Z nowym rokiem…

Gdybym choć nieco wcześniej się odezwał, może nie moglibyśmy przeczytać wyczerpujących Panazygmuntowych wyjaśnień… A tak – dziękuję!

Kilkanaście miesięcy temu (a może jeszcze dawniej?) na posiedzeniu Rady Języka Polskiego, przy okazji rozważania akceptacji męskich form nazwisk kobiet (Wanda Rapaczyński itp.), próbowaliśmy prowokować zatwierdzanie oficjalności (wpisów w dowodach itp.) nazwisk typu Pisarkowa i Puzynina (żeby sięgnąć po używane nazwiska językoznawczyń). Ze swojej strony, jako okazjonalny zwolennik konsekwencji, zasugerowałem możliwość używania przez mężczyzn nazwisk typu Kwiatkowska, a nawet Nowakowa. Formalnie zakazu chyba nie ma, skoro można przyjmować różne dziwne i sztuczne nazwiska. Zresztą powszechnie znane są takie nazwiska męskie jak Załuska czy Nęcka…

Problem w tym, do jakiego stopnia takie nazwiska mają być informatywne: co do pochodzenia, płci, stanu cywilnego… Może pozostawić to użytkownikom? Ale wtedy – częściej ich rodzicom, a to nie to samo. Ale jest to ważny element identyfikacji i można by spróbować szerszej „narodowej” dyskusji. Byle nie referendum!

Jeszcze jedno usprawiedliwienie wobec Wspaniałych i niezniechęconych Blogowiczów: Państwo są tu pod nickami, wybranymi jak się zdaje suwerennie i bezpiecznie, a ja pod nazwiskiem, imieniem i do tego tytułem naukowym, co ma
zobowiązywać – to większe ograniczenie swobody wypowiedzi, cokolwiek by powiedzieć. Właśnie: cokolwiek nie można. A na stronie: skąd Państwo wiedzą, że nie kryję się pod jakimś pseudonimem, wśród Państwa? Nie, nie kryję się – niestety, bo pod większością chętnie bym się podpisał.

Jeszcze jedne ukłony noworoczne…

Wpis “Z nowym rokiem…” skomentowano 114 razy

  1. Stara Żaba pisze:

    Panie Profesorze! Dzieki, ze sie Pan odezwal, bo juz krecilismy sie w kolko za wlasnym ogonem, lub nie przymierzajac jak bledne owce (moje owce kiedys pokazaly mi jak to wyglada: stado rozciagnelo sie i utworzyl sie pierscien – jednymi wrotami wchodzily do owczarni, przebiegaly przez nia, wychodzily drugimi i gnaly na wyprzodki, zeby sie polaczyc z tymi wchodzacymi z drugiej strony. Stalam i patrzylam oniemiala, a one robily ktoras z rzedu runde, az w koncu zamknelam wrota).
    Tyle, ze znowu poruszyl Pan kwestie nazwisk. Czyli jednak bedziemy sie krecic :) )
    Pozdrawiam
    Stara Zaba
    P.S. Franiu, wstawaj! Pan Profesor sie znalazl!

  2. Torlin pisze:

    Zigmunt Prawyj Wtaroj!
    Dzięki za link. Nawet nie wiedziałem, że ” ?Fołtaś? to komedia napisana przez Joannę Borkowską-Surućić na podstawie pomysłu do sztuki Jerzego Jurandota ? Mąż Fołtasiówny?.

  3. Zygmunt Drugi pisze:

    Torlinie:
    Co prawda rosyjskiego to ja się uczyłem na takich filmach jak `Stawka bolszaja czem żyzń`, `Czetyrie tankista`i `Siemnadcat` mngnowienij wiesny`w czasach, gdy na Mazurach odbieraliśmy jeden kanał TVP [a były w Polsce dwa], 1 rosyjski, 1 białoruski, w lutym i lipcu litewski [podobno przez jakieś stratosferyczne interferencje], ale po rosyjsku to moje imie brzmi tak jak i po łacinie – Sigismund [-us].
    Ze szkoły średniej i studiów to ja jestem niemieckojęzyczny..
    Z zamieszkania – podwarszawski…
    Dzięki z żart.
    Jakie to miłe, że Pan Profesor nie został porwany przez Kosmitów i jest wśród nas…
    To ciekawy pomysł – Profesor ze swoim ego pod jakimś nickiem.. To by mogło ożywić nasze `bajuszki-baju`. Sytuacja jak z Lema…

  4. Torlin pisze:

    Stara Żabo!
    Czy Ty nie mogłabyś tak sobie zorganizować życia, aby używać polskich liter? Strasznie ciężko się Ciebie czyta.

  5. Bartek pisze:

    chcialem napisac cos madrego, ale tak szczerze to boje sie ze sie zblaznie :) wpisujac sie pierwszy raz robie to pod wplywem ogromnego uznania dla Pana profesora. Sam do jezyka polskiego podchodze z dystansem ktory czasami pomaga a czasem wrecz na odwrot. Obecnie pisze konspekt na temat metod walki wyborczej. Mam nadzieje , iz Panska ksiazka (jedna z wielu) okaze sie pomocna.to taki niezobowiazujacy komentarz z mojej strony.

  6. Zuzanna pisze:

    Zdecydowanie jestem przeciw takim formom nazwisk, ktore „informuja” o stanie cywilnym. To jest bardzo przestarzale i troche nie fair wobec kobiet 35 letnia Nowakowna troche zalosne Nowakowa tez niezbyt pieknie brzmi. Nie mam nic przeciw przykladowej Wandzie Rapaczyński. O plci informuje przede wszystkim imie a formularzach urzedowych sa odpowiednie kwadraciki do zakreslenia.

  7. lambda pisze:

    Panie Profesorze ja jestem za formą żeńską i męską nazwiska.Jest od razu wiadomo kto.Sama mam nazwisko kończące się na literę a jednakowe dla męzczyzny i kobiety,ale nie lubię informacji wg nazwiska co do stanu cywilnego Lambda

  8. Stara Żaba pisze:

    Torlinie, ja dla Ciebie wszystko! Tylko jak czasem wysyłam teksty w świat, to tamtym odbiorcom wyskakują jakieś niesamowite znaczki zamiast naszych literek. zdaje się, że głównie symbole walut i trochę z greki.
    Za to sprzedam Ci, że Sigismuntus Wtaroj ma swój własny blog, trafiłam na niego z blogu Ewy Grazyny -rajmilena-.
    A Alicja Ci nie przeszkadza?
    Pozdrawiam
    Stara Żaba

  9. Zygmunt Drugi pisze:

    Do `Zuzanna pisze`:
    Nasz indywidualny protest przeciwko normom językowym NIC NIE ZNACZY. Przypomina mi się protest mego byłego współpracownika – inzyniera-mechanika, który kiedyś zaatakował mnie: – Ja się nie zgadzam z tym, jak uczycie innych polskiego. Skoro się mówi `rozumią` to powinno się mówić `umią`. Od tego są reguły, żeby ich przestrzegać! [Koniec cytatu].
    Nie jestem purystą językowym, jednak rzeczywiście `od tego są` -ogólnie obowiązujące – `reguły`…etc..
    Zaś forma `Wanda Rapaczyński` jest N A G R U N C I E języka polskiego niepoprawna, pretensjonalna i ŻAŁOSNA!!!
    Pani [a może Panna lub nawet Pan] Zuzanna pisze, że `JEST PRZECIW`…
    Z równym powodzeniem można być przeciwnym wschodzeniu słońca na Wschodzie, tylko dlatego że… [proszę wprowadzić dowolny argument]. Zawsze też sądziłem, że o płci informuje w pierwszym rzędzie coś zupełnie inego niż imię. Mniejsza z tym…
    Ponadto mówimy o ż y w y m języku a nie o `kwadracikach do zakreślenia`, którymi dosyć trudno się posługiwać w mowie mówionej i mowie pisanej. Poza tym – 35-letnia pani[panna] Nowakówna m o ż e używać formy Nowak, z w y c z a j językowy dopuszcza tego rodzaju formę jako poprawną.
    Przepraszam, że rozpuściłem język, ale jeżeli ktoś o tak wspaniałym imieniu [jestem starcem mającym Zuzannę-[wnuczkę] pisze takie rzeczy… Dalibóg, nie wytrzymałem…

  10. alicja pisze:

    A ja obstaję przy tym, że jeśli pani (nieważne, jaki stan cywilny) Nowakówna, Skuszanka, Mazurówna, Kucówna chce, by tak się do niej zwracano, o niej pisano czy mówiono, to ma do tego pełne prawo. Zofia Kucówna była mężatką, z jakichś wzgledów zachowała swoje nazwisko panieńskie i do dzisiejszego dnia pod nim występuje. Kwesta osobistego wyboru, a mniej wymogów językoznawców – bo co oni mi tu mogą zabronić, skoro to jest MOJE nazwisko ? :)

  11. Alex pisze:

    Ja mysle ze parlament powinnien sie zajac sprawa nazwisk,w koncu moze by sie czyms konretnym zajeli.Mam nawet swoja propozycje oto ona:
    -Kowalskipanna
    -Kowalskimezatka
    -Kowalskiwdowa
    -Kowalskirozwodka
    -Kowalskitesciowa

    Informatywne?

  12. Stanisław z Torunia pisze:

    Cytat z pamięci „… każdą gwiazdę woła po imieniu.”(Psalmy)
    Imię a także nazwisko jest częscią każdego z nas.Zachowujmy je tak jak przekazali nam rodzice.Tak jak nie ma zbędnych ludzi na ziemii tak kazde nazwisko jest godne najwyzszego szacunku równemu osobie.

  13. Stanisław z Torunia pisze:

    Cytat mój był bardzo z pamięci.To nie psalmy ale Izajasz 40 w 26
    Pozdrawiam i przepraszam

  14. Michał Dawidowicz pisze:

    Panie Profesorze!

    Całkowicie rozumiem, że pisze Pan jako profesor Jerzy Bralczyk, co niesie ze sobą autorytet, którego łakniemy. :) Autorytet nie traci, kiedy często wypowiada się. Z tym się chyba wszyscy tutaj zgodzimy. :)

    W istocie posługujemy się nickami, nawet ja, chociaż mój brzmi przynajmniej nazwisko-podobnie. Ale każdy nick niesie swoją tożsamość i cóż…potrafimy się już skojarzyć, czyż nie? Owszem, czasami można mieć wrażenie, że nick służy jako most do wypowiedzi, pod którą czasem nie podpisalibyśmy się imieniem i nazwiskiem. To jest normalne, wchodzimy niejako w nową tożsamość, tę wirtualną tożsamość. Nie będę prawił banałów, więc skończę na ten temat. Chodzi mi o to, że wypowiedzi, które niosą w sobie chęć popisania się, da się z łatwością wychwycić. Ktoś powie: „Skąd wiesz? Przecież ktoś może taki być naprawdę.” Odpowiadam wtedy, że wierzę, iż tylko w pretensjonalną skórę wchodzi, a nie prezentuje wdzianka codziennego i od święta. :)
    Mógłbym wymienić bez mrugnięcią okiem pseudonimy, które niosą w sobie treść, a przecież funkcjonują w tutejszej rzeczywistości od niedawna.

    Jeśli już nagabujemy się do wypowiedzi o nazwiskach, to muszę przyznać, iż mówienie z odpowiednimi końcówkami, świadczącymi o panieństwie, zamążpójściu, są urocze. Tak je odbieram. Nie zawsze jednak fortunnie to brzmi. Są nazwiska, które z pewnością mogłyby obejść się bez tych końcówek. Zdradzę tutaj, że moja Mama denerwuje się, kiedy mówią do Niej z końcówką „-owa”. I wtedy tłumaczę Jej, że tak jest poprawnie i to starożytny zwyczaj. :) Zawsze przychodzi mi na myśl tytuł notki prasowej z Czech, kiedy przyjechała do Pragi Whitney Houstonova. I to ma swój czar, ale rozumiem tych, którzy nie podzielają tego poglądu. Myślę, że należałoby do tej kwestii podejść w sposób liberalny. Nie sądzę jednak, abym był w mniejszości i zauważał, że obyczaj dodawania końcówek staje się powoli reliktem. Pielęgnujmy jednak, chociaż czasami.

    Pozdrawiam!

  15. Michał Dawidowicz pisze:

    Muszę tutaj sprostować… Napisałem, że posługuję się nickiem, ale nie jest to nick w sensie pseudonimu, imaginowanej nazwy. A tak wyraziłem się wcześniej. Nie, nie jest żaden pseudonim. Faux pas…

  16. Zuzanna pisze:

    Te wszystkie Nowakowny i Nowakowe dawno przestaly byc norma cale szczescie, ze juz nie wystepuja w oficjalnych dokumentach i nie chcialabym ich powrotu. Jak dla mnie za bardzo juz traca myszka i przedwojennym melodramatem. Nie przecze kilka zanych pan przy tej opcji pozostalo chyba troche dla ekstrawagancji lub moze wlasnie zeby nawiazac do przedwojennej stylistyki i subtelnie podkreslic korzenie. Nie mowie zeby zmieniac natychmiast Kowalska w Kowalski ale jezeli Wanda Rapaczyński jest pania, ktora wychowala sie za granicami Pl to jest to zrozumiale i w pelni akceptowalne. Nie podobaja mi sie wszelkie zenskie formy nazwisk w jezyku polskim a juz szczegolnie Nowakowe i Nowakowny. Osobiscie uwazam, ze ta forma obiera kobiecie indywidualizm dla mnie kiedy mowimy o Nowakowej to jest ona tylko zona Nowaka anie pania Nowak ta forma podkresla zaleznosc kobiety od meza. Dlatego tez uwazam ze pani Nowak jest bardziej na miejsu w obecnych czasach. Zygmuncie Drogi mam pelna swiadomosc tego co fizycznie swiadczy o przynaleznosci czlowieka do danej plci, moja wypowiedz byla tylko odpowiedzia na pytanie zadane przez Pana Profesora „Problem w tym, do jakiego stopnia takie nazwiska mają być informatywne: co do pochodzenia, płci, stanu cywilnego? Może pozostawić to użytkownikom? „. Uwazam, ze nazwisko nie musi informowac o plci (tu wystarczy samo imie z latwoscia moza odroznic damskie od meskiego) a juz na pewno w zadnym wypadku nazwisko nie powinno informowac o stanie cywilnym od tego sa stosowne dokumenty.

  17. Wuj Mirosław pisze:

    Witam.
    Pozwolę sobie dwie uwagi wyrazić – w sprawie imion – jedną z funkcji imienia zapisaną w prawie cywilnym jest to, że powinno ono wskazywać płeć (jedynym akceptowanym przez USC wyjątkiem jest imię Maria nadawane chłopcom jako drugie), i druga uwaga, a raczej pytanie – w sprawie nazwisk – może dyskutanci wiedzą, czy odmiana nazwisk nie stanowi problemu w urzędach zagranicznych? Dla nas Rapaczyński i Rapaczyńska to to samo nazwisko odpowiednio mężczyzny i kobiety, ale dla urzędnika np. niemieckiego to mogą być dwa różne nazwiska. Oczywiście małżonkowie mogą mieć różne nazwiska, ale jeden z rodziców i dziecko muszą mieć nazwiska takie same.

  18. haha pisze:

    Dużo bardziej drażni mnie „indywidualne” podejście do sprawy odmiany nazwisk. Nie rozumiem stwierdzenia „mojego nazwiska się nie odmienia”. I później mamy kwiatki typu „dyplom dla Jana Kowalski”, czy „życzymy Panu Stanisławowi Mucha”. Potworne.

  19. bernardroland pisze:

    Ożeniłem się poza granicami Polski. Moja polska wybranka dostała moje nazwisko …cki. Krótko potem dostała w konsulacie polski paszport. Bez problemów. Z moim nazwiskiem. Upłynęło 10 lat, paszport stracił ważność, zwróciła się do konsulatu o przedłużenie. I tu zaczęły się problemy. Bo już nie Konsulat wydaje paszporty, lecz Warszawa. Jednak jako mieszkaniec zagranicy nie można się zgłaszać do urzędu w Warszawie. Wszystko załatwia się za pośrednictwem konsulatu, który pobiera odpowiednie opłaty. Wysokie.

    Chociaż 10 lat temu nikomu nie przeszkadzalo męskie nazwisko, teraz Warszawa powiedziała: Nie! Przepisy się zmieniły! I chociaż moja żona nigdy nie nosiła nazwiska …cka, teraz takie jej nadano. A wszystkie świadectwa, dokumenty etc. jakie żona w międzyczasie dostała, byly na …cki. Warszawski urząd wyjaśnił, że jeżeli wojewoda polskiego miasta urodzenia wybranki się zgodzi (leży to wyłącznie w jego gestii i zależy od jego humoru), to nazwisko może zmienić. Na swoje. Wniosek i opłatę należy złożyć w konsulacie. Po kilku miesiącach przyszła zgoda, atoli ze wskazówką, że mąż powinien uzgodnić z Miejskim Urzędem Stanu Cywilnego pisownię nazwiska swojej (80 – letniej) matki . W pierwszej chwili dostłem apopleksji, bo pomyślałem, że jest to warunek otrzymania paszportu przez moją żonę, a zatem oznacza następne miesiące czekania i następną opłatę skarbową. Ale nie, to była tylko wskazówka.

    Całość trwała półtora roku, kosztowała masę nerwów, rezygancję z wyazdów zagranicznzch i ok. 300 Euro na rzecz polskiego fiskusa. Czyste zdzierstwo! I niech nikt mnie nie przekonuje, że nazwisko ma zawierać informacje o płci czy stanie cywilnym. Na nazwisku ma się dać zarobić!

  20. Felicja pisze:

    A mnie sie bardzo podoba, ze nazwiska polskie sie deklinuja i ze istnieja stare formy gramatyczne, z ktorych mozna rozpoznac stan cywilny kobiety. No i co, co w tym niewlasciwego? Zofia Kucowna, Hanka Skarzanka – to przeciez ladnie brzmi? I bardzo po polsku. Sama bardzo zaluje, ze moje nazwisko stracilo „a”, a zyskalo „i” , ze wzgledow urzedowo-praktycznych. To rzeczywiscie problem dla urzedow zagranicznych. Ale nie przyjdzie mi do glowy, zeby uzywac tej formy z „i”, kiedy przedstawiam sie ludziom, ktorym znane jest to zagadnienie, zwlaszcza Polakom. I jeszcze jedno – co zrobic, kiedy malzonkowie nosza nazwsko „Milosz”? Jan MIlosz, Anna Miloszowa albo Milosz, jak ona tego chce, ale jesli pisze: panstwo Anna i Jan Milosz, to w moim odczuciu Milosz dotyczy tylko Jana, Anna wymieniana jest tylko z imienia. Czy nie lepiej uzywac formy Miloszowie? Tak jak pp.Kowalscy itd?
    Ja tak adresuje korespondencje i w tej formie zwracam sie do polskich par , ale czasami (coraz czesciej) spotykam sie ze zdziwieniem, ze niby dlugo mieszkam za granica i stacilam kontakt z zywym jezykiem. Czy ktos z szanownych Gosci Pana Profesora moze tu dodac komentarz? Pozdrawiam.

  21. bernardroland pisze:

    ‘Z nowym rokiem… ‘ to nie polsku, prawda?

  22. Zygmunt Drugi pisze:

    Bernardroland;
    Masz rację Szanowny Bernardrolandzie, to nie po polsku. U nas teraz mówi się [coraz częściej] – Hepinjujaaa [lub jakoś tak]…

  23. zdzchu pisze:

    Moim zdaniem w Polsce nie powinno stosować się żeńskiej formy
    zapisu nazwiska. Uzasadnienie tej tezy jest bardzo proste, ponieważ żeński zapis radykalnie zmienia brzmienie. Główna i przeważająca zasada przyjmowania nazwiska ojca + dodatkowy dopisek nazwiska panieńskiego matki, oczywiście po ojcu, jest prostym i najskuteczniejszym systemem zachowania rodowodu. Określanie nazwiskiem rodzaju płci jest bezsensownym, w kraju gdzie nazwiska
    są kalejdoskopem całej Europy.

  24. jasko51 pisze:

    Zastanawiam się czy ta forma „Wanda Rapaczyński” jest oficjalna czy tylko była tak stosowana przez dziennikarzy w sprawozdaniach z wiadomej sprawy?

  25. alicja pisze:

    Jejku…. może coś nowego?! I tak każdy będzie się przedstawiał, jak pragnie, by się do niego/niej zwracano i nic tu nie pomoże Wasze ” a ja uważam…” i tak dalej! Ten temat tłuczemy już stanowczo za długo, od zeszłego tygodnia – może ktoś podrzuci coś nowego, bardziej podniecającego?

  26. Inna Halina pisze:

    Wanda wyszla zamaz w Ameryce i zostala Mrs Rapaczynski. Potem sie rozwiodla, ale pozostala przy mezowskim nazwisku. Poniewaz jest obywatelka USA, w dokumentach zostalo Rapaczynski. Jakby powiedziala w banku, ze sie nazywa Rapaczynska, a dokument ma na Rapaczynski, to by jej pieniedzy nie wydali. Proste.
    Mnie to nie przeszkadza. To co mi przeszkadza i odbieram jako niezgodne z polska norma, to Zakaz (Zakaz!) uzywania odmiany nazwiska Ziobro. Gdzies to czytalam, ze stosowny zakaz wydal Sejm na prosbe zainteresowanego. Zakaz ten znany tez jest jako Prawo Kaduka.
    I oczywisciue nikogo tak naprawde nie obowiazuje. Nie wolno dopuscic do tego aby w demokratycznym glosowaniu w Parlamencie ustalane bywaly polskie normy gramatyczne. Inaczej to obecne talatajstwo zacznie wymagac abysmy mowili i pisali tak jak Kaczory: tom ksiazkom, obiat byl pyszny.
    Przypomina mi sie angedota (z nieco innej beczki), ktora wydarzyla sie lata temu i opisywana byla w brytyjskiej prasie. Na lotnisku Heathrow w Londynie zatrzymany zostal czarnoskory turysta z jakiegos panstwa Afryki.
    Dlaczego? Bo faceci w kontroli paszportowej nie mogli sie nadziwic, ze choc paszport jego wygladal jak najbardziej poprawnie, a i zdjecie w paszporcie tez nie wzbudzalo watpliwosci, jednak czlowiek nazywal sie (wedle paszportu) Svyetlana Gulyantseva i urodzil sie w miescie Riazan. Wszystko inne bylo jak trzeba.

  27. Zuzanna pisze:

    To ja „rzuce” nowy temat. Juz wczesniej chcialam zapytac Pana Profesora jak powinno sie mowic „zjazd” czy moze „wyjazd” z autostrady. Na polskich autostradach widzialam znaki „wyjazd” ale jakos nie bardzo mi to pasuje. Prosze Pana Profesora o pomoc i rozwianie moich watpliwosci.

  28. jasko51 pisze:

    Dziękuję za wyjaśnienienie Inna Halino. Jeśli chodzi o te zakazy to może jeśli ma być Polska odnowiona moralnie to niech będzie też odnowiona gramatycznie. Potem może np. wprowadzimy nowy kalendarz. Rewolucja trwa.

  29. kambuzela pisze:

    Mi też podobają się nazwiska z polskimi końcówkami, choć nie wszystkie, bo moim zdaniem pasują te końcówki do nazwisk polskich, a już nie bardzo zapożyczonych. Jednak rozumiem kłopoty ludzi wyjeżdżających do innych krajów i myślę, że powinni mieć możliwość wyboru. Najlepiej świadczy o tym wpis bernardarolanda. A co z odmianą nicków?

    Ciekawa jestem komentarza Profesora na temat wjazdów, wyjazdów i zjazdów – ale mam mieszane uczucia na temat wpisu Zuzanny. Czy ten blog jest poradnikiem? Jakoś wydaje mi się, że istotą blogowania jest podawanie tematu przez gospodarza i komentowanie przez gości, a nie odwrotnie. Jak myślicie?

  30. Helena pisze:

    A ja cale moje zycie zawodowe uzywalam „panienskiej” koncowki, bo tak zaczelam za mlodu i byla to forma nazwiska zawodowa wlasnie. Pare razy rozni ludzie sugerowali zmiane, a mnie bylo po prostu zal, bo bylam przywiazana do tej fomy, a forma bez -owny brzmiala bardzo po mesku i „nalezala” do mojego wybitnego Ojca. Mam zreszta wrazenie, ze w zawodach „tworczych” ta forma jest inaczej odbierana niz gdy do dozrczyni czy ksiegowej mowi sie Pani Nowakowa. Kiedy mysle np o Zuzannie Ginczance, to wydaje mi sie, ze jest to formna znacznie ladniejsza niz gdyby poetka nazywala sie Zuzanna Ginka czy jak jej tam bylo z domu.

  31. Zuzanna pisze:

    Moze i masz racje kambuzella tyle tylko, ze to juz od dawna przypomina forum a i Pan Profesor napisal

    „Mam do wyboru: albo się wycofać, albo próbować zmienić nastawienie i, co by było pewnie najlepiej, próbować stać się jednym z Państwa. Komentować niektóre wpisy i problemy, może notować, co (chyba jednak głównie językowego) wokół mnie się zdarza i w ogóle być na luzie.

    To drugie mnie pociąga.” licze wiec na pomoc.

  32. marekk pisze:

    Moim zdaniem powinna występować tylko oryginalna forma nazwiska, bez zmiany końcówki na żeńską lub męską. Jeżeli osobnik rodzaju męskiego nosi nazwisko po ojcu np. Trzepaczka, to co jego nazwisko powinno brzmieć Trzepak ? ? itp. W mojej rodzinie występuje nazwisko Konieczny i noszą je tak panie jak i panowie i to od wielu pokoleń. Nikt nie ma problemu z odróżnieniem kto jest kim, gdyż pomylić Bogusławę Konieczny z Andrzejem Konieczny jest raczej trudno, chociaż ciśnie się na usta Andrzejem Koniecznym. Ponadto o ile łatwiej posługiwać się nazwiskiem w formie niezmienionej przy urzędowych potyczkach.
    Jednak co byśmy tutaj nie powiedzieli to i tak ta nasza dyskusja zda się owcom na obórkę.
    Pozdrawiam serdecznie marekk

  33. alicja pisze:

    Inna Halino – powiedz, że to żart z p. Ziobro… Sejm w to miesza?! Niezle ma pod sufitkiem namieszane…

  34. Zygmunt Drugi pisze:

    Proszę Pań!!! Co Was `napadło` z tym `zjazd-wjazd`, skoro w Polsce niemal nie ma autostrad? A na dzikim Zachodzie to albo `aut` lub `uit` a głównie `aufgang – ausgang`. Lepiej popatrzcie ile tam polskich śladów naszej działalności ! Ot, choćby taka nazwa Arkanzas` [Arkan do tyłu! - krzyknął polski kowboj: - Arkan, zaś!] Miss się sypie, Cho… no lulu [Chodż spać...] A laska gdzie? – spytał Strzelecki … Karolina [emigrantka z Gogolina], `Luizjana` [Luiz/Ludwik hm... ten.. tego... Jana], `a jeszcze miejscowości zaczynające się na `San`, co świadczy o tym, że założyli je Sandomierzanie… A miłe Panie tylko – `furt`nazwiska i autostrady…
    Jeszcze ściągniecie na nas kar nawal…

  35. Torlin pisze:

    Panie Profesorze! Sorry! Załatwiam prywatę.
    Zygmuncie, serwer odrzuca mi Twój adres e-mailowy.

  36. ryszard pisze:

    Co chwila mam ochotę dopisać słowo ale ja niestety piszę z błędami , więc zawsze się mobilizuję , skupiam , i tyle tego dobrego ,że od czasu istnienia tego blogu jestem uważniejszy. Nawet staram się wszystkie kreseczki dosadzić ,tak się nauczyłem , niecierpliwy jestem , ale sadzenie kreseczek w komputerze to wcale nie taka łatwa sprawa , trzeba dusic dodatkowe guziczki a ja wciąż się mylę i duszę nie to co trzeba i mi różne niespodzianki wyskakują .Za granicą kreseczki są nieczytelne , zamieniają się w kwadraciki i inne dziwne , więc i ja w emailach nauczyłem się z nich rezygnować .Teksty bezkreseczkowe Starej Zaby są mi więc kojącym balsamem , jak ona może to i ja mogę !, no ale Stara Zaba pisze tak ,że się łakomie każde słowo pochłania więc u niej i tak każde zdanie bez kreseczek jak bez ości nadal smakowite a ja skupiając się na kreseczkach lub ich braku gubię wątek i nie wiem co chciałem napisać , ale z nowym rokiem będę się starał ! A tak na marginesie – ?Z nowym rokiem ?? brzmi jak życzenia od mej nauczycielki rosyjskiego , proszę wybaczyć , nie spodziewałem się że to forma poprawna .

    Wracając do trudności wystukiwania kreseczek – Imponujące jest używanie klawiatury przez chińczyków , oni mają inny alfabet , ale taką sama klawiaturę jak nasza , dziwne . Średnio wyedukowany chińczyk używa około 8000 znaków , klawiatura musiała by być potężna , więc mają specjalny , niezrozumiały ,od razu dodaję ,program i wystukując nasze literki otwierają im się rożne warianty znaku chińskiego , od razu kilkanaście i muszą wybierać ,przebierać ,jak nie ma tego czego szukają to musza jeszcze coś nacisną i dostukać jeszcze jakieś nasze litery by sprecyzować jaki chca znak, naciskając dodatkowo wszystko co się da ,łacznie z tymi klawiszami po prawej stronie i nad cyframi , (owe F-cos ), których ja w ogóle na wszelki wypadek nie tykam , czynią to z szybkością niebywała , skupieni , pochyleni ,znaczki skomplikowane i małe , myśle ze jak ktoś ma gorszy wzrok to w Chinach nie ma szans by cos w komputerze napisac , bardzo ważna jest ilośc poszczególnych elementów z jakich składa sie znak chński i ilość kreseczek potrzebnych do napisania każdej części znaku – to podstawa chronologii w słowniku i podstawa w komponowaniu znaków na naszej klawiaturze .

    Myśle,że skoro oni mogą to i ja mogę i tyle na temat wpływu Waszego Blogu na me niechlujstwo i noworoczne postanowienia .

    -Kar nawał Zygmunta Drugiego pyszny , bardzo się uśmiałem , dziękuję!! .

  37. Inna Halina pisze:

    Alicjo, z Ziobrem niestety to nie zart. Bylo w tej sprawie glosowanie w Sejmie. Czytalam o tym z rok temu w GW – to byla odpowiedz na liczne protesty (takze moj) w sprawie praktyki nie odmieniania nazwiska Ziobry. GW poszla po rozum do glowy i juz odmienia (albo nakazala swoim mlodym korespondentom aby sie przestali wyglupiac).

  38. kambuzela pisze:

    Zuzanno, przepraszam! Jestem tu nowa, a większość z Was zna się jak łyse konie. Też przeczytałam ten wpis Profesora, który wspominasz, ale w swym małym rozumku nie odebrałam go jako prośby o tematy. Ale po przemyśleniach (oj, boli głowa) widzę, że chyba masz rację.

    Zygmuncie, ależ jakie ma znaczenie, czy są autostrady, skoro my tylko o wjazdach i wyjazdach? A te są i warto je rozpatrzyć! Bo skoro wyjeżdżam ze swojego podwórka na wspólną drogę, to może jeśli będę wyjeżdżać z autostrady, to znaczy, że to moja autostrada i nie muszę na niej płacić?

    Panie Zygmuncie, a co z moją wiedzą-niewiedzą o bitwie pod Grunwaldem?

  39. Zygmunt Drugi pisze:

    A z czego się zjeżdża i na co się wjeżdża? Bo chyba to nie było o zjazdach typu `Sztandar wyprowadzić..`
    Grunwald?
    Podobno istnieją na to jakieś `świstki` – taka jest wiedza k a r d y n a l n a . O ile sam pamiętam – było coś takiego…Ktoś tam kogoś podobno pobił, podobno nawet ze skutkiem śmiertelnym, ale że sprawa dotyczy krzyża – wolę się nie wychylać. Ojciec Sromotnik ma swoje CBŚ, a ja nie jestem zapewne w nim najlepiej notowany. 10 LIPCA [wtorek, Dzień Rozesłania Świętych Apostołów] 1410 roku Pańskiego. No, alem się komu trzeba, podlizał!!! Ufff!!! Tak trzymać! O ile pamiętam jeszcze pamiętam, wyraziłem jedynie z d z i w i e n i e co do daty, a nie przypisywałem
    N I K O M U wiedzy-niewiedzy. Poza tym tamta OSOBA to nie była `kambuzela`. Wystąpię o status osoby pokrzywdzonej. Ha!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

  40. Zuzanna pisze:

    Wy tu sie tylko wyglupiacie, polwa postow jest nie na temat ani nie zwiazana z problematyka jezykowa.

    Moze problem „zjazdow” i „wjazdow” nie jest za bardzo gornolotny ale moim zdaniem istotny bo tablica informacyjna powinna byc poprawna.
    Uwazam, ze powiniem byc „zjazd” bo jezdzi sie PO autostradzie a nie W i ze autostrada jest przestrzenia otwarta. Wyjezdz sie z tunelu z parkingu z czegos ogolnie rzecz biorac zamkinetego ograniczonego.

  41. Stara Żaba pisze:

    Przepraszam, na chwile wyskoczylam z kaluzy, ale zaraz musze wracac.
    Samo pojecie „zjazdu” ma w sobie zawarte obnizenie poziomu, czyli zjechac mozna z gorki, albo w notowaniach, albo z drogi na pobocze, albo z drogi o wyzszym standarcie na gorsza, jak do tego lepsza droga biegnie po nasypie to juz na pewno wypadaloby z niej zjechac :) (Z.II – jeszcze „Exit” i „Enter” do kompletu).
    „Wyjazd”, natomiast, jest z czegos, chocby z podworza lub bramy (hi, hi, … z bramy podworza wyjechal…), albo z parkingu, ale wydaje mi sie pojeciowo obszerniejszy niz „zjazd” (za to mniej precyzyjny!), czyli moglby rowniez niesc w sobie informacje np. o wyjezdzie z terenu autostrady na teren innej drogi.
    Za to i na podworze, i na autostrade, i do bramy mozna tylko „wjechac”.
    Zaraz, zaraz, a jak ma sie sprawa z rozwodka, ktora wrocila do panienskiego nazwiska? Koncowka -owna (i pochodne) bylaby mocno mylaca, niewtajemniczonym moglaby sugerowac np. niemalzenskie pochodzenie dzieci, albo jakies inne innosci :) . Moze trzeba wymyslic jakis „stan czwarty”: panna, mezatka, wdowa, rozwodka…? :)
    W tarapaty zyciowe mozna „wpasc”.
    Do blota i do kaluzy rowniez. Co tez niniejszym czynie i pozdrawiam
    Stara Zaba

  42. alicja pisze:

    kambuzella,
    niby racja z tym podawaniem tematu przez Profesora, w końcu w innych sprawach można zajrzeć do słownika i to nie jest poradnik tego typu, ale jesteśmy trochę niesforną grupą i czasami rozczmuchujemy się w innych kierunkach. Temat nazwisk wymyśliliśmy jeszcze podczas poprzedniego wpisu pod nieobecność Profesora (zamiast starym obyczajem iść na wagary, Profesor by nie zauważył, zdążylibyśmy wrócić na czas!). I niestety, tłuczemy ten temat nadal, chociaż Zygmunt Drugi w „Apologii zrytualizowanej prostoty” dał nam długi i nuuuuuudny wykład na ten temat :)
    Niemniej jednak przydatny dla tych, co sprawę nazwisk traktują ze śmiertelną powagą. Ja traktuję tak, jak każdy nazywany przeze mnie sobie życzy, za wyjatkiem osób, których nie znam osobiście, wtedy nazywam po mojemu uważaniu, czyli odmieniam.
    Zygmuncie Drugi, wszyscy! Rzućcie coś nowego, nazwiska przerobione, zjazdy – wyjazdy autostradowe też, „where is the beef?!”, chce sie zakrzyknąć.
    *where is the beef – gdzie jest mieso? (dosłownie: wolowina)

  43. Kasia pisze:

    Moim skromnym zdaniem nazwisko powinno spełniać funkcję jedynie identyfikacyjną a już na pewno nie powinno wskazywać stanu cywilnego. Po pierwsze, to czy jestem panną czy mężatką jest moją prywatną sprawą i nie widzę powodu, dla którego miałabym podawać tego typu informację osobom mi nieznanym. Uważam również, że zakres dziedzin życia regulowanych przez państwo powinien być ograniczony do niezbędnego minimum a wkroczenie państwa do tej sfery mojego życia (cały czas chodzi mi o ujawnienie przez nazwisko mojego stanu cywilnego) uznałabym za poważne nadużycie. Po drugie (i tu wylezie ze mnie politolog) czasy, w których używano odpowiednich końcówek na wskazanie stanu cywilnego kobiety były czasami, w których panie pozbawione były praw politycznych i wolności obywatelskich. Ktoś może powiedzieć, że panowie również nie mogli z nich korzystać w takim stopniu w jakim mogą to robić dzisiaj, jednak nie można dyskutować nad faktem, że o kobiecie decydował albo ojciec albo mąż. Jeżeli zrobiliśmy krok do przodu to dlaczego mamy się cofnąć i zrobić dwa kroki w tył? Dodatkowo, nazwisko mężczyzny nie wskazuje na jego stan cywilny. Dlaczego w takim razie nazwisko kobiety mało by je wskazywać? Po trzecie, wskazanie przez nazwisko stanu cywilnego kobiety mogłoby być dla niej bardzo krzywdzące. Żyjemy w społeczeństwie tradycyjnym, quasi patriarchalnym, w którym kobiety traktowane są tak a nie inaczej. Kwestia zamążpójścia jest kwestią drażliwą więc może powinniśmy oszczędzić paniom przykrych dla wielu doświadczeń polegających na wysłuchiwaniu uszczypliwych uwag na temat np. ich wieku i braku męża.

    Pozdrawiam serdecznie

  44. ryszard pisze:

    A ja wciąż monotonnie swoje bow tym blogu bardzo chce pisać starannie z wszystkimi polskimi kreseczkami – umiem : ą , ę , ć , ż , to łatwe ,ale naprawdę ,wybaczcie , nie mam zielonego pojęcia jak napisać ?Z? z kreska !
    jak naciskam ?alt gr ?i ?z? wciąż mi wychodzi ?Z? z kropeczka !!!
    Wiem , wy teraz w rozjazdach o zjazdach i wyjazdach ale ja zaraz będę miał odjazd , pomóżcie

  45. Michał Dawidowicz pisze:

    Szanowna Pani Kasiu!

    Warto byłoby napomknąć, jeśli już podchodzimy do sytuacji w sposób socjologiczny, iż nikt tutaj nie feruje wyroku, który nakazywałby Kobietom używaniu form, określających Ich stan cywilny oraz że warto byłoby pokusić się o stworzenie przestrzeni wolności w sferze nazwisk (tzn. nie chodzi mi nadawanie sobie nazwisk typu „maccziken” czy czy „Bekam”…).

    A jeśli już poruszyła Pani kwestią patriarchalizmu, to muszę troszkę obronić społeczeństwo polskie przed nadawaniem Jemu etykietki konserwatywnego. Zauważyć warto tendencje, które zbliżają nowe pokolenia, dwudziestolatków do identyfikowania się ze sposobem myślenia Europy Zachodniej, chociaż i ta przecież ulega przemianom. Oczywiście, że znaczny odsetek stanowią osoby, które są przedstawicielami patriarchalnego sposobu życia i pojmowania świata. Niemniej jednak warto dostrzec iskierkę nadziei w młodym pokoleniu, które niekoniecznie widzi Kobiety jako uosobienie pojęć – kucharka, sprzątaczka, matka i…niestety…obiekt zaspokojenia seksualnego.

    Pozdrawiam serdecznie! :)

  46. Stara Żaba pisze:

    Zuzanno i ryszardzie (sam sie napisales z malej litery, zeby potem na mnie nie bylo, bo na politycznych blogach to tak pisza, jak chca kogos pognebic) witam na blogu.
    Moze nie znamy sie jak lyse konie, ale juz co nie co o sobie wiemy. Rzeczywiscie zdazaja sie wypowiedzi nie na temat, ale zawsze moga sie stac zaczatkiem nowego tematu za ktorym pognamy jak stado ogarow (ogary sa dobrym porownaniem, bo najlepiej „daja glos” i nie szczekaja jak inne psy – w tym kundelki prymasa – a graja na rozne glosy).
    Bardzo dobrze trafiliscie, to jest naprawde najmilszy blog w „Polityce” i polityce (no, moze nalezaloby uwzglednic Owczarka), zadnych inwektyw i pomowien o bycie, i o przynaleznosc, tylko sprawy mowy polskiej i troche plotek, takoz anegdot, czasem nieco prywaty, ale wszystko zwiazane i przewiazane, jako wstega, miedza zielona…. o tu juz sie Panu Profesorowi zbyt jawnie podlizuje, to moze juz chlupne do blota – strasznie sie po ostatnich deszczach (bagatela od miesiaca, albo dluzej, codziennie pada) rozrzedzilo.
    Pozdrawiam,
    Stara Zaba
    P.S. Czy ktos widzial Frania???? Franiu, gdzie jestes!!! Hop, hop!!

  47. Zuzanna pisze:

    Zdecydowanie popieram Kasie! Naszej dyskusji nad uscislijmy to „KOBIECYMI” nazwiskami nie ochodzi o koncowki, bo kazdy je zna (!) mysle ze wyklad Zygmunta Drugiego byl zbyteczny chodzi natomiast o to co one tak naprawde oznaczaja a niestety wskazuja one na zaleznosc kobiety od mezczyzny.

  48. Zuzanna pisze:

    a i jeszcze do Starej Zaby „zjazd” z polskiej autostrady na droge krajowa to nie jest tylko zwykle obnizenie standartu to kompletny upadek

  49. kambuzela pisze:

    Zygmuncie Drugi! Osobo pokrzywdzona bez statusu (na razie, bo może nie łapię jakiejś ironii z Ojcem związanej i jeżeli ją „załapię”, przyznam), o tęż wiedzę kardynalną się rozchodzi! Dla przypomnienia wydarzeń bliższych niż owa bitwa (bo to podobno z wiekiem lepiej się przeszłość pamięta, a skoro Pan SAM PAMIĘTA, bez świstków, no to wiek nielichy:)) cytuję:
    „Ale żeby bitwa pod Grunwaldem była w roku 1422-23 to ja się dziwię!!! Przez ponad 60 lat wiedziałem, że to 10 lipca 1410 roku.” wpis.29.12.06. 18.49, w „Apologia zrytualizowanej prostoty” i tamże mój komentarz z 10.01.07. 13.28. na temat MOJEJ wiedzy-niewiedzy, Boże broń, żeby komuś ubliżać, a tylko „wymusić” przyznanie się do błędu, bo to w moim przekonaniu nie hańbi, a i w Pańskim nie, wnosząc z lektury Pana komentarzy.
    Wracając do dziś, bitwa ta miała miejsce 15, lipca jako żywo (ktoś ma tu wątpliwości? – że podkreślone), roku Pańskiego to już nikt nie kwestionuje*. (za Historia Powszechna, Średniowiecze Tadeusza Manteuffla – przyjmę z pokorą ewentualną uwagę na temat odmiany tego nazwiska, bo odmieniam intuicyjnie tylko – bo to źródło mam pod ręką akurat).
    * bo z datą tą związany jest anegdotyczny przepis na najlepszy bimber:
    1410 – 1 kg cukru, 4 dag drożdży, 10 dni stania.

    Kasiu, a po co te tajemnice? Ja nie rozumiem, dlaczego ujawnianie stanu cywilnego miałoby być tak złe w nazwiskach, skoro i tak właśnie we wszelkich dokumentach urzędowych ujawniamy go w zakreślanych kwadracikach. Można się spierać o równouprawnienie, bo faktycznie panowie tego nie muszą, a raczej nie mogą i może przez to czują się skrzywdzeni? Nie przesadzajmy z tą równością, mężczyzna wszak nigdy kobiecie nie dorówna! Walczmy o swoje prawa, ale niech to nie będzie prawo do anonimowości: Jestem panną, mężatką czy rozwódką, bo tak wybrałam i nikomu nic do tego. A te docinki, jak rozumiem skierowane do starych panien, to przecież nie od urzędników usłyszymy, a od znajomych, którym żadna forma nazwiska w tym nie przeszkodzi.

    Alicjo (tego się jednak nie da napisać z małej litery!), w pierwszym odruchu chciałam zacząć komentarz do Zygmunta od frazy „jestem upierdliwa” – czy to wystarczające „mięso” do nowej dyskusji? Kiedy wulgaryzm przestaje być wulgaryzmem? W końcu wszyscy wiemy, od jakiego słowa ta upierdliwość została urobiona (choć ja kompletnie nie mam pojęcia, jaki może być źródłosłów tego pierwotnego wulgarnego pojęcia, szczególnie że ma kilka znaczeń), ale weszła do użytku i jakkolwiek nie musi się podobać ( mi się nie podoba), nie odczuwam używając jej, że przeklinam. A Wy?

    Pozdrawiam wszystkich miło.

  50. kambuzela pisze:

    Alicjo, na wszelki wypadek: słowo to jest już w słownikach, przynajmniej w ortograficznym, choć nie ma go w dawnym słowniku jęz. polskiego pod red. Szymczaka

  51. Zygmunt Drugi pisze:

    ALICJO!!! Ja nie dałem dlugiego i nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudnego wykładu. Ja PRZEPISAŁEM [a właściwie zeskanowałem DLA WAS] fragment SŁOWNIKA ORTOGRAFICZNEGO Jodłowskiego i Taszyckiego, bo MIAŁEM DOŚĆ tej nic nie dającej dyskusji.
    ALICJO!!!
    Nie mogę publicznie Ci napisać, co łączy słowa [przykładowo]`upierdliwy` i `pierdoła`. I jakie były językowe skutki istnienia tego drugiego słowa w jego pierwotnym znaczeniu…Tego się nie da zrobić publicznie… Ostracyzm murowany!!!
    Zacznijmy `bełkotać` o nazwach własnych – na przykład miejscowych. Inreesujące!!!

  52. Zuzanna pisze:

    Kambuezla to wcale nie jest przesadzanie z rownoscia, wlasnie tak byc powinno bez zadnego wyroznika i nie ma co prawic takich dyrdymalow ze „panowie czuja sie pokrzywdzeni” albo, ze „mezczyzna nigdy kobcie nie dorowna” to po prostu sa kpiny wszyscy wiemy jak wyglada prawdziwe zycie.

  53. Zuzanna pisze:

    Michale Dawidowiczu to calkiem naturalne, ze rozpatrujemy ten problem socjologicznie co wiecej uwazam, ze inaczej sie nie da. „Nowakowa” jest odpowiedzia na pytanie „czyja to kobieta (zona)?” a nie okresleniem plci zony Nowaka bo do tej pory w Pl (a juz nie wspomne o dawnych czasach) Nowak nie moze sie ozenic z drugim Nowakiem. poza tym szczerze watpie czy jego partner-malzonek chcialby nazywac sie „Nowakowy”!! jak by nie bylo te wszystkie okreslenia wskazuja stosunek podrzedny.

  54. Zuzanna pisze:

    chyba troche przesadzacie nie jest to juz dyskusja nad nazwiskami ani tez nad ich nazwijmy to socjologicznym sensem. Niektore posty to jakis belkot, dlaczego amdministrator nie zrobi z tym porzadku?

  55. Alicja pisze:

    ZYGMUNCIE !!! ZYGMUNCIE DRUGI !!!
    Ja wiem, że przepisałeś, podałeś zródło! Ale to było nuuuudne :)
    Kambuzela rzuciła „upierdliwe” na rożno – no właśnie, ja się ciagle waham, czy to wulgaryzm, czy może być?
    A co do pierdoły jakoś mniej razi. Z czego się wywodzi, widać na tak zwane oko , z tego samego. Oko to mam otwarte dopiero jedno, bo u mnie godzina siódma rano i coś mi się widzi, że niedługo zastąpimy komisję językową czy jak jej tam i bedziemy ferować wyroki, co można, a czego nie wolno. Z góry zastrzegam – nie poprę wniosku Zuzanny o nieodmienianie nazwisk kobiet i zabronienia różnych -ówna, -anka, -owa. Ja za wolnością osobistą! Przekupić się nie dam, w razie czego koalicja się rozpadnie :)
    Zmieniłam tę małą alicję na dużą – mała była dla odróżnienia od dużej, ale nie widzę jej ostatnio.
    A co mi tam… niech będzie dostojnie!

  56. Ryszard pisze:

    Stara Żabo ,dzięki za powitanie ,ale widać bulgot błot mnie zagłuszył , ja już raz po raz na tym blogu , acz tylko z doskoku bom zawstydzony ze błędy sadze , żebyś wiedziała jak musze się starać by się tu , w takim towarzystwie nie skompromitować , słownikami się obkładam , ale powiem szczerze jest mi z tym bardzo dobrze , ta staraność sprawia mi radość niebywałą , niestety nadal nie wiem jak napisać Z z kreseczka a nie z kropka , moja klawiatura jakaś oporna .
    Od dzisiaj będę Ryszardem , z dużej litery .
    W sprawie nazwisk .
    Bardzo lubię wszelkie końcówki znamionujące status rodzinny , pachną tradycja , moja matka zawsze dodawała ?owa do swego nazwiska wiec przywykłem , ale zgadzam się , jeśli brak męża krępuje i zawstydza nie powinno się używać form ujawniających rzecz wstydliwa , może wiec najwygodniej byłoby by każdy sam decydował jak go zwać ? wprawdzie w dokumentach urzędowych zakreślamy odpowiednie rubryki ujawniające status rodzinny ale przedstawiając się bezpośrednio Stary Kawaler nie anonsuje braku zony, ale Zawstydzona Stara Panna zapewne chciała by ukryć brak męża , no chyba ze jest dumna ze nie dala się w żaden związek małżeński wciągnąć .Jak słusznie zauważył Drogi Zygmunt Drugi niechaj ?? Pan Bzdet i pani Bzdet [zamiast Bzdetowa] z panną Bzdet [zamiast Bzdetówną]? skoro im z tym dobrze ?.?, jak kto chce , bez norm obowiązkowych ,żadnych odgórnych zasad ponad szacunek .Tyle się tu pisze o zasadach ,normach ale moim zdaniem wystarczy słuchać jak kto się przedstawia i uszanować to , chce Panna być Bzdet , Bzdetowa , Bzdetówna niechaj wybiera ,byle by wstydzić się nie musiała , niechaj przebiera do woli , wspaniałą ściągę podesłał niegdyś Zygmunt Drugi , jak najwięcej swobody , kolorowo i barwnie , chce Wanda Rapaczynski , niechaj będzie , o płci i tak imię informuje tylko biedni transwestyci i transeksualiści nie maja swych form ?

    I jeszcze o zachowaniu tradycji wbrew zwyczajom popularnym na świecie – końcówka ?a? przy nazwiskach pań to nasza polska nietypowość ,nasza polska cecha ,cecha języka polskiego : Kowalski , Kowalska . Rosjanie dopisują do nazwiska otczestwo wywodzące się z imienia ojca , nikt tego nigdzie nie rozumie ale akceptuje jako lokalna dziwność. Nazwiska matronimiczne też są znane w różnych kulturach . Chińczycy maja jeszcze bardziej skomplikowany system przenoszenia części nazwisk , imion po rodzicach wiec a ich miliony i są w większości wiec i my możemy bez wstydu , a i z dumą zachować nasza tradycje nie przejmując się ze ona dziwna dla cudzoziemców , Hiszpanie i wszyscy mieszkańcy Ameryki Południowej tez chyba maja jakaś własna nietypowa tradycje a już zupełnie nietypowo jest w Islandii gdzie syn Swena Steffansoona i Anny Markusdottir nazywa się Markus Swensoon a córka Bjorg Swendottir ,każdy w rodzinie ma inne więc nazwisko ( od imienia ojca z dodana końcówką znamionująca płeć ) . Nie przejmujmy się więc ze u nas zona i mąż maja ciut rożne nazwisko , ot to tylko jedna w tradycji skpana końcowa literka A .
    Jeszcze bardziej przecież różnią się nazwiska małżonków gdy mężatki pozostawiają przy nazwisku męża swoje panieńskie : Pan Cieślak i pani Jankowska ?Cieślak a na to zdaje się nikt nie zwrócił uwagi i nikomu to nie przeszkadza .

    jarkoo ? zyjesz ? o hrabalu bym pogadal ?

  57. Michał Dawidowicz pisze:

    Wyjaśnię tylko, o co mi chodziło.

    Chodziło mi o to, że nie chciałbym, abyśmy patrzyli na nazwiska z punktu widzenia feministycznego, który miałby coś zakazywać. Nie zgodzę się więc, że nie można patrzeć na nazwiska tylko w sposób socjologiczny. Chodziło mi o to, że powinno się do kwestii nazwisk podchodzić w sposób wolny, tak, aby każda/każdy miała/miał wybór, czy chce końcówek używać, czy nie.

  58. Zbyszek pisze:

    CZy każdy nie może pozostac przy swoim? Jeżeli ktoś chce zachować swoje nazwisko w wersji podającej stan cywilny – niech zostanie. Przy zawieraniu związków małżeńskich nie ma obowiązku zmiany nazwiska.
    Całkiem sympatycznie może wyjść z nazwiskami dwuczłonowymi np. Fołtasiówna – Nowak.
    Język polski jest bogaty i zamieszczą się w nim różne formy i znaczenia.
    „Urawniłowka” (jaki piękny polski (?) wyraz) nie jest , chyba , wskazana.

  59. Stara Żaba pisze:

    Ryszardzie, to dość proste: naciśnij Alt Gr i „x”, wyjdzie Ci „ź”,
    poźdrawiam
    Stara Żaba

  60. Torlin pisze:

    Alicjo!
    Błagam. Na rożen.

  61. Ryszard pisze:

    Zygmunt Drugi sugeruje o nazwach własnych , no to rzucam pierwsze słowa : zawsze ciekawiło mnie a niekiedy bawiło ze wiele miast ma bardzo ,bardzo różne nazwy w różnych językach , pal licho gdy LONDON staje się LONDYNEM , PARIS PARYŻEM , to nazwy dosyć podobne , ale ni jak moi znajomi z RZYMU ( ROMA ) nie chcą uwierzyć ze ich ITALIA to nasze WŁOCHY . Najbliższa olimpiada w PEKINIE -BEIJING 2008 . W Niemczech ( GERMANY ) coraz częściej młodzi starają się politycznie poprawnie wymawiać polskie a nie poniemieckie nazwy miast ,odwrotnie niż Niemcy zamieszkujący w Polsce , jednak WROCŁAW jest dla nich nie do przeczytania , a i z trudnością do wymówienia , mimo starań wciąż więc mówią BRESLAU .W ramach propagowania nazwy wymyślono WROC-LOVE dające cień szansy cudzoziemcowi na wymówienie nazwy tego co by nie mówić sporego i ambitnie o EXPO walczącego miasta . Może więc o nazwach własnych , ich zaskakujących mutacjach , dlaczego tak albo siak ?.

  62. Ryszard pisze:

    Stara Źabo , źdźbłem nadzieji Ty mi byłaś ! aleź ulga , co ja się naszukałem , już myźlałem że to klawiatura zdziczła ! dzięki

  63. Gabi_43 pisze:

    Jest pięknie i kolorowo z tymi nazwiskami – cóż to komu szkodzi ?

    Cieszę się natomiast , że nie jestem przedstawiana jako ” Janowa

    Kowalska ” !

  64. grześ pisze:

    http://tecumseh.salon24.pl/index.html – jakby kogoś interesowało to zadebiutowałem jako bloger. Papatki.

  65. marekk pisze:

    Ryszard -LONDYN ostatnio awansował do miana LĄDEK. Tak mówią o nim młodzi, którzy wyjeżdżają do Anglii – czyli zjechał.
    Ktoś poruszył kwestę końcówki nazwisk pań. W Czechach kończy się na ?owa? np. Młynkowa, Knedliczkowa, Pepikowa itp.
    Miłe Panie odnoszę wrażenie, że zapomniałyście na jakim blogu i u kogo piszecie. Przedstawianie rodzaju męskiego jako zygotę zakrawa troszkę na brak uprzejmości w stosunku do gospodarza. Sądzę jednak, że Pan profesor podobnie jak i pozostali blogowicze ma duże poczucie humoru.
    Pozdrawiam marekk pantofelek, pierwotniak zjechany z homo sapiens

  66. Torlin pisze:

    Ryszardzie!
    Mnie się wydaje, że to jest wszystko sprawa tradycji. W dawnych wiekach Polacy wszystko spolszczali, nie tylko nazwy geograficzne, ale nazwiska również. Zgodnie z zasadą „nazwa często używana zachowuje się w pamięci i się nie zmienia” pozostały takie jak: Monachium, Mediolan, w ogóle nie podobne. Ale są stare polskie nazwy, które zapadły w niepamięć. Kto pamięta, że Aachen to Akwizgran, a Klagenfurt to Celowiec. A kto wie, że dawne Karl-Marx-Stadt, dzisiejsze Chemnitz to Kamienica Saska?
    Dzisiaj jest inny zwyczaj, wszystko musi być w oryginale. Jak się tworzył Bangla Desh, to usiłowano ten kraj nazwać Ziemią Bengalską. I figa.
    Ryszardzie! Po niemiecku Wrocław jest Breslau od setek lat, tak jak dla Polaków Nuernberg jest Norymbergą, a Regensburg Ratyzboną. Mają do tego prawo.

  67. Zygmunt Drugi pisze:

    WSZYSCY:
    1. Co Państwo powiecie na wszczęcie intensywnych poszukiwań Pan Profesora?Myśmy się stali już chyba jakąś grupą nieformalną i być może Pan Profesor martwi się, co z tym fantem zrobić, a my jesteśmy niczym Boyowskie `Pijane dziecko we mgle`, jak jeden z osiemdziesięcioletnich Radziwiłłow, który w pijackim rozczuleniu stwierdził któregoś dnia ,że jest `Sierotką`…Szukamy? Wzywamy?
    2.Proponuję – DAJMY SOBIE SPOKÓJ Z NAZWISKAMI…

    ALICJO;
    Wniosek błędny i na `oko`, które kłamie – nie licz [o, rany - jakby to śmiesznie wyglądało, gdybym mógł Ci wyjaśnić...ha...ha...ha...].
    Poza tym – [pardon] ROŻEN!!! ROŻEN!!!ROŻEN!!!

    RYSZARDZIE:
    Ludowa etymologia `Włoch` – czytałem o tym gdzieś…kiedyś…nie potrafię wskazać źródła… bierze się od czasów Bony Sforza di Aragona – drugiej żony Zygmunta Starego. Spróbujmy wyobrazić sobie raczej gładkie fryzury mieszkańców Polski, Litwy, Rusi [podgolone łby szlacheckie jeszcze nie weszły do mody, sarmacka tępota także była czasem przyszłym...] i nagle ufryzowane, napuszone kruczoczarne głowy nie tylko pań ale i mężczyzn… Toż to nie były WŁOSY to były wręcz WŁOCHY!!!
    Zastrzegam się mocno, bo wszystko co ludowe i nie podparte uznanymi autorytetami, tytułami, stronami i odnośnikami jest mało wiarygodne, że to TYLKO LUDOWA ETYMOLOGIA.
    Mnie natomiast wręcz bawią nazwy europejskie naszych pobratymców – a szczególnie niemieckie `Mnichowo`.

    Boję się Zuzanny straszącej administratorem…
    Za to jak MIŁO BRZMIĄ SŁOWA Pani Gabi Janowej Kowalskiej o pięknie i kolorowości naszych nazwisk…

  68. Alicja pisze:

    Torlinie!
    Rożno, rożen – jeden pies o siódmej rano, przy jednym otwartym oku :)
    Skończyliśmy z nazwiskami, można już coś bardziej seksownego?!

  69. Alicja pisze:

    Stara Zabo,
    dostałam cynk, że w Twoich rejonach w lasach występują kurki. Tak, te żółte grzyby, zwane kurkami – nawet nadesłano mi zdjęcie wczorajszych zbiorów.
    http://alicja.homelinux.com/news/11.styczen.2007.jpg
    Co ma to wspólnego z językowym blogiem? Odwrócić uwage od starego tematu. Każdy sposób dobry!

  70. Stara Żaba pisze:

    Aachen = Akwizgran
    Mysle, ze warto sie zastanowic nad takimi nazwami, ktore brzmia zupelnie inaczej po polsku.
    Cos tak jak z imionami – Laurentego i Wawrzynca mozna pojac bez trudu, ale Adalberta i Wojciecha?

  71. Kasia pisze:

    Być może nie do końca zrozumiałam o co chodzi, albo zbyt poważnie do tematu podeszłam. Być może pojawienie się w zdaniu Rady Języka Polskiego, „wpisu w dowodach” zmyliło mnie… Nie szkodzi:) Postaram się wyjaśnić o co chodziło w mojej „feministycznej” wypowiedzi.

    Człowiek nie jest istotą stworzoną do życia w samotności. Od swoich najmłodszych lat uczony jest życia w społeczeństwie. Jedną z jego ważniejszych potrzeb (pominę tutaj te podstawowe) jest potrzeba akceptacji czy to ze strony rodziny, znajomych czy też przedstawicieli płci przeciwnej. Brak akceptacji spowodować może poczucie wyobcowania, izolacji, rodzi frustrację i to niezależnie od płci. W pewnym momencie naszego życia dochodzimy do momentu, gdy ta płeć przeciwna i akceptacja z jej strony staje się jedną z najważniejszych rzeczy. Zakładamy rodziny, pojawiają się dzieci etc. Zauważmy, że większość z nas mając odpowiedzieć na pytanie co jest najważniejszą rzeczą w życiu odpowie: rodzina, a gdy ma odpowiedzieć na pytanie czego boi się najbardziej odpowie: samotności. Ciekawe, prawda? Może powinniśmy sobie zadać pytanie czy wśród naszych najbliższych znajomych są osoby „samotne”, a jeśli ich nie ma to dlaczego.

    Nie wiem jak to jest w przypadku panów, ale z relacji koleżanek i obserwacji relacji jakie panują np. w mojej pracy (a pracuję w dużym przedsiębiorstwie produkcyjnym) widzę w jaki sposób są traktowane panie nie mające chłopaków, narzeczonych lub mężów. A skąd to wiem? Bo ludzie GADAJĄ, nie przeczę, same panie biorą w tym udział. Gdy wszystko jest w porządku – fajna koleżanka, gdy pojawia się zgrzyt – sfrustrowana, niewyżyta, niezaspokojona (oczywiście jest to wersja złagodzona).

    Kambuzelo,
    jak sama napisałaś co obcym do tego czy jestem panną, mężatką czy rozwódką. To ja decyduję o tym co komu chcę powiedzieć na temat mojego życia osobistego. Dlaczego więc mam to robić w momencie przedstawienia się?

    Nie ma nic wstydliwego w byciu panną, zresztą nic takiego wcześniej nie napisałam Ryszardzie. Chodziło mi o odrobinę empatii.

    Drogi Panie Michale,
    użyłam określenia: społeczeństwo quasi patriarchalne:)(może myślnik zjadłam?) A jeśli chodzi o feministyczny punkt widzenia – ładnie poproszona wyprasuję koszulę a i gotować potrafię:)

    Serdecznie wszystkich pozdrawiam

  72. Alicja pisze:

    Zygmunt Drugi pisze:
    WSZYSCY:
    1. Co Państwo powiecie na wszczęcie intensywnych poszukiwań Pan Profesora?
    Zygmuncie Drugi! Koniec tygodnia, weekend – dajmy spokój poszukiwaniom. Jeśli się Profesor nie pojawi w przyszłym tygodniu, proponuję wagary w pobliskiej knajpie.
    Kasiu, urzednicze nakazy, Rady Języka i jej wytyczne i tak dalej – przecież to smiertelna nuda i zdrewniały język, jakim posługuje się biurokracja. Zapewniam Cię, wszędzie na świecie!
    Slowo daję, nie rozumiem, o co chodzi w tym :
    „co obcym do tego czy jestem panną, mężatką czy rozwódką. To ja decyduję o tym co komu chcę powiedzieć na temat mojego życia osobistego. Dlaczego więc mam to robić w momencie przedstawienia się?”
    A kto Ci każe? I chcąc niechcąc, wracam do starego tematu. JAKI PROBLEM ?!
    Przedstawiajcie się, jak chcecie byc nazywane! Twoje nazwisko, Twój wybór.

  73. Ryszard pisze:

    Kasiu :
    Ależ ja właśnie empatia kierowany chciałbym uszanować ewentualne zawstydzenie , stad pomysł , słuchajmy jak kto się przedstawia
    Torlenie :
    masz rację , Wrocław po niemiecku jest i będzie zapewne Breslau , ale zauważyłem wśród swych niemieckich znajomych próbę wypowiadania tej nazwy po polsku ,jest im trudno i acz nie jest konieczne tym bardziej miłe . Masz rację – ostatnio panuje zwyczaj używania nazw oryginalnych , podoba mi się to szczególnie w krajach postkolonialnych , tam nie najlepiej wspomina się bytność europejczyków , więc zamiast BOMBAJ ? MUMBAY , zamiast KALKUTA ? KOLKATA , nietaktem jest powiedzenie SYJAM ( winno być TAJLANDIA ) , czy INDOCHINY na cały region , a już absolutnie nie wypada mówić na ZIMBABWE RODEZJA, zapewne dlatego , że Cecil Rhodes , kolonizator brytyjski był założycielem pierwszych na świecie obozów koncentracyjnych ( dla Zulusów) .Jak jakis kraj odwiedzam bardzo lubie śledzić losy jego nazw , w nazwach ukryta jest często historia .
    Zygmuncie Drugi :
    pomysł w Włochami przedni , z tym ,że Zygmunt Stary miał niemal taka samą fryzurę jak młoda Bona , a nie wiesz może skąd nazwa Węgry ?

  74. Ryszard pisze:

    markku ( czy aby poprawnie?) :
    gdy Londyn -Lądkiem , Paryż – Paryżewem !
    Jeszcze trochę i nasi wszystko i wszędzie w swojską wioskę pozamieniają !
    Gdzieś , nie pamiętam już , przeczytałem sugestię- zamiast BYDGOSZCZ WENECJĄ PÓŁNOCY winno być WENECJA BYDGOSZCZĄ POŁUDNIA ! podobnie PARYŻ SZCZECINEM ZACHODU !

  75. Ryszard pisze:

    wyobraziłem sobie zimowe kurek żółcienie ,o których donosi Alicja , i bulgoczące fumarole Starej Żaby z oszalałym korowodem owieczek i zapachniało mi nie wiedzieć czemu Chagallem , ach Stara Żabo gdzie twe błota ?, bardzo piękne musi być to miejsce

  76. dwakretki pisze:

    Szanowna Żabo
    Akwizgran to polska wersja starej łacińskiej nazwy Aquisgranum
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Akwizgran

    pozdrawiam

  77. Alex pisze:

    Kasia pisze:
    A jeśli chodzi o feministyczny punkt widzenia – ładnie poproszona wyprasuję koszulę a i gotować potrafię:)

    Kasiu mezczyzni w dzisiejszych czasach sami prasuja koszule,podobnie z gotowaniem,gorzej z podkuwaniem konskich kopyt nam idzie i szarzami na wiatraki.
    Gdzie te prawdziwe kobiety?

  78. kambuzela pisze:

    Jedni chcą się tłumaczyć, inni nie. Każdemu „co insze” na sercu leży i temat nazwisk pewnie zginie dopiero wtedy, gdy „dostaniemy” nową stronę, czyli przyłączam się do apelu Zygmunta Drugiego:
    SZUKAJMY PANA PROFESORA!
    Bo sami jakoś tematu, który by wielu pociągnął za język, wybrać nie potrafimy.
    Spróbuję jednak jeszcze raz (bez obrazy, Zygmuncie Drugi, ale temat nazw własnych jest mało wyrazisty – co tu można napisać poza ich wymienianiem? W kwestii językowej oczywiście, a nie ciekawostek, na przykład.) Istnieje otóż piękny język literacki i nieco mniej piękny język potoczny. Czy dopuszczalne na blogu językowym jest używanie wyrazów, powiedzonek potocznych, ba, wręcz niegramatycznych, jak zamieszczone przeze mnie „co insze”?
    Pozdrawiam wszystkich

  79. Zygmunt Drugi pisze:

    ŻABO:
    ADALBRECHT = Albrecht = Albert = Adalbert – Szlachetny Wojownik Jaśniejący Blaskiem. Germanie to – jak wiadomo – spokojny, poetyczny lud; stąd i imiona adekwatne do usposobienia [n.p. Adolf - Szalchetny Wilk],
    WOJCIECH [VOJTIECH - czeskie] – Szlachetny Wojownik. Wojownik Cieszący Się Walką [mieliśmy i my rodzime podobne imionan.p. Dopbrosław, Dobrogost, Dobrociech, Dobrociecha=Dobrochna...]..Nam, Slowianom też nie można odmówić było onomastycznej fantazji… Tylko dziś – Dagmary, Patryki i Nikole
    A jaka piękna jest etymologia miasteczka Tumidaj!!! Delicje językowe…
    Pozdrawiam spod ulewy deszczowej… Zima…

  80. Torlin pisze:

    Zygmuncie!
    Sprawdziłem i u Staszewskiego w „Pochodzeniu nazw geograficznych” (pochodzenie niejasne) i u Bruecknera (nazwa czysto słowiańska – być może od Czechów).
    Śmieszna jest etymologia ludowa wśród Niemców nazwy Węgry. Otóz nazwę „Ungarn” wywodzą oni od słowa „hungern”, znaczącym tyle, co „cierpieć głód”, „głodować”.

  81. Alicja pisze:

    W moim lesie białe ognie płoną
    Rosną skrzydła śniegowej zawiei.
    W moim lesie świt cały ze szronu,
    W moim lesie jednak zima dmie.

    E tam… nie dmie, na moim poludniu w Kanadzie, które to poludnie jest o parę stopni równoleżnikowych niżej, niż (niżej niż?) jakiekolwiek miejsce w Polsce.
    Ale świt cały ze szronu:
    http://alicja.homelinux.com/news/W_moim_lesie.jpg

  82. Zygmunt Drugi pisze:

    RYSZARD;
    - Węgry?
    - Wiem…

  83. Ryszard pisze:

    ZYGMUNT DRUGI :
    wiedzialem !

  84. Kasia pisze:

    Alex pisze:
    Kasiu mezczyzni w dzisiejszych czasach sami prasuja koszule,podobnie z gotowaniem,gorzej z podkuwaniem konskich kopyt nam idzie i szarzami na wiatraki.

    Gorzej idzie? Ależ skąd. Konie mechaniczne teraz w modzie, a kuźnia się na zakład wulkanizacyjny przemianowała:)

    A tak a propos wiatraków, przypomniała mi się pewna historia.

    Moja rodzina miała wiatrak gdzieś za Wrocławiem a przed Wałbrzychem, albo na odwrót, zależy od której strony patrzeć. Gdy przychodził cieplejszy lub po prostu ciepły weekend rodzina brała kanapki, butlę z gazem, bidony z wodą, pakowała je na swoje rumaki marki skoda i lada i wyruszała do wiatraka. Kilka razy udało mi się wziąć udział w takiej wyprawie i za każdym razem była to przygoda. Nie wiedzieliśmy co zastaniemy na miejscu (oprócz samego celu podróży) ponieważ do wiatraka się notorycznie włamywano. Dlaczego? Nie wiemy, ponieważ nic tam cennego nie było oprócz wiatrakowej kroniki, w której każdy z odwiedzających wpisywał swoje wrażenia z pobytu, a która – mimo tego, że najcenniejsza – nigdy nie stała się łupem złodziei (czyżby poznali się oni na naszej grafomanii?? Eeee, chyba nie).

    Sam wiatrak był dwupiętrową, murowaną budowlą stojącą na niewielkim wzgórzu i zapewniam Was, że zbudowano go tam nie bez powodu. Rany, ależ tam wiało…. głowy urywało.
    Od kiedy pamiętam wiatrakowi brakowało skrzydeł (gdy kiedyś o nie zapytałam, dowiedziałam się, że ich brak jest skutkiem włamań i aktów wandalizmu), natomiast w środku zachowała się cała, drewniana maszyneria. To co wryło mi się w pamięć najbardziej to OGROMNE, drewniane koło zębate.

    W czasie jednej z moich wizyt u rodziny we Wrocławiu padł pomysł spędzenia weekendu w wiatraku. Spakowaliśmy wszystkie niezbędne manele i wyruszyliśmy. Przebiegu dnia nie będę opisywała, bo historia dotyczy pewnego wydarzenia, które miało miejsce nocą. Po skończonym ognisku stwierdziliśmy, że pora iść spać. Ciocia miała spać na samym dole, moja mama chrzestna z mężem i córą na pierwszym piętrze, a ja z Basią (siostrą męża mojej mamy chrzestnej) na samej górze.
    Na drugim pięterku nie było zbyt dużo miejsca. Stało tam jedno łóżko polowe a całą resztę przestrzeni zajmowała drewniana maszyneria. Było tam również małe okienko zastawione ciężką dechą (szyba wybita została oczywiście przez wandali). Moje miejsce do spania zostało przygotowane pod ogromnym kołem zębatym. Zostałam również uprzedzona o konsekwencjach gwałtownego zerwania się z posłania, które na pewno miałyby postać ogromnego guza na głowie po bliskim spotkaniu pierwszego stopnia z zębatym kołem. Po zgaszeniu lamp zapadła ciemność, nawet czubka własnego nosa nie dało się dojrzeć (gdyby nie był to wiatrak gdzieś między Wrocławiem a Wałbrzychem powiedziałabym, że ciemności były egipskie). To była bardzo wietrzna noc, cała maszyneria nade mną trzeszczała i jęczała, a ja leżąc pod OGROMNYM kołem zębatym miałam wrażenie, że jeszcze jeden podmuch wiatru a to co było nade mną runie w dół wkomponowując mnie na stałe w geologiczne głębiny pod wzgórzem wiatrakowym. Leżałam tak, starając się zasnąć pomimo przerażających wizji, gdy nagle rozległ się straszny huk… Pierwsza myśl – no to po mnie, koło zębate leci, żegnaj świetle dnia, witajcie pokłady granitu. Zesztywniałam ze strachu. Po chwili kompletnej ciszy jaka nastąpiła po huku usłyszałam drżący głos Basi: Kasia, żyjesz? Żyłam.
    Decha zastawiająca okienko była naprawdę ciężką dechą, ale to była naprawdę wietrzna noc:)

    Miesiąc temu dowiedziałam się, że wiatrak nie jest już własnością rodziny z Wrocławia. Jako obiekt zabytkowy wymagał dużych nakładów finansowych i nadszedł moment, gdy nie dali rady ich dłużej udźwignąć. Przykro mi się zrobiło, nie byłam w nim wiele razy jednak jest on częścią moich wspomnień z beztroskiego dzieciństwa i wczesnej młodości.

  85. Alex pisze:

    W lesie biale ognie plona
    rosna skrzydla sniegowej zawiei
    caly swiat ze szronu
    zima jednak dmie

    E tam rownoleznik na poludniu Kanady
    szron ze switu
    Alecja

  86. Alicja pisze:

    Nikt nie pamięta poetów. Tadeusz Sliwiak na przykład. Albo Tadeusz Nowak.

  87. Zygmunt Drugi pisze:

    TORLINIE:
    RYSZARDZIE:
    WĘGRY…Niemiecką etymologię między bajki włożyć
    Węgry – po łacinie HUNGARIA – ziemia Hunów.
    Pisze Tadeusz Korzon w `Historyi wieków średnich`-1872…1914 [liczne wznowienia]: `Madyarowie u Słowian zwani Agrami, Egrami, Ugrami, Uhrami…szczycą się pochodzeniem od Hunnów` [str. 183].
    No i wszystko jasne…Mamy w Karpatach Przełęcz Uherską…na Węgrzech miasto Eger i inne miejscowości, w których nazwach ten `rdzeń` się pojawia…
    W literaturze [n.p. u Kraszewskiego] bohaterowie bywają `w Uhrach`i `na Uhrach`. To trochę tak jak z moim Ełkiem [15 lat !] – najpierw bywało sie `we Łku` – potem `w Ełku`]. Mieli tam przed II wojną `DZIENNIKI ŁECKI`. Do dziś rzeka w górnym odcinku zwie się Lega, w średnim Łega, a od jeziora ŁAŚMIADY-LAŚMIADY – Ełk…
    BYć może kiedyś bywało się `w Uhrach` lub `w Egrach` – dziś `na Węgrzech` [liczba mnoga!!!] – jak kiedyś `wniebiesiech/niebiosach`.
    Kończę. Nie chce oprzynudzać.

  88. Torlin pisze:

    Zygmuncie Drugi!
    Zaczynam w Ciebie wątpić. Ty nie wiesz, co to jest „etymologia ludowa”?
    Dam Ci przykład: „Sandomierz”, bo „San mierzy do Wisły”.

  89. Zygmunt Drugi pisze:

    Sendomir [Sędomir]- imię męskie.

  90. Alicja pisze:

    Alex,
    słowo daję, na moim południu jest 42 i pół stopnia! A Halicz, najbardziej na południe wysunięta miejscowość, leży dokładnie na 49-tym stopniu. I nie przekręcaj mojego imienia!
    Kasia, szkoda tego wiatraka.
    Eger znamy, znamy… nawet mamy w piwniczce krew Egeru :)

  91. Alex pisze:

    Pani Alicjo prosze o wybaczenie,popelnilem faux pas,pozbawiajac Pania Szanowna lasu.Ale to ze zwyczajnej zazdrosci za Pani ma las,a ja nie.

    >^..^

  92. Stara Żaba pisze:

    U mnie nie dość, że błoto, to jeszcze zawsze wieje, niezależnie z której strony wiatr, po prostu błota na wietrznej górce. Idea wiatraka jest mi bliską, kiedyś myśleliśmy o takim śmigle do domowej produkcji prądu.
    A propos domowej produkcji: jadę sobie kiedyś amerykańską szosą i z nudów czytam ogłoszenia na poboczu. Różne takie, a to wymiana oleju w 13 minut, a to skup i sprzedaż mięsa jeleniego, a to cukierki domowego wyrobu, czyli home made candy i nagle z niedowierzaniem czytam, że w tym akurat miejscu można sobie kupić psa domowej produkcji – stało jak wół – home made pies! Dopiero po kilku milach dotarło do mnie, że ten pies to nie pies tylko ciasto.
    Dzięki Bogu, że nie było home made frog, bo bym się załamała,
    Stara Żaba

  93. Alex pisze:

    Cenzura obciela wasy temu kotu,a imie to bylo celowe lub celowy zabieg,nic nie przekrecilem Pani Alicjo.

  94. kamyczek pisze:

    jak tu gwarno! :)
    witam
    chyba będę musiała zacząć czytać również komentarze, bo bardzo ciekawe są :) byle na bieżąco…
    pozdrawiam

  95. Alex pisze:

    Kasia pisze:
    Konie mechaniczne teraz w modzie, a kuźnia się na zakład wulkanizacyjny przemianowała:)

    Dziekuje za informacje z ostaniej chwili,ja mentalnie poruszam sie w XIX wieku no moze troche pozniej lata 20-te,30-te XX wieku,pewnie to wynika z sentymentu to tego czasu.Odnosnie wiatraka taki mlyn przydalby sie dzisiaj naszym politykom,nic nie mieli a straszy.

  96. Alicja pisze:

    Alex,
    ten „mój” na moim pagórku las jest publiczny, nie mój własny. Gdybym miała własny, też bym udostępniła publice, bo kawałkiem przyrody należy się dzielić!
    Pagórek jest mój :)
    A, i nie wyzywaj mnie od szanownych pań, bo i ja się nie zwracam do nikogo tak poprawnie i z estymą. Tak się przyjęło w internecie…
    Pozdrowienia z mojego pagórka!

  97. Alex pisze:

    Alicjo,w takim razie przepraszam za szanowna,i zycze dobrgo czasu na pagorku.Pewnie czas plynie inaczej niz w dolinach,slodko , powoli z widokiem na reszte.

  98. Ryszard pisze:

    ” home made pies! ” Starej Żaby przypomniał mi inną sytuację – gościł w polsce angielski młodzieniec , w Polsce i w naszych dziewczynach rozkochany , szczególnie w jednej , i dla niej postanowił nauczyć się języka polskiego , nawet nieźle mu to wychodziło , gorliwy był i zdolny . Kiedyś zaskoczył wszystkich pełna aprobaty i podziwu uwagą , że imponuje mu polska niespotykana dbałość o ?psy . Mila uwaga , nie powiem , ale zaskakująca , zaczęliśmy się dopytywać o źródło owego spostrzeżenia a on zdziwiony ? przecież nawet na drogach , co chwila , co krok stosowne znaki ustawiacie UWAGA PIESI ! z oporami ale dotarło do nas ,że PIESI to jak wiadomo liczba mnoga od psa

  99. Ryszard pisze:

    UWAGA -DO OSOBY ZATWIERDZAJACEJ KOMENTARZE – POMYLILEM SIE I WYSLALEM TEKST , KTÓRY PÓŹNIEJ POPRAWIŁEM , DRUGA WERSJA LEPSZA ( OSTATNIE SŁOWA CIUT INNE ,ALE TO CIUT SPRAWIA ŻE TEKST CZYTELNIEJSZY , JESLI MOŻNA , PROSZE O POZOSTAWIENIE TYLKO DRUGIEJ WERSJI KOŃCZĄCEJ SIĘ SŁOWAMI ……że PIESI to jak wiadomo liczba mnoga słowa PIES

  100. Stara Żaba pisze:

    Tak, tak, konia kują a żaba nogę podstawia…Lasu to kazdemu zazdroszczą a na moje błoto to jakos nikt nie ma checi…
    @kamyczek, uwazaj do jakiego ogródka wpadłes! Tutaj sami obrońcy mowy polskiej, a co jeden to bardziej.
    Żeby nie było, że nie ostrzegalam!
    Chyba przy poniedziałku Pan Profesor cos tej skołowanej trzódce podrzuci do rozważań?
    Polecamy nasza firme,
    Stara Zaba
    Juz mi sie chyba od tego deszczu wszystko popluszczylo w zabim móżdżku….

  101. Stara Żaba pisze:

    za duzo deszczu to nawet zabom na zdrowie nie wychodzi, co bylo widac w powyzszym komentarzu, kum, kum, kum…

  102. Stara Żaba pisze:

    …kazdemu taki móżdżek, na jaki zasluzyl, czego sie biedna zaba moze od Stwórcy spodziewac? Ale i tak lepszy zabi niz ptasi…(o, przepraszam, zupelnie niechcacy tak wyszlo!)

  103. Ryszard pisze:

    ha ha widac ze komentarze czekają na akceptacje ale nie są czytane ! taka poczekalnia po nic ……napisalem jeden tekst , zreflektowalem sie ,że winien byc poprawiony , ledwie jedno słowo ale istotne dla mnie , wyslałem więc zaraz drugi , i osobno list do osoby zatwierdzajacej , no i oczywiście teraz możecie państwo przeczytać niepoprawiony tekst i moją prośbe skierowaną do osoby akceptującej nasze komentarze , a nich to dunder świśnie ….

  104. Ryszard pisze:

    ależ co też Pani Stara Żabo mówi ? Las lasem ,ale przecież ja już nie raz Pani blotami się zachłysnąłem , chagalla wspominałem , kurki , teksty , bulgoty podziwaiałem

  105. Alicja pisze:

    A ja mam marznący deszcz na zmianę z mokrym śniegiem od samego rana i mocną awersję do zabrania się za robotę, bo jeszcze nie wykombinowałam, z której strony by to ugryzć. Poniedziałek…
    Jak Profesor nie podrzuci nam tematu, to po raz któryś proponuję wagary! Może w Zabie Błota wskoczymy?
    Borowina na coś dobrze robi, tylko nie pamiętam, na co…”właściwości przeciwzapalne, ściągające, bakteriostatyczne i bakteriobójcze… w chorobach gośćcowych, kobiecych i naczyń krwionośnych, a także do produkcji różnego rodzaju lekarstw i kosmetyków”.
    O proszę, już wiemy! Nie ma to jak google. No nic, idę kombinować, jak mam naprawić to, co ktoś inny spaprał. Zdaje się, że będę używać niecenzuralnych slów. Zyczenia powodzenia bardzo wskazane, z góry dziękuję!

  106. kamyczek pisze:

    Ryszard
    moja mama zawsze mawiała (bo ostatnio jakoś już nie): niech to dundel ściśnie ;)

    Stara Żaba
    Może się czegoś tu nauczę, w każdym razie nie boję się wcale! Bo skoro już wpadłam, to zostanę. Chyba że ktoś mnie wyrzuci…

    Pozdrawiam mimo wszystko ciepło

  107. marekk pisze:

    Do Żaby – „czego sie biedna zaba moze od Stwórcy spodziewac? ”
    A bajek w dzieciństwie i dzieciom Ty nie czytałaś? Jak tylko błota obeschną zapewne coś się wydaży.
    pozdrawiam marekk

  108. baktrianka pisze:

    Panie Profesorze! Uważam, że z nazwiskami jest jak z językiem. Cokolwiek byśmy postanowili, język żyje własnym życiem, to żywy organizm. Co było kiedyś normą dziś brzmi archaicznie – obecnie nie znam na przykład żadnej Skarżanki, choć niedaleko mnie mieszka rodzina Skargów… ale panie i dziewczyny z tej rodziny „posługują” się nazwiskiem Skarga. Dawno, dawno temu jedna z moich nauczycielek mówiła do mnie Żukowszczanka( moje panieńskie nazwisko to: Żukowska ) ale była jedyna w całej szkole.
    A pamięta Pan Profesor słynny przykład z nazwiskiem Kupaga i jaką formę miało nazwisko córki Pana Kupagi? To dopiero była radość w szkole, jak się przykłady nazwisk rozważało na lekcjach i zawsze jakiś rozpędzony chłopak przywołał ten przykład i rozentuzjazmowany krzyczał:
    - ” Kupagówna, Kupagówna”.
    Mnie osobiście razi męska forma nazwiska u kobiety. Choć znam i lubię Panią Wollny- przyzwycziłam się po prostu. Dziś moje nazwisko ( po mężu) nie budzi natomiast żadnych wątpliwości – kończy się na „-ek”.
    Pozdrawiam Noworocznie Panie Profesorze – w stronach, z których pochodzę dziś świętowany jest dopiero drugi dzień NOWEGO ROKU ( wg Kalendarza Juliańskiego ). Życzę wszystkiego najlepszego.

    Jeśli kiedykolwiek miałby Pan odrobinę czasu i ochoty, czyli po prostu- zakładając hipotetycznie – nudził się Pan, zapraszam na mój blog, który prowadzę od 3 tygodni. Będzie mi niezwykle miło, choć zdaję sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Z różnych względów. Ale zaproszenie jest bezterminowe. Adres: http://www.baktrianka.blox.pl.
    Pozdrawiam serdecznie. Baktrianka

  109. Stara Żaba pisze:

    Alicjo, z gory zycze powodzenia!
    Okolice Zabich Blot i Polczyna Zdroju slyna z doskonalej borowiny. Chcesz miec corke albo syna – wyslij zone do Polczyna! – tak kiedys miejscowi nabijali sie z kuracjuszek, ale rzeczywiscie sanatoria w Polczynie rozkwitaja. Teraz lecza tutaj nieomal wszystko, nie tylko borowiną, ale lecznicze są solanki, wody mineralne i klimat. Rajcowie miejscy z pania burmistrz na czele jak dossali sie do unijnych funduszy to ciagna jak pijawki (lekarskie?) i rewitalizuja co im pod reke wpadnie, naprawde miasto odzywa. Widzicie jaka jestem lokalnie patriotyczna zaba? Przy okazji wdepnijcie na strone: http://www.polczynzdroj.pl – kurort z dusza
    Pozdrawiam,
    Stara Zaba

  110. fajka2 pisze:

    Względy językowe w zabawie z nazwiskami to barwność, która może się skończyć nienadzwyczajnie.
    Pani Kowalska w świecie anglosaskim nie jest krewną pana Kowalskiego.
    Zbigniew Nęcki, Anna Nęcka, Marian Nęcka. Najpierw dowód, potem paszport, potem pruderyjny hotelarz, który zamelduje razem Annę Nęcką z Marianem Nęckiem, ale nie ze Zbigniewem Nęckim.

    Zbigniew Nęcki to mąż Anny Nęckiej , ale Anna Nęcka może być żoną Mariana Nęcki. Czy też żona Mariana to obligatoryjnie Nęczyna? Gdyby Marian nazywał się Nęcz , to Nęczowa, a gdyby Nęcza? To Nęczyna
    Myślałam, że jestem dobra w te klocki, ale chyba nie.

  111. DDD pisze:

    From: Paweł Tomczak (DDD)

    Subject: Poprzyjcie Petycje – kto jak kto, Wy, cała lewica, i Wasi przyjaciele polityczni, powinniście …zwłaszcza uczciwi katolicy pośród was…

    Dopóki Polska nie przestanie produkować pokoleń instytucjonalnie okaleczonych umysłowo w szkole, doputy nie będzie miała szans na dogonienie czołówki Świata. Pokolenia uczone, że jakiś bóg ojciec wygnał Adama i Ewę z raju za pęd do wiedzy – nie będą się uczyć. Pokolenia uczone, że ptaki niebieskie, które nie orzą ani sieją karmi bóg ojciec – nie będą przyzwoicie pracowały. Itd. itp.

    Kto sobie życzy lepszego poznania moich przekonań, tego zapraszam na http://www.ddd.xt.pl. Jeśli nawet uzna, że lewica nie może sie oficjalnie przyłączyć do takiego ekstremalnego przedsięwzięcia, to przynajmniej się pobawi opowiadaniami z czasów młodego Kwaśniewskiego i Belki i innych w rozdziale [b]„DDD”[/b], pt.: [b]„Europa”[/b]. ([b]Download[/b] na str. powitalnej.) Albo tekstami Wojtyły uczącego Malińskiego, jak współpracować ze służbami… w poście pt.: [b]„Agent Wojtyła w trójcy jedyny”[/b]. Wszystko autentyki.

    Na początek jednak proponuje przyłączenie się do mojej Petycji o odwołanie fałszywego oświadczenia Prezydenta RP L. Kaczyńskiego, szkalującego współczesnych Polaków – oto link do niej:

    http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=1989#butt

    Podpisując sie pod tą petycją budujesz współczesną Polskę, bronisz dzieci przed pedofilią swiatopogladową w szkołach polskich i katolickim molestowaniem intelektualnym i moralnym ludzi racjonalnie myslących.
    (Pamiętaj, że te dzieci będą pracowały na Twoją emeryturę i jeśli bedą durnymi ewangelicznymi „niebieskimi ptakam i, co nie orzą i nie sieją”, to twoja emerytura też taka będzie.)

    Petycja jest tym ważniejsza, że L. Kaczyński popada w recydywę i 7.1.07 Wiadomościom TVP znów zagroził, że „Chrześcijański, czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i on nie ma alternatywy.”

    Projekt (skrót) petycji:

    [b]O odwołanie fałsz-oświadczenia Prezydenta RP szkalujacego współczesnych Polaków[/b]

    Podczas wizyty pana Ratzingera pełniącego funkcje papieża, Prezydent RP oswiadczył, że wszyscy Polacy sa katolikami, w dodatku maryjnymi.
    Jest to wyjatkowo zjadliwe i obrazliwe łgarstwo wobec tej częsci Polaków, którzy przekroczyli intelektualny próg samodzielnego, logicznego, racjonalnego myslenia, uniezależnili się od intelektualnych blokad religianckiej ciemnoty i zakłamania, oraz o kolejny krok zbliżyli się do poziomu pełnego człowieczeństwa.

    Nawet Prezydent Polski nie może okazywać Polskiemu Narodowi tak jawnego, pogardliwego lekceważenia, oraz kompromitować Go, śląc w Świat fałszywe komunikaty, że wszyscy Polacy znajdują się wciaż na poziomie kultury, opartej na prehistorycznych, zmurszałych intelektualnie i zużytych moralnie mojżeszowych fundamentach kulturowych sprzed kilku tysięcy lat?

    Nie może pan tak bezrefleksyjnie i jawnie fałszować prawdy o Polakach ?nawet będac najbardziej gorliwym katolikiem.

    I to nawet najbardziej zawzięcie maryjnym, wiecznie dziewiczym katolikiem. Nawet będąc członkiem kościoła kat. najtwardziej stojącym na straży wiecznie niepokalanej błony dziewiczej, wbrew temu, po co ją taką cieniutką rzekomy stwórca stworzył…

    Żadam, by pan odwołał to fałszywe oswiadczenie równie publicznie, jak je pan wygłosił.

    Paweł Tomczak

    Oczywiście to jest tylko skrót, a cała Petycja jest bardziej rozbudowana i dokładniej uzasadnia potrzebę odwołania tego fałszywego oswiadczenia Prezydenta RP.

    Uwaga: żeby podpis był ważny trzeba go na stronie PETYCJI potwierdzić d w a razy! …a potem jeszcze raz wchodząc z własnego konta PRZEZ LINK ZWROTNY.
    Chodzi o eliminację wielokrotnych podpisów z tego samego konta.

    [b]Link do PETYCJI przekazujcie ludziom myslącym.[/b]
    http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=1989

    Kontakt: defloracja@o2.pl

    Mam nadzieję, że zainteresowałem tym Was – towarzystwo ze zdecydowanie wyższej intelektualnej półki niż na większosci for.

    Do moderatorów: Jeżeli uznacie z słuszne, powiadomcie o tej petycji uczestników dyskusji na innych tematach. Nie wszyscy potencjalnie zainteresowani bowiem bywają na tym akurat.
    Gra wydaje mi się swieczki warta, bo ta Petycja może być jaskółką racjonalizmu w naszym życiu politycznym.

    Pozdrawiam Paweł Tomczak

    Ponadto: wchodźcie na [b]„Stronę DDD”[/b] pod adr. [b]www.ddd.xt.pl[/b] i dołącz do obrońców dzieci polskich molestowanych w szkole religią degenerującą ich intelekty i umysły (trwałe łuki kojarzeniowe). Brońcie aktywnie lub choćby propagujcie tę stronę – a właściwie te dzieci polskie i nasz kraj.

  112. AS400 pisze:

    Pozdrawiam wszystkich z Berlina,

    mimo mieszkania od ponad ćwierć wieku w Berlinie, ciągle nie mogę odzwyczaić się od używania polskich liter w jakiejkolwiek korespondencji. W roku 1985 brałem ślub w berlińskim Urzędzie Stanu Cywilnego (dzielnica Reinickendorf). Tam urzędnik spytał mnie, według jakiego prawa ma być pisane nazwisko mojej żony – polskiego, czy niemieckiego. Zdecydowałem się na polskie, co zostało przyjęte ze zrozumieniem. Dwa lata później przyszło mi zgłaszać urodzenie córki w szpitalnym oddziale USC. Także tam nie było jakiegokolwiek problemu z (żeńską) formą nazwiska.
    Opowiadał mi znajomy Polak, urodzony w Akwizgranie, że tylko raz miał problem ze swoim polskim paszportem w momencie, gdy meldował się na pobyt stały w Berlinie. Akwizgran to po niemiecku Aachen i tak „stało” w urzędowym komputerze jako jego miejsce urodzenia. Mocno inaczej, niż w paszporcie. Wystarczyło jedno zdanie wyjaśnienia i po problemie.
    Dla nas forma „Madeleine Albrightova” w niemieckiej gazecie brzmi śmiesznie, dla Czechów już nie.
    Ktoś napisał, że „Nowakowa” to osoba podporządkowana „Nowakowi”, a „pani Nowak” to już nie. To co, traktujemy nazwisko jak piętno wypalane niegdyś na czole? A co powiedzieć o mężczyznach, noszących kolczyk w uchu? Każdy, kto dokładnie przeczytał Quo Vadis wie, że kolczyk w uchu był symbolem niewolnika. Nawet po wyjęciu kolczyka zostawała zdradliwa dziurka w uchu. Wyzwoleńcy w starożytnym Rzymie musieli więc stale nosić pierścień wyzwoleńca dla udowodnienia swojej wolności…… (to było trochę z innej beczki, ale też na temat).
    No i na koniec inna ciekawostka: Węgry, zaprzyjaźniony, bliski kraj o całkowicie innej tradycji językowej. Tam po pierwsze, nazwisko pisze się zawsze przed imieniem. I gdy Kovacs Ilona wychodzi za mąż za Nagy Imre, od chwili ślubu urzędowo nazywa się – Nagy Imrene (przepraszam braci Węgrów, że nie stosuję odpowiednich akcentów nad literami, ale węgierskiej klawiatury jeszcze nie zainstalowałem). I pod tym nazwiskiem i imieniem istnieje dla wszystkich n o w y c h znajomych. Imieniem Ilona posługują się tylko znajomi, znający ją z czasów panieństwa. I co Państwo na to?

    Pozdrowienia
    AS400 z Berlina

  113. AS400 pisze:

    Przepraszam, z rozpędu napisałem: ” „Madeleine Abrightova” w niemieckiej gazecie… „. Powinno być oczywiście „.. w czeskiej gazecie..”.
    Przepraszam.
    AS400, Berlin

  114. michalina pisze:

    mam niwinne zapytanko , zupełnie nie z tej bajki – dlaczego mówi sę, że coś jest dowcipne , a nie doustne?
    czy to tylko zboczona dedukcja, czy tez logicze myslenie?

Dodaj komentarz

*