowadzic. W poczatkach, niemal za kazdym razem, Baska „obdzierala” sie ze mnie w lesie, a potem spokojnie czekala, az po pienku, czy przy wykrocie, wgramole sie z powrotem. Nie wiedzialem, gdzie dom, ale Basia, za kazdym razem, przynosila mnie spokojnie z powrotem. Ojciec nauczyl mnie orac plugiem(tak !), bronowac, siac, wiazac snopki, doic krowy (a jakze !), bo przed wojna, jego rodzice mieli majatek „przez miedze” z majatkiem tego wilenskiego sedziego-emeryta spod Warszawy. Z wojny ojciec wyniosl tylko zycie, ale sedzia – emeryt – dwoch synow, co to jeden zalozyl sklep jubilerski, a drugi – z futrami, wiec bylo za co tatusiowi gospodarstwo utrzymac. Ojciec „mial fijola” mawiala mama, na punkcie koni. Koniarz byl cala geba, bo juz w dziecinstwie powozil szostka, a dwaj bracia dali sie zabic Niemcom w ulanskiej szarzy.
    Z tenisem nie bylo tak zle, chodzilem grac na Agrykole. Przez Jablonne jezdzilismy do ciotki, do Legionowa; starsza siostra tez skonczyla SGGW, ale „po linii” jablek Miczurina i szczepow Lysenki, i chodzila w bialej czapce; a na Plac Zbawiciela latalem do „Metodystow”, bo mi sie juesej snilo. Do Konstancina trafilem znacznie pozniej, przez przyjazn ze s.p. prof. Marianem Weissem, ktoremu staralem sie pomoc „zdobyc fundusze” dla rehabilitacji pozornie beznadziejnych przypadkow poczwornej amputacji.
    Czysta klasyka: spojnosc czasu, miejsca i akcji. Dramat tez, taki mniej-wiecej starozytny…
    „Wylegitymowalem” Ci sie dosc, zebys wiedziala, dlaczego wczoraj napisalem o Twoim tekscie: „…lekka narracja, typowa dla Warszawy (skad ?).” Nigdy przedtem, o Warszawie – nawet nie wspomnialas. Entuzjasci jezyka eksperymentalnego i wulgaryzmow, sprobujcie sie tak „wywachac na odleglosc”, po tekscie. Pszyposzczam rze wontpie…
    Klaniam sie, Franio.

  45. Franio pisze:

    Stara Zaba.

    Przeczytalem. Obejrzalem. W Czaplinku bywalem. Wypisze sie, jak strawisz to, co wyzej.
    Uklony, Franio.

  46. Franio pisze:

    Stara Zaba. Twoja zagadka – „waruneczki”.
    Personalny ? O „cieplej posadce” ?

  47. Franio pisze:

    Stara Zaba.

    AGA niczego z nikogo nie robi. Studentka, albo absolwentka cwiczy. Niemka, Arabka, Bulgarka, Wegierka, byc moze.

  48. Robert pisze:

    Stara Żabo,

    Twój tekst jest tak wzruszający, że po przeczytaniu zadumałem się na pewien czas. Poznałem Twoją pasję i część Twojego życia… Wiem teraz, że Stara Żaba to Ewa, która kocha konie jak mało kto. Żal tylko, że Twojej miłości do koni i jak rozumiem zwierząt w ogóle, nie potrafili zrozumieć bliscy Tobie ludzie. Jestem pełen podziwu dla Twojej osoby. Już jako mała dziewczynka miałaś obrany cel w życiu i konsekwentnie dążyłaś do niego, przez cały czas.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  49. Stara Żaba pisze:

    Franiu, pewnikiem masz rację z Agą, ale ciężko za nią trafić.
    Ponieważ nikt inny nie próbował rozwiązać zagadki podaję odpowiedż:piloci agro. Najpierw telefon do meteo (przepraszam, ale to juz musi byś slangiem): – podajcie mi waruneczki na dzisiaj – a potem do kierownika gospodarstwa : – dzisiaj nie latamy, nie ma waruneczków -. Waruneczki były czyms świętym i niesprawdzalnym, pogoda była przepiekna, wiatru na lekarstwo, ale jak pilot powiedział, ze nie ma waruneczków to żadna siła go nie zmusiła do latania.
    Pozdrawiam,
    Stara Żaba

  50. Torlin pisze:

    Sawo!
    Nic na to nie poradzisz. „Kobieta” kiedyś była pejoratywnym określeniem. Panta rhei!
    I nic na to nie poradzisz, że młodzież swoje blogi tytułuje: „Dywagacje na różne tematy”.
    PS Ja też jestem ze skansenu, ale ze mnie „skansenowy realista językowy”.

  51. Franio pisze:

    TORLIN

    Koniec swiata ! U Passenta, dzisiaj: „pytam sie pisarza”. Czys Ty sie z Monika Olejnik zadal ? I jak tu w Boga wierzyc, kiedy TORLIN gramatyke lamie ?!

  52. Mam widok na przyszłość pisze:

    Chciałem się czegos dowiedzieć na temat ustawy o ochronie języka polskiego. Zajrzyjcie tu : http://www.rjp.pl/?mod=informacje&type=dzialalnosc&id=22

    co za perełki.

    Pozdrawiam Serdecznie

  53. Stara Żaba pisze:

    Dziękuję za ciepłe słowa i wyrazy poparcia
    Stara Żaba na Zabich Błotach

  54. Torlin pisze:

    Franiu!
    Na Boskiego Światowida!
    Strasznieś mnie zaatakował! Generalnie masz rację. Ale ja formę z „się” stworzyłem specjalnie, gdyż – jak mówi Poradnia Językowa – „się” z czasownikiem czasem tworzy formy nacechowane emocjonalnie, wzmocnione.
    Ale – na Zeusa – jeżeli Cię to drzaźni, więcej tej formy nie użyję.
    Słowo harcerza!

  55. Franio pisze:

    TORLIN.

    To bardzo ciekawe, co piszesz. „Sie” dla form wzmocnionych. Nigdy o tym nie slyszalem. Czy podaja jakies przyklady ? W moim skromnym mniemaniu, nie ma to najmniejszego sensu. Moze po prostu ustepuja trendowi ? Rygor skonczyl sie gdzies okolo 1960. Teraz, jezykoznawcy maja badac i wyjasniac (dlaczego ?), albo komentowac, ale – o ile jezyk jest otwarty na neologizmy, o tyle – nie dopuszcza wygibasow gramatycznych, co najwyzej „itoito”. Mysle , ze Profesor by Ci to potwierdzil.
    Drzazni mnie tylko, z lekka bezczelnawa ,pani Moniczka. Ty piszesz wyjatkowo poprawnie. Poniewaz jestem stary kapec, co lubi doradzac, w Twoich doskonalych tekstach gdzie indziej, skrocilbym zdania, poddramacil i pilnowalbym konstrukcji: („po polskiemu” nie umiem) foundation – action – conclusion, to wzmocni emocjonalnie.
    A po za tym – bardzo dobrze… i wezykiem, wezykiem…
    Czowaj, charcezu. Franio.

  56. Mam widok na przyszłość pisze:

    Przyjdzie mi już niedługo tęsknić do tych nasztch „bluzgów”. Sytuacja polityczna w kraju zmusza mnie do opuszczenia go. Wyjeżdżam niebawem do Anglii. Tajemnicą nie będzie to, że względy finansowe też odgrywają rolę.
    Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam.

    P.s.

    Teraz będę kaleczył inny język :)

  57. emeryt pisze:

    Nasz jezyk,tak kazdy na swiecie,ulega ciaglym i czesto szybkim zmianom.Odczulem to na wlasnej skorze.Wrocilem do kraju po 20-letniej nieobecnosci.Przez caly ten czas mialem bardzo ograniczona stycznosc z naszym jezykiem.Caly czas,z koniecznosci,poslugiwalem sie maszyna do pisania a pozniej komputerem z angielskimi literami.Zostalo mi to dzisiaj.Bywalo tak,ze musialem prowadzic czasami korespondencje w jezyku polskim,bo bylem jedynym,znajacym ten egzotyczny jezyk.Moi szefowie i koledzy podziwiali jak pracowicie dorabiam „ogonki” do polskich liter.Krecili przy tym glowami mowiac,ze to nie musi byc calkiem cywilizowany jezyk skoro nie pasuje do niego normalny alfabet.Nie wspominam o korespondencji w jezyku rosyjskim.Miale specjalna maszyne do pisania z cyrylica,rosyjski tez znam biegle.Dla nich to byla juz calkowita chinszczyzna.
    Jaki wniosek z tego mojego opisu.Uwazam,ze caly swiat staje sie niestety lub stety angielsko-jezyczny i czas porzucic te nasze ogonki.Rosjanie tez doszli do takiego wniosku i uproscili troche swoja pisownie w ostatnich latach.Zniknely w pismie takie cuda jak „jo” itp.Coraz czesciej Rosjanie pisza cale zdania poslugujac sie alfabetem lacinskim lub wrecz jezykiem angielskim.Prosze pomyslec o tym co napisalem,bo nasze ogonki sa czasem klopotliwym balastem i trudnym do pojecia utrudnieniem w rozumieniu obcych ludzi.
    Uwielbiam Panskie komentarze w telewizji.Odkad „wrocilem” pasjonuje sie i wchlaniam polszczyzne jak cos czego mi brakowalo wiele lat.Dopiero teraz to poczulem,ze przez te lata za granica oddalalem sie od naszego kraju.

  58. Franio pisze:

    Do Emeryta:
    Polskich „ogonkow” bym nie wyolbrzymial. W codziennej korespondencji z innym krajem, Polacy nawet nie zwracaja na nie uwagi, na ich brak – doskonale wiedza w czym rzecz. Rosjanie bardzo szybko ucza sie (o ile juz nie znaja) czytania liter lacinskich i transkrypcji: zh, ch, kh, shch itd. Do glowy by nie przyszlo, ze ktos musial kupowac specjalna maszyne, lub software, z cyrylica, do koresondencji z nimi. Latwiej, szybciej chyba pisze sie z transkrypcja, niz cyrylica (at least – ortografie masz w nosie). Jesli znasz jezyk, oni moga pisac uzywajac wlasnego alfabetu, a Ty odpowiadasz w transkrypcji lacinskiej. Piszesz, ze zniknely takie cuda jak „e” czytane „jo”, z dwoma „ogonkami” na gorze. To nie cuda. Pod akcentem, w wielu wyrazach pisze sie „e”, a czyta „jo”. Znajac jezyk, zawsze zakcentujesz poprawnie, bo rozumiesz znaczenie wyrazu. Ten ich akcent jest chyba najtrudniesza rzecza do wyuczenia. Jest ruchomy, jak wiesz, zmienia drastycznie znaczenie wyrazu i nie ma zadnych regul. Jesli sam tekst nie jest informacja, jego zapis, komunikacja z nimi w innych dziedzinach, lacinskim alfabetem, nie sprawia najmniejszych trudnosci. Przy okazji, mimo solidnej nauki, z angielskim zawsze maja problemy, a polski czesto rozumieja ot tak, „na hodu”, dzieki semantyce. Przyjezdzaly do mnie delegacje z anglo-rosyjskimi tlumaczami, ktorzy czasem „zatykali sie” na n.p. amerykanskim idiomie, a jak mu podrzucilem po polsku – blyskawicznie zrozumial. Bylo z tym bardzo wesolo, ale to juz inny temat.

  59. Baca pisze:

    Dzień dobry Panie Gospodarzu.
    Dzień dobry Wszyscy.
    Przyjemnie poprzebywać w interesującym towarzystwie. Proszę o dopuszczenie i mnie do uczty, skoro polszczyznę podano, bom miłośnik.
    Najchętniej podpisałbym się pod wypowiedziami „Sawy”. Sam powiem tyle: Język wypowiedzi najlepiej dopasować do okoliczności, ale dbać o jego urodę – zawsze. Przez szacunek do drugiego człowieka nie napisałem jeszcze najmarniejszego e-maila bez interpunkcji i „ogonków”, jeżel tylko maszyna to umożliwiała. Cenię bogactwo języka, słowotwórstwo, poszukiwanie. Słowo mnie bawi, odżywia i unosi. Przekręcam i wykręcam wyrazy na wszystkie strony, ale tak, żeby ich nie bolało, a uciechę miały obie strony.
    Kiedy czytam tekst świadomie nieudolny, mam wrażenie doświadczania chuligaństwa. Jakbym był bezsilnym świadkiem dewastacji czegoś, co mi drogie. Proszę, nie poddawajmy się argumentom – że ze względu na wygodę pana X, czy Y w porozumiewaniu się z obcokrajowcami należy uciąć nam ogonki. Myśmy się z nimi urodzili.
    Kłaniam się piyknie – Baca .

  60. mbst pisze:

    bździągwa – na określenie niesymptycznej i nieuczynnej kobiety
    pierepałki – problemy
    ene due like fake, torba borba ósme smake – wyliczanka dziecięca
    eus deus kosmateus i morele bęc – cd. tej wyliczanki ( przy okazji, czy ktoś jest w stanie to przetłumaczyć?)
    ten teges – w miejsce brakującego słowa
    bambetle – rzeczy w stanie bałaganu
    jak bum cyk cyk – jak bozię kocham
    wykopyrtnąć się – wywrócić
    wygruzić sie – wywalić sie – wywrócić sie
    ćmul – chyba żul i to do tego niezbyt rozgarnięty
    pińdzia – troche sympatyczniejsza wersja wulgarnej było nie było pindy
    opier papier – zamiast op…..ć
    pindrzyć – stroić sie przed lustrem
    fiu bdziu w głowie- nic w głowie
    dyrdymały- duperele- drobiazgi, głupstwa
    ciumkać- tak jak siorbać, ale z pokarmem stałym w buzi
    ciumcia- pindzia
    ciocia klocia- dawny moher, ale bez politycznej konotacji
    pyrgnąć-rzucić w kąt
    ecie pecie – głupstwa
    pitolić- mówić bzdury
    opitalać sie – leniwić sie, ociśgać sie mówiąc w bardzo elegancki spoób

    …a „popachnij” mówi także moje dziecko ( za nic w świecie nie chce uznać „powąchać” za właściwe słowo) , więc musi być w tym jakaś logika

    pozdrwienia, mbst

  61. Anna pisze:

    Okropnie mnie denerwują: „tą klasę” zamiast „tę klasę”, a także „szacunek do kogoś” zamiast „szacunek dla kogoś”. Co na to Pan Profesor i Państwo, czy to już przechlapane?

  62. DeMonter pisze:

    Panie Profesorze! Dziękuję za odświeżenie ciekawego słownictwa, o które ciężko w internecie i mediach – jakże przyjemnie czyta się zdania zbudowane jak misterna budowla z drucików, tu i ówdzie poprzetykanych perełkami słów. Taka gimnastyka dla umysłu – przez Pana teksty nie da sie przejść z marszu jak przez papkę słowną atakującą nas zewsząd i o każdej porze, potrzeba odrobiny skupienia aby wychwycić sens przekazu. I bardzo dobrze! Tak trzymać :D

  63. kinga pisze:

    hej bojq jak ja kocham te blogi mam max prosbę pisze prace maturalna na temat jezyka polityków o błędach rodzajach i lapsusach może ktos mi pomoże?moj adres email: pogo2007@autograf.pl dziękuje z góry:)

  64. doris pisze:

    Ostatnio mój mąż pisał na swoim blog-www.edwardradecki.blog.onet.pl post o autorytecie . Pan dla mnie takim właśnie autorytetm jest-pozdrawiam-żona właściela bloga

Dodaj komentarz

*