Do you speak ponglish?

Jeśli jeszcze Ktoś z Państwa został na tym blogu, to Go przepraszam za wagarowanie. Trochę się zasmuciłem wpisem Zuzanny, ale w końcu, o ile swoboda pisania, zwłaszcza publicznego, może być przez niektórych widziana jako do pewnego stopnia problematyczna, to swoboda czytania nie powinna być z pewnością ograniczana.

A z nowych językowych spraw: skłoniono mnie, żebym powiedział coś (w paru miejscach) o nowym jakoby “języku”, który nazwano bodaj (bo znam to tylko z telefoniczno-radiowego wariantu) “ponglisz” lub “ponglish”. To taki, o ile się zorientowałem, współczesny polsko-angielski pidżyn (to oficjalny termin językoznawczy), używany wśród młodych polskich unioeuropejskich emigrantów. Polega na starym i dobrze znanym zwyczaju używania słów-hybryd, o angielskim pniu i z polskimi końcówkami.

W środowiskach najdawniejszej już Polonii było to znane, mamy też to w różnych żargonach zawodowych (informatycy, marketingowcy itp.). Ale w sumie interesujące, bo dotyczy często słownictwa podstawowego. Czy znają Państwo jakieś ciekawe (czyli zabawne, tak to dzisiaj jest) przykłady?

Jeśli, oczywiście, wybaczyli mi Państwo wielodniową absencję, dla której sam mam prywatne wytłumaczenie, którego wolę jednak nawet Państwu nie podawać…

Wpis “Do you speak ponglish?” skomentowano 332 razy

  1. fraglesi pisze:

    na kornerze stoi kara ;-)

  2. Paweł Tkaczyk pisze:

    W mojej branży (marketing) takie “makaronizmy” są na porządku dziennym. Reklamy definiujemy targetem, kreowanie marki to branding itp.

    Jednak zabawna rzecz — to się bardzo szybko “przyjmuje”. Swego czasu przebywałem na emigracji wśród Polonii amerykańskiej i zanim się obejrzałem mówiłem “Jadę trokiem po hajłeju” (proszę wybaczyć pisownię).

    Chciałem się jeszcze odnieść do przepraszania za częstotliwość pisania: sam się borykam z tym na własnym blogu. Ale wychodzę z założenia, że lepiej powiedzieć coś rzadziej, a mądrze, niż paplać regularnie głupoty. “Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego w słowa”. I nie ma za co przepraszać :)

  3. dwakretki pisze:

    wykonaj “fąkol”

  4. baktrianka pisze:

    Wybaczam wagarowanie, Panie Profeorze! To pewnie była poważna życiowa sprawa, może miłość a może kot obsikał komputer…albo…jednak uszanuję Pana prośbę o dyskrecję i nie będę snuć hipotez. SNUĆ HIPOTEZ - jak nie po polsku to brzmi, prawda?
    Na “ponglish” popularnie woła się “brejkanie”. Kiedyś za mych młodych lat jak przyjeżdżali z USA - bardzo rzadko - wujkowie moich koleżanek ze szkoły to wołali do swoich żon lub synów, tak, aby wszyscy słyszeli:
    - Luknij tam przez łindoł na naszą karę. Czy stoi za korenerem?
    Mieli takie” piękne” garnitury w kolorową kratę i ten język dodatkowo powalał otoczenie.
    Dziś ponglish - to również bezmyślne tłumaczenie polskich zwrotów na angielski. I wychodzą podobne jak kiedyś - u amerykańskich wujków moich koleżanek - językowe potworki. Na przykład:
    Pokój z wami - to w ponglish: Room with you!
    Zwierzę się wam - to: I will animal to you.
    Musicie pójść mi na ręke!- to :You must step on my hand!
    Z życia codziennego a nawet publicznego i bardzo publicznego najbardziej ujmuje mnie słowo ” PIAROWIEC” ( dokładnie tak pisane) oznaczające specjalistę od public relations.
    Pozdrawiam Panie Profesorze i czekam na następne prowokacje językowe.
    http://www.baktrianka.blox.pl

  5. Marta pisze:

    Słyszałam “idziemy wypić pintę”, ale nie wiem, czy to “językowy” skutek polskich wyjazdów na wyspę, czy po prostu moda…
    Pozdrawiam z Milanówka!:)

  6. Franio pisze:

    Nazywam to “Pinglish”, ale raczej zartobliwie, kokietujac rozmowcow odczuwalnym akcentem. Nawet dobrze sie przyjelo. Kiedy nie chce czegos zrozumiec, albo natychmiast odpowiedziec, mowie “could you repeat, please ? You see, my Pinglish makes it difficult for me, sometimes”. Polapali sie i teraz posylaja mnie do diabla razem z moim “excusem”. Ciekawe, ze nikt nie odnosi mojego akcentu do polskiego, a prawie zawsze domysly kraza wokol niemieckiego, lub rosyjskiego rodowodu. Natomiast przyklady p.profesora moge rozmnozyc na “dad, on ciagle mowi noga” ?! (moving), albo “czy mama mi umyla te koszule ?” (wash), itd,itd. Mowie do syna prawie zawsze po polsku i on mowi bardzo dobrze, i poprawnie (niestety, nie pisze), moze kiedys, gdzies mu sie przyda. Te “ponglish” slowa sa na porzadku dziennym, to znaczy - stara sie sie z angielskiego wyrazu zrobic polski i wychodza pocieszne formy i konstrukcje. A chlopczyk ma Phd ze Stanfordu i nalezaloby sie spodziewac czegos lepszego. Tyle mojego do profesorskiego. Inni rozwina, nie ma obaw.

  7. grasss pisze:

    Nie płacą za brejki, ołwertajmów nie ma - pejslipy będą cienkie w tym tygodniu. Ciężkie jest życie Polaka w Nottinghamie ;)

  8. Norbert pisze:

    Niezwykle często spotykam się z dwoma takimi wszczepieniami. Jedno i drugie funkcjonuje z powodzeniem, gdyż ich polskie odpowiedniki są albo za długie, albo zbyt nieprecyzyjne.
    Pierwszy z nich to “apdejtowanie” z ang. update i sprawdza się o wiele lepiej niz polskie informowanie na bieżąco, czy uaktualnianie. O wiele łatwiej jest przecież kogoś… zapdejtować.
    Drugi to “tajming”. Choć tu polskie wyczucie czasu, czy chwili jest dobrym zwrotem to jednak wydaje się oddawać pola.

  9. Inna Halina pisze:

    Zaslyszane w londynskim metrze: “Trawerka” - travel card, czyli bilet calodzienny do srodkow komunikacji, “sitizen” - biuro porad prawnych dla obywateli. Ponadto o innych: ajrysze - Irlandczycy, muslimy - pogardliwie o pakistanskiej rodzinie. Czyzyk - pieszczotliwa nazwa londynskiej dzielnicy Chiswick.

  10. Rhah Wynn pisze:

    Marto, o ile mi wiadomo pinta jest jednostką miary używaną i znaną w polszczyźnie. W jednej ze znanych mi szant stoi jak byk “pintę rumu wznieśmy za tych co na morzu”. Tyle, że jest to nazwa pewnie tak rzadko używana jak stajanie czy furlong (też zresztą angielskiego pochodzenia).
    Natomiast w jednej z wersji Władcy Pierścieni lektor przetłumaczył “they serve them in pints” jako “oni podają je w pajntach” - przez co potem długo musiałem czyścić oprychany herbatą ekran …
    Wojciech

  11. Kuba W. pisze:

    A mnie, drogi Panie Profesorze, zaskakuje fantazja najmłodszych. Otóż coraz częściej dzieci “plejają” (grają od ‘play’) w piłkę. Że nie wspomnę już o “lukaniu” (spójrz - ‘look’). W wielu kręgach młodzieżowych niechcianymi osobami są “hejterzy” (’hate’ - nienawidzić), których to głównym zajęciem jest sianie jabłek niezgody niczym bogini Eris.
    To tyle na dziś, nie wszystkie bowiem przykłady jest mi dane tak “na spidzie” sobie przypomnieć.
    Pozdrawiam!

  12. Teofil pisze:

    W mojej zaś branży (prawo) nie projektuje się umów, ale je draftuje. Siłą rzeczy projekty to drafty. Telekonferencja to “call”, więc gdy kogoś nie ma, to może jest na callu. A propos apdejtowania, prośba o uaktualnienie brzmi: zrobisz mi apdejt? Karierę robi też f***-up jako określnie błędu, przy czym odniosłem wrażenie, że najczęściej używa się tego zwrotu w kontekście niefachowego zachowania, a nie przy okazji np. usterki mniej lub bardziej technicznej.

  13. Zygmunt Drugi pisze:

    Rozumiem konieczność stosowania w slangu komputerowym terminów angielskich lub za takie uchodzących, spostrzegam jednak, że częściej jest to zwykłe `szpanowanie` [głównie wśród młodzieży i chcących uchodzić za `trendy`- pożal się Boże - menadżerów] niż rzeczywista konieczność. Niekiedy wydaje mi się, że kilkunastoletni Polacy kształcący się w sobotnich polskich szkołach w Europie Zachodniej [znam to nieco z autopsji] bardziej dbają o polszczyznę [wpływ i presja rodziców] niż ich rowieśni w kraju. Stąd me lekkie obrzydzenie na konstrukcje stylistyczne typu `tiurki od czikena rózni się głównie sajzem`. `Kozakom` językowym `szpanującym` tłumaczeniami z polskiego na ponglisza kazałbym przetłumaczyć `W Szczebrzeszynie chrząszcz…`- dalej Państwo znacie… Bawił sie tym w `Jarmarku rymów` J. Tuwim…

  14. Milenka pisze:

    Z takich niegrzecznych to “fakaj się”. Tak właśnie krzyczą dzieci z boiska gdy pytam dlaczego się szturchają:)

  15. Arsel pisze:

    Witam Pana Profesora, jestem tu po raz pierwszy i przeczuwam, że zadomowię się na długo, za Pana pozwoleniem oczywiście :)
    Przeczytałam uważnie cały wpis traktujący o “ponglishu” (czy to wciąż jest słowo rodzaju męskiego, jak “język” :p ?), sama mam pewne naleciałości, z którymi staram się walczyć, ale nie jest to coś w rodzaju spolszczania angielski słów, jest to wtrącanie tu i ówdzie p e ł n y c h angielskich słów, na całe szczęście zdarza mi się to tylko w rozmowie ze znajomymi, ewentualnie rodziną i wtrącenia takie można policzyć na palcach u jednej ręki. O ile jednak
    w moim przypadku jest to nieszkodliwe przyzwyczajenie (rzekłabym; podświadomy wpływ towarzystwa), to u innych młodych ludzi, przeważnie zarażonych bakcylem internetu jest to już mały problem, z którego istnienia nawet sobie nie zdają sprawy.Prosty przykład; jakże popularny komunikator Gadu-Gadu, wystarczy jedno spojrzenie na listę znajomych w tym programie i co widzę? Połowa tzw. “opisów” jest po angielsku, zamiast
    napisać zwyczajnie “kocham Cię, tęsknię” , piszą “i love you, i miss you” nawet nie zachowując zasad poprawnej pisowni angielskiej. Czemu to służy? Rodzaj… szpanowania? Zupełnie inną sprawą jest cytowanie tekstu piosenki, lub złota myśl sławnego filozofa, ale tu chodzi o informacje o naszych uczuciach, nastroju, przebiegu dnia… . Co będzie z naszym językiem, skoro młodzież tak ukochała sobie angielski? Kto ma zadbać o jego przetrwanie jeśli nie my właśnie? Chciałabym się dowiedzieć jakie jest Pana Profesora spojrzenie na ten problem, ponieważ moim zdaniem to jest problem! Serdecznie pozdrawiam i pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że nie zdarzy się już nic takiego, co nie pozwoli profesorowi stale nas uświadamiać jak powinien wyglądać ;-) nasz ojczysty język.

  16. Stara Żaba pisze:

    Rany Julek! I Profesor sie odezwal, i Franio sie znalazl! A to ci niespodziewanka!
    Dygam nisko,
    Stara Zaba

  17. tuptup23 pisze:

    Polglisz, albo Polglish by lepiej brzmiało. Chociaż istnieje Franglish oraz Spanglish. Gdzieś mam karteczkę ze wspaniałymi internetowymi “kwiatkami” Polglisha (proszę wybaczyć, że przyjmuję swoją wersję). Z branży ekonomii w tym momenci przypomina się mi jedynie “mieć coś na stoku” (stock : magazyn, zapas). W życiu bym się nie domyślił, chociaż dobrze znam angielski.
    Pozdrawiam i dziękuję za umożliwienie zaglądania mi tutaj.

  18. emigrantka pisze:

    Bylam swiadkiem takiej rozmowy . Nad basenem babcia z wnukiem. W:Dlaczego pan koweruje pul/przykrywa basen? B:zeby sie woda nie skulowala/nie wystygla/. Jeszcze jedno z baru:Jadzka daj dwa siaty bez aisa/dwie wodki bez lodu.Autentyczne z okolic Chicago-pozdrawiam

  19. Alicja pisze:

    To woda na mój młyn, ale że pisałam na ten temat już wielokrotnie, powiem krótko:
    Polonia zagraniczna “polsky zapomnecz, angelsky szie nie nauczycz”, stąd żałosne potworki językowe, które wymienia fraglesi i inni. Symptomatyczne, że im kto krócej przebywa w nowym kraju i zazwyczaj obraca się miedzy rodakami, tym bardziej ten angelsky mu się “rzuca” na polsky. Ten typ tak ma i już.
    Polacy w kraju, posługujący się pongliszem nie umieją posługiwać się ani językiem polskim, ani angielskim, ale chcą pokazać, że są światowcami i języki znaja, yes, yes, yes! Swiatowy człowieku, jeśli chcesz zaimponować, naucz się języka!
    Niechlujstwo językowe, brak szacunku dla języka tak polskiego, jak i angielskiego - oto czym jest ponglish, czy też pidżyn english.
    W dzisiejszym Teleexpresie usłyszałam wiadomość, podaną przez p.Justynę Dobrosz, zakończoną tak :
    “… i od tego będzie zależało dalsze precedowanie”.
    Przepraszam, że co?! (”wiadomości”, nie “newsy”!)
    Podobne słówka proponuje (tak rozumiem) Norbert - nie rozumiem, dlaczego “uaktualnić” jest nagle be, a “apdejtować”-cacy.
    Ja temu stanowczo mówię - nie! A Wy - jak chcecie…
    Osobną kategorią jest terminologia informatyków (tylko dajmy sobie spokój z tym apdejtowaniem!)
    czy marketingowców, trudno się nie zgodzić, że w tym wypadku wprowadzanie zwrotów obcojęzycznych ma sens, nie wszędzie, ale ma.
    I to by było na tyle - powtarzając za pewnym mniemanologiem stosowanym :)
    P.S. Witaj Franiu! Obudziłeś się z zimowego snu?
    Podobnie jak Ty nauczyłam syna j.polskiego. Nie przyszłoby mu do głowy “pidżynować” nie dlatego, że za to dostawał ode mnie w ucho, ale dlatego, że wraz z nauką należy wpajać szacunek do języka. Dla niego sprawa jest prosta - tu mówimy w języku polskim, a tu mówimy w języku angielskim.

  20. mkrsk pisze:

    Z 10 lat temu w kupletach Młynarskiego do “Krakowiaków i górali” była rozmowa rozmowa rodaków o maluchu jednego z nich:
    - To jest moja kara.
    - A ta twoja kara to za jakie grzechy.

    Poprzednie emigracje z Richmond (Staten Island) w NY mówiły: mieszkam na Riczmoniu.

  21. Joanna pisze:

    Ja dosc regularnie ‘wychodze out’ (czyli np. do klubu), a to za sprawa ‘going out’. Od czasu do czasu zdarza sie, ze ‘przereaguje’ (zareaguje zbyt gwaltowanie) ‘overreacting’.

    Pozdrawiam

  22. drevko pisze:

    Często, gdy się spieszę, myślę sobie “będę miał lejta”, ale to nic. Mój brat dostał kiedyś paczkę ze Stanów, a w niej min oryginalne (”jak na filmach”) amerykańskie “masło orzechowe”(pomine, ze masło jest z mleka, to moze byc co najwyzej krem) i któregoś razu słyszałem, jak mówił, ze te “masło” to “typowe masło pod >dżeli

  23. drevko pisze:

    (PRZEPRASZAM, UCIEŁO MÓJ KOMENTARZ)
    pod >dżeli

  24. tuptup23 pisze:

    Ale czy to “robi sens” (makes sense)? Znajomi filolodzy rzadko mają pewność czy używają “mądrych” słów polskich, czy kalek z angielskiego. Translatoryka, antycypować, annihilować etc. Zawsze można “przebukować”. Przebókować? Żartuję.

  25. kambuzela pisze:

    Alicjo sercu memu droga! Są ludzie, którzy jednym zdaniem potrafią wydobyć sens rzeczy i Ty właśnie do nich należysz. To jest właśnie to - “światowi” nie umieją mówić żadnym językiem. Jakieś by z tego hasło ukuć może? Ciekawi mnie (tak jakoś przy okazji), kto by zrozumiał “światowego” poliglotę?
    Tylko nie wiem, jak walczyć o tę niby odgórnie wymaganą czystość języka, kiedy aktualne modne wzorce podaje TV. Niestety (albo na szczęście właśnie!) nie oglądałam i wiadomość z drugiej ręki, od zniesmaczonej (eufemizm taki) koleżanki. Na TVN Style pani Magda Mołek pouczając widzów wyraziła się: kaziualowy strój. Ja nie zrozumiałam, bo angielskiego ani w ząb, ale koleżanka doszła, że to od casual, co podobno ma znaczyć strój codzienny, niemniej mój słownik podaje ‘niedbały’, a to wszak nie to samo. (O wytłumaczenie przy okazji poproszę - jak to jest właściwie?). W programie w każdym bądź razie użyte było w znaczeniu ‘codzienny’, np. dżinsy i koszula.
    A nowi imigranci mówią na półetatowców, czyli zatrudnionych w niepełnym wymiarze - partacz. Nie próbuję nawet napisać z angielskiego, bo nie wiem, ale w wymowie pięknie pokrywa się z polskim słowem znaczącym całkiem co innego. I co z takimi kwiatkami?
    Ja też nie rozumiem, dlaczego ‘uaktualnić’ jest złe - bo na pewno nie dłuższe, za to swojskie, choć kiedyś też zapożyczone.
    Rozumiem i nawet popieram tworzenie takich słów, jeżeli nie ma w naszym języku odpowiedniego zwrotu, a raczej słowa. Ale jeżeli jest, w żadnym wypadku i kto tylko może (i chcieć też musi) powinien się sprzeciwiać, poprawiać i nigdy dziwoląga nie użyć!
    Solidarność unijna tego wymaga - przecież kaleczymy nie tylko nasz język, ale również angielski i pewnie inne.
    Popieram stanowcze NIE Alicji. Można, kiedy się chce, zachować piękno języka i go nie kaleczyć - i właśnie Jej osoba stanowi dla mnie tego dowód. Bo czasem myślałam - łatwo mi mówić, jestem w Polsce i od naleciałości łatwo się ustrzec, a przykład moich znajomych (mówiących poprawnie mimo zamieszkania za granicą) wydawał mi się nie do końca wiarygodny, bo oni są tam zaledwie 5 lat.
    Pozdrawiam wszystkich smutno trochę, bo chyba z wiatrakami przyszło nam walczyć… i nawet Pan Profesor lekkim tonem się wypowiada zamiast grzmieć, a nie wierzę, by Mu się to podobało.

  26. Arsel pisze:

    Podejrzewam, że Pan Profesor nie grzmi, ponieważ w dzisijeszych czasach po cihu da się więcej załatwić niż otwartą walką :p Żartuję oczywiście.
    Jak walczyć o czystość języka? Potrzeba więcej osób takich jak nasz Pan Profesor! Rodzice zamiast zachwycać się nad tym, że ich dzieci potrafią posługiwać się komputerami i innymi cudami techniki, powinni dbać o to by ich pociechy nie ulegały modom typu “ponglish”, bo co tu kryć, nasz postęp technologiczny to też nasze przekleństwo. Zachować czysty język jest możliwe, ale ludzie muszą mieć świadomość istoty tego.Przyjeżdża moja ciocia z Kanady (z anglojęzycznej części oczywiście) i jeden mój kuzyn kaleczy polski, a drugi w ogóle w tym języku nie mówi, chociaż ciocia wyemigrowała do Kanady gdy chłopcy mieli 12 i 17 lat, co ja (czy też “my” jako ja i moja rodzina) możemy zrobić? Przecież tłumaczenie cioci, że powinna synów uczyć polskiego byłoby nieco niegrzeczne, sama powinna o tym wiedzieć, ale skoro tak nie jest… .
    Co do mnie, staram się czytać jak najwięcej wartościowych pozycji, słuchać językoznawców i pilnować, by mój język zarówno pisany jak i mówiony był poprawny i miły dla odbiorców. Myślę, że taka samoświadomość jest bardzo potrzebna, szczególnie w przedziale wiekowym 10-25 (chociaż słyszałam już nawet kilkulatków ponglishujących ,nie mówiąc o przeklinaniu, bo to jest następny problem).

  27. Rhah Wynn pisze:

    Jeśli pozwolicie, to stanę w obronie apdejtowania, narażając się zapewne na ostracym albo nawet ukamienowanie ;-). Ale mówiąc poważnie: domniemuję, że apdejtować używamy (my, informatycy - sól tej ziemi) bo zbitka “uakt…” po prostu trudniej się wymawia. Nawiasem mówiąca, chyba dlatego mówi się jest “zaktualizowanie” a nie “uaktualizowanie”. Drugim powodem dlaczego w mowie informatyka częściej spotkamy “apdejt” niż “uaktualenienie” jest po prostu krótszy w wymowie. Czyli - mówimy tak jak jest nam łatwiej czego akurat za zarzut nie uważam, bo na tym polega chyba ewolucja języka.
    Aha, jest jeszcze jeden ważny powód: apdejt naczęściej odnosi się do danych - i baz danych. Bazy dane obsługuje się korzystając ze specyficznego języka formalnego, bazowanego na angielskim (tzw. SQL). Zdanie (czy też: polecenie) w tym języku brzmi na przykład tak:
    UPDATE users SET bob=’bob’ WHERE ID=5;

    Dlatego “wykonanie apdajtu” jest po prostu zrozumiałe - bo oznacza wykonanie polecenia UPDATE.

    Oczywiście “apdejtowanie” dopuszczam jedynie w nieformalnych sytuacjach i w sytuacjach czysto informatycznych. No i nie należy przesadzać, bo kiedyś spotkałem się z “egzekucją kasacji”. Chodziło o wykonanie polecenia DELETE ;-)

    Aha, Alicjo, podejrzewam, że w Teleexpressie chodziło o
    ?? i od tego będzie zależało dalsze PROCEDOWANIE?, co - mam wrażenie - pochodzi z żargonu prawniczego, czy też biurokratycznego.

    Wojciech
    http://www.wojmos.com

    Ps. Ale diabli mnie biorą jak słyszę “ekskluzywny wywiad” …

  28. Franio pisze:

    Moj Pinglish jest lepszy, niz profesorski ponglish, dlatego ze anglojezyczni lepiej kojarza i przyswajaja (P-English - Polish English).

    TEOFILU, najpierw: “to fuck up” w angielskim nie brzmi tak drastycznie, jak po polsku. I jeszcze: stosuje sie wszedzie i zawsze, bez wzgledu na rodzaj bledu, pomylki, spartaczonej roboty itd., jest to termin uniwersalny. Zalatwia: spieprzyl, schrzanil, zapomnial, pomylil, czyli zrobil nie tak jak trzeba. Za to za drzwi nie wyrzucaja, zwlaszcza jesli sie powie cicho, “z przymruzeniem oka”.

    KAMBUZELA. “Casual” moze byc ubranie, atmosfera, maniery, jezyk itp. Znaczy: luzny, swobodny, niewymuszony, “na codzien”. Nie ma absolutnie odcienia dyskryminacji.

    Stara Zabo, Ty jedna pamietasz ! Ze mnie - to jasne, ale Profesora ?! Ladnie pisalas, ze Profesor “wala sie w zimowym barlogu”, a Franio “moczy jaja na Hawajach”.
    Raczki caluji, a paluszki po kolei…

    ALICJO, zasrancow trzeba uczyc porzadnej roboty. Co robisz - rob dobrze. Jak chcesz po polsku - to sie naucz, sprawdz, Mame zapytaj,
    ale rob to dobrze. Nie partol. Pamietam syna Czeslawa Milosza, ktory na poczatku lat siedemdziesiatych szykowal sie do swego pierwszego wyjazdu do Polski. Kalifornijski mlody dzentelmen, po studiach, spotkal sie ze mna kilkakrotnie pogadac o Polsce. Nigdy tam nie byl. Mowil piekna literacka polszczyzna. Zdania pelne, okragle, wygladzone, bez cienia amerykanskiej intonacji. Tata nauczyl, od dziecka. Na nich sie wzorowalem.
    Tepic, plenic, pouczac nie ma co. Plewy do plew, ziarno do ziarna. Potem, mozna ich tylko dzielic na matoly gorskie i nizinne, a jak - Stara Zaba Ci powie…

  29. Alex pisze:

    Tutaj gdzie mieszkam,ponglish nie jest uzywany wsrod starych lub nowych emigrantow.Pewnie we wschodniej czesci Stanow Zjednoczonych jest w uzyciu,w duzych skupiskach emigrantow z Polski jak:Chicago lub Nowy Jork.
    Oto kilka przykladow:niusy od news,dzointy od joint,baderowac od bother,kolowac od call,garbecz od garbage,kapy od Cops.
    Ja bym tego nie nazywal ponglish,dla mnie to slang.

  30. Emigrant pisze:

    Mieszkam od 2 lat w Anglii i przyznaję, owszem zdarza mi sie powiedzieć, że płacę “rentę” (czynsz), “biore autobus” (od take a bus), jednak wbrew wczesniejszym sugestiom nie robię tego żeby pokazac moją wyższość i udowodnić wszystkim, że mają do czynienia ze “światowcem”. Mówię tak zupełnie mimowolnie i bezwiednie, co nie jest trudne gdy przebywa sie większość dnia w angielskim towarzystwie (studia i praca). W niektórych przypadkach używam angielskich zwrotów, ponieważ nie mają one polskiego odpowiednika a są powszechnie rozumiane przez Polaków tutaj pracujących jak np. “time sheet” (dokument w którym wpisuje sie ilość przepracowanych godzin, przekazywany pracodawcy, na jego podstawie jest wysokość wypłaty) czy “payslip” (cotygodniowe bądż comiesięczne podliczenie wynagrodzenia i wszelkich potrąconych podatków i opłat). Oprócz tych raczej wyjątkowych sytuacji staram sie jak mogę używać polskich odpowiedników, chociaz nie zawsze jest tak prosto uniknąć spolszczonych angielskich wyyrazów. A słowo ‘partacz’ pochodzi od part-time czyli pracującego na pół etatu.

  31. Zygmunt Drugi pisze:

    I pomyśleć, że Mazur spod Ełku - Michał Kajka, w latach trzydziestych, już pod Hitlerem, pisał:
    O, ojczysta nasza mowo,
    coś kwitnęła nam przed laty
    - zakwitnij że nam na nowo,
    jako kwitną w lesie kwiaty…
    Zalśnij nama jako zorze,
    przywróć że nam skarb nasz isty
    aby w domu i we zborze
    istniał język nasz ojczysty…
    Miła naszych ojców mowo,
    coś w spuściźnie nam została,
    zakwitnij że nam na nowo,
    byś się nam ozdobą stała.
    M. Kajka - `Zebrałem snop plonu`.Pojezierze.Olsztyn. 1955 - wyd. pośmiertne]
    Skoro - jak pisze `Franio` - ?to fuck up? w angielskim nie brzmi tak drastycznie - to ja się stąd lepiej `odfakuję`i `wychodze out? - jak pisze Joanna, nie wydaje mi się bowiem, by miało w tej sytuacji sens wezwanie Alicji, że `zasrancow trzeba uczyc porzadnej roboty`. Kto ma uczyć, skoro Państwo nie zamierzacie?
    Jesteście - z małymi wyjątkami - z tym wszystkim pogodzeni, a nawet aprobujecie zastaną sytuację lub uważacie ją za pozytywną. Ja jestem za uparty, by się z nią godzić, za leniwy, by się do niej dostosowywać, za stary, by się jej `gniotów` uczyć.
    Kłaniam się Panu Profesorowi.
    Żegnam Panie i Panów…
    Z.A.

  32. Stara Żaba pisze:

    Franiu! Wybacz, ja nigdy czegos takiego o Profesorze nie napisalam! Wychowanie by mi nie pozwolilo! O Tobie tez tylko wyrazilam przypuszczenie, ze poleciales na Hawaje (z Frisco blizej, niz z Zabich Blot) a nie, ze moczysz tam to i owo (choc rozumiem, ze trudno na Hawajach nie moczyc). Tak, czy inaczej, fe! panienke z dobrego domu o takie teksty posadzac! Na blogu coraz to ktos nowy, starych komentarzy nie czytajacy i co sobie o mnie pomysli?
    Popatrz jaki ten swiat maly - Milosz sie przyjaznil z moim Wujem (mezem Ciotki) i nawet przemieszkiwal u nich w Yorku, Pa. Moze i Ty Wuja poznales? Wuj pisze do przyjaciol piekne listy, zebral je i wydal w ksiazeczce “Listy znad Susquehanny”, jest tam sporo o jego wilenskiej mlodosci, o Miloszu i innych.
    Przy okazji, moze prywate zalatwie? Panie Profesorze! Pomocy!!! Chcialam te ksiazeczke wyslac Ludwikowi Stommie, bo tam tez jest o jego ojcu, Stanislawie, ale nie wiem jak go znalezc. Napisalam do redakcji “Polityki”, ale sie nie odezwali - brzydko! A Wuj rownolatek Milosza…
    Nic to, pohibernuje jeszcze troche,
    Pozdrowienia,
    Stara Zaba

  33. salmatis pisze:

    No proszę! Właśnie z radością, ale i z niemałym zaskoczeniem odkryliśmy, że Pan Profesor też bloguje. A tak nam brakowało Pana wykładów! W końcu od skończenia dziennikarstwa na UW trochę już wody upłynęło… Ale niespodzianka! Oczywiście będziemy czytać…

    Tymczasem pozdrawiamy z Sydney w Australii, gdzie modnie jest jeździć forłildrajwem po friłeju, no chyba że ktoś jest bilderem albo innym trejdsmenem to wtedy wypada mu jeździć wenem albo jutem. Mieszkać można w domu albo w junicie, na co kogo stać. W sumie nawet w junicie można mieć przecież trzy bedrumy. Trzeba tylko pamiętać, żeby były flajskriny, bo inaczej po zmroku nie otworzysz okna - kokrocze murowane. A że okna są na ogół nieszczelne to w zimie przydaje się jakiś hiterek, bo wbrew powszechnemu przekonaniu zimy są tutaj dosyć dotkliwe. Latem to co innego… wychodząc z domu nie zapomnij sunskrina, bo poparzenie słoneczne to nie przelewki. Rak skóry to w Australii narodowa choroba.

    I niech to będzie przykład ponglisza w wykonaniu Polonii australijskiej ;)

    Pozdrawiamy serdecznie!
    Iza i Sławek

  34. miki pisze:

    Panie Profesorze, rozumiem, że w Ameryce - jak pisze fraglesi - “na kornerze stoi kara”. Tak się zresztą mówiło w Detroit czterdzieścio lat temu, nie wiem, jak dziś. Ale w Polsce, na lotnisku im. Wałęsy (ściślej “Walesy”) w Gdańsku spiker zachęca publikę po polsku do przechodzenienia do - cytuję najwierniej - “gejtu” numer cztery.
    Bywa. Z braku amnezji pamiętam te filipiki przy okazji uchwalania ustawy o ochronie polszczyzny. A tożsamość, a naród, a nasi dziadowie, pełna tromtadracja. W praktyce guzik to kogokolwiek obchodzi, zwłaszcza jeśli w okolicy nie ma ekipy telewizyjnej…

  35. postępująca_głupota pisze:

    Panie Profesorze - sądzę, że Zuzanna musi się jeszcze wiele nauczyć. Chociażby pisać z użyciem polskich znaków. Bo chociaż do rozmowy na poważny temat, jakim jest język polski, przyjęto konwencję bloga, to wcale nie oznacza, że musimy ulegać pokusom upraszczania pisowni. Czemu to ma służyć?
    Dodam jeszcze, że Zuzanna jest jedna, ma być może za sobą kilka osób. Ale proszę spojrzeć na całą rzeszę ludzi, którzy chcą czytać ten Blog! I smucą się, że Pan Profesor się smuci…

  36. Arsel pisze:

    Wypraszam sobie, moja postawa względem ponglishu (?) i podobnych wypaczeń jest co najmniej czynna! Być może sposób, w jaki daję do zrozumienia rozmówcy, że wyrażenia, których używa są żałosne, jest irytujący, ale cel uświęca środki, no i ktoś musi to robić ;]

    Alex-> nie zgodzę się, że ponglish to slang, slang to zamienniki i przeinaczenia w rodzaju srajtaśma jako papier toaletowy, ogórek używane zamiast jogurt, czy też popularne już od lat powitanie “siema” pochodząca od “jak się masz”, slang to tworzenie nowych wyrażeń z naszego języka, nie mieszając w to żadnego obcego, przynajmniej tak było to pojęcie definiowane pierwotnie :)

  37. Maniek pisze:

    Inna Halina
    NIE “Trawerka” lecz “Trawelka”;)
    Pozdrawiam

  38. Malina pisze:

    A propos dosłownych tłumaczeń powiedzeń, czy fraz…

    I feel train to you : Czuję do ciebie pociąg:-)

    Moja mama niedawno wróciła ze Stanów Zjednoczonych. Wspominała o zwyczaju zostawiania “typa” kelnerowi…Już nawet nie “tipa” ( od tip - napiwek) :-) sądzę, że to po prostu koloryt lokalny. Gdzie nie jedziemy, bierzemy ze sobą swój język, swój akcent, które może z czasem zostają wypierane w codziennym użytki, lecz tylko u tych, którzy tego chcą, a przede wszystkim chcą się uczyć języka kraju, w którym przebywają. Polacy obracający się tylko i wyłącznie we własnym gronie, prawdopodobnie nie mają takiej potrzeby,

  39. E.D. pisze:

    Dzis po raz pierwszy zajrzalam na strone niegdys jednego z moich ulubionych czasopism z Poslki. I jak na ironie temat dotyczy czegos, z czym spotykam sie kazdego dnia. Kilka lat temu wyjechalam do USA. Pierwsze kilka spotkan z Polakami to byl niemal “fizyczny bol uszu”. Na poczatku w ogole nie moglam zrozumiec tych polaczen. Prawdopodobnie dlatego ze slowa, ktore sa przyswajane w polskim systemie szkolnictwa nie do konca przygotowuja do zycia w obcym kraju. Uczymy sie teoretycznych dialogow “W restauracji” i ” W hotelu” ale nie zawsze tylko turystycznie wyjezdzamy poza granice Polski. Co najdziwniejsze moi nowo odkryci rodacy na obczyznie potrzebowali mnie bardzo czesto jako tlumacza. Moj wniosek byl jeden. Szybko nauczyli sie od swoich amerykanskich wspolpracownikow slow, ktore byly dla nich konieczne. Ale to w cale nie oznacza, ze posluguja sie angielskim. Swobodnie odmieniane sa slowa, z ktorymi stykamy sie na co dzien:corner, traffic, car, carpet, etc. ..

  40. Alicja pisze:

    Drogi Zygmuncie Drugi, to nie moje wezwanie, ale Frania :)
    Ja natomiast mówię stanowczo NIE, i jeszcze raz podkreślam, jestem nieugięta.
    Nie, nie będę uczyć innych, nauczyłam własnego syna, a jak ciężko jest tego dokonać, kiedy dziecko obraca się cały czas w srodowisku angielskojęzycznym, może zaświadczyć Franio. Zeby dzieciak miał w miare bogaty słownik, trzeba z nim rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Wysłałam parę razy do Polski na wakacje, do dziadków na wieś, grywał tam z chłopakami w piłkę na boisku, a jak mu się podczas takich wakacji słownik wzbogacił, możecie sobie tylko wyobrazić :)
    Ale i to jest potrzebne. Uważam, że spełniłam swój obowiązek.
    Nikomu już nie zwracam uwagi, że robi błędy i mówi ani po polsku, ani po angielsku, bo to nie ma sensu - jak cię słyszę, tak cię piszę … Czasami jednak wychodzi ze mnie złośliwa baba i proszę o wyjaśnienie, bo nie rozumiem słowa. Niektórzy załapują o co chodzi i zaczynają się pilnować.
    Kambuzela, ponad ćwierć wieku poza krajem - chyba Cię przekonuje, że można :)
    Casual - jeśli chodzi o ubranie, to zwyczajne (nie niedbałe) codzienne, w odróżnieniu od strojów na specjalne okazje itp.
    Gdybym usłyszała “partacze” w odniesieniu do ludzi pracujących na pół etatu (part time), to też zrobiłabym zdziwioną minę. Dlaczego ktoś zatrudnia partaczy, rzetelnych pracowników nie może znalezć?
    Chciałam krotko, ale jeszcze jedno: za moich czasów gazety “lśniły” poprawną polszczyzną, a dziennikarz, radiowy czy telewizyjny reporter, wypowiadał się “na żywo” wartko i składnie. Ponieważ cały czas czytam polską prasę i oglądam polski dziennik, czasem też jakiś program, mam jakie takie porównanie.
    Załamuję ręce… i na tym kończę, żeby nie powiedzieć, co za moich czasów dziejsi reporterzy i dziennikarze by robili (uczciwie dodaję, są wyjątki). Gazetka szkolna, szkolny radiowęzeł? A i tego nie jestem pewna…

  41. Rhah Wynn pisze:

    Grrrr … chce mi się kogoś rozszarpać. Oglądam TVN24 - a tam usłyszałem taki natłok językowych form zmutowanych z ust wybrańców narodu, że cud boski, że mnie krew nie zalała. Hiciory:

    “Proszę panią”, “PRAwnicy”, “ustosunkowienie” i “po dwunastym lutym”. Uwielbiam też “nie mam wiedzy”, albo jeszcze lepiej “nie posiadam wiedzy” (przez gardło ne przechodzi “nie wiem” …). Ciekawe, czy się doczekamy “nie jestem właścicielem wiedzy” (bo słyszałem już: “nie jestem dysponentem tej informacji”).

    Wszystkich jednak przebił pan poseł Mężydło który z upodobaniem godnym lepszej sprawy stosował formę “zrobio” (zamiast: “zrobią”), “analizo” (”analizą”) w dodatku sypiąc deklaracjami, jak to umiłowana dla niego jest polskość (we wszystkich odmianach).

    Wybaczcie, proszę, uwagę polityczną, ale jak sobie przypomnę, z jaką zajadłością i zaciętościa nasi posłowie dyskutowali nad ustawą o ochronie języka polskiego …

    … gdzieś tu miałem Relanium …

    Wojciech

  42. jasko51 pisze:

    Profesorze, mnie już bardzo męczy kalka “dokładnie”. Rzadziej w słowie pisanym ale często w mowie potocznej oraz w wypowiedziach w radiu i telewizji. Chyba zubaża to język. Nic już nie jest po prostu tak, owszem, oczywiście, jak najbardziej, itd. itp. tylko dokładnie wszystko jest dokładnie dokładne.

  43. Alicja pisze:

    Co Ty tak wydziwiasz Rhah Wynn? Spoko!
    A to “wywiad ekskluzywny” Ci się nie podoba, a to “nie posiadam wiedzy”, chociaż rozumiem, że “nie jestem dysponentem tej informacji? może porażać…
    No ale czyż “nie posiadam wiedzy nie brzmi wyrafinowanie przy takim “nie wiem” ? :)
    Przyjdo, stojo i nic nie robio - to typowe dla lubelszczyzny, znam dwoje inteligentnych, wykształconych w Polsce ludzi z tytułem doktorów, ale dużo czasu mi zabrało, żeby puszczać mimo uszu to “jak przyjdo, to pokażo”.
    Malina pisze: “Polacy obracający się tylko i wyłącznie we własnym gronie, prawdopodobnie nie mają takiej potrzeby,” - majo potrzebe, majo :)
    Nie da się zyć wyłącznie w polskim getcie w tych czasach, a nawet gdyby, to istnieje wewnętrzna potrzeba, żeby zaznaczyć, że coś się tego języka liznęło. Stąd językowe potworki.
    jasko51, DOKLADNIE !!! Jest SUPER ! (”swietnie” to archaizm)

  44. Anna pisze:

    Szanowni Państwo,
    walkę z anglicyzmami uważam za z góry straconą. Z mody w końcu zrobi się uzus, a z niego norma. W zamierzchłych czasach, gdy chodziłam do pewnego liceum językowego w Łodzi, na przerwach posługiwaliśmy się językiem mieszanym, z wtrętami z języka angielskiego, angielskiego i francuskiego, typu “Taa, tell me about it”. Jak wielki był mój szok, kiedy poznałam nowych znajomych, chodzących do “zwykłych” szkół, którzy nie rozumieli, co do nich mówię. Szybko nauczyłam się eliminować obcojęzycze wtręty. Jedyne słowo, jakie sie w “języku grupowym” przyjęło to “się ausajnanderlejbować”, od niemieckiego “sich auseinanderleben”, odnoszącego sie do ludzi, z reguły pary lub przyjaciół, którzy oddalają się od siebie, nie dlatego, że tak chcą, tylko dlatego, że życie “prowadzi ich w różne strony”. Natomiast nienawidzę takich słów jak trendi, dżazi i kul, dlatego właśnie, że są “puste”.

    Pozdrawiam,

    Anna

  45. Rhah Wynn pisze:

    Anno - ktoś z Warszawy powiedział mi, że “trendi i dżezi są już passe” (ale jeszcze nie oldskulowe). Podobno teraz się mówi “freszi”.

    Alicjo - ja wiem, że ja się wkurzam niepotrzebnie (złość to zemsta wywierana na własnym zdrowi za głupotę innych ludzi) ;-). Sam też często mówię posługując się anglicyzmami (technicznymi). Taki świat mamy ..

    Wiesz, jako młody student dorabiałem w szkole ucząc informatyki. I kiedyś - widząc panienkę nieco imprezowo-wczorajszą (no prawie chrapała) - pozwoliłem sobie na uwagę: “O Agnieszka już tkwi w objęciach Morfeusza …”. Zapadła niezręczna cisza więc niejako z rozpędu upewniłem się: “rozumiem, że wiecie, kto to był Morfeusz?”. I po odpowiedzi, że “jasne, ten taki Murzyn z Matrixa” stwierdziłem, że czas umierać …

    Wojciech

    PS. Zacina mi się przecinek na klawiaturze ;-)

  46. Wojciech Biszta pisze:

    Chciałem zwrócić uwagę na fakt, że omawianą tu mieszanką polsko-angielską posługuje się już od dłuższego czasu wielu mieszkańców Polski, osobliwie Warszawy. Ciekawe, że do tej pory nie wzbudziło to niczyjego zainteresowania. Nie dalej jak dzisiejszego ranka rozmawiałem z kolegą z Warszawy, skądinąd sympatycznym człowiekiem, który był łaskaw stwierdzić, że nie dojechał w zeszłym tygodniu do Pragi bo “spadł hewi snoł i mi lot skancelowali”. Pamiętam też, że jeżdżąc po Warszawie ów kolega często narzekał, że mu się na drodze “trafik skreował”. Cóż, tak to bywa, człowiek sympatyczny, nałogi językowe obrzydliwe…

  47. Alicja pisze:

    Wojciechu Biszta,
    sam widzisz, kto kreuje współczesną polszczyznę, całkiem sympatyczni ludzie, prawda? Ciekawa jestem, skąd to zjawisko się wzięło - najpierw sobie żartujemy, a potem przechodzi nam w przyzwyczajenie?
    Jak wyżej wspomniałam, jak cię słyszą, tak cię piszą.
    Wiadomo, na powierzchowność się zwraca uwagę machinalnie, chociaż nie powinno się na tej podstawie oceniać człowieka, ale dopiero jak ten człowiek się odezwie, zanim do ciebie dotrze, co on powie, słuchasz, JAK mówi. Większość ludzi chyba nie zdaje sobie sprawy, w jak wielkim stopniu język jest uzupełnieniem ich portretu.
    A u mnie właśnie hewi snoł … :)
    P.S Stara Zabo! Ty wyłaz spod tego lodu, koniec hibernowania! Sam z Nowej Szkocji, Punxsutawney Phil z Pennsylwanii oraz Wiarton Willy z Wiarton (Ontario) zgodnie stwierdzili dzisiejszego poranka, że nie dostrzegli swojego cienia! Znakiem tego wiosna za rogiem, za 6 tygodni! Pora zacząć kumkać, Zabo!

  48. marekk pisze:

    Witam weteranów i nowych.
    Wprawdzie nie znam na tyle angielskiego aby się tutaj mądrzyć, ale proszę mi powiedzieć dlaczego mówi się o kimś, że jest ?cool? w dobrym tego słowa znaczeniu? O ile mi wiadomo znaczy to tyle co zimny. Czy ktoś zimny może być dobry, widocznie taki ktoś jest trendy?
    Maniek Inna Haklina pisze trawerka gdyż nie wymawia r tylko l i jest ok.
    Przepraszam Inną Halinę, może nikt więcej nie zwróci uwagi.
    Pozdrawiam marekk

  49. Marta pisze:

    No nie, przepraszam, ale zwrot “to nie robi sensu” jest cudowny i uroczy, moja anglistka używała go w formie żartu i stał się on znakiem rozpoznawczym jej uczniów ;) Poza tym, jest śmieszny i będę go bronić, bo uwielbiam widzieć u rozmówcy absolutną bezsilność i zdziwienie, kiedy po dramatycznej pauzie rzucam “nie, to nie robi sensu”… :)

  50. Michał Moroz pisze:

    Witam. :)

    Od wielu słów, które jako zjawiska wystąpiły wcześniej w krajach anglojęzycznych, mamy nasze `ponglishowe’ odpowiedniki. Bo przecież używamy słów: mailować, blogować, skajpować, designerzy, aplikacje webowe (tak popularne wśród wcześniej wymienionych designerów).

    W moim odczuciu te słowa prezentują się lepiej, gdy zostaną przetworzone ze swoich oryginalnych wersji (z, przykładowo, obcą końcówą -ing) na bardziej swojskie. Taki tekst lepiej się czyta.

  51. Franio pisze:

    Rzecz w tym, ze - dlaczego ? Jesli imigranci przyswajaja jezyk, to normalne. Jesli informatyk ma wokol angielszczyzne, to to nrmalne. Jesli tata po polsku, mama po angielsku, to sie placze i to tez jest normalnie. Ale jesli przyglup wraca do Polski, po roku w Anglii i rozsiewa cary na cornerach,
    to tepic taka zaraze, wysmiewac, ile mozna. O tym powinnismy mowic. Jak przekonac, ze popisywanie sie obcym jezykiem, lub nie pamietaniem wlasnego, bez potrzeby, jest smieszne. To zniknie, kiedy zagranica przestanie imponowac, a wlasny kraj stanie sie zrodlem poczucia wartosci, we wlasnych i cudzych oczach. Ciekawe, ze tysiace wracajace z Rosji po handlu, lub wakacjach, wcale nie naduzywaja rosyjskiego i dalej mowia czysto po polsku. Wartosc samego kraju stanowi o poszanowaniu i trwalosci wlasnego jezyka. Trzeba wziac na wstrzymanie. Moze nastepne pokolenie doczeka. Jezyk jest tu na jednym z ostatnich miejsc, wedlug wyswiechtanej dialektyki bazy i nadbudowy. Jak Was to irytuje, to spiewajcie
    sobie “Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom…”, bo wszystko sie powtarza.

  52. Alicja pisze:

    Marta… współczuję. No ale to teraz Ty tworzysz język tak zwany polski.

  53. Franio pisze:

    Stara Zabo, kajam sie w poczuciu winy, ze przypisalem Ci to, co napisal Torlin. Twoj komentarz o absencji Profesora byl, ze
    “…przez zime cala ssie lape w barlogu.
    I tak mu blogo… Zapomnial o Blogu.”
    Tym nie mniej - nie wypieraj sie, jak zaba blota. Ciotki przeszly przez Pensje Pani Wolowskiej na Pieknej, ja zglebialem sekrety Liceum Narcyzy Zmichowskiej i wiem, ze “najgorsze sa panienki z bardzo dobrych domow”, zeby nie wyciagac Twoich marzen i nadziei, ze “idzie wiosna, przyjada nowi studenci” do analizy profesora Zygmunta F., ktory byl sie zmyl dawno z tego swiata. I znowu Ci sie udalo.
    Sluga pokorny,
    Franio.

  54. kambuzela pisze:

    Po wpisie FRANIA taka refleksja mnie nawiedziła: syn Miłosza w Polsce nigdy nie był i pięknie mówił, a niejaki Kraśko korespondent Wiadomości z Nowego Jorku po paru dniach miał amerykański akcent. Jakbym Mariusza Maksa Kolonko słyszała, tylko że jemu wybaczałam, mieszka tam i nazwisko nawet takie trochę nie nasze…
    Alicjo, to właśnie tak jest - najczęściej sobie żartujemy, bo to w sumie śmieszne, a potem niepostrzeżenie mówimy serio. Dyscypliny żadnej zachowywać nam się nie chce. Nie to, żebym o sobie mówiła, to z grzeczności tak:)
    Marto, tak naprawdę to nie chodzi o świadomy żart, tylko o świadome udawanie, że się jest na bieżąco i języki to się ma w małym palcu u nogi. Żarty mogą być, uważam. Ale naprawdę nie w telewizji i radiu oraz prasie. Chyba że zaznaczone. Ja też pamiętam krzyk wokół ustawy o czystości języka…

  55. kzin pisze:

    Kidy pracowałem w Austri na budowie, mój znajomy, zawołany przez majstra odpowiedzieł:
    “Ajne pięć minut!”

  56. Alicja pisze:

    Franio z godz.23:02,
    gdybyś tego nie napisał, to pewnie ja bym, może nieco inaczej, ale podobnie. Rzecz w tym (chyba), że język to jest jakaś ciągłość i nie da się obejść pokolenia i wrócić do starych dobrych czasów. Zal mi, że tak to się lekce sobie waży. Zabrzmi to patetycznie zapewne, ale język ojczysty to skarb, za darmo. Ja to cenię.
    Język angielski też cenię - nie osmieliłabym się mówić po angielsku byle jak. Mówię z akcentem, bo tego nie potrafię się pozbyć, ale mówię poprawnie. Tak mój typ ma :)

  57. OWSIANKO pisze:

    Drogi Panie!

    Wolność słowa nie oznacza wolności dla chamstwa i nieskrępowanego bluzgania. Żadne szlachetne intencje nie są w stanie usprawiedliwić wulgaryzmów. Inaczej mówiąc, każde zdanie, choćby nie do przyjęcia, przedstawić można w sposób kulturalny. A o tym, że jakiś tekst został napisany kulturalnie, zadecyduje nie cenzor i nie ja, lecz filologiczny smak ich odbiorcy.

    W jednym ze swoich tekstów napisałem:

    Zaczęło się od piosenki, wkrótce jednak okazało się, że nie tylko wydzierać się upojnie można, ale i pisać, ale i wypowiadać się głosem czarownie skrzekliwym…

    Proces upadku i schamienia rozpoczął się od żartobliwej pioseneczki śpiewać każdy może. Było to stwierdzenie odważne i jak na tamte czasy ? rewolucyjne. Prawie prekursorskie. Niemal wieszcze. Bo mówiło ni mniej, ni więcej to: pitolić może każdy z was.

    Dlaczego? Ponieważ MAMY D E M O K R A C J Ę ! Kolejny ustrój sprawiedliwości społecznej mamy, radośnie krzykła i kwikła banda słowotwórczych dresiarzy.

    O ile poprzedni był sprawiedliwym podziałem NĘDZY MATERIALNEJ, to obecny nazwać można - sprawiedliwym dzieleniem się UMYSŁOWĄ NĘDZĄ.

    Jak kraj duży i w gamoni obfity, zaczęło się pospolite ruszenie ludzi znających trzy słowa na krzyż. Kużden ćwok i kużden łyk uznali zgodnie, że co to takiego mieć rację. A że tam komu z gęby słoma zamiast zdań wychodzi, to i cóż? Skoro mamy wolność, to wolno być matołkiem i szlus. A skoro wolno być matołkiem, to zaśpiewajmy sobie komciową pieśń: idioci na start!

    Pozdrawiam

  58. Alicja pisze:

    A propos Marty, ona wyraznie podkreśliła, że ma ubaw wielki, bo prostaczki nie rozumieją, jaka z niej światowa dama. Robi sens, dla mnie własnie taki.

  59. Torlin pisze:

    Franiu!
    Protestuję. Nigdy w tym blogu (ani w żadnym innym) nie używam słów, które mogą kogoś obrazić. Proponuję nie zawierzać swojej pamięci, tylko najpierw sprawdzić.
    z komsomolskim pozdrowieniem
    Torlin

  60. haha pisze:

    Byłam świadkiem, gdy ktoś onego czasu w sklepie w Berlinie tłumaczył sprzedawczyni “kluski halt, wasser weg”, a później okazało się, że chodziło mu o durszlak!!!

  61. agni_me pisze:

    Na forum gazety.pl “Wielka Brytania i Irlandia” od długiego czasu toczy się dyskusja na ten temat. Padają przykłady, rozlegają się połajanki i usprawiedliwienia. Pasjonująca lektura. Sądząc po zajadłości niektórych wpisów, są tacy, którzy pokochali język polski, zapomnieli jednak choć trochę polubić ludzi nim władających, zwłaszcza robiących błędy.

    Ponglish to efekt językowej nieporadności. Jestem przekonana, że te dziwolągi opadną z powracających wraz z upłynnieniem zarobionych funtów. A u zostających znikną, kiedy pojawi się płynna znajomość angielskiego. Przecież to najczęściej bardzo młodzi ludzie.

    Jesteśmy od nich starsi tysiącami książek, setkami filmów, niezliczonymi godzinami spędzonymi na czytaniu, słuchaniu, rozmawianiu. Oni dopiero muszą doczytać, dorozmawiać, docenić wartość języka. Nie pamiętam kiedy użyłam w rozmowie “lukać”, a doskonale pamiętam, że jako nastolatka ciągle “lukałam”, “okejowałam”, “fajnowałam”. To mija. Może minie nawet niektórym paniom z telewizora. Czego sobie i nam wszystkim życzę, serdecznie pozdrawiając pięknopisaczy.

  62. Holy pisze:

    Profesorze, polecam Nowy Słownik Gwary Uczniowskiej, wyd. Europa Wydwnictwo, http://www.wydawnictwo-europa.pl
    Tam znajdze Profesor wszelkie wyrazy używane w “uczniowszczyźnie” :)

    Z tego, co szukałem, znalazłem wyrazy:
    np.
    polit- “język polski, język, przedmiot”
    lejty- “lekcje”
    einzel [z języka niemieckiego czyt: ajncel]- “ocena niedostateczna”
    sprint/sprinter- “szybko!”
    joł- “yo” cześć, siema”
    big łeb (hahaha, przepraszam za dodatek, ale to jest tak idiotyczne i infantylne, że aż zabawne)- “duża głowa”
    mieć laga- “czuć się źle, po wypiciu alkoholu”
    guldeny - “pieniądze”

    I tym podobne, jak coś, niech profesor wspomnie wnotce, albo napisze igorpil@op.pl to podam więcej,
    Pozdrawiam i trzymam (przepraszam, 3mam :P kcuki za “cotshenne pishańe na bloguśhu!”.
    i na koniec, słynne LoL :)- “dużo śmiechu”

  63. Alicja pisze:

    Owsianko…
    a o co biega? Nakrzyczałeś, tylko na kogo?
    Pozdrowienia dla Torlina :)

  64. fajka2 pisze:

    Panie Profesorze!

    “Nierozerwalny związek, kórego nie wolno zrywać”, ” znaczenie tkwiące w…”,
    ” dwojakie znaczenie tkwiące w a…….. między oznaczaniem b i c …”

    To cytaty z bardzo poważnego dokumentu. Co to znaczy? Moim zdaniem nic, ale może się mylę.

  65. Franio pisze:

    Marekk, zawsze byla moda na zimne napoje. Rozdela to jeszcze Coca Cola prawie sto lat temu, bo nie schlodzona jest obrzydliwa. A ze juz w 1941 wydawala na reklame wiecej niz kosztowal program Apollo 11 i miala rynek w kieszeni, przyjelo sie. Juz wtedy (do dzis) handel ma zakaz sprzedawania Coke cieplejszej niz okresla norma producenta. Na pewno zauwazyles, ze mamy manie picia wszystkiego z lodem. Czyli - cool bylo dobre. Potem doszla filmowa (glownie westerny) apoteoza faceta cool. Pamietasz Eastwood’a “make my day” ? Strzelali sie na zimno, spokojnie, facio byl zawsze opanowany, kontrolowal sytuacje i wyciagal obowiazkowo blondynke z szamba. Glebiej siegnac - to idzie z angielskiego spleen, spokojnie, spokojnie ja to zalatwie. Ten “zimny dran”, albo gieroj, bardzo byl widoczny w masowce, jako kontrast, na tle egzaltowanych wloskich, czy francuskich amoroso, zeby nie wymieniac poludniowo amerykanskich caballeros. Do konca lat siedemdziesiatych tak, jak teraz “cool”, mlodziez mowila “groovie”. Wtedy w Polsce jakas telewizyjna pani wylansowala dla dzieci “fajowski” - to samo. Potem przyszlo to “cool”. Znaczy wszystko co jest O.K., raczej - lepsze niz O.K. Moze n.p. oznaczac “zgoda , zrobimy to” - “cool, we will do it”. Hydraulik zreperuje ci klop, sprawdzisz, pokazesz mu kciuk i powiesz “cool !”.
    Cool ? Cool. No, to spadam. Franio.

  66. Franio pisze:

    Marekk.
    Ta tradycja “cool” siega jeszcze glebiej. W latach dwudziestych zaczely sie lodowki. Dzieki lodowce wlasnie zagospodarowano Floryde, bo miesko, jarzynki i frukty juz nie gnily tak szybko w podzwrotnikowym klimacie. Wtedy dopiero zbudowano: najpierw Intracoastal - kanal wzdluz plazy Atlantyku, od zatoki Biscayne w Miami do Baltimore, potem linie kolejowa na Key West (resztki jeszcze stercza na podporach miedzy wysepkami), wreszcie kolej zastapil highway A-1. Zaczela sie masowa pielgrzymka do The Keys, a turysci ciagneli zimne drinki w tropikach. Pamietasz “Rom and Coca-Cola” przez Andrews Sisters ? Co prawda tu “Yankee goes Trynidad” gdzie “native girls are dancing for Yankee dollar”, ale wszyscy “are drinking Rom & Coca Cola” z lodu. Tlumy siedzialy na Kubie i Karaibach, i kazdy ze szklaneczka “soda on ice”. Wtedy szlachetny narod dostal kociego rozumu na punkcie “icy cold”, co by nie bylo. I na tym wyroslo to, co bylo w poprzednim kawalku. Plus - wylansowana w kinie “stone face” pokerzysty, ktory oczywiscie byl “cool”.
    Keep cool ! Franio.

  67. Franio pisze:

    Torlinie, bratnia duszo, jak ja moglem tak Cie urazic ? Toz to Ty, w zamierzchlych czasach, udzieliles mi wsparcia w ataku na pretensjonalny felieton Profesora ! Serdecznie Cie przepraszam za naruszenie Dumy i Godnosci Osobistej oraz praw autorskich.

    ALICJA wsadzila Profesora do zimowego barlogu ! Teraz sobie przypominam. Jeszcze raz prosze o wybaczenie. Franio.

    P.S. A ze “z komsomolskim” pozdrowieniem, to lzesz, jak pies.

  68. Azet pisze:

    Nie przeczytałem wszystkich komentarzy, więc mogą być powtórki:
    * “oldskulowy” - w starym stylu; od “old school”
    * “lajtowy” - lekki, przyjemny, fajny, od “light”, ale w znaczeniu szerszym, niż tylko światło - także jako “jasny”, “lekki” i podobne
    * “być na haju” - być pod wpływem narkotyków; od “high”
    * “być na freszu” - być czystym od alkoholu i narkotyków; od “fresh”
    * “sejwować” - zapisać (zapisywać) stan gry komputerowej; od “save” (”save game”)
    Tyle sobie przypomniałem z biegu.
    Azet

  69. Michal pisze:

    Może słów kilka o pewnej odmianie “ponglisz”, a mianowicie o polskiej wersji eurospeaku, czyli o polskiej wersji języka, którym posługują się urzędnicy, delegaci i parlamentarzyści europejscy.
    Eurospeak, to taki unijny angielski, który z angielskim ma czasem niewiele wspólnego. Wiele tekstów unijnych pisanych po angielsku jest niezrozumiała nawet dla rodzimych użytkowników angielskiego, jeśli nie zajmują się tematyką unijną. Ponadto angielskim posługują sie niemal wszyscy, niezależnie od stopnia, w jakim go opanowali, co w rezultacie oznacza, iż dominującym językiem staje się BSE (bad spoken English tudzież bad spoken Eurospeak).
    Co gorsza, wielu delegatów, urzędników, parlamentarzystów wypowiadając się w ojczystym języku wtrąca mnóstwo słów angielskich (lub “angielskich”), nawet wtedy, gdy istnieje powszechnie znane i używane określenie na to słowo w ich języku ojczystym. Po “polsku” można zatem w Brukseli usłyszeć:

    Łerding poprzedniej propozycji był znacznie lepszy. (wording - sformułowanie, brzmienie)

    Ten emendment jest nie do przyjęcia. (amendment - poprawka)

    Składamy skrutiny. (scrutiny reservation - zastrzeżenie analityczne, czyli zastrzegamy sobie prawo do przeanalizowania propozycji)

    Oczywiście pewne “euroanglicyzmy” można wybaczyć, szczególnie gdy ktoś chce ułatwić pracę tłumaczom i rezygnuje z polskiego terminu mówiac:
    ołnerszip anbandling (ownership unbundling - rozdział właścicielski, w energetyce chodzi tu o podział na właścicieli sieci i dostawców energii)

    Jednak więdną uszy kiedy Polak i w dodatku z tytułem profesorkim mówi (to dosłowny cytat z Parlamentu Europejskiego) :
    “Należy udrożnić system zapraszania wizytorsów”.

    Przy okazji, ciekaw jestem zdania Profesora na temat słowa “interesariusze”. Staje się ono coraz bardziej modne. To bardzo dziwne dla mnie tłumaczenie angielskiego “stakeholders”. Mnie to słowo razi, bo przecież można powiedzieć “zainteresowane strony”, choć może to nieekomomiczne, ale opisowość to chyba cecha naszego języka.

    Cieszę się, że odkryłem ten blog i serdecznie pozdrawiam z Brukseli.
    Michał

  70. Stara Żaba pisze:

    Franiu! Przestan mnie podpuszczac! Ja tez nie napisalam tego o ssaniu lapy! To sa Twoje wlasne utwory, jak sadze sluza do draznienia wspolblogowiczow! a nuz sie ktory zdenerwuje i odpysknie? i zabawa gotowa…
    Cieplo Cie pozdrawiam z lodowatego blotka
    Stara Zaba

  71. Albumina pisze:

    Witam. Chcialam szepnac slowko w obronie slowka ‘busy’. Staram sie mowic czysto po polsku, ale ‘bizi’ jest trudne do unikniecia. Zwykle pojawia sie w odpowiedzi na pytanie: “Jak bylo w pracy?” -”bylo busy”, tzn nie konkretnie ja bylam zajeta (ja sie moze obijalam) tylko bylo.. no wlasnie co?
    -’byl duzy ruch’? - to ogranicza do sytuacji zwiazanych z obsluga klientow;
    -’duzo pracy do wykonania w krotkim czasie’ - nieporeczne;
    -’kupa roboty’- to nie znaczy ’szybko’ i tez nieeleganckie.
    Najwierniejszym tlumaczeniem ‘busy’ jest slowko ‘zapiernicz’ albo ‘zajob’(choc to juz moze raczej ‘fucking busy’), ale nie wiem czy sie kwalifikuje do czystej polszczyzny :) Trzeba tez zauwazyc, ze dla wielu osob praca za granica jest pierwsza praca, wiec nie maja jeszcze stosownych nawykow jezykowych, wiec adaptuja lokalne.
    Czy ktos ma jakies inne propozycje? Chetnie skorzystam :)

    Tak ogolem jeszcze dodam, ze czesto sie uzywa angielskich slow na okreslenie rzeczy, ktore mamy za granica w odroznieniu od ich odpowiednikow, ktore mamy w Polsce. Ma to zastosowanie szczegolnie w przypadku mlodej emigracji, czy tez w zasadzie pracownikow tymczasowych. Mamy ubezpieczenie w Polsce i insurance za granica. Trzeba zaplacic rent za pokoj i jeszcze czynsz za mieszkanie (w PL). Slyszalam, ze ktos studiowal na uniwersytecie, ale rowniez ‘bral klasy’ (to jest wyjatkowo okropne). Wydaje mi sie ze nikt do tej pory nie zwrocil na to uwagi, a to istotna przyczyna ekspansji ponglish.

    PS. Co do australijskich ’sunscreenow’ (heh jak ladnie wglada) to w odroznieniu od balsamu czy kremu do opalania nie pomaga w opalaniu, tylko je blokuje calkowicie. I jakos niezrecznie sie smarowac ekranem.

  72. wlodek pisze:

    Szanowny Panie Profesorze! Czyż nie czas na naprawę naszego języka? “Wjarę zaczyna ogarniać apatja” To cytat z Wyborczej z artykułu o “szczypiorniaku” Przecież to wspaniałe! To jeden z przykładów na uproszczenie języka! Pozdrawiam. Włodek.

  73. Jacek pisze:

    Mam pytanie, która z form jest prawidłowa jako pożegnanie: “narazie”, czy też “na razie”. Dziękuję z góry za odpowiedź.

  74. baktrianka pisze:

    Dziś z rana w “Dzień Dobry TVN” - dwie panie prowadzące przedstawiły dwie inne panie, które były gośćmi (szkoda, że nie ma żeńskiej formy słowa
    “gość”, za “gościówy” z góry dziękuję) programu jako : BUYERKI. Nie tylko w słowie i w wymowie przedstawiły ale jak najbardziej w podpisie u dołu ekranu widniało okreslenie : buyerki. zdaje mi sie, że nawet bez cudzysłowa. “Buyerki”- to specjalistki od mody i wybierania tego, co w danym sezonie nosić będzie tzw.ulica. Panie Profesorze, to super aktualny przykład…specjalnie dla Pana.
    http://www.baktrianka.blox.pl

  75. Franio pisze:

    Stara Zabo,
    O madrosci niewiescia, Tys dla nas ostoja, a po co mi w kaszke robisz ? Zamiast pomoc ? Teraz nie ulega watpliwosci, ze Profesora do watry wsadzila ALICJA i tak Go zabarlozyla. Czym On sie jej narazil, biedaczek, nie wiem, ale widocznie sie narazil. Choc niedzwiedz to prawie Mis, a misia wszyscy lubia, nawet Wrzesinska: “Misiek, chcesz cukerka ?”.
    ALICJA tak sie zawstydzila, ze ja zamurowalo,
    przyznala sie przez aklamacje, to mamy zalatwiome.
    Mowisz, ze blotko jest cold, cool ? Znaczy, ze tam jest modnie, na trendzie, czyli tredowato. Ciesze sie, ze wkrotce zakwitniesz radoscia i wigorem, kiedy wiosenny zefirek zdmuchnie Ci z ciezarowki, pod sam nosek, nowych studentow ! Juz od rana Tabun pogalopuje wokol corralu. Na golasa. Nadworny weterynarz notuje wady i zalety, kogo do jakiej roboty, krag za kregiem przelatuje, na koncu peta sie rachityczny okularniczek, nie moze nadazyc, bo sie ciagle potyka i potyka, weterynarz rozdziawil sie, nie rozumie: “w tylu stadninach bylem. ale czegos takiego nie widzialem…”, a Tabun zakonczyl galopy i: ci do obornika, tamci do Praktycznej Nauki Recznego Dojenia, inni do Naukowego Forecast Uzysku Jajek na dzien biezacy metoda manualna, a Okularnik za Pania Dobrodziajka po schodkach, na gore.
    Ranek rozsrebrzyl zimna rosa Zabie Blota, Tabun zagarnia sniadanie, jak trzoda, po schodeczkach schodzi Pani Dobrodziejka cala w skowronkach, zapachu bzow i kipieli ozywczych sokow wiosennych, oczka sie iskrza, gumiaki nowe, lsniace, na galifee. Chwile pozniej chlapnal ze schodkow w bloto, jak sparciala grucha, Okularniczek. Pozbieral lapki do kupy i pobrnal do stolu. A tam juz Pani Dobrodziajka stawia przed nim garniec smietany: “pij, dziecinko, pij, smietanka dobra na wszystko”. Niestety, po dwoch dniach Okularniczka zabrali na reanimacje, a Pani Dobrodziejka z Weterynarzem zarzadzili nowa lustracje - Tabun, do galopu !
    Samo najlepsze przed Toba, Stara Zabo, przecie to juz przedwiosnie - skowronki jeszcze nie dzwonia ? Wiosna tuz, tuz, a wiosna….. Sama radosc.
    Ciesze sie na te Twoja wiosne, niech przyjdzie jak najszybciej, moze i Profesora sie z watry wygrzebie ?
    Pozostaje w nadziei, ze pomozesz…
    Sluga unizony, Franio.

  76. Alicja pisze:

    Franio pisze:
    2007-02-03 o godz. 22:22
    ALICJA wsadzila Profesora do zimowego barlogu ! Teraz sobie przypominam. Jeszcze raz prosze o wybaczenie. Franio.

    Franio!!!
    Ja?! Ja nic o żadnym barłogu… ja o wagarach ciągle wspominam! Ja niewinna!!! Ludzie!!! To nie ja wsadzałam Profesora do zimowego barłogu!!!
    Chociaż… jak pomyśleć… byłaby to niezła awanturka :)

  77. Alicja pisze:

    Franio!
    Zaraz mi tu ślij beczkę kalifornijskiego wina na przeprosiny! I Profesorowi też - ja Mu wagary wybaczyłam!

  78. marekk pisze:

    Franio
    Dziękuję bardzo za wyłuszczenie i etymologię tego cool. Wszystko zrobiło się jasne i sensowne. Muszę przyznać, że podoba mi się takie określenie, chociaż staram się nie używać obcych wtrąceń. Z lodem miałem śmieszne zdarzenie. Byłem kiedyś w Namibii i nie znałem zbyt dobrze angielskiego i dalej nie znam, tylko tyle o ile. Siedzimy z kolegą w restauracji i on zamawia lody, a ja piwko. Przychodzi czarna kelnereczka i pyta co podać. Proste beer i ice carem. Okazało się, że nie zupełnie. Bo lody były casatee, a my mówiliśmy casate. Ludziska dookoła patrzą jak my tłumaczymy kelnerce o co nam chodzi. W końcu nie wytrzymałem i poszedłem z kelnerką na zaplecze i otworzyłem zamrażalnik i pokazałem jej szron na ściankach i ona w tedy pojęła o co nam chodzi. Po chwili przyniosła kostki lodu z maszyny w pucharkach na lody. Pospadaliśmy z krzeseł, piwo się wylało, a my poszliśmy do knajpki gdzie kelnerem była biała pani i w mig zrozumiała o co nam chodzi. Nie chcę się naśmiewać z tej nieszczęsnej dziewczyny, ale ona też nie za bardzo znała angielski i do tego niesamowicie przekręcała wyrazy. Kolega stwierdził, że na migi też nie umiem się porozumieć. Tak więc ani piwa ani lodów.
    Żaba
    Ty już nie hibernuj tylko napisz coś dziewczyno ku pokrzepieniu serc i radości nam wszystkim.
    Pozdrawiam marekk

  79. Torlin pisze:

    Dziękuję Alicjo za pozdrowienia, wpadłabyś od czasu do czasu. Wszystkiego dobrego (świadomy rusycyzm, który b. mi się podoba)

  80. Alex pisze:

    Panie Profesorze,srodowisko ma najwiekszy wplyw na jezyk,ba na tworzenie jezyka.A Pan nasz wpuszcza w maliny,ja nie mam nic przeciwko temu zeby zajadac sie dzikimi malinami.
    W koncu robimy tu za biale myszki.

  81. Alicja pisze:

    marekk,
    chciałeś lód, to dostałeś :) Tylko piwa szkoda!
    Tak a propos, to właśnie z krajami afrykańskimi kojarzy mi się określenie “pidżyn english”, na przykład oficjalnym językiem Nigerii jest angielski. Ale spróbuj zrozumieć nigeryjski angielski :)
    A Zaba chyba nie przeczytała mojego komunikatu o świstakach i dalej sobie hibernuje. Leniwa jakaś albo co?!

  82. Franio pisze:

    Jacku, “Na razie…”, rozdzielnie, i nic innego w zyciu nie widzialem, a widzialem sporo.
    Raz sie widzielismy, na tym razie sie konczy, moze bedzie jeszcze. Narzednik potwierdza “raz” ,jako odmieniony rzeczownik.

  83. Franio pisze:

    Jacku, nie narzednik a wolacz, ale to bez znaczenia. “Narazie”, jak “tymczasem” - razem. Ale - poki co..,a nie - pokico. Pokicaj najlepiej do slownika, bo odpowiedzi od prof. Bralczyka nie dostaniesz, ani od blogowiczow, ktorzy nawet na nonsensy nie reaguja. Franio.

  84. Franio pisze:

    Ja swoje: kto wsadzil Profesora do zimowego barlogu ? ALICJO, beczka wina nie szantazuj, bo jeszcze nie wiadomo, w ktora strone sie potoczy i kto ja bedzie turlal. Poszlaki wskazuja na Ciebie. Nazywajac go wagarowiczem wykazalas animozje osobista do osoby. Tendencje lokowania osob w paskudnych miejscach potwierdzasz wytykajac Starej Zabiem miejsce pod lodem.
    Ciagle wytykasz jej hibernacje i lenistwo - lubisz przypaskudzic. Sama piszesz, ze lubisz awantury. Matre, za nic, obezwalas “swiatowa dama”. Ty wsadzilas Profesora do barlogu. Poczekam jeszcze na potwierdzenie Starej Zaby i bedzie wiadmo.

  85. Azet pisze:

    Porównałem dwie sytuacje z mego życia zawodowego. Kiedy zaprzyjaźniony pracownik zaprzyjaźnionego banku zapewniał mnie, że mimo przeciwności zrobimy tego dila (”make a deal”), to tylko się zaśmiałem pod nosem. Natomiast irytację moją wzbudziły panie z sądu, które w telefonicznej rozmowie pytały mnie o numer “wnioseczku” o zmiany w “książeczce” wieczystej. Mam wrażenie, że to taki trik (czy “trik to też Ponglish?) psychologiczny - Polak mówi o “interesiku”, “pieniążkach” i “wódeczce”, żeby nie czuć się winnym, że uczestniczy w oszustwie, korupcji i pijaństwie. I bardziej mnie to drażni, niż Ponglish.
    Dziękuję Szanownemu Riderowi za przeczytanie.

  86. Franio pisze:

    TORLINIE, wybacz ze wtracam sie do Twego wpisu dla Alicji, ale chcialbym prosic, zebys mi laskawie objasnil dlaczego “wszystkiego dobrego” jest rusycyzmem. Jestes pewien ?
    Pozdrawiam. Franio.

  87. agni_me pisze:

    Franiu,

    bogów się bój! Prowokowałeś już nie raz, tym razem jednak przesadziłeś! Zamiast blogowicza od razu na spotkanie ze słownikiem słać, bo - jak raz -znajdzie tam odpowiedź, to Ty razy koleżeństwu blogowemu rozdzielasz, sugerując żeśmy bezmyślne nieużytki. To na razie!

    Aha! W sieci dostępne są znakomite słowniki języka polskiego, które rozwiewają większość ortograficznych wątpliwości. No i na odpowiedź czekać nie trzeba. Serdecznie, Jacku, polecam.

  88. Jacek pisze:

    Dzięki Franio.

  89. Alicja pisze:

    Franio, a ja się będę wypierać! Poszlaki… a gdzie domniemana niewinność?! Dowody proszę!
    Lepiej zaczynaj tę beczkę turlać w kierunku północno-wschodnim, na tak zwaną szagę od Kalifornii!
    Może przeczekaj, aż zadymki w Colorado ustaną.
    Moje ulubione - shiraz :)
    Podzielę się ze Starą Zabą, jak już odhibernuje swoje…

  90. Anna pisze:

    Witam,
    jeszcze raz o urokach internacjonalizmów, tym razem w pracy. W mojej odlewni żeliwa funkcjonują trzy określenia na fakturę:
    1. faktura: wystawiana klientom krajowym
    2. bil na Szweda/Fina/Anglika/Węgra i.t.p. (z tą właśnie składnią)
    2. reśtung na Niemca (od Rechnung - faktura, rachunek).
    Do tego dochodzą pakingi (packing list), kredytnoty (credit note) i nazwy produktów - grzejniki notorycznie są radiatorami i mają sekcje lub czlanki(żeberka) jak również nyple (złączki), podobnie jak bojlery (kotły c.o.) i kastingi (odlewy). Najzabawniejsze jest to, że angielsko- niemiecko- czy czeskopodobnymi terminami posługują się osoby nie znające tych języków, na przykład reśtung to słowo wprowadzone przez księgową!

    Pozdrawiam serdecznie,
    Anka

  91. Kasia Kokowska pisze:

    Szanowni Panstwo,
    Pan Profesor mial na mysli jezyk “unioeuropejskich emigrantow”, zapewne tych w Zjednoczonym Krolestwie i Irlandii. Ponglisz nie jest jeszcze zapewne do konca zdefiniowany, ale z moich obserwacji wynika, ze to nie jest amerykanski kar za kornerem ani spolszczone slowka z dziedziny informatyki. Nie sa to tez (chyba) kalki jezykowe w stylu wzialem autobus, jak ktos z Panstwa proponuje. Wydaje mi sie, ze zwroty pongliszowe wymyslili Polacy, ktorzy angielskiego dobrze nie znaja (lub wcale). Zwykle sa to slowka, ktore trudno przelozyc na polski, albo za duzo z tym zachodu. Usilowalam wsrod Polakow-emigrantow mowic “paski” zamiast “payslips”, ale malo kto wiedzial, co mam na mysli. Payslipy to zatem na pewno po pongliszowemu, podobnie, jak time sheety (zlosliwi mowia time shity), landlord/landlady (wlasciciel wynajmowanego mieszkania), miec ofa (czyli dzien wolny - day off), placic 100 funtow council taxu (takiego podatku w Polsce nie ma, wiec jak to przetlumaczyc?), dostawac/brac benefity (czyli nalezne dodatki typu child benefit - dodatek na dziecko), zarejestrowac sie w Home Office’ie (nawet nie wiem, jak to sensownie zapisac), umowic sie na interview w sprawie nadania ninu (national insurance number - numer ubezpieczenia, uzywany tez do celow podatkowych, jak NIP), isc do Job Centre’a, a raczej Centera (tutaj przetlumaczenie na urzad pracy wprowadzi w blad - Job Centre Plus ma sie nijak do polskich urzedow), pensy to p, czy tez pi, pracowac jako KP (KaPe) czy cleaner - coz, brzmi lepiej niz sprzatacz, zmywacz, nie lubic swojego supervisora (przelozonego), isc na pajnte (jak nabardziej, bo przeciez to nie to samo, co duze piwo w Polsce), robic zakupy w corner shopie (corner shop mowi o wiele wiecej, niz sklep na rogu - chocby to, ze na 100% wlascicielem jest Hindus lub Pakistanczyk), CISkarta lub siajeska (ktora posiadaja osoby samozatrudnione), osoba, ktora stara sie o kredyt w banku, mowi, ze musi przejsc credit check i miec dobry credit score, chory zglasza sie do swojego dzi pi (GP - general practitioner, czyli cos w rodzaju lekarza rodzinnego), glodny kupuje kebaba w take away’u, jak ktos odszedl z pracy, to dostal pi forti fajf (P45 - taki angielski PIT), carer to osoba, ktora pracuje jako pomoc osob starszych (care assistant) w domach opieki, czyli care home’ach, joiner to z kolei ciesla (acz tez nie do konca, bo zakres obowiazkow jest inny niz w Polsce) i tak dalej (zabawa zaczyna mi sie podobac i moze zaczne te slowka zbierac).
    Konkretne grupy zawodowe maja swoje pongliszowe idiolekty. Carerzy na przyklad uzywaja hoistow (winda hydrauliczna) i wipesow (wipes - mokra chusteczka do mycia), builderzy (budowlancy) stawiaja plaster boardy (scianki rygipsowe) i robia skirtingi (cokoliki, o ile mnie moj budowlany polski nie zawodzi). Ksiegowe robia cash booki i rozliczaja petty cash. O informatykach nie wspomne, bo oni wlasciwie w Polsce mowia tak samo.
    W Pongliszu istnieja tez regionalizmy, chocby londynska trawelka czy tuba. W Szkocji najwieksze skupiska Polakow to Edi (lub Edenburg) i Glasgowice. W Edim Polacy mieszkaja na Licie (Leith).
    A niektorzy posuwaja sie dalej :) Moj partner (Polak) odbierajac telefon, mimo, ze dzwoni inny Polak, mowi aye (szkockie yes), na moja prosbe: podaj mi kubeczek, upewnia sie: wee one? (ten maly, wee to szkockie little), a zamiast nie ma sprawy, mowi nae bother :)
    Pozdrawiam Pana Profesora i komentatorow z Edynburga!
    Panie Profesorze, prosze odzywac sie do nas czesciej, brakuje mi Panskich wykladow, a historyjki z seminarium magisterskiego opowiadam znajomym :)
    Kasia

  92. Tomash pisze:

    Myślę, że wiele zwrotów znajdziemy w tzw. slangu komputerowym.
    Kicknąć - wyrzucić (usunąć)
    W8 (wait) - poczekaj
    looz - zangielszczone luz
    Jest także wiele skrótów, które oscylują wokół graczy konkretnych gier, ale jest tego zbyt dużo, by przytaczać

  93. Moja-kichać-na-Wasza pisze:

    Alicja nigdy nie zrozumie `nigeryjskiego angielskiego`, skoro uważa , że `pidzin inglysz` jest zjawiskiem afrykańskim, a on powstal w południowo-wschodniej [celowo piszę wg starej zasady] Azji. Alicja nie pojmie także języka `nowozelandzkiego`… Tylko, co to ma wspólnego z tematem zaproponowanym przez Pana Profesora? Wy zawsze i wszystko zamienicie w [pardonnez moi] magiel.

  94. Michał Dawidowicz pisze:

    Muszę przyznać, że nie byłem obecny tutaj, co zdarzyło się pierwszy raz, dziewiczy, można rzec. Wynikało to z faktu, że…ahh…nieważne.
    Ale teraz muszę zabrać głos i przychodzi mi zgodzić się z agni_me. Istnieje bowiem podejrzenie, że prowokacja pro forma ma swoje granice i niesmak pozostaje po ich przekroczeniu. A było tak przyjemnie, nieprawdaż?
    Pozdrawiam.

  95. Franio pisze:

    Agni_me, co to jest “jak raz” ? Paskudny rusycyzm, rozpowszechniony w prymitywnym polskim. “Kak raz” ! A jak dwa razy ? Niech inni potwierdza.

  96. agni_me pisze:

    Franiu,

    wierzę Ci jak korpusowi języka polskiego. A nawet bardziej. Mówisz, że to prymitywna polszczyzna - tak jest i nikt tego potwierdzać nie musi.

    Będziesz widział, jak raz (szkoda, że nie ma podkreśleń) po raz pojawiać się będą paskudne rusycyzmy. Wierzę jednak, że leksykalne cierpienie uszlachetni - i tak przecie błękitnokrwią - twą polszczyznę. Niech nikt nie zaprzecza.

  97. Takatam pisze:

    Franio,
    Slownik jezyka polskiego-dostepny w internecie.
    Takatam.

    *
    raz I
    1. ?zwykle z liczebnikiem głównym lub z równoważnym z nim zaimkiem: wyraz oznaczający powtarzanie się jakiejś czynności, zjawiska lub zwielokrotnienie cechy, wielkości?
    2. ?sytuacja, okoliczność, w której coś się zdarzyło, np. W razie potrzeby miał do mnie dzwonić.?
    3. ?uderzenie, cios?
    *
    raz II ?przy liczeniu: jeden, pierwszy?
    *
    raz III
    1. ?w pewnej chwili, kiedyś?
    2. ?nareszcie, w końcu?
    3. ?ostatecznie, definitywnie?
    *
    razem
    1. ?wspólnie z kimś innym?
    2. ?wspólnie z czymś innym?
    3. ?poprzedza sumę dokonanego wcześniej obliczenia?
    4. ?w jednym czasie?
    *
    razy ?wyraz używany na określenie działania mnożenia?
    *
    na razie ?póki się coś nie zmieni?
    *
    od razu ?bardzo szybko, natychmiast?

  98. Alicja pisze:

    Moja-kichać-na-Wasza pisze:
    2007-02-07 o godz. 13:21
    Alicja nigdy nie zrozumie `nigeryjskiego angielskiego`, skoro uważa , że `pidzin inglysz` jest zjawiskiem afrykańskim
    Alicja nigdy nie napisała, że to jest zjawisko afrykańskie. Alicja napisała, że po raz pierwszy usłyszała ten termin w połączeniu z pewną sytuacją zaistniałą lata temu. A czemu Ty się czepiasz Alicji?
    Jak durna baba, to nie dyskutuj… może nie ten poziom inteligencji, nie zniżaj się :)
    A temat zaproponowany przez Profesora mówi sam za siebie i to wszystko “ma się do się”, jeśli twierdzisz, że to magiel, to po prostu nie omiń. Nikt tu na siłę nikogo nie ciągnie…

  99. Alicja pisze:

    p.s.
    Miało być “omiń”, bez “nie”

  100. Ela pisze:

    wlodek pisze:

    Szanowny Panie Profesorze! Czyż nie czas na naprawę naszego języka? ?Wjarę zaczyna ogarniać apatja? To cytat z Wyborczej z artykułu o ?szczypiorniaku? Przecież to wspaniałe! To jeden z przykładów na uproszczenie języka! Pozdrawiam.

    To przykład, jak pisano przed uproszczeniem języka, czyli przed reformą chyba z 1935 roku. Wyborcza cytuje tekst z drugiej dekady XX wieku, więc stosuje odpowiednią pisownię.

  101. Franio pisze:

    Takatam.
    Pieknie dziekuje. W tekscie “jak raz” uzyte bylo zamiast “akurat”: “…Bo akurat tam znajdzie odpowiedz”. Twoje przyklady tego zastosowania nie wykazuja. Moim b.skromnym zdaniem jest to rusycyzm. Zauwazylem, ze zazwyczaj ludzie bez wyksztalcenia tak mowili. Bede szczerze wdzieczny za opinie.

    Agni_me.
    Jesli znizylabys sie do mojego poziomu, zauwazylabys wiele zwrotow i slow z umownie “prymitywnego polskiego”, ktorych swiadomie, czy nieswiadomie uzywam. I naprawde ucieszy mnie kazda krytyczna uwaga. Moj styl pisania traci zapewne knajacka warszawska gwara. Z mowieniem jeszcze gorzej. Przyznaje, strasznie mi brak rozmowcow z tego ogrodka. A i bledy ortograficzne robie. Raczki ucaluje, jesli znajdziesz i wytkniesz. Przeciez my sie tu bawimy w “polskie klocki” i im kto komu wiecej wytknie - tym lepiej ! Malo zostalo narodu, ktoremu jezyk, a nie mamona zla krew robia. Nie gniewaj sie za ten rusycyzm. Jestem na nie wyczulony, bo dawno, bardzo dawno temu bylem poddany dlugiemu i superintensywnemu treningowi z rosyjskiego. Tak mi zbrzydl, ze wyczuwam go, jak zly grosz, na mile. Serdecznie Cie pozdrawiam i zycze sukcesow w polowaniu na “wpadki Frania”. Franio.

  102. Franio pisze:

    Moja-kichac-na-Wasza.

    Jakby Wasza, zamiast kichac, naumiala sie polskiej skladni i uwaznie - trzy razy, bo raz nie wystarczylo, przeczytala wlasny wpis (pierwsze zdanie) to by zobaczyla, ze sama potwierdzila w tym zdaniu, ze Nasza (Alicja) byla swiadoma poludniowo azjatyckiego pochodzenia “pigin” piszac o afrykanskim pochodzeniu. W ten sposob Wasza sama sie w d… gryzie, czepiajac sie innych. Ja od siebie zapewniam Wasza, ze nowozelandzki kwitnie mi “tsvetnoi kapustoi”, tamze wisi, i nigdy nie bede staral sie go zrozumiec, a Alicji tez doradze bojkot nowozelandzkiego pigin, razem z Wasza na Nasza maglownica.
    Ponadto: niesmaczne jest kreowanie nick’a, ktory parodiuje polski kaleczony w czasie nauki przez przyjezdnych z roznych stron swiata. Gdyby Autor wpisu i nicka mial poczucie przyzwoitosci i elementarna znajomosc prawa, pewno nigdy by na taka forme nick’a nie poszedl. Takie dowcipy byly na czasie w powiesci Sienkiewicza, i wtedy, a teraz - dowcipnis moglby calkiem za darmo dwa lata w mamrze, albo wprost - po mordzie dostac.
    Zal, ze ani jednego, ani drugiego nie moge egzekwowac osobiscie. Franio.

  103. Moja-kichać-nas Wasza pisze:

    FRANIU [przepraszam, że imię to piszę wielkimi literami, gdy winno być akurat odwrotnie, trudno się jednak przestawić z grzeczności...]…
    Bezkrytyczny [z małymi wyjątkami] zachwyt nad bełkotem matołów [tak widoczny podczas tej dyskusji], ktorzy ani angielskiego nie chcą/potrafią się nauczyć, ani polskiego uszanować, może powodować tylko pewien znany odruch b e z w a r u n k o w y. Kpić z obcokrajowćow i ich trudności w przyswojeniu sobie polskiego nie było moim zamiarem…zaś ponglysz na coż inego zasługuje?
    Zaś co do bicia `po mordzie`…Waści musieli w Smorgonie edukować i ad/in nudam sempiternam edykacyią ordynować, co na przełożeniem w kierunku głowy nie skutkowało, stąd i ordynus przedni z waszmości.
    Życząc OPANOWANIA ORTOGRAFII [polskie znaki..., boć to etykieta i netykieta oraz szacunek dla respondentów] w stopnu odpowiadającym choćby wymogom ministra Giertycha - kreślę się [poprawnie, z polskimi literami]…
    Moja-kichać-na Wasza

  104. agni_me pisze:

    Franiu drogi.

    nie lubię używać “emotek” (ładny przykład “polskiego angielskiego” dla Pana Profesora), tych znaczków przedstawiających uśmiechy, wywalone jęzory czy puszczone oczka. Wydaje się, że po trzydziestu kilku latach używania polszczyzny powinnam władać nią na tyle sprawnie, “aby język giętki”… No niestety! Obawiam się, że one, te emotki, lepiej niż mój polski oddałyby “co pomyślała głowa”. Trochę przerażające, swoją drogą.

    Począwszy od jakrazów przez błękitnokrwię - żartowałam.

    Chciałam upchać w jednym zdaniu najwięcej razów pisanych rozłącznie, w tym jakraza. Nie miałam złudzeń co do jego proweniencji (marnej). Potem śmiałam się, że dostało się biednemu jakrazowi - paszoł won (tak, wiem), ty rusycyzmie jeden, z salonów języka polskiego. Nie poczułam się dotknięta tylko rozśmieszona. Gdzież mowa o gniewaniu!

    Niejednokrotnie admirowałam tu polszczyznę kilku osób, w tym twoją. Zresztą lista robi się coraz dłuższa. Od bezbłędności bardziej cenię precyzję wyrażania myśli, urodę języka i to trudne do określenia “coś”. Niektórych czyta się tak smacznie, innych - mimo niewątpliwej mądrości wypowiedzi - nie. A błędy? Nie “błędzi” ten, co nic nie pisze. Nawet zauważone nie wywołują we mnie niesmaku czy chęci podzielenia się odkryciem. Wolę szukać własnych, te mnie niesmaczą. Kwestia temperamentu chyba. Rączki pozostaną nieucałowane. Trudno.

    Ale oczywiście czuj się zaproszony do ganienia “moich” rusycyzmów. Tylko - na bogów różnych - z równym ogniem. Ten “prymitywny polski” taki ładny! Też pozdrawiam.

    I do przeczytania.

  105. agni_me pisze:

    Polak w Anglii, robiący błędy i dopiero uczący się języka, radzący sobie z językową rzeczywistością jak potrafi, to matoł, głąb i debil, któremu się nie chce, który nie szanuje polskiego, który nie potrafi. Cham i prostak, któremu łże-elita przyklaskuje.

    A obcokrajowiec?! Ach skąd, nie wyśmiewamy, rozumiemy trudności. Przez rok pobytu to i tak świetnie sobie radzi. Polski przecie taki trudny. Och i ach.

    Byłoby śmieszne, gdyby nie takie smutne i wiele o nas mówiące. Językowa elito.

  106. otago pisze:

    Oto autentyczne ogloszenie z “diasporskiej” gazety;
    ” Potrzebni murarze i forkliftowie na budowe, stala praca.”

  107. Franio pisze:

    Poproszono nas o przyklady, zabawne. O.K., jest juz mnostwo. Zabawa moze trwac bez konca. Rowniez - bez: analizy, wnioskow, konkluzji. Czy ten pinglish to zargon, slang, jezyk ? Czy process zblizenia do angielskiego ?
    Proces czy zjawisko zrodzone ze zblizenia obu kultur ? Czy wypada sie przeciwstawiac, czy zaakceptowac ? Czy mozna wyodrebnic rodzaje pinglish ? Nasuwa sie analogia do polskiego (przypuszczam) systemu nauczania:
    zbierac, zapamietywac fakty i dane, ale - kompletna impotencja w analizie, formowaniu
    wnioskow i prognozowaniu. Magazyn danych to komputer, a mozg ma to przetworzyc i prognozowac. Ani mozg profesorski, ani lepetyna jego absolwentki o wnioski sie nie pokusza. Przyjdzie termin - pan Profesor wypisze sie na inny temat, a przyklady nadeslane pojda w niepamiec. Zatem, moze ktos ze swiatlych interlokutorow sprobuje analizy, podsumowania, powrozy na przyszlosc ? Sprobuje usystematyzowac temat ? To byloby bardzo ciekawe.

  108. Alicja pisze:

    A co byście powiedzieli na reklamę, którą dzisiaj rano zauważyłam w elektronicznym wydaniu GW:
    “…odpowiedni zestaw ćwiczeń fitness”, ładne, prawda? Swiatowe wręcz!
    Powtarzając za Konwickim - padam do tyłu, kiedy widzę taki dziwoląg, jego twórca powinien być zesłany na galery i obowiązkową naukę języka tak angielskiego, jak i polskiego.Dla wyjaśnienia: to be fit - znaczy być sprawnym fizycznie, fitness to po prostu sprawność fizyczna. Po jakiego grzyba dodano to “fitness”, bladego pojęcia nie mam. No ale co się dziwić, nie dość, że siedzę w maglu, tom jeszcze matoł…
    Agni_me, z tymi uśmieszkami to przedziwna sprawa, zawsze wydawało mi się to głupotą, aż się wciągnęłam niepostrzeżenie, rozmawiając z kimś “na żywo” via IRC. Przydaje się, zwłaszcza w takiej rozmowie - bo niby piszesz, ale “rozmawiasz” i nagle brakuje mimiki twarzy, a język ciała w rozmowie jest istotny.
    To chyba stąd się wzięło. Staram się nie przesadzać, bo co za dużo, to niezdrowo, ale czasem ten uśmieszek dla rozładowania sytuacji się przydaje.
    O, już widzę następny temat na horyzoncie blogu - język komputerowy! Ale nie techniczny, tylko służący do porozumiewania się w różnych gadu-gadu, IRC i tym podobne.
    Pozdrowienia dla Frania, rączek możesz nie całować, ale jakbyś tak podesłał parę celsjuszów… bo u mnie -16C dzisiaj, a z wiatrem -26C!!!

  109. marekk pisze:

    Franio ? nie zauważyłem abyś kiedykolwiek zszedł poniżej górnej średniej, a może strefy dolnej górnej granicy. U Ciebie widać żeś człek nietuzinkowy i nie wmawiaj nam tutaj, że Agni_me nie zniżyła się do Twojego poziomu. Do niego to raczej trudno dorosnąć, po prostu nie mydl nam oczu.
    Tak na marginesie czuj duch Pan profesor już na rogatkach.
    Pozdrawiam serdecznie marekk

  110. Stara Żaba pisze:

    A w Błotach błogi spokój i cisza taka…
    Gruda śniegiem przykryta zdradliwa, strach nogę postawić…
    Żabie bajorka pozamarzały, śniegiem przysypane…
    Słychac tę ciszę, tłucze sie po głowie, spać nie daje na przekór temu spokojowi wokoło…
    Dobranoc… dobranoc… dobranoc…

  111. Franio pisze:

    Stara Zaba !
    Dzien dobry, dzien dobry, dzien dobry !
    A w Blogu radosc taka i rwetes, bo Stara Zaba sie odezwala !
    W Blogu marazm byl taki bez Ciebie, ze az zal bylo jakis przyzwoity tekst postawic…
    Sensowne dyskursy pozamarzaly, miernota przysypane…
    Slychac te beznadzieje, tlucze sie po wpisach;
    Profesor glosu nie daje, na przekor przeroznym wrednym prowokacjom i rozpaczliwym wolaniom Frania: pomyslcie ! Skonkludujcie ! Poprognozujcie ! Ani Alicja, ani Agni_me, ani moj ulubiony Torlin, ani Marekk - bez Starej Zaby nie potrafia prochu wymyslec. Pinglish - ponglish zdechnie naturalna smiercia, jak wiele innych ciakawych tematow bylo zdechlo.
    Na prozno czekam od Ciebie na pochwale za moje najlepsze starania dokladnie wypelnic Twoje zalecenia “klonica przez leb” w odpowiedzi na agresje. Staralem sie, jak moglem - bez rezultatu. Stara Zaba nawet nie zauwazyla. Nie odbieraj mi nadziei na ozywienie dyskusji i pisz !!!
    Dzis - rozwesolkowany Franio.

  112. marekk pisze:

    A u mnie na pogórzu świeci słońce. Z dala widać ośnieżony szczyt Pradziada po Czeskiej stronie i jutro jadę po południu na narty, a w dolinie ani grama śniegu. Idzie chłód.
    pozdrawiam marekk

  113. Franio pisze:

    Marekk.
    Badz uprzejmy, oswiec nieuka, gdzie jest Pogorze ? Jak obszar ? Narty to byla moja pasja od dziecinstwa, glownie Zakopane, Szczyrk, Karpacz. Skonczylo sie przez wyglupy, kiedy chcialem sie popisac kontrrotacja w slalomie (ramiona w jedna - kolana w druga strone), dysk poszedl w trzecia strone i popisy sie zakonczyly.Dal Bog lekcje glupiemu. Od tamtej pory gory podziwiam w sloncu i kibicuje synowi. Ciesze sie za Ciebie, ze jezdzisz. Nie wiem co bylo piekniejsze - zjazd czy odpoczynek, samotnie, w lesie, z widokiem na hale. A termosik i czekolada zawsze w kieszeni. Napisz, jak Ci poszlo. I uwazaj - czasem cialko nie wytrzymuje przeciazen. Lepiej wolniej i dluzej, niz “na odrzutowca” - duzo huku, wielka szybkosc i krotki lot. Pozdrawiam. Franio.

  114. Torlin pisze:

    Droga, ulubiona Alicjo z za Wielkiej Kałuży, z Królewskiego Grodu!
    Musisz niestety wstrzymywać się od czasu do czasu z krytyką. Wiele słów angielskich jest dopasowana do polszczyzny niekoniecznie w dosłownym tłumaczeniu. Już raz miałaś przykład w naszej dyskusji ze słowem “fantasy”. Z “fitness” jest podobnie. Poczytaj sobie : http://pl.wikipedia.org/wiki/Fitness.
    Profesorze, gdzie Pan jest????????? Temat nam się znudził.
    Pozdrowienia dla Starej Żaby i Frania.

  115. Stara Żaba pisze:

    Franiu, ja Cie sledze we dnie i noce, tyle ze zza wegla sie nie wychylam. Czy juz pchnales te beczke wina w strone Alicji? Po oblodzonym szybciej sie poturla, zebym tylko sama zdazyla rozmarznac i doplynac. Chociaz, gdyby Alicja moja dzialke (obiecywala sie podzielic, pamietam!) spuscila Pradem Zatokowym, to moze akurat by przyplynela wiosna i tylko do Narviku bym musiala wyskoczyc? Wyobrazacie sobie Zabe po winsku kumkajaca we fiordzie? Te echa niosace sie nad woda? Wszystkie lososie z klatek pouciekaja, hodowcy z siatkami rusza na lowy!
    Markku, mowisz, ze Profesor juz do rogatek dociera? Ale gdzie teraz te rogatki? Kiedys byly na Placu Unii a teraz to juz chyba sie przeniosly do Gory Kalwarii z jednej strony a do Modlina z drugiej. Panie Profesorze! Hop, hop! Profesorzeeeee! O, przy okazji, Ci co nie lubia wolacza jak by zawolali? Profesorrrr!? Przepraszam Pana Profesora, ze uzywam Pana jako przykladu, ale do tego to moze pasowac =bacznosc!=, albo inna komenda, niestety uzycie wolacza w mianowniku (ale figura!) kojarzy mi sie ze “szczekanymi” komendami. Moze rozwine to przy innej okazji, jak bedzie cieplej, zaby jak wiadomo sa zmiennocieplne, czyli jak cieplej to mysla szybciej - podniesienie temperatury otoczenia o 10 stopni Celsjusza dwukrotnie przyspiesza procesy myslowe. Jak te zaby u Frania musza szybko myslec! Kumac nie nadazaja! A ja biedna: kum……………kum……….kum………kum………..kuuuum………..jakby mi sie baterie rozladowaly………..pooooo…..zdra……wiaaaaaaaaaaam
    Stara Zaba

  116. Maria pisze:

    Moja zagraniczna kuzynka mawiała, że trzeba “wyhuwerować” mieszkanie. Ale ja z innej beczki. Kiedy chodziłam do szkoły (dawno temu), uczono mnie, że człowiek spolegliwy to taki, na którym można polegać. Od kilku lat nasi politycy i dziennikarze używają tego określenia w znaczeniu ujemnym: uległy, miękki, posłuszny. Jak to jest naprawdę? I druga sprawa: nauka. Z akcentem na trzeciej od końca sylabie. Wszyscy, od Gomułki po dziennikarzy TVN, tych samych, którzy toczą słuszny bój o dobrą polszczyznę. Ciekawe, czemu tak samo nie akcentują słowa “nauczka”? Wypadałoby dla konsekwencji. Może udałoby się Panu jakoś przebić z informacją, że to słowo polskie, nic wspólnego z nautyką czy autorstwem nie mające? Dla ilustracji przytaczam Poetę: “…Stąd nauka jest dla żuka: żuk na żonę żuka szuka.”

  117. marekk pisze:

    Tak więc wróciłem szczęśliwie z nart. Utyrany niesamowicie gdyż warunki śniegowe były bardzo trudne. Kasza, dużo sztucznego śniegu. Od dwóch tygodni nie było opadów. Ale co tam ważne, że było dużo ruchu piersióweczka (100mg) wyschła gdyż dzisiaj nie musiałem być kierowcą . Franio na stoku to ja szaleje stosownie do wieku ale synowi jeszcze kota pogonie, pod warunkiem, że stok jest w miarę przygotowany. Słońce było tylko na stoku poniżej ścieliły się chmury, czyli widoki były ograniczone. Pytałeś gdzie te moje pogórze. Otóż jest to Pogórze Sudeckie. Na narty jeździmy do Czech gdyż mamy bardzo blisko około 40 km do stoku i dużo taniej z nieźle przygotowaną infrastrukturą.
    Rozglądałem się bardzo uważnie, ale Pana profesora na nartach nie widziałem, myślałem, że jest tutaj.
    Pozdrawiam marekk

  118. Alicja pisze:

    Torlinie!
    Ja naprawdę nie widzę sensu w dodawaniu “fitness”, jak i tym fantasy. Niech już bedzie fantasy - ale uzasadnij mi, proszę, po co to słówko “fitness” ?
    Bez sensu! Składu i ładu.
    Stara Zabo, nic się nie doturlało, Franio chyba chytry czy co? A do Napa Valley ma tylko żabi skok…

  119. Alicja pisze:

    O… Profesor mnie zruga za mimikę twarzy! No trudno… może nie zauważy?

  120. Stara Żaba pisze:

    Cos ty, Alicjo, w chytrosc Frania nie wierze, wilniuki to moze weredycy straszliwi, ale zeby chytrzy? Nie, nie. Pewnie sie ta beczka powoli turla, Gory Skaliste po drodze i Wielki Kanion (oj, zeby tam nie wpadla!), ale potem moze przyspieszy?
    Alez gololedz dzisiaj! - to juz a innej beczki…
    Pozdrowiam, nawet lapka nie moge pokiwac, bo sie staram, zeby mi sie wszystkie cztery naraz nie rozjechaly - jak rypsnelam, to ledwo je zebralam do kupy, jednak na czterech bezpieczniej, kazda zaba, rowniez trzezwa, to wie!
    Stara Zaba :)))))

  121. Franio pisze:

    Marekk.
    Patrzaj no Marek, jak to sie te baby ruzjuszyli ! Zandarmy to i nie przychodzily jeszcze, adwokaty papiery nie podaly, a one juz winko pija ! I wilniukiem zagryzaja ! Ze hadko sluchac ! A zeby ich pan Bog pokaral za te krzywde wielka, co mnie wyrzadzaja ! A sprawiedliwosc stac sie musi i ta, co profesora w barlog zimowy zaryla, pokarac nalezy.

    Alicja i Stara Zaba.
    Szanowne Panie raczyly nie pamietac, ze “chciwy, skapy, sknera, ma weza w kieszeni”, czesto mylnie okreslany, jako “chytry” to jedno, a “chytry” - sprytny, cwany, przebiegly - to drugie i poprawne okreslenie. Prosze laskawie zadecydowac, ktory epitecik mam sobie przykleic. Rowniez, nie mam pojecia co to znaczy “weredycy, weredyk” ?

    Marekk.
    Dziekuje za, co prawda krotka, relacje z nart. Kasza czyli breja z maszyn wskazuje na marna jakosc uslugi, albo pomylona pogode. Kiedy ja tam blisko zjezdzalem (Karkonosze), maszyn do sniegu nie bylo, a wyciagi dwa: na Hale Szrenicka i na Mala Kope. Te chmury nizej przypomnialy mi, kiedy pierwszy raz poszedlem ze schroniska na Hali Szrenickiej do Wielkich Kotlow i tam mnie taka chmura dopadla. Niby nic, ale kiedy pierwszy raz - robi wrazenie. Do Kotlow, po scianie, zjechalem tylko jeden raz, prawie zepchniety przez miejscowych “zawodowcow”. Raczej zeskakiwalem, jak zajac, raz lewym, raz prawym trawersem. Jak by mi sie Atomic’y nie wciely choc raz, Mamusia musialaby mnie na dole do torby z zakupami zbierac, kawalek po kawalku. Podobnie bylo na pierwszych kilkunastu metrach z Kasprowego, ale kilkanascie metrow to nie sciana - chyba ze 300 - 400 metrow, juz nie pamietam, ale trwalo to wiecznosc. Dobre to byly czasy. Napisz jeszcze. Czy Klodzko i Polanica to Wschodnie Sudety ?

    Serdecznie pozdrawiam. Franio.

  122. Bager pisze:

    Nie mam sily przedzierac sie przez wszystkie komentarze, wiec moze czesc, albo nawet calosc powtorzy sie… wklejam jednak to co jakis czas temu zebralem w zwiazku z Ponglish : )

    Don’t boat yourself - nie lodz sie
    I see in boat - Widzew Łódź
    railway on you- kolej na ciebie
    My way Mary- moja droga Mary
    don’t bring me down - nie przyprowadzaj mi dauna
    Go the Horses on the bethon
    butterfly - leć po masło
    Oftenhide - częstochowa
    camera in your mouth - aparat na zeby
    what are you running about - o co ci biega
    you are very expensive for me
    Coin painting- malarstwo Moneta
    outpepper yourself!
    To be sea - Byc moze
    wlej mi orendż dzusa, może być jabłkowy
    In a face of hedgehog - w mordę jeża
    brain tire fire - zapalenie opon mozgowych
    kiosk of movement - kiosk ruchu
    “Morze nasze morze”: Maybe our maybe
    to shave a glass - golnąć kielicha
    Glassgow - Szkło poszło!
    Crossmen - Krzyżacy
    it doesn’t hold the shit - nie trzyma się kupy
    i must do something without corpse
    from the second page - z drugiej strony
    Horseshoe - prezerwatywa
    I want to fly you
    Grandmatka mi sie ze stepsów zrolowała.
    Don’t turn me my guitar, because I’m from the Beeftown.
    Don’t make the village and give yourself hay
    village killed by boards - wiocha zabita dechami
    I’ll animal to U

  123. Torlin pisze:

    Droga Alicjo!
    Mnóstwo rzeczy w języku jest “bez sensu, ładu i składu”. szczególnie w kontaktach z językiem angielskim. Dam Ci najlepszy przykład: co oznacza słowo “dog” po angielsku, a co po polsku?

  124. MarqsM pisze:

    Ja ostatnio sie spotkałem, że już nawet “freszi” jest passe, a teraz króluje “si”. No ale nie mnie to oceniać, “trendsetterem” nie jestem :)

    Problem jest szerszy, niż Ponglish. Angielski jest najpopularniejszy, stąd najwięcej ludzi się nim posługuje - nie wspominając o tym, że dominuje teraz w każdej dziedzinie w naszej “globalnej wiosce” :D

    Natomiast co do polonusów nie umiejących mówić poprawnie w ojczystym języku, to powszechne. Im ktoś miał niższą samoocenę tym szybciej na emigracji zapominał polskiego i stawał się (w swoim odczuciu) lepszym od dawnych rodaków.
    Mam trochę rodziny rozsianej po świecie - i o ile kuzyni mieszkający we Francji nie mówią po polsku z najlżejszym śladem akcentu (a francuski znają bardzo dobrze i we Francji spędzili większość życia) to kuzynki z Niemiec - chociaż emigrowały w wieku dojrzałym (po maturze!!) to z polskim mają znaczne problemy… Nie ma frytek, tylko są “pommes”, nie ma cześć, tylko “Tschuess” i nie ma “dzień dobry” tylko “hallo”.

    Poza tym myślę, że nie tylko Polacy mają ten problem - popatrzmy na japoński, gdzie młodzież zupełnie bezkrytycznie naśladuje amerykańskich rówieśników - tam słów wziętych żywcem z angielskiego jest bez liku. We Francji z kolei jest ustawa o ochronie języka rodzimego, wymuszająca na radiostacjach prezentowania określonego procentu muzyki francuskojęzycznej. A u nas? 90% muzyki jest “made in USA”…

    Tak przy okazji, to w krajach anglosaskich trochę dowcipów w odniesieniu do naszych rodaków mówiących w Ponglish funkcjonuje.

    1. Polish student asks his teacher: “Sir, I want to polish my English”.
    The teacher answers: “I think your English is Polish enough”.

    2. What’s that: small, green, and flying over Poland? Peter Panski.

    3. And what’s that: small, black and flying over Poland with an umbrella? Mary Poppinski.

  125. agni_me pisze:

    Bager.

    To tak zwany humor zeszytów szkolnych i ma niewiele wspólnego z “pongliszem” (jak to - u bogów - odmieniać?! ponglish’em?).

    Alicjo całkiem ulubiona.

    Zgadzam się z użytecznością emotek. Zwłaszcza tam, gdzie rozmowa trwa “na żywo”. Zdecydowanie wolę te składające się z samych znaków przestankowych, nie obrazków. Jakoś mniej ingerują w tekst. Przydają się kiedy wypowiedź krótka i towarzystwo współpisaczy nieznane. Nie powinny być potrzebne, kiedy - tak jak u Pana Profesora - jest czas, żeby wypowiedź przemyśleć i jakoś nastrój oddać. Starej Żabie udaje się to zawsze. Od razu wiadomo czy żartuje, czy poważnie pisze. Toteż moja niemoc lekko mnie frustruje. Jest od kogo się uczyć - to najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie. I uśmiecham nieemotkowo.

  126. Alicja pisze:

    Franio!
    Nie posądzaj nas o kanibalizm, my sobie od Adamczewskiego trochę sera do tego wina zwiniemy, Tobą nie bedziemy zagryzać!
    A propos chytrusa-wilnika w znaczeniu, które podałeś, często tego określenia używa pierwszy chytry wilniuk, Konwicki. Przyklej sobie “przebiegły”, bo - no właśnie, co z tą beczką wina, turla się? Bo chytrze nam tu wmawiasz, że już popijamy!
    Kłodzko i Polanica? Oba miasta leżą w Kotlinie Kłodzkiej - Sudety środkowe. Moje tereny zresztą. A do Zieleńca na narty nie jezdzili? W Zieleńcu śnieg niemal zawsze gwarantowany, podobnie jak w ostatnio rozbudowanej i rozwijającej się Czarnej Górze, żabi skok (ale się ta żaba naskacze!) od Przełęczy Puchaczówka.
    Weredyk? Vere i dicere. Swojsko - mówi (w założeniu prawdę), co myśli, prosto w oczy. Kłonicą przez łeb.
    Agni_me, ja tu sobie przestaneczkami, a namotki same wyskakują, bo tak ustawiony jest blog. Dopiero po ukazaniu się tekstu widzę, co namotałam, a wpisując, robię to niemal podświadomie. Tu dwukropek, tam zamknięcie nawiasu. Idę w kominku napalić, znowu -22C dzisiaj. Na jeziorze już z pół metra lodu - spod takiego żadna żaba nie wyjrzy.

  127. marekk pisze:

    Franio. Prawda rozjuszone kobiety i to po kropelce są jeszcze bardziej intrygujące. Moje górki to Sudety prawie wschodnie, bo do Beskidów jeszcze troszkę im zostaje. Gdybyś miał mapkę to góry Opawskie.
    Alicja pisze, że w Zieleńcu śnieg jest zawsze. Sama jazda na nartach to nie wszystko. Gdy się jedzie z Zieleńca do Polanicy Zdroju (wrócić się nie da tą samą drogą gdyż zimą jest ona jednokierunkowa), włos na głowie się jeży. Stromo i szklanka, ratuj się kto może nawet łańcuchy na wiele się nie zdadzą. Poza tym jest daleko i nędzna infrastruktura. Na Czarnej Górze ostatnie wydatki na modernizację poniesiono chyba pod koniec lat 80-tych. U Pepików też nie jest jak w Cortina d?Ampezzo, ale jest taniej i bliżej, co tu dużo mówić mało mamy tych górek. Nasze stoki są oblegane gdyz narty stały się sportem masowym. Jeżeli jest tak jak mówisz -20° C to trudno uwierzyć, u nas wczesna wiosna, temp plusowa.
    O czym my tu piszemy, jak profesor się przebudzi to nie pozna swojego blogu. Żaba Ty się nie bój, że jest ślisko, daj się podkuć, wcześniej jednak proponuje lekkie znieczulenie zażyte z antałka.
    Pozdrawiam marekk

  128. Franio pisze:

    TORLIN. Wciaz czekam na Twoja odpowiedz, dlaczego “wszystkiego dobrego” jest rusycyzmem. “Dog” - “pies” i co dalej ? Ze “dog” ma wiele innych zastosowan idiomatycznych ? To samo “pieskie zycie” i inne po polsku. Nie moge zrozumiec o co Ci chodzilo. Mozesz objasnic ?
    Pozdrowienia. Franio.

    BAGER. Profesor dal definicje tego pinglish: slowa z polskim pniem uformowane po angielsku. Jak sie ma do tego Twoja “litania” ?
    Z pozdrowieniami.Franio.

    STARA ZABA. Znowu Cie zamurowalo. Napisz wiecej o wilniukach, bo guzik wiem, nigdy tam nie bylem, ale przez rodzine cieplo na nich patrze. Nie daj sie wyreczac - jak zaczelas to napisz wiecej.
    Co sadzisz o deklaracji Profesora, ze zna pinglish tylko “z telefoniczno-radiowego wariantu”, a na wizytowce ma wypisane, jak wol swoje dzialania dla Polonii w Chicago od lat. Cos mi sie tu nie zgadza.
    Co sadzisz o podsumowaniu opinii o pinglish, jak w moim wpisie z 9 lutego o 19.13 ?
    Oswiec nas. Franio.

    ALICJA. Tyle wiem o Konwickim i jego wilniukowaniu, co o Twoim jeziorze; pol metra zamarzlo, to chyba do dna ? Jesli masz zwiazki z Wilenszczyzna - napisz. Pewno masz, bo skad by sie rodzina wziela w Sudetach ? Srodkowe, Klodzko , Polanica - wiem, ale nartow to tam nima. A gdzie sa Wschodnie, Markkowe ? Do Zielenca nie jezdzilem. Czy Ty wiesz co to bylo, w tamtych czasach, przejechac pociagiem z Warszawy ? Te PKP wspominam jak nocna mare.
    Nie masz konkluzji do mojego wpisu z 9 lutego o 19.13 ? Napisz.
    Serdecznie pozdrawiam. Franio.

  129. Stara Żaba pisze:

    Rety! Żeby tylko żabami nie zachcieli zakąszać, chyba się do Alicji pod lód przeniosę… i bezpieczniej, i do beczki bliżej. A dzisiaj to ja powinnam się urżnąć w “trzy żaby”, bo nie dość, `ze będę robić to co mnie bawi i co lubię, to jeszcze mnie będzie na to stać, bo mi zapłacą! Cieńko, bo cieńko, ale zawsze coś. Niby dotąd też co nieco płacili, ale przy moim rozmachu wychodziłam w najlepszym razie na zero. Poczułam się jak wiele lat temu, kiedy zaczęłam pracę w PGRze: latałam po podwórzu (a wielkie ono było) z rozdziawioną z zachwytu gęba (żabie rozdziawić się łatwiej) - nie dość, że robię co lubię, to jeszcze mi za to płacą!
    O, młodości moja pegeerowska! Łza się w oku kręci! Nie było jeszcze wtedy elektronicznych kalkulatorków (o komputerach nie wspominając) i wszystko liczyło się “na piechotę”, czasami na takich wielkich liczydłach. W gospodarstwie w którym przyszło mi pracować (dla jasności: kilka gospodarstw zebranych razem to był kombinat, kombinaty też się czasami łaczyły i wtedy to był kombinat kombinatów, serio! - ja wtedy dałam z tej organizacji nogę, trochę się to gmatwa, ale nie obiecywałam, że to będzie łatwe, chodzi o to, że gospodarstwo jako takie było podstawową komórką, nie tyle społeczną co organizacyjną, ufff!), więc w tymże gospodarstwie był księgowy i trzy księgowe. Księgowe były młodymi mężatkami a księgowy, z racji wieku i doświadczenia im szefował. Te trzy kobiety, z których każda była w stosunku do mnie niezwykle uprzejma, wzajemnie się nie cierpiały. Nie mam pojecia jakie urażone ambicje były podłożem (kąsek dla Pana Profesora: co leżało u podłoża) ich nienawiści, ale raz usłyszłam jak jedna wymyślała drugiej, że jest ślepawa (miala ponad 10 dioptrii minus) a ta jej w odwecie, że nie ma matury, za to zgodnie życzyły trzeciej, najmłodszej i akurat przy nadzieji, żeby urodziła słonia. Potrafiły się tak zacietrzewić, że księgowy musiał je rozdzielać. W swojej życiowej mądrości, mając dwa pokoje do dyspozycji, oddzielił ślepawą od tej bez matury i tak, nie widząc się wzajemnie, obie liczyły wypłaty na wyścigi a księgowy tylko zagrzewał je do rywalizacji “o, jeszcze pani nie policzyła? A pani Basia już kończy dekadę”. Tą metodą jemu samemu już prawie nic nie zostawało do zrobienia.
    Cała ta historia przypomniała mi się wraz z pytaniem Frania kto to zacz weredyk? A, jeszcze przy okazji: ludzie na Zachodzie, czyli na Ziemiach Odzyskanych, dzielili się na przesiedleńców (czyli z akcji Wisła, zaburzan, wilniuków, kresowiaków) i tych z kieleckiego. Zdaje się, że w rozumieniu większości, czyli przesiedleńcow, trafili oni tu przymusowo, zostawiając swoje domy i dobra na wschodzie a “ci z kieleckiego” przyjechali dobrowolnie w poszukiwaniu lepszego życia, stąd i byli traktowani nieco pogardliwie. Akurat ta księgowa bez matury i jej mąż urodzili się już tutaj a ślepawa księgowa wraz z mężem, po skończeniu szkoły, przyjechali właśnie z kieleckiego, ale na Boga! to działo się trzydzieści lat po wojnie i chyba nie to było przyczyną?
    W każdym razie, ślepawa księgowa miała jednak tę zaletę, że każdemu rąbała prawdę prosto w oczy bez ogródek (across a little garden - żeby już wytrwać w konwencji blogu), jedyny wyjątek “ta bez matury”, ale to też w końcu była szczera prawda, Swoja weredyczność (???!!!???) bardzo sobie ceniła i tak o niej mówiła: “bo ja jestem oportunistka, każdemu stawię opór!”
    To ja już może lepiej pójdę spać,
    dobranoc Wszystkim Blogowiczom, bo Pan Profesor to chyba i bez życzeń śpi smacznie i spokojnie…
    Stara Żaba

  130. Stara Żaba pisze:

    Ratunku! Ci zza Buga, czyli zabuŻanie a nie od burzana! Serdecznie przepraszam, ale o trzeciej nad ranem to i zaby maja zacmienia (bo jeszcze ciemno - tlumacze sie jak moge!)
    Przepraszam!!!
    Stara Zaba

  131. Franio pisze:

    Stara Zaba.
    “W trzy zaby” - bardzo ladnie powiedziane. W Warszawie mowili podobnie, ale nie tak ladnie. Napisz koniecznie co to za praca, ktora lubisz, ale placa cienko, cienko, cienko, cienko, cienko, cienko. Cokolwiek napiszesz czyta sie, jak o ogrodach Tivoli. Musisz miec niezwykle lagodny charakter i duzo pogody ducha skoro tak opisujesz sytuacje, gdzie ktos inny by znalazl trzy wiedzmy: jedna slepa, druga “niegramotna”, a trzecia przy nadziei nie wiadomo z kim…zamkniete w pegeerowskim kurniku, wydzierajace sobie kudly, romansujace na zmiane z ksiegowym, co rzucily sie jak wrony na panienke po studiach, zeby “wiedziala kto tu rzadzi”. Powinas zaczac pisac recenzje z dzialan polskiego rzadu, zeby zbalansowac Passenta.

    Jedyna grupa etniczna, ktora widzialem byli Lemkowie, praktycznie - Ukraincy zachodni. Ich wrodzone zdolnosci do spiewu, jaka roznica z Polakami ! - i co spiewali - zapamietalem na dlugie lata. Duzo sie nasluchalem od nich o tragedii wojny, akcji “W” i o tym, jak byli traktowani przez wladze PRL po wojnie. Bieszczadzkie tereny, ktore po nich zostaly, to byl przygnebiajacy pejzaz. Ogromne przestrzenie kompletne wyludnione, z ruinami lub zgliszczami gospodarstw. Cala obwodnice bieszczadzka mozna bylo przejechac i nie spotkac jednego czlowieka. O innych, ktorych wymieniasz niewiele wiem. Zauwazylem, ze o ile lwowiacy maja swoje specyficzne slownictwo, o tyle wilniacy mowia czysto po polsku, oczywiscie z kresowa fonetyka. Dobrze umiesz Polske Stara Zabo i chetnie nauczylbym sie wiecej. A do narracji - wrzuc szczypte dramatu, dobre pisanie.
    Z nalezyta atencja,
    Franio.

  132. Franio pisze:

    Marekk.
    Juz wiem. Widzisz, ja nie uzywam zadnych map, slownikow, encyklopedii i to mnie bawi.
    Jesli ta droga, ktora opisujesz jest w okolicach Dzierzoniowa to nia jechalem. Rzeczywiscie, cala trzeba robic na drugim biegu.
    Masz racje, gospodarosc Czechow niczego Polakow nie nauczyla. Pamietam, ze jeszcze w czasach kolonialnych kazda rodzina budowala “chalupe”. Mala, skromna, dlugimi latami, ale - budowala. A w Polsce ? Dychawiczne, polamane dzialeczki na smietnikach i tyle. Niezwykle sympatyczni, praktyczni ludzie, nie bez fantazji bynajmniej. Pamietam, jak do “U Fleku” w Pradze weszlo dwoch mundurowych, a piwosze zaczeli spiewac piosenke o kroliczku, niewinna piosneczke, ale w domysle bylo to nasmiewanie sie z milicji i bezpieki. Bylem zachwycony alegoria tekstu, ktory mogli spiewac calkowicie bezkarnie, zasmiewajac sie przy tym do lez z dwoch milicjantow stojacych, jak barany w progu - wiedzieli, ze z nich sie smieja, ale nie mieli jak sie przyczepic.
    Mialem dwoch serdecznych przyjaciol, ktorych “przechowalem” w Warszawie przez dwa miesiace kiedy Uklad Warszawski poszedl bronic socjalizmu u nich. Przyjechali sluzbowo do Warszawy, kiedy to sie zaczelo i bali sie wracac. Co to byly za kretactwa z phzetami, lekarzami i fabrykami ! Ale udalo sie. Wrocili do domu, jak sytuacja sie poprawila. Odwiedzilem ich potem: rano Vanouszek wital mnie placzem “Franio, a tom se spil jak huba !”. Pamietam:
    Hospodko moja mala,
    hospodko zakouzena
    Gdysme my mladi v zala
    Bylas mi przisouzena.
    Gdyz masz velkou zhizn,
    Gdyz te mrsi svet
    Zajdesz do hospodki
    Ne wratisz se spet.
    Popraw, jesli pokrecilem slowa, ale tak pamietam.
    A “Budvar” to najlepsze piwo na swiecie. Lepsze niz “Pilzner”. Maja jeszcze jedno, nie pamietam nazwy, mozesz przypomniec ?

    A Zaba kuta na cztery lapy - przedni pomysl - lec po kowala !

    Sciskam lapy, Franio.

  133. Alicja pisze:

    Dobra nasza, zaćmiona Zaba podłożyła się na wzburzonych zabużanach, gdyby tak głośno o tym nie kumkała, to może nikt by nie zauważył, a tak to polecą i będą oglądać. Może Profesor nie zauważy mojej mimiki…
    Franiu, moje jezioro ma ponad 300km długości, w najszerszym miejscu coś ok. 85km. Srednia głębokość ok. 90 m, a w porywach 240m. Półmetrowy lód to normalka po 2 tygodniach takich mrozów, jakie ostatnio mamy, dna nie sięgnie. Okoliczni wędkarze ruszają swoimi półciężarówkami na jezioro, targając ze sobą drewniane chatki, takie wieksze sławojki bez podłóg. Ustawiają je w dogodnych miejscach, wiercą przeręble - i z upodobaniem łowią ryby. Fama głosi, że bardziej oddają się popijaniu różnych trunków wyskokowych, niż łowieniu ryb. W okolicy mojego brzegu latem pojawiają się nurkowie z klubu, bo tu podobno płytko (ok.20m) dla początkujących nurków, dogodne do ćwiczeń. Nieco dalej jest już ok.40m. Jeszcze tylko dodam, że moje jezioro w rankingu dużych jezior zajmuje zaszczytne 14 miejsce na świecie pod względem wielkości - i sprawę dna uważam za wyczerpaną.
    Skąd rodzina w Kotlinie Kłodzkiej? Mama była “ta gorsza”, bo z kieleckiego - nie wiem, co Dziadkami powodowało, żeby się tu przenieść, podejrzewam, że znudziła im się ciasnota wsi kieleckiej i chcieli się oderwać od wszystkich wujków, ciotek i pociotków. Nie na długo - bo tamci rychło pomknęli “na Zachód” za nimi. Tato - z krakowskiego, a znalazł się tam za wojenne konszachty z AK, które w pewnym czasie powojennym nie były dobrze widziane. Jego brat i brata przyjaciel, bardziej zaangażowani w te sprawy, dowiedzieli się, że jest nakaz ich aresztowania, więc dali drapaka, a Tato przyłączył się do nich, bo prędzej czy pózniej i jego by szukano. Zadnych związków z Wilnem, Franiu. Na Zachodzie można było spotkać ludzi zewsząd, różne mieli powody by tam się znalezć, Można było się w tym czasie łatwo zgubić. Ale oczywiście najwięcej ludzi znalazło się tam z terenów wschodnich.
    Konwicki to wilniuk i bardzo dobry pisarz. Wilniuk wychodzi z niego w każdej książce. Polecam.
    Analizy, podsumowania, usystematyzowanie, wróżby na przyszłość? Franiu, co będzie to będzie! Pożyjemy, zobaczymy. Dzisiaj u mnie taka zawierucha, że mi się nic nie chce, a Ty masz ambitną propozycję!
    Zresztą, nie śmiałabym, jeszcze niejaki Moja-kichać-nas Wasza by to przeczytał i musiał cierpieć, nieboraczek, że takie głupoty matoł z magla… daruję go zdrowiem!
    Idę odgarnąć tu i ówdzie.

  134. Franio pisze:

    ALICJA.
    U…to powazne jezioro! A jak sie nazywa ?
    Analiz i przemyslen nie wolno sie bac. Trzeba nadrobic to, czego sie nie dorobilo za mlodu. Przyslali tu chyba ze trzysta przykladow i co, wyrzucic ? Rusz sie i Stara Zabe namow. Tego Kicha - Wasza - Mac przeczytamy, jak sie znowu wyglupi. Podjezdza znanym mi podskakiewiczem z innego blogu. Widzisz, mania wielkosci, czy wyzszosci wylazi w krytyce tego co proste, a glupota generujaca te manie nie pozwala zauwazyc, ze proste jest piekne. Niebojsia, pisz mi zaraz co o tych przykladach myslisz i - czy sa na temat. “Senkyu waszu mac” biore na siebie.
    Z zyczeniami, zebys miala plus 92… Franio.

  135. Alicja pisze:

    Zlaty Bażant, Franio - tak to piwo się zwie, do dostania u mnie w sklepie za rogiem, jak również Pilzner.
    Ja popieram polskie produkty, więc w ramach popierania kupuję polskie piwo, Zywiec jest doskonały, inne zresztą też.
    Dzierżoniów na północ od Kłodzka, Zieleńca i Polanicy, jakieś 30-40km (na oko), w pobliżu Gór Sowich. Nie, to zdecydowanie nie ta droga!
    No nic, wracam do odgarniania śniegu, bo inaczej chłop na podwórko nie wjedzie, tak nasypało. A i pług odśnieżający drogę znów mi się przysłużył i zasypał wjazd.

  136. Franio pisze:

    ALICJA. “Wedkarze, drewniane chatki…” a widzialas “Two grumpy old men” (Dwa wredne pryki) ? Z Matthau i Lemonem ? Nie moglas nie ogladac. Jesli cud sie stal i nie widzialas, kup, pozycz - rob co chcesz, ale zobacz. Za wszelka cene. Tam: i chatki, i dzentelmeni z Blogu.
    Znam to lowienie pod lodem w wydaniu amerykanskim i rosyjskim. W Rosji stawiaja namiociki, albo ekrany od wiatru, bo domek - albo by ktos ukradl (z wlascicielem w srodku), albo by sie wprowadzil pomieszkac. W amerykanskim - wywiezli mnie do Minesota, po kilku godzinach ucieklem do hotelu, bo za wczesnie w zyciu przyszloby sobie odmrozic…
    A ten film bardzo polecam na odprezenie.

  137. Torlin pisze:

    Franiu!
    Tak mi się wydaje, że to jest od “wsjewo charoszewo”.
    Jeżeli chodzi o drugą sprawę, widzę, że nie śledzisz mojej rozmowy z Alicją. Usiłuję mojej przemiłej dyskutantce z drugiej strony Wielkiej Kałuży wytłumaczyć, że Polacy bardzo lubią wyrazy angielskie traktować trochę inaczej, niż to robią Anglicy i Amerykanie. Stąd przykład doga. Dog po angielsku to jest pies, tymczasem w Polsce to jest tylko jedna, konkretna rasa psa. Tak jak fantasy jest tylko częścią fantastyki, a fitness jest częścią “dobrej kondycji”, jest konkretnym rodzajem gimnastyki.

  138. Stara Żaba pisze:

    Markku, nie musisz lecieć - gdzie konia kują, żaba nogę podstawia.
    Franiu, gwoli sprostowania Twoich wyobrażeń o pracownikach księgowosci: nie wiem jak teraz, ale za moich czasów stosunki damsko-meskie na poziomie “kadry inżynieryjno-technicznej” i im podobnej, były wręcz purytańskie.
    Jutro dokonczę, przepraszam, oczy mi się zamykaja,
    Stara Zaba, kuta na cztery lapy

  139. marekk pisze:

    Franiu
    Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Czesi w ogóle nie zabiegają o klientów i jest im wszystko jedno. Jak zauważyłeś pomalutku dążą do celu i podnoszą standard swoich usług. U Pepików w każdej wiosce można bardzo smacznie zjeść i to różnorodne potrawy, nie tylko knedliczki.
    Gdy u nas nie było piwa tam właśnie w nie się zaopatrywaliśmy. Browary mają nawet w wioskach np.wieś Hanuszowice produkuje tani, ok.7 koron za butelkę, piwo Holba, Bardziej znane to: Złoty Bażant, Radegast, Pilzner i wiele, wiele innych, których nazw nie zapamiętałem, gdyż od kilkunastu lat nasze piwa Tyskie, Lech czy Okocim nie ustępują Czeskim. Trzeba jednak przyznać, że są to browary najczęściej Hajnekena.
    Wracając do nart. Droga o której mówiłem jest następująca jadąc do Kudowy za Dusznikami skręca się w lewo, a wraca przez Lądek Zdrój. Dzierżoniów to juz zupełna równina.
    Jeżeli mogę to chciałby odnieść się do wpisu Alicji.
    Jest taka wieś Orłowiec w Kotlinie Kłockiej dosłownie 100 m od granicy Czeskiej. Znamienne jest w tej wsi to, że po wojnie osiedlili się tam górale. Proszę sobie wyobrazić, że zajmowali gospodarstwa budowane z kamienia i te potrafili zniszczyć. Mieszkali w jednym domu dopóki nie przeciekał dach. Gdy już brakło garnków do podstawiania pod dziury, to przenosili się do innych zabudowań. W tej chwili wieś stała się modna, bo jest ładnie położona, i te ruiny kupuje zamożna elita Wrocławia. Odnawiają lub budują od podstaw nowe domy ale już pod kątem rekreacji i wypoczynku. Po dawnych, a nie tak odległych czasach pozostały tylko kopczyki po fundamentach tych domostw. Wiem to od chodzącej historii, starego księdza, który spędził w tym rejonie całe swoje duszpasterstwo.
    Pozdrawiam marekk

  140. agni_me pisze:

    Torlinie.

    dog przywędrował do polszczyzny z niemieckiego, nie angielskiego, wraz z deutsche dogge - dogiem niemieckim. Większość nazw ras psów w tym typie składa się z douge, dogo, dogge, zupełnie niezależnie od angielskiego “dog”. W angielskim nazwy tych ras często zastępują “doga” innym wyrazem - dog niemiecki to great dane, a dog argentyński i dog de bordeaux to mastiffy (argentinian mastiff zamiast dogo argentino).

    Toteż wydaje mi się, że polski “dog” - określenie konkretnych ras - nie ma nic wspólnego z angielskim “psem”. Pozdrawiam serdecznie.

  141. Alicja pisze:

    Jeszcze polglish, czy jak to zwać? To dodam. Reklama z portalu GW:
    “Moda z wybiegu: trendy, newsy, looki”.
    Szkarada.

  142. Alicja pisze:

    Marekk,
    A jakżesz - znam Orłowiec, tam się chadzało lasami na spacery - nie byłam tam całe lata, chociaż 3 lata temu zrobiłam sobie dwudniową wycieczkę po Kotlinie - czasu było mało i chociaż generalnie mój postój był w Kotlinie, to miałam inne, ważne rzeczy na głowie, na wycieczki nie starczyło nierozciągliwej materii.
    Może w tym roku, wrześniową porą .
    Piwo Holba? Pracowalam kiedyś ok. pół roku w Czechosłowacji (jeszcze wtedy) - z jednymi sie musi zjeśc beczkę soli dla zapieczętowania przyjazni, z Czechami wypijało się beczkę piwa Holba (holbecka).

  143. histe pisze:

    a mnie nurtuje problem natury ortograficznej… czy szukam w góglach, czy w guglach? nie wiem czemu intuicja podpowiada mi, że ó… za to moduł sprawdzania pisowni podkreśla obie wersje…

  144. Alicja pisze:

    Dla Markka:
    http://alicja.homelinux.com/news/Kotlina2.jpg
    Masz tam i Orłowiec, i Hanusowice
    Szkoda, że to jest zrobione w kiepskiej rozdzielczości, bo droga ze Złotego Stoku do Lądka Zdroju jest przepiękna, serpentyny że hej, a Orłowiec leży bliżej Lądka, nieco w bok, na lewo od tej drogi. Już sto lat temu jak sięgam pamięcią, ta wioseczka pustoszała i “szła w ruinę”. Pozwalam sobie na wolne tematy, bo już mi się ponglisz znudził, lookam i lookam, a newsów jak ni ma, tak ni ma!

  145. Franio pisze:

    Torlinie kochany, takich kopii, w obie strony, jest bez liku: S nowym godom - Z nowym rokiem, Zdrawia (arch.) zhelaiu - zycze zdrowia, wsevo najluchshevo - wszystkiego najlepszego itd,itd. Obydwa jezyki rosly razem i blisko jeden drugiego, slowictwo jest czesto identyczne i nic dziwnego, ze sa identyczne konstrukcje. Rusycyzm to albo uzywanie stricte ich slowa, albo kalka konstrukcji, ktora w polskim nie istnieje, a przyjela sie, jak pisalem, w prymitywnym polskim.
    Agni_me dala nam piekny wyklad z tego “psiego rodowodu”, mysle ze Ci sie podobal.

    Marekk., masz racje. Generalnie - Polacy to efekciarze w porownaniu z Czechami. Nie pamietam czy to piwo, to jedno z wymienionych przez Ciebie. Bylo to w czasach kiedy w Polsce sprzedawali “lure”, a po dlugiej jezdzie w goracy dzien, taki Budvar (jednak chyba to) zachwycil mnie smakiem i klarownoscia. Jechalem z Wiednia do TV Tesla do Slowacji, po tych piwkach zapomnialem zabrac z hotelu w Pradze znacznej gotowki w depozycie i wracalem z polowy drogi. Ich milicja zatrzymala mnie na 160 km/godz. i po wysluchaniu co mnie pedzi, puscili bez mandatu. Zabralem pieniadze i - z powrotem, ta sama droga 160 km/godz.! Ten sam patrol znowu mnie zgarnal i uslyszalem “pane kerowniku, pokutka na pomatku”. Dali maksymalny wymiar kary i kazali sobie podziekowac, ze nie bede nocowal w areszcie. Byli przy tym bardzo rzeczowi, zyczliwi i rozstalismy sie, jak “przatele”. Bardzo inaczej bylo w Polsce. Jakies podejrzane typy zatrzymywaly wieczorem pokazujac jakies legitymacje i najlepiej bylo szybko odjechac. I tak nie mieli czym gonic. Na pewno rozumiesz czeski, czy slyszales te “gospodkowa” piosenke, jak w moim wpisie ?
    Pozdrawiam. Franio.

    Stara Zabo, do Twojej deklaracji purytanskich obyczajow kadry inzynieryjno - technicznej odnosze sie z najwyzszym szacunkiem i doskonale rozumiem co napisalas. Dokladnie. A z tego wynika, ze stosunki mesko - meskie i damsko - damskie dalekie byly od purytanskich. No, ladnie…
    Jesli laska, daj nam wiecej obrazkow z Twoich wspomnien.
    Do tej pory nie oberwalem od Ciebie za moje dywagacje na temat wiosennego przybycia studentow, z 4 lutego g. 18.19. Jesli napiszesz, powiem Ci jakiej odpowiedzi sie spodziewalem.
    Pieknie sie klaniam. Franio.

  146. Torlin pisze:

    Agni_me!
    Dzięki, nie wiedziałem. Ale istoty sprawy to nie zmienia.

  147. Stara Żaba pisze:

    FRANIUUUUU! Chlop swoje a baba swoje, nijak sie to inaczej nie da skomentowac,
    KUM!
    Stara Zaba

  148. Alicja pisze:

    histe,
    ja bym powiedziała “goglam” przez “o”, no bo co to są gogle, to każdy narciarz wie, przez nie looka na stoki! Ops… czyżby mi się ponglisz udzielił?!
    Franiu,
    analiz nie chce mi się robić, oto nastał piątek, nawet słońce wyszło i zamróz zelżał. Wyjdę zobaczyć, czy ta beczka się doturlała, bo gdyby, to można by napocząć i pomyśleć nad analizami.

  149. marekk pisze:

    Alicja
    Dzięki mapka jak najbardziej aktualna. Na narty jeżdżę za Jesenik lekko w prawo jest Pradziad. Z okien mojego domu widzę jezioro i góry. Przy dobrej widoczności widać również Pradziada. Jeszcze w maju w podkoszulkach jeździmy na nartach. Natomiast wspomniana przez Ciebie droga z Lądka do Złotego Stoku jest piękna jesienią, wprost bajeczne kolory. Rosną tam buki i klony. Wy drwale z Kanady zapewne wiecie jak to może wyglądać jesienią. Na tej bardzo krętej drodze odbywają się rajdy samochodowe. Niestety organizacja ich ma wiele do życzenia i w latach 90-tych zginął tam rajdowiec Bublewicz. Zimą ta droga jest nieczynna. Tak nawiasem mówiąc w życiu bym tak nie pojechał, toż to wariaty. Orłowiec jest bliżej granicy dosłownie kilkaset metrów. Pan profesor bierze nas na wytrzymałość.
    Pozdrawiam marekk

  150. Alicja pisze:

    Franio,
    jeszcze słowo w sprawie rusycyzmów. Czy pewien jesteś, że to przyszło stamtąd? I co to jest “prymitywny język”?
    Poznałam tutaj Rosjankę (srednia trzydziestka teraz) z Moskwy, która w naszym towarzystwie mówiła po rosyjsku, bo pan J. chciał sobie pokonwersować w tym języku i coś niecoś przypomnieć. No i w praniu nam wyszło, że na przykład umnyj, nowoczesny Rosjanin nie używa już słowa “wkuszat’ “, tylko “jest’ ” (t’ - miękkie t).
    Aljona wyjaśniła, że jest’ priszło s zapada i tak się teraz każdy nowoczesny Rosjanin wyraża. Wiele razy nam wychodziło, że słowa, ktore uczyliśmy się w szkole te 30-40 lat temu wyszły we współczesnym języku, wyparte przez… polskie odpowiedniki!
    Czy więc możemy powiedzieć, że wyżej przytoczone przez Ciebie rusycyzmy przyszły do nas ze wschodu? Nie jest to dla mnie takie jednoznaczne, mogło być odwrotnie!

  151. Stara Żaba pisze:

    Franiu (dotyczy wpisu, ktorego nie powinnam byla pojac, bo inaczej powinnam Ci dac w morde - tak to z powinnoscia bywa), wiec, Franiu, slonce ty moje, zeby cie jasnosc bijaca z dupy archaniola oswiecila! Zapraszam Cie (z malzonka lub bez) co bys sie na moje studentki napatrzyl! Dziewuchy jak lanie, smetnie przez cala praktyke wzdychaja za chlopakami, ale jakos dzielnie te rozstania wytrzymuja. Widac im nie tak zle tutaj, bo czesto przyjezdzaja na nastepne praktyki. Pary tez sie zdarzaja, ale bardzo rzadko.
    Mam wrazenie, ze od tego upalu kalifornijskiego, bliskosci oceanu i wytworni filmowych,…., pozwolisz, ze niedomowie?
    Moze lepiej lyk zimnego wina? Jakies biale? Moze z tej beczki, co turla sie, mam nadzieje, do Alicji? A jak juz jestesmy przy sprawach damsko-meskich i przy winie, to sprzedam Ci gruzinski toast - Pan Profesor wybaczy i drodzy Blogowicze, ale on sie nijak da po polsku wyrazic!
    Mnogo let tamu nazad w Egiptie żył wielikij faraon. U niewo było mnogo zołota, mnogo żen, mnogo zemli, mnogo riabow, kotoryje na etoj zemli riabotali…, no, wsiewo było mnogo. Odnażdy k niemu priszoł mudryj żrec (żrec eto takoj czełowiek, kotoryj smotrit w zwiezdy a potom goworit, czto w etih zwiezdah uwidieł) i skazał: Wielikij faraon! ja wczera smotrieł w zwiezdy i ja uwidieł, czto ty budiesz żył jeszczo god, ili dwa goda a patom pomriosz. Tebia słożut w priekrasnyj zołotoj sarkofag a wsia strana pogibniot. No mozet być, czto, spustja piatidiesiat wiekow, tebia najdiot prekrasnaja diewuszka - jesli ona pocelujet tebia - ty budiesz żił, a jeszczo jesli ty ispołnisz diesiac jejo żełanij - ty budiesz żił tak dołgo i tak mnogo raz kak tolko zahoczesz. Stałos kak skazał mudryj żrec: spustia dwa goda faraon pomier, jewo słożyli w prekrasnyj zołotyj sarkofag a wsia strana pogibła.
    Spustja piatidiesiati wiekow, rano utrom prekrasnaja kałhoznica Masza paszła ubirać kartoszki. Ubirajet, ubirajet, wot smotrit: czto to zołotoje w zemli? Smotrit dalsze: wot eto załatoj sarkofag! Masza nie zdierżała i otkryła jewo. A w seredinie prekrasnyj junosza i każetsa spit! Masza nie zderżała i pocełowała jewo. Junosza adkrył głaza i skazał: diewoczka, ty spasła maju żizń, ja magu ispołnić desiać twaih żełanij! Masza pokrasnieła i skazała - u mienia tolko odno żełanie, no diesiać raz! No, posle siedmowo raza faraon nie zdierżał i pomier. TOWARISZCZI! Ja predłagaju wypić zdarowie kałhoznicy Maszy, katoraja spasła nasz kałhoz i naszu żizń od paworota riabostojatelnoj systemy!
    Pazdrawliaju
    Stara Zaba

  152. Franio pisze:

    HISTE.
    Oryginal: Google. Szukam w Guglu. Nie boj sie spolszczenia. Tysiace innych wyrazow tak funkcjonuja. Pozdrowienia. Franio.

  153. Franio pisze:

    Stara Zaba.
    Twoja delikatnosc obyczajow i dobre maniery nokautuja takich, jak ja. Spodziewalem sie odpowiedzi pokroju “Franio, jestes baran. Idz sie powies, albo - pisz na plocie”. I co ja tu moge powiedziec ?!
    Calujiraczki. Franio.

  154. Leszek Bulka pisze:

    Obowiazkowy zestaw amerykanskiego polonusa to oczywiscie insiura, bejsment, hajlej, trok, karpet itd. Moja ulubiona mutacja jezykowa jest slowo “ela” (od angielskiego “alley”), okreslajace waska uliczke prowadzaca do garazy w wielkomiejskich osiedlach domow jednorodzinnych. Pewien znajomy opowiadal mi ostatnio jak to “z bejsmentu wyniosl wszystek garbec i dzank na ele, ktore momentalnie zapakowali meksyki na troka.” :)

  155. Alicja pisze:

    Marekk,
    ponieważ złotostocko-okoliczne tereny to są moje tereny od urodzenia po wiek dorosły , mogę Ci zaświadczyć, że jesień tam nie wygląda tak jak w Kanadzie, a ściślej w Ontario. Klony są, ale nie ma tam klonów cukrowych, które właśnie w Kanadzie dają bajeczne kolory. Klony to pies, tam buki grają pierwsze skrzypce! Niektóre buki w lasach pod Jawornikiem znam po imieniu, a drogę w Złotym Jarze i leśne dróżki, (z prawdziwą szubiennicą jedna!no, szczątki teraz z tej szubiennicy) z zawiązanymi oczami albo w najczarniejszą noc, co zresztą sprawdziłam 3 lata temu, zatrzymując się na popas w Złotym Jarze.
    Droga Złoty Stok-Lądek Zdr. od zawsze była tzw. odcinkiem specjalnym Rajdu Polskiego (jeden z najstarszych rajdów samochodowych w Europie, równy Monte Carlo chyba) . Spacerując ostatnio, zauważyłam kamień upamiętniający tego rajdowicza z końca (chyba) lat 90-tych, a tam za mojej pamięci zdarzył się inny wypadek, bodaj w roku ‘75, nie dość że odcinek specjalny, ale nocą, też Rajd Polski. Zginął rajdowicz, po tym wypadku zaniechano odcinka specjalnego nocą w Rajdzie Polskim. Nie ma kamienia upamiętniającego to zdarzenie, a było banalne - ktoś stojący samochodem na bocznej dróżce leśnej nie wyłączył świateł i oślepił nadjeżdżającego zza zakrętu rajdowicza. Ja tam tylko na piechotkę i poboczem “górnym”. Jak wspominam te tereny, to pamiętam zapach każdej pory roku na zawołanie. Ot, nostalgia!
    Franio z Zabą znowu sobie prawią te różne tam grzeczności, zakończone całujirączki - Franiu, nie mówi się “szukam w guglu”, mówi się: goglam!
    Franio chyba jezdził na nartach bez gogli czy co…?
    Zabo, beczki jak ni ma tak ni ma, pewnie się stoczyła do Wielkiego Kanionu albo-li co (Franio nie pchnął, wilniuk chytry!).
    No i tak o suchym pysku przyjdzie nam doczekać następnego wpisu Profesora. Ze nie pozna swojego blogu? A…! To trza było zaglądać, pilnować niesfornej hałastry! Rozbisurmaniliśmy się - kota nie ma, żaby tańcują!

  156. Alicja pisze:

    P.S. Lepiej tak: Kota nie ma, żaby rządzą!

  157. Franio pisze:

    ALICJA. Jestem pewien. Prof. Bralczyk, na przyklad, nie powiedzialby “Jak raz pasuje”, a - “akurat pasuje”. To “jak raz” przyjelo sie w potocznym, prymitywnym jezyku, jeszcze chyba po zaborach.

  158. Franio pisze:

    ALICJA.
    “Est’ ” - jesc, potocznie “kuszat’ ” bylo w rosyjskim zawsze, jako bardziej elegancka forma czasownika “kuszat’ “.
    Ya em My edim
    Ty esh Vy edite Imp. “esh ! “, “eshte !”
    On est Oni ediat
    “Eda” znaczy “jedzenie”. Nie myl z czasownikiem “Est” (bez miekkiego znaku), ktory odpowiada polskiemu “jest”. Nikt od nikogo nie pozyczal, nic z nikad nie przyszlo. Obie formy zyly sobie rownolegle.
    Ta Twoja Alona moze jest z Moskwy, ale na pewno nie z MGU. Nie wie co mowi.
    Pozdrowienia. Franio.

  159. Alicja pisze:

    “Mieliśmy też serie własnych ekskluzywnych newsów” - rzecze szef Agencji Informacji TVP, Andrzej Mietkowski.
    Mądrze gada! Dać mu wódki!

  160. Franio pisze:

    Stara Zabo !
    O.K. - mission acomplished ! “Tak wylazla z Archaniola Stara Zaba…” (mistrz Ildefons). Nareszcie. Oblizawszy sie - dziekuje !

    Napuscilas mnie na Gruzinow:

    Tvoia puhlenkaya Masha, goluboglazaia blondinochka, ne mozhet zalezt’ v avtobus, tolpa, zabit, mest netu. Gruzin pomogaet: raz ! Ruchki, kak sosiski, proskochili ! Briuho - protolkal ! Popa torchit. Gruzit podnazhal, pridavil, zapihnul babu v avtobus. Ta obernulas: Spasibo vam ! Gruzin: Net ! Vam spasibo !

    Dalshe: Tvoia Mashenka edet na poezde. V kupe zahodit Gruzin. Posmotrel i govorit: Znaesh, dusha lubeznyi, kazhdaia zhenshchina - blyad’.
    - Kak vy smeete ? Huligan ! Miliciia !
    - Dvesti rublei daiu.
    - Vy chto ? Ya vam vokzalnaya potaskuha ?!
    - Trista rublei daiu.
    - Vy chto ? U menya muzh, deti…
    - Chetyresta rubliei daiu.
    - Tut liudi, poezd, smotriat …
    - Shest’sot rubliei daiu.
    - Nu, raz tak prosite… pust budet…
    - Vot vidish, golubushka, blyad’ uzhe est. No otkuda shest’sot rublei vzyat ???

    Tovariszchi ! Ya piiu zdorovie Shakadze nie potomu, chto u niego tri doma v Tibilisi i dacha…, ne potomu, chto u nego Volga v Moskve, Mercedes v Leningrade, i dva Fearrari v Kiyeve…, ne potomu, chto u nego torgovlya krabami vo Vladivostoke i eshche dva rybnyh katera v Murmanske… Ya, tovarishchi, piyu zdorove tovarishcha Shakadze, potomu chto on: nastoyashchii, prostoi, russkii chelovek !

    P.S.:

    “Pozdravlyayu”znaczy: “Gratuluje”. “Pozdrawiam” to raczej: “Privet”.

    “V Egipete” - nie: “v Egipte”.

    “Nu, vsego bylo mnogo” - powinno byc.”No” to polskie “ale”.

    “Ty budesh zhit’…”. Nie “budesh zhil”.

    “Strana pogibnet”. Nie “pogibniot”.

    “Proizoshlo, kak skazal”, “Vse sbylos’, kak skazal”, “Bylo tak, kak skazal”, “Sluchilos’ vse, kak skazal..” Tylko nie: “stalos” ! Smierdzacy polonizm.

    “Rannim utrom”. Nie “rano utrom”..

    “Poshla ubirat’ kartoshki” ?! Co to jest ? “Ubirat’ ” mozhno kvartiru. “Chistit’ kartoshku” - obierac ziemniaki.

    “V seredine” znaczy “posrodku”. Lepiej byloby:
    “a v nem”, lub “a vnutri”.

    “Ot povorota riabostoiatelnoi sistemy” - nic nie rozumiem ! Co mialo byc po polsku ?! “Povorot” to zakret. “Perevorot” przewrot , n.p. Systemu. “Riabostoiatelnoi” - nie ma takiego slowa ! Moze “rabskoi” (niewolniczej) ?

    A wogole: bardzo dobrze, bardzo dobrze i wezykiem…wezykiem…

    Robisz postepy. Trzeba to zostrzyc, bo Alicja twierdzi, ze do d… z takim blogiem, “tylko Stara Zaba i Franio prawia sobie dusery.”

    Co do winka: kazdemu polecam Simi (Cabernet Savignon) i Simi (Chardoney) z Napa; aksamitny,”velvety”, dotyk na jezyku (?) i smak. To bylo wielkie odkrycie. Ponadto: doskonale jest Ferarari Cerrano i Russian River, obydwa Chardoney, tez Napa. Powinny byc i w Warszawie, i w Toronto.

    Tak mnie rozczulilas poczatkiem swego wpisu, ze nie wiem, jak zakonczyc. Skowronkow jeszcze nie slychac ?
    Z wiosennymi pozdrowieniami. Franio.

  161. Franio pisze:

    ALICJA.

    Pinglish nie jest jezykiem. Jest to zjawisko w polskim, kiedy:

    1. Polacy imigruja i to sa poczatki mowienia po angielsku. Ich dzieci mowia juz poprawnie, a gorzej - po polsku.

    2. Slowa nie majace odpowiednika w polskim ( n.p. marketing, field research, desk research, jingle, commercial, blog, e-mail, FOB, CIF, laser), ktore musza byc uzywane, zeby ludzie mogli sie porozumiec.

    3. Polacy, u siebie, wtracaja angielskie wyrazy przez snobizm.

    Podobnie reaguja na angielski inne jezyki. Skoro amerykanska technologia, kultura, gospodarka dominuje swiat, jezyki ida za tym.
    Nic dziwnego i nic ciekawego. Mozna wypisywac cale teorie, czy prace naukowe, ale - do szuflady. Jest to proces tak normalny jak to, ze jutro wzejdzie slonce. Nikt i nic nie ma, i nie moze miec, wplywu na ten proces. Tak jest swiat urzadzony.
    Dlaczego zadano nam ten temat - nie wiem. Nie mam tez nadziei, ze prowadzacy Blog to wyjasni.
    Gratuluje przytomnosci umyslu, ze nie dalas sie “wpuscic w maliny”.
    Serdecznosci. Franio.

  162. Stara Żaba pisze:

    Franiu, hajota podeslala mi trzy nowe kryminaly po rosyjsku, to sie poprawie - jak znajde czas, zeby je przeczytac.
    Dwa lata temu na niedalekim lotnisku pojawil sie skowronek w porze skowronkom wlasciwej (swieta Agnieszka wypuszcza skowronki z mieszka), ale jeszcze bylo wszystko pod sniegiem a ten przyglup cirliciurkal nad pasami startowymi (zamiast dzwonic nad trudem oracza) tak, ze wszyscy sobie o nim opowiadali i do przylotu reszty skowronkow cieszyl sie lokalna slawa. Z kolei pod koniec stycznia (tego samego roku co skowronek) pojawil sie nad moja chalupa dracy dzioba zuraw (slychac klangor zurawi, tj. stada zurawi, a co robi jeden zuraw? Klangorzy? Slychac bylo kangor zurawia? moze i tak, ale on wyraznie darl dzioba, i tyle). Zastanawialismy sie, czy to jest zuraw wyslany na zwiady, czy juz mozna przylatywac, czy jakis taki zapozniony, ktory nie odlecial.Jakis czas potem przyjechala znajoma przemieszkujaca nad Wdzydzami, czyli prawie dwiescie kilometrow dalej na NE-N i jako ciekawostke opowiadala, ze widziala zurawia, ktory wzial sie nie wiadomo skad i latal nad zamarznietym jeziorem. Po ustaleniu daty wyszlo nam, ze to albo ten sam nawiedzony zuraw, albo z tego samego zwiadu.
    Alicjo i Markku, od lat obserwuje tutejsze klony i staram sie dojsc co powoduje, ze jednego roku przepieknie sie przebarwiaja i dlugo stoja takie strojne a w inne lata po prostu brazowieja i szybko gubia liscie. Ten rok byl zupelnie do niczego, nawet amerykanskie deby nie czerwienialy a to juz sie bardzo rzadko zdarza. Nie bylo przymrozkow, za to lalo i lalo. Buki tez bardzo krotko byly w roznych odcieniach zolci i rudosci, zaraz wszystkie rowno zrudzialy. U mnie nie ma gor, tylko wzgorza morenowe, ale jest przepiekna droga z Polczyna do Czaplinka, kreta jak w gorach - ponad sto zakretow przez dwadziescia piec kilometrow - a polowa tej drogi biegnie Dolina Pieciu Jezior, po obu stronach jeziorka a za nimi zbocza porosniete bukowym lasem. Uwielbiam jezdzic ta droga jesienia i na wiosne, kiedy na bukach jest tylko seledynowa mgielka lisci. Nie na darmo mowi sie o Szwajcarii Polczynskiej.
    A dzisiaj moj wierny towarzysz podrozy, GPS, z ktorym sie ciagle kloce, pokierowal mnie droga szostej kategorii, albo jeszcze gorsza - chwilami sie zastanawialam, czy zaraz nie skonczy sie ona duktem lesnym i moze jednak zawrocic? - waska i kreta, przez lasy Drawienskiego Parku Krajobrazowego. Ciemno juz bylo, ale nawet tyle co zobaczylam w swialtach tak mnie podniecilo, ze na pewno jeszcze wiele razy ta droga przejade, za dnia oczywiscie. Zaraz sobie wydrukuje mapke, gdzie dzisiaj bylam i sprawdze co to za droga.
    A moze by tak jeszcze troche pohibernowac?
    Alicjo, myslisz, ze z tej beczki od Frania cos sie zachowa pod Turbacz?
    Stara Zaba

  163. Stara Żaba pisze:

    PANIE PROFESORZE! Ja wiem, ze jest sesja, but I do not speak ponglish.
    Z naleznym powazaniem
    Old Zaba

  164. Stara Żaba pisze:

    Nie wiem, czy z hibernowania cos bedzie, bo dzisiaj w mrozny, acz juz sloneczny poranek, wpierw uslyszalam a potem zobaczylam kolujacego nad stajnia zurawia. Pewnie odebral w eterze moje natrzasanie sie z jego kuzyna (a moze to ten sam, we wlasnej zurawiej osobie?) i przylecial mi nawymyslac.
    W moich okolicach zurawie rozmnozyly sie niepomiernie, moze jeszcze sa czujne jak zuraw, ale zupelnie nieplochliwe. W lesie zachowuja sie jak drob domowy - zlapac sie nie dadza, ale tez nie uciekaja zbytnio. Kiedys jechalam z moja mala corka konno przez wielkie, ugorujace pole, wlasciwie taka pagorkowata lesna polane, z tu i owdzie rozrzuconymi torfowymi jeziorkami obrosnietymi olchami, i widocznie nie podobalo sie to zurawiom (a bylo to 3 maja, moze poczatek maja jest to dla nich bardzo wazny?), dosc, ze trzy a moze cztery ptaki. machajac szeroko rozportartymi skrzydlami, tanecznym krokiem zblizaly sie do koni i wcale to nie wygladalo przyjaznie. Moj kon sie troche boczyl, ale klacz, na ktorej jechala corka, nie wytrzymala i z godnoscia zawrocila. Nie pozostalo mi nic innego jak, mozliwie spokojnie, zrobic to samo.
    Nie mam pojecia o co im chodzilo, bo wiele razy pozniej staralam sie je sprowokowac do takiego samego dzialania, przejezdzajac w podobnym czasie duzo blizej jeziorek i nigdy zaden zuraw sie nie ruszyl w moim kierunku.
    Dobrze, ze zurawie zab nie jedza…
    Stara Zaba

  165. anglistka pisze:

    Fajna ta dyskusja, fajne posty - tylko po co to wszystko w ramach
    blogu Profesora, skoro ten nie bierze w nim udziału?????????????
    Patrzę na blogi pani Paradowskiej i innych i nachodzi mnie myśl,
    że Pana Profesora to wszystko przerasta….

  166. Torlin pisze:

    Franiu!
    Tak wszystkich poprawiasz, to Cię informuję, że słowo “w ogóle” pisze się osobno, a nie razem.

  167. Franio pisze:

    STARA ZABA.
    Na GPS mozesz zadac drog okreslonej kategorii; inaczej - poda Ci najkrotsza trase. Co roku trzeba go uaktualnic, bo buduja nowe polaczenia. Mam go od lat i juz po kilku miesiacach przestalem uzywac. Okolice znam, a na dluzszych trasach mapa jest lepsza niz ten wyglup. Nadaje sie dla salesmana, ktory jezdzi od drzwi do drzwi.

  168. Alicja pisze:

    Skowronka ani widu, ani słychu, beczki od Frania też, myśli, że mnie tu zagada… Franio, jak to miała być Twoja analiza i podsumowanie, to krótkie jakieś to.
    Kolory jesienne zależą od tego, jaki rok - u nas było sucho ubiegłej jesieni, ale i tak kolorowo. http://alicja.homelinux.com/news/Pazdziernik.2006/
    Mój wczorajszy wpis czekał i czekał na akceptację, ale się nie doczekał - chyba jednak mam gdzieś kopię na boku, to tu wkleję kopię, a co!
    # Alicja pisze: Twój komentarz czeka na akceptację.
    2007-02-17 o godz. 20:01
    Franio drogi,
    znowu mi coś imputujesz - gdzie ja powiedziałam, że , cytuję Ciebie:
    “Trzeba to zostrzyc, bo Alicja twierdzi, ze do d… z takim blogiem” ???
    Potwarz! Znowu mnie tu Franio na winniczka winnego kreuje, jak nie
    wciskam Profesora do barłogu, to narzekam na blog. Ja bym nie narzekała, ja bym po prostu wyszła i dotychczas nie wróciła - a jestem? Jestem! Ja niewinna!!!
    Skowronków nie słychać, tafla lodu na jeziorze nienaruszona, temperatura +2C, czyli upał! Zapomniałam dodać wcześniej (mogłeś
    Franiu zagoglać), że moje jezioro to wschodni kraniec jez.Ontario, najmniejszego z pięciu Wielkich Jezior. No ale jak Ty mapy nie używasz, to i tak nie znajdziesz.
    Nie polecaj wina Franiu, tylko turlaj tu beczkę, a teraz nawet dwie za tę potwarz, cabernet sauvignon i chardonay, ani mi się śni kupować w sklepie, jak mam znajomego w Kalifornii!
    P.S. Przestawiamy się na rosyjski na tym blogu?! Ratunku! Zrozumieć to ja i owszem, ale pisać to już się nie pokuszę. Ja tam mojej Ruskiej z
    Moskwy przyznaję rację, Franiu. Tyle już mi wmawiasz, że uwierzyć Ci nie mogę.
    Priviet - to chyba coś w rodzaju “cześć”.
    A “pozdravlyayu” was s Nowym Godom. Pozdrowienia, a nie tam jakieś gratulacje!
    Zaostrzę to się chyba ja!
    —- no i tyle wczorajszego wpisu, który nie doczekał, idę zaostrzać pazury. I wypatruję tych beczek!

  169. Franio pisze:

    TORLIN !
    Swiete slowa. Ogromne dzieki. Powinienes mnie jeszcze lepiej obsobaczyc za to “wogole”.
    Zastanawialem sie, a poniewaz nie uzywam slownikow, razem wygladalo lepiej. Bede pamietal. A w ogole to malo piszesz, co jest ?
    Zbrzydlo Ci ?
    Klaniam sie nisko z podziekowaniem i pozdrawiam. Franio.

  170. Franio pisze:

    Anglistka,
    Malo, ze przerasta, ale te tematy ? Bez konkluzji, bez ciekawych uwag koncowych ?
    Nie myslisz, ze prowadzacy powinien lubic pisac tak, jak jego grafomanska halastra ?
    Chyba pierwszy raz sie wpisalas, nie rezygnuj, pomoz to ozywic. Franio.

  171. Franio pisze:

    Stara Zabo,
    Co zuraw robi w lesie, jak piszesz, je szyszki ?

  172. Alicja pisze:

    Zabo,
    jeśli tego kąska nie widziałaś, to muszę Ci podesłać:
    Raz kiedyś jurny wróbel w miłosnej euforii
    Chwalił się, że zajeździ kobyłę historii,
    Lecz kiedy wyładował temperament dziki,
    Kobyła stwierdziła: - Chyba mam owsiki?

    Coś mi wpisy od wczoraj tu nie wchodzą.

  173. Franio pisze:

    TORLINIE,
    Po drugim przemysleniu:
    Moze byc ogol spraw, ogol zagadnien i wtedy napiszemy: w ogole spraw dotyczacych zab i zurawi… Albo:
    W ogole zagadnien traktujacych o wspolzaleznosci zurawi i zab…
    Natomiast, kiedy chcemy powiedziec “…wcale tam nie bylem”, powiemy:
    wogole tam nie bylem.
    Prosze Cie bardzo, zweryfikuj moja opinie.
    Moze inni tez pomoga ?

  174. Stara Żaba pisze:

    Franiu, wlasnie ja jezdze od drzwi do drzwi, od wiochy do wiochy po calym wojewodztwie. Dostalam tego GPSa (Garmin - GPSmap 60CSx -sroce spod ogona nie wypadl) od syna, ktory zajmuje sie zawodowo nawigacja satelitarna i bardzo jest mi to urzadzonko pomocne w pracy, poniewaz musze jakos robic sobie baze danych i zaznaczac gdzie bylam. Oczywiscie moge wbijac choragiewki na szpileczkach w mape o duzej skali, ale po pierwsze takowych nie ma dostepnych, a gdyby nawet byly, to mozna je powiesic na scianie a nie przewozic w samochodzie osobowym. Pytales co to za praca, taka cienkoplatna? Otoz jestem (brzmi pieknie) inspektorem d/s hodowli koni, czyli jezdze, opisuje konie do paszportow i innych konskich dokumentow, robie tez wiele innych rzeczy zwiazanych z chowem i hodowla koni w terenie. Kiedys na terenie obecnego zachodniopomorskiego bylo trzech inspektorow, o ktorych wówczas mowiono zlosliwie (choc nie bardzo mijajac sie z prawda), ze razem maja piecset lat. Kazdy z nich mial w glowie nie tylko mape terenu po ktorym przez kilkadziesiat lat jezdzil, ale spis wszystkich hodowcow, ich dzieci i wnukow, ze o koniach, ich historiach i rodowodach nie wpomne. Kilka lat temu odeszli wszyscy trzej prawie jednoczesnie. Moja czesc wojewodztwa jakos nie miala szczescia do nastepcow i dzieki temu teraz dostala sie mnie, z czego sie niezwykle ciesze. O ile dawniej inspektorzy zajmowali sie tylko konmi hodowlanymi, ktorych bylo okolo 10% poglowia, o tyle teraz wszystkie konie, nawet te nic z hodowla nie majace wspolnego, rozne Kuby i Gniade, musza dostac paszporty. W tym celu trzeba je zobaczyc i opisac. Czyli do kazdego konia trzeba dojechac, a potem rozliczyc sie z przejechanych kilometrow.
    Moj GPS ma funkcje MOB, czyli “czlowiek za burta”. Gdzie sie zatrzymam, robie waypoint (jak to przetlumaczyc, zeby mialo rece i nogi?) z kolejnym numerem i po powrocie do domu drukuje stosowny kawalek mapy. Robie legende, do kazdego waypointu dopisuje adres i kto sie pod nim kryje. W tym roku jest to glownie zbieranie danych, ale w przyszlym juz bedzie mi duzo latwiej ustalic optymalne trasy (ku zachwytowi pani ksiegowej, zapewne).
    Gdybys, Franiu, dokladnie czytal, to bys zauwazyl, ze ja sie “stale kloce” z tym urzadzeniem. Nie jade bezmyslnie gdzie ono mi wyznacza droge, ale rowniez patrze na mape, wiele drog juz poznalam wczesniej i mam swoje poglady, ktoredy chce jechac. Niegdys w USA kupilam sobie aparat fotograficzny Pentax IQ Zoom. Zartowalam, ze jego IQ jest duzo wyzsze od mojego, sadze ze z moim GPSem jest tak samo, wiec jak jade to z nim gadam, bo zawsze milo jest z kims inteligentnym porozmawiac. On z kolei nie gada, tylko wyswietla instrukcje i piszczy, zeby zwrocic na siebie uwage. A ja mu na to - “nie piskaj”, albo jak juz jest zbyt upierdliwy, po prostu - “zamknij dziob!”.
    Dla mnie wielka zaleta tej pracy jest wlasnie jezdzenie i poznawanie coraz to nowych miejsc i drog, a ze jestem gadatliwa (co juz na blogu wszyscy wiedza) to rowniez rozmowy z ludzmi. Minusem zas, ze jednak mam ograniczony czas, bo przede mna wciaz gorka zaleglosci, choc widac swiatlo w tunelu - mam nadzieje, ze to nie lokomotywa…
    Pozdrawiam
    Stara Zaba
    P.S. Droga Anglistko, sadze, ze z naszych wpisow i komentarzy juz kilkoro magistrantow pisze prace, a my robimy za biale myszki albo kroliki doswiadczalne, bo na ten blog mozna z roznych stron patrzec i bardzo rozne wnioski wyciagac

  175. Stara Żaba pisze:

    Franiu, salesman=komiwojazer

  176. Torlin pisze:

    Franiu!
    Nie piszę, ponieważ:
    Po pierwsze primo - jestem zapracowany (wprawdzie przy komputerze),
    Po drugie primo - zniechęca mnie brak reakcji Profesora, tak jakby mu nie zależało na tym blogu,
    Po trzecie primo - prowadzę własny i on też mi trochę czasu zajmuje.
    Ale czytam wszystko
    pozdrawiam

  177. kambuzela pisze:

    FRANIU, tak się składa, że wszystkie dostępne mi słowniki języka polskiego i ortograficzne nie odnotowują W OGÓLE konstrukcji językowej WOGÓLE. W żadnych przypadkach. W ogóle po prostu.

  178. Stara Żaba pisze:

    Taki fajny slownik dla zagubionych i nie tylko -Słownik wyrazow zdradliwych (angielsko-polski i polsko-angielski) Krzysztof Filip Rudolf, Wydawnictwo Literackie, 2003

  179. Franio pisze:

    TORLIN
    Agni_me

    Pomozcie: w ogole, czy wogole ?

  180. Alicja pisze:

    Franio,
    Na pewno w ogóle. Tu masz dwa w jednym.

  181. Franio pisze:

    Stara Zaba.

    “Salesman, salesperson” to nie komiwojazer, choc w przeszlosci mogl byc. Salesman to daleko wiecej. Dobry przyklad na brak polskiego odpowiednika.

    Skoro jezdzisz i gadasz, dlaczego nie piszesz o tym, co slyszysz ? Co widzisz ? To kopalnia !
    Koni bylo mi zal od dziecka. Moze Twoja praca to znak nawrotu szacunku dla konia ?
    Czy jest juz tam jakies prawo broniace konia ?
    U nas, Doris Day zaslynela swoim wystapieniem w Kongresie o poprawe losu psa. Efekt byl natychmiastowy. Przewodnicza, razem z Angie Dickinson, psiej Asocjacji i zrobily juz wiele, wiele dobrego. Jak jest z Koniem i Piesem w Polsce ?

    Masz piekne zajecie i z tego co wiem - wielka frajde. Napisz, co Ci mowia konie ? Wlasciciele tez. Franio.

  182. Franio pisze:

    ALICJA.
    Mylisz sie. Jest tak, jak pisalem. “Pozdravliaiu s Novym Godom” to wyjatek idiomatyczny. Sa setki przykladow. Nie chce mi sie robic wykladu, ale przepytaj dokladnie “swoiu Alenushku”, wtedy zrozumiesz.
    Dla zabawy: zapytaj ja czy wie jak brzmi liczba mnoga slowa “dno” (dno beczki, garnka itp.)
    Zapytaj ja tez co to znaczy: “Rassiialos’, kak
    mys’iu po derevu”.
    Zobaczymy, gdzie chodzila do szkoly.
    Serdecznie pozdrawiam. Franio.

  183. Franio pisze:

    KAMBUZELA, bardzo dziekuje. Ot, stary baran wymyslil sobie… Dzieki za pomoc. Lap mnie, gdzie mozesz, bardzo prosze. Zawsze myslalem, ze nie robie bledow - pora zmadrzec. Pozdrowienia. Franio.

  184. Franio pisze:

    TORLINIE, wydrukuj tu wejscie do Twojego blogu. Bedziemy wiedzieli, jak sie znow pozbierac, jesli (Nie daj Boze !) ktos zamknie ten kram. Franio.

  185. Torlin pisze:

    Franiu!
    Przecież Ci Kambuzela odpowiedziała.

  186. Franio pisze:

    KAMBUZELA.
    Intryguje ,mnie Twoj pseudonim. Kojarzy sie z kubanska czy brazylijska melodia, a nie moge sobie przypomniec co to jest. Czy moglabys pomoc ?
    Przepraszam za klopot i pozdrawiam. Franio.

  187. Franio pisze:

    ALICJA.
    To Ci wydluze: jest jeszcze podgrupa do punktu 2. Wyrazy obce (tu-angielskie), ktore z czasem przybieraja polska forme, zwlaszcza deklinacji, czy koniugacji, n.p. “zaorderowali 5 mln sztuk..”, “to trzeba reserczowac”, “jak z twoim markupem ?”. W mlodosci, ja czasem tak mowilem, poki nie spostrzeglem, ze robie z siebie Nasza Kichac Na Wasza. A jesli ja mowie to znaczy, ze jest w porzadku… I w ogole, i w szczegole, i pod kazdem innem wzgledem.
    Uwaga: Target lanczowany przez lidera grupy,
    jest niepelny. Pinglish koweruje nie tylko angielski kor a polski ending, ale rowniez wyrazy, w tym - brzydkie (po dwa razy), czy cale zwroty.Regretuje, ze jest malo smesznych, jak sobie pryncypal zyczyl. Moze dlatego, ze powstaly z potrzeby, a nie z milosci do proznosci.
    Cie pozdrawiam. Franio.

  188. anglistka pisze:

    Franiu
    ja nie wiem jak to ożywić, bo już bardziej chyba nie można.
    Mam wrażenie, że Profesor zorientował się, iż Jego opinie tu najmniej
    ważne są- ludzie radzą sobie ze swoim słowotokiem i bez Niego.
    Pozdrawiam

  189. kambuzela pisze:

    FRANIO szuka partnerów do koalicji…

  190. Franio pisze:

    ANGLISTKA.
    Tak, ale moga to zamknac, jak nie podtrzymamy n.p. pinglish. Wrzuc pare bzdetow z ozdobka, z gramatyki opisowej n.p.. Do nastepnego, Franio.

  191. Franio pisze:

    KAMBUZELA.
    Nie badz plytka. Skad wzielas ten nick ? Czlowiek pyta - czlowiekowi nalezy sie odpowiedz. Franio.

    P.S. Jakiej koalicji ?! Moze kolacji ? To juz predzej…

  192. Torlin pisze:

    Franiu!
    Wszystkie blogi wpisowiczów ukryte są pod ich nickami, kiedy są zabarwione na czerwono. Mój jest - torla.blog.interia.pl (bez www).

  193. Stara Żaba pisze:

    nie moge pisac co mowia wlasciciele koni (glownie zimnokrwitych), bo zrobilby sie natychmiast z tego blog polityczny. To juz domyslasz sie co mowia?

  194. Michał Dawidowicz pisze:

    Widzę, że obecnie bijemy rekord w liczbie komentarzy pod jednym wpisem.
    Oby tylko Autor to zauważył, bo inaczej trudno będzie nam osiągnąć tak wysoki pułap, jak dzisiejszy. :/
    Pozdrawiam.

  195. anglistka pisze:

    Kochani Forumowicze
    się robi crazy na tym blogu.Ja już nie wiem o co tutaj chodzi
    -z całym szacunkiem -Żabie i innym.Może założycie własne
    forum? Co ma inspektorat d/s koni (które uwielbiam!) z prof Bralczykiem?

  196. Alicja pisze:

    Szkoda. Bo mieliśmy dobre chęci i chcieliśmy z różnych kątów świata pogadać, a ja nawet przestawiłam się dla Profesora na polskie znaki diakrytyczne . To co? Będzie Profesor działał, czy nie?

  197. baktrianka pisze:

    Panie Profesorze, tęsknię za Panem…
    Gdziekolwiek Pan jest, cokolwiek było przyczyną milczenia… niech Pan już dłużej nie milczy. Proszę choć o jedno krótkie zdanie, błagając o inspiarcję…
    http://www.baktrianka.blox.pl

  198. kambuzela pisze:

    FRANIU, bardzo przepraszam, ale to wszystko nieporozumienie, już nie chcę zwalać na Profesora, bo nie wiem, czyja wina, o ile w ogóle czyjaś. Otóż wpis o koalicji dałam po Twoim apelu do Torlina i agni_me z 19.02., godz.17.26, a już po moim wyjaśnieniu dotyczącym “w ogóle”. Nie było jeszcze wpisu Alicji z 19.02. godz.17.18. Mój pojawił się od razu, nawet nie napisali, że czeka na akceptację, jak zwykle. Potem (ale bij-zabij, nie pamiętam kiedy dokładnie) byłam jeszcze raz, żadnych dodatkowych wpisów po moim nie było, nawet trochę się zdziwiłam, no ale trudno. A wczoraj, czyli 21.02 nie miałam czasu zajrzeć, no i dziś widzę, jakie kwiatki tu porosły. Że na gbura jakiegoś wychodzę, ratunku! W te pędy więc przepraszam i wyjaśniam, że mój nick z wielkiej literatury, polskiej jak najbardziej:

    (…) - Wielkie nieba! - zakrzyknął (…). - A gdzież są kambuzele? Gdzie moje murkwie ulubione? Gdzie pćmy łagodne?!(…)

    A w rewanżu za płytkość pozwolę sobie zapytać o autora powyższego cytatu, choć jeżeli nie zostanie odgadnięty, podam oczywiście następnym razem.

    I zapytam jeszcze o “markup”, bo mimo usiłowań nie udało mi się odgadnąć, co zacz? Jedyne, co mi się skojarzyło, to już całkiem spolszczone markować czy zamarkować, od “mark” - “znaczyć”, ale że angielskiego nie znam, to nie wiem, no i zwrot “co z moim markupem” niezbyt do tego znaczenia mi pasuje.

    Pozdrawiam

  199. Anna pisze:

    Szanowny Panie Profesorze, bardzo się cieszę, że taka znakomitość też bloguje! Jestem już polonistką- emerytką, ale sprawy mojego ojczystego języka zawsze bedą leżeć mi na sercu.
    O tej hybrydzie językowej, o której wspomniał Pan w swoim poście, czytałam niedawno w “Angorze”.
    Wiem, że jest Pan bardzo tolerancyjny dla wszelkich nowinek językowych, ja zaś traktuję je jako znamiona naszych czasów.
    Jeśli kiedykolwiek Pan Profesor będzie miał odrobinę czasu, to proszę o zaszczycenie mego bloga (blogu).
    http://samo-zycie-anny.blog.onet.pl
    Serdecznie pozdrawiam.

  200. Franio pisze:

    Anglistka.
    Inspectorat ma to z nami wspolnego, ze pan Jurek robi nas w konia.

  201. agni_me pisze:

    Klapacjusze są wśród nas. Murkwie zaś…

    Czy jestem jedyną osobą, która czekając na Pana Profesora, dobrze się tu bawi?

    (coraz więcej osób z mego matecznika się tu pojawia, jak widzę)

  202. dreamka pisze:

    Rozmowa telefoniczna babci z wnukiem (świadkiem bylam)
    (Babcia - od 39 lat mieszka w USA)
    - To ju Matju? Nie kol evry tajm.
    - (wnuk) …………………………
    - Matju, babci kukin sup, tomejro sup?
    - (wnuk)…………………………..
    - Matju u nas snoł pada, Stivi miał aksydent, cala kara demidż.
    - (wnuk)…………………………..
    - Co nie andestend? mowie, Stivi cara demidż!
    - (wnuk)…………………………..
    - Łot!
    - (wnuk)…………………………..
    - Ankoł Stivi jest na bejsment, robi szałer
    kol potem, baj!
    Wyłączyla telefon i zwróciła sie do mnie słowami:
    - I popatrz, mowie do głupka, a on nie rozumie!

  203. Franio pisze:

    Kambuzela, dobroci chodzaca, czym Ty sie przejmujesz ?! Polski tygodnik, polski blog, profesor - polski profesor, burdel musi byc ! Inaczej byloby nie po polskiemu… Popatrz, co sie tu dzieje, a - Moderatory, Naczelne Redaktory, z zastepcami, kierownikami, sekretarkami, ze starsza pomoca mlodszego felietonisty (popatrz na ich stopke) - nic ! Kargulowa mentalnosc - zawisc, radosc z cudzego klopotu: gnije Blog ? Niech gnije ! Ale - nie moj. Mysle, ze pan Jureczek ma grype, albo inna cholere, lezy obloznie chory i dlatego nie pisze. A jego wspolbardacznicy zacieraja raczki: dobrze mu tak, niech sie przewiezie ! Mogliby choc opublikowac skladke na wieniec.
    Nie pytaj mnie o cytaty z literatury. Nie wiem. Oswiec.

    “Mark” to: oznaczyc, zamarkowac. “Up” to w gore, wyzej. “Mark up” to narzut, wartosc dodana do wartosci towaru z kosztami. Z tego potem wylazi “gross profit” czyli zysk brutto.
    Ustala sie go procentowo, zaleznie od sytuacji handlowej. Na tej literaturze to ja sie znam. A - polska skonczylem czytac okolo 30 lat temu. Czy sugerujesz, ze “kambuzela” jest tworem autora ? Brzmi ladnie. Pcmy i murkwie tez. Zrob mi wyklad. Eksperymenty ze slowotworstwem zawsze porownuje z robota Tuwima. U niego szlo to gladko, niezwykle celnie osadzone w kontekscie, czytalo sie lekko - jak piorko na lodzie. Inni ciezko eksperymentowali - dla eksperymentu.
    Przekonaj mnie, ze nie mam racji, to sie naucze.
    Tfuj (na pana Jureczka) Franio.

  204. Torlin pisze:

    Jednak, jaki ten Internet jest cudowny. Wbiłem: “A gdzież są kambuzele?” i wyszło mi, że u Lema
    http://www.lem.pl/polish/opowiadania/opowiadania2.htm
    Sam bym nie skojarzył.

  205. anglistka pisze:

    ‘Anglistka’ w wołaczu całkiem gramatyczna, ale niesympatyczna.
    Pewnie tak zamierzałeś, Franiu:)
    Czy czytasz te wszystkie posty, czy tylko te, w których pada Twój
    nick? Bo ja mam tutaj problem: ludzie chcą mówić o sobie, a temat
    to tylko pretekst mam wrażenie.
    Może się nie nadaję, bo mózg mi się lekutko laseruje od tych wszystkich
    wątków pobocznych. Why not założyć ‘eksluzywny blog’ Frania i Starej
    Żaby????

  206. otago pisze:

    Stara Zabo;
    Trudno mi bylo uwierzyc, ze “hibernujesz” dlatego wyruszylem na poszukiwania, i okazuje sie mialem racje. Opuscilem przy okazji mocno juz monotematyczny blog DP.Ten tutaj jest szczerze mowiac troche dziwny ,wcale nie dlatego, ze zdominowany przez Ciebie i Frania. To akurat zupelnie mi nie przeszkadza,ale dziwny jest, bo czyj wlasciwie ? Profesor juz chyba od miesiaca sie nie odzywa a blog (nie jestem akurat pewny czy to jest wlasciwa nazwa tego co tu sie “odbywa”) egzystuje
    Troche Ci zazdroszcze wiesz ;zurawie, skowronki, konie -tego mi brakuje , ale zeby sie w trzy zaby upic zdrowie juz nie pozwala.I badz tu madry.

  207. kambuzela pisze:

    No, ja tak tylko gwoli wyjaśnienia czasu i kolejności wpisów. W Polsce teraz jest 23.02., godz. 08.33. (poranek). Widzę kolejno:
    kambuzela - 22.02. - 11.34
    Anna - 22.02. - 14.37
    Franio - 22.02. - 15.27.
    Domniemywam sobie, że jak pisał Franio, to mojego wpisu z przeprosinami nie widział?
    Pozdrawiam

  208. Ania(PRLl) pisze:

    Podczas moich wędrówek po blogach i bloogach, a także po blogxsach i bloxach trafiłam tutaj. Jedynie poseł Wierzejski Wojciech może się poszczycić większą liczbą wpisów blogierów. U Was się natomiast pisze bez używania brzydkich słów, za to także nie zawsze wiadomo o czym. I tu i tam osoba prowadząca bloga nie wtrąca się do dyskusji. Próbowałam zrozumieć, o co Wam chodzi z tym ping-pongliszem, bo i ruski i francuski i niemiecki wtrącacie. Zrozumiałam tylko jedno - jak sie ktoś nie zgadza, może dostać `w mordę` [cytat] od Frania. Czy dziewczyna także może dostać w mordę? Ja się więc zgadzam. Niech tylko Franio napisze z czym mam się zgadzać, to się zgodzę na pewno.
    Streściłam sobie waszą dyskusję. Streszczenie zamieszczam. Dziękuję. Wpadnę tu!!! Fajny blogas! Heyka!!!
    STRESZCZENIE:Wpis ?Do you speak ponglish?? skomentowano 200 razy
    1. fraglesi pisze:
    2007-01-31 o godz. 18:16
    2. Paweł Tkaczyk pisze:
    2007-01-31 o godz. 18:34
    3. dwakretki pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:06
    4. baktrianka pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:11
    5. Marta pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:25
    6. Franio pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:39
    7. grasss pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:39
    8. Norbert pisze:
    2007-01-31 o godz. 19:41
    9. Inna Halina pisze:
    2007-01-31 o godz. 20:51
    10. Rhah Wynn pisze:
    2007-01-31 o godz. 21:20
    11. Kuba W. pisze:
    2007-01-31 o godz. 21:29
    12. Teofil pisze:
    2007-01-31 o godz. 21:50
    13. Zygmunt Drugi pisze:
    2007-01-31 o godz. 22:28
    14. Milenka pisze:
    2007-02-01 o godz. 00:01
    15. Arsel pisze:
    2007-02-01 o godz. 01:07
    16. Stara Żaba pisze:
    2007-02-01 o godz. 02:52
    17. tuptup23 pisze:
    2007-02-01 o godz. 03:23
    18. emigrantka pisze:
    2007-02-01 o godz. 04:04
    19. Alicja pisze:
    2007-02-01 o godz. 05:37
    20. mkrsk pisze:
    2007-02-01 o godz. 08:38
    21. Joanna pisze:
    2007-02-01 o godz. 11:59
    22. drevko pisze:
    2007-02-01 o godz. 12:17
    23. drevko pisze:
    2007-02-01 o godz. 12:19
    24. tuptup23 pisze:
    2007-02-01 o godz. 13:18
    25. kambuzela pisze:
    2007-02-01 o godz. 13:19
    .
    26. Arsel pisze:
    2007-02-01 o godz. 14:40
    27. Rhah Wynn pisze:
    2007-02-01 o godz. 17:06
    28. Franio pisze:
    2007-02-01 o godz. 18:42
    29. Alex pisze:
    2007-02-01 o godz. 19:24
    30. Emigrant pisze:
    2007-02-01 o godz. 19:26
    31. Zygmunt Drugi pisze:
    2007-02-01 o godz. 19:59
    32. Stara Żaba pisze:
    2007-02-01 o godz. 20:30
    33. salmatis pisze:
    2007-02-01 o godz. 21:01
    34. miki pisze:
    2007-02-01 o godz. 22:40 ?
    35. postępująca_głupota pisze:
    2007-02-01 o godz. 22:52
    36. Arsel pisze:
    2007-02-01 o godz. 23:25
    37. Maniek pisze:
    2007-02-01 o godz. 23:36
    38. Malina pisze:
    2007-02-02 o godz. 00:43
    39. E.D. pisze:
    2007-02-02 o godz. 03:14
    40. Alicja pisze:
    2007-02-02 o godz. 04:37
    41. Rhah Wynn pisze:
    2007-02-02 o godz. 11:18
    42. jasko51 pisze:
    2007-02-02 o godz. 11:47 .
    43. Alicja pisze:
    2007-02-02 o godz. 13:21
    44. Anna pisze:
    2007-02-02 o godz. 13:33
    45. Rhah Wynn pisze:
    2007-02-02 o godz. 15:01
    46. Wojciech Biszta pisze:
    2007-02-02 o godz. 17:13
    47. Alicja pisze:
    2007-02-02 o godz. 18:53
    48. marekk pisze:
    2007-02-02 o godz. 18:55
    49. Marta pisze:
    2007-02-02 o godz. 19:02
    50. Michał Moroz pisze:
    2007-02-02 o godz. 22:47
    51. Franio pisze:
    2007-02-02 o godz. 23:02
    52. Alicja pisze:
    2007-02-02 o godz. 23:06
    53. Franio pisze:
    2007-02-02 o godz. 23:20
    54. kambuzela pisze:
    2007-02-03 o godz. 00:23
    55. kzin pisze:
    2007-02-03 o godz. 08:30
    56. Alicja pisze:
    2007-02-03 o godz. 13:04
    57. OWSIANKO pisze:
    2007-02-03 o godz. 13:32
    58. Alicja pisze:
    2007-02-03 o godz. 14:01
    59. Torlin pisze:
    2007-02-03 o godz. 15:55
    60. haha pisze:
    2007-02-03 o godz. 16:15
    61. agni_me pisze:
    2007-02-03 o godz. 16:59
    62. Holy pisze:
    2007-02-03 o godz. 17:22
    63. Alicja pisze:
    2007-02-03 o godz. 19:45
    64. fajka2 pisze:
    2007-02-03 o godz. 20:49
    65. Franio pisze:
    2007-02-03 o godz. 21:03
    66. Franio pisze:
    2007-02-03 o godz. 22:12
    67. Franio pisze:
    2007-02-03 o godz. 22:22
    68. Azet pisze:
    2007-02-03 o godz. 22:45
    69. Michal pisze:
    2007-02-03 o godz. 23:52
    70. Stara Żaba pisze:
    2007-02-04 o godz. 01:43
    71. Albumina pisze:
    2007-02-04 o godz. 05:27
    72. wlodek pisze:
    2007-02-04 o godz. 10:08
    73. Jacek pisze:
    2007-02-04 o godz. 14:02 .
    74. baktrianka pisze:
    2007-02-04 o godz. 14:41
    75. Franio pisze:
    2007-02-04 o godz. 18:19
    76. Alicja pisze:
    2007-02-04 o godz. 20:32 .
    77. Alicja pisze:
    2007-02-04 o godz. 20:37
    78. marekk pisze:
    2007-02-04 o godz. 20:54
    79. Torlin pisze:
    2007-02-04 o godz. 22:38
    80. Alex pisze:
    2007-02-04 o godz. 23:08
    81. Alicja pisze:
    2007-02-05 o godz. 04:57
    82. Franio pisze:
    2007-02-05 o godz. 09:39
    83. Franio pisze:
    2007-02-05 o godz. 16:53
    84. Franio pisze:
    2007-02-05 o godz. 17:28
    85. Azet pisze:
    2007-02-05 o godz. 19:54
    86. Franio pisze:
    2007-02-05 o godz. 20:23
    87. agni_me pisze:
    2007-02-05 o godz. 20:35 .
    88. Jacek pisze:
    2007-02-05 o godz. 20:43
    89. Alicja pisze:
    2007-02-06 o godz. 02:16
    90. Anna pisze:
    2007-02-06 o godz. 16:10
    91. Kasia Kokowska pisze:
    2007-02-06 o godz. 17:43
    92. Tomash pisze:
    2007-02-06 o godz. 21:26
    93. Moja-kichać-na-Wasza pisze:
    2007-02-07 o godz. 13:21
    94. Michał Dawidowicz pisze:
    2007-02-07 o godz. 18:33
    95. Franio pisze:
    2007-02-07 o godz. 22:39
    96. agni_me pisze:
    2007-02-08 o godz. 11:35
    97. Takatam pisze:
    2007-02-08 o godz. 15:49 .
    98. Alicja pisze:
    2007-02-08 o godz. 17:49
    99. Alicja pisze:
    2007-02-08 o godz. 18:11
    100. Ela pisze:
    2007-02-08 o godz. 23:38
    101. Franio pisze:
    2007-02-09 o godz. 00:16
    102. Franio pisze:
    2007-02-09 o godz. 00:44
    103. Moja-kichać-nas Wasza pisze:
    2007-02-09 o godz. 12:43
    104. agni_me pisze:
    2007-02-09 o godz. 15:09
    105. agni_me pisze:
    2007-02-09 o godz. 15:22
    106. otago pisze:
    2007-02-09 o godz. 15:59
    107. Franio pisze:
    2007-02-09 o godz. 19:13
    108. Alicja pisze:
    2007-02-09 o godz. 19:37
    109. marekk pisze:
    2007-02-09 o godz. 19:37
    110. Stara Żaba pisze:
    2007-02-09 o godz. 23:53
    111. Franio pisze:
    2007-02-10 o godz. 17:30
    112. marekk pisze:
    2007-02-10 o godz. 17:53
    113. Franio pisze:
    2007-02-10 o godz. 21:02 .
    114. Torlin pisze:
    2007-02-10 o godz. 22:15
    115. Stara Żaba pisze:
    2007-02-11 o godz. 03:42
    116. Maria pisze:
    2007-02-11 o godz. 14:29
    117. marekk pisze:
    2007-02-11 o godz. 19:26
    118. Alicja pisze:
    2007-02-11 o godz. 22:09 ?
    119. Alicja pisze:
    2007-02-12 o godz. 02:39
    120. Stara Żaba pisze:
    2007-02-12 o godz. 11:36
    121. Franio pisze:
    2007-02-12 o godz. 21:40
    122. Bager pisze:
    2007-02-12 o godz. 21:59
    123. Torlin pisze:
    2007-02-13 o godz. 08:37
    124. MarqsM pisze:
    2007-02-13 o godz. 09:38 .
    125. agni_me pisze:
    2007-02-13 o godz. 11:34
    126. Alicja pisze:
    2007-02-13 o godz. 17:12
    127. marekk pisze:
    2007-02-13 o godz. 21:14
    128. Franio pisze:
    2007-02-13 o godz. 23:11
    129. Stara Żaba pisze:
    2007-02-14 o godz. 03:05
    130. Stara Żaba pisze:
    2007-02-14 o godz. 12:20
    131. Franio pisze:
    2007-02-14 o godz. 17:12
    132. Franio pisze:
    2007-02-14 o godz. 17:48

    133. Alicja pisze:
    2007-02-14 o godz. 18:41
    134. Franio pisze:
    2007-02-14 o godz. 20:29
    135. Alicja pisze:
    2007-02-14 o godz. 21:04
    136. Franio pisze:
    2007-02-14 o godz. 22:59 .
    137. Torlin pisze:
    2007-02-14 o godz. 23:53 .
    138. Stara Żaba pisze:
    2007-02-15 o godz. 01:33
    139. marekk pisze:
    2007-02-15 o godz. 11:12
    140. agni_me pisze:
    2007-02-15 o godz. 11:49
    141. Alicja pisze:
    2007-02-15 o godz. 16:11
    142. Alicja pisze:
    2007-02-15 o godz. 16:30
    143. histe pisze:
    2007-02-15 o godz. 17:23
    144. Alicja pisze:
    2007-02-15 o godz. 18:18
    145. Franio pisze:
    2007-02-15 o godz. 19:12
    146. Torlin pisze:
    2007-02-15 o godz. 22:02
    147. Stara Żaba pisze:
    2007-02-16 o godz. 13:23
    148. Alicja pisze:
    2007-02-16 o godz. 16:33 .
    149. marekk pisze:
    2007-02-16 o godz. 16:42
    150. Alicja pisze:
    2007-02-16 o godz. 18:34
    151. Stara Żaba pisze:
    2007-02-16 o godz. 18:47
    152. Franio pisze:
    2007-02-16 o godz. 19:39 .
    153. Franio pisze:
    2007-02-16 o godz. 19:44 .
    154. Leszek Bulka pisze:
    2007-02-16 o godz. 23:50
    155. Alicja pisze:
    2007-02-17 o godz. 12:34
    156. Alicja pisze:
    2007-02-17 o godz. 13:05
    157. Franio pisze:
    2007-02-17 o godz. 16:31
    158. Franio pisze:
    2007-02-17 o godz. 16:47
    159. Alicja pisze:
    2007-02-17 o godz. 17:51
    160. Franio pisze:
    2007-02-17 o godz. 18:32
    161. Franio pisze:
    2007-02-17 o godz. 21:08
    162. Stara Żaba pisze:
    2007-02-18 o godz. 00:20
    163. Stara Żaba pisze:
    2007-02-18 o godz. 00:29
    164. Stara Żaba pisze:
    2007-02-18 o godz. 12:48
    165. anglistka pisze:
    2007-02-18 o godz. 16:53
    166. Torlin pisze:
    2007-02-18 o godz. 17:16
    167. Franio pisze:
    2007-02-18 o godz. 17:44
    168. Alicja pisze:
    2007-02-18 o godz. 18:01
    169. Franio pisze:
    2007-02-18 o godz. 20:29
    170. Franio pisze:
    2007-02-18 o godz. 20:34 .
    171. Franio pisze:
    2007-02-18 o godz. 20:37
    172. Alicja pisze:
    2007-02-18 o godz. 20:46
    173. Franio pisze:
    2007-02-18 o godz. 20:55
    174. Stara Żaba pisze:
    2007-02-19 o godz. 00:39
    175. Stara Żaba pisze:
    2007-02-19 o godz. 00:44
    176. Torlin pisze:
    2007-02-19 o godz. 08:59
    177. kambuzela pisze:
    2007-02-19 o godz. 14:24
    178. Stara Żaba pisze:
    2007-02-19 o godz. 15:21
    179. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:05
    180. Alicja pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:18
    181. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:26
    182. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:37 .
    183. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:42
    184. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 17:47
    185. Torlin pisze:
    2007-02-19 o godz. 18:36 .
    186. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 23:16
    187. Franio pisze:
    2007-02-19 o godz. 23:40
    188. anglistka pisze:
    2007-02-20 o godz. 00:30
    189. kambuzela pisze:
    2007-02-20 o godz. 10:49
    190. Franio pisze:
    2007-02-20 o godz. 21:39 .
    191. Franio pisze:
    2007-02-20 o godz. 21:45
    192. Torlin pisze:
    2007-02-20 o godz. 22:28
    193. Stara Żaba pisze:
    2007-02-20 o godz. 23:01
    194. Michał Dawidowicz pisze:
    2007-02-20 o godz. 23:58 .
    195. anglistka pisze:
    2007-02-21 o godz. 01:03
    196. Alicja pisze:
    197. baktrianka pisze:
    2007-02-22 o godz. 11:04
    198. kambuzela pisz:
    2007-02-22 o godz. 11:34
    199. Anna pisze:
    2007-02-22 o godz. 14:37
    Franio pisze:
    2007-02-22 o godz. 15:27

  209. Anna Weronika pisze:

    Szanowny Panie Profesorze!

    Pan kocha Słowa
    a jeśli Słowa to również Myśli

    Rozbiera je Pan i składa wspaniale
    bo cudowna jest polska mowa

    a ja?

    Podróżuję w Słów przestrzeni
    Poszukuję Światła Cieni
    W Słowach szukam głębszej treści
    bo Myśl moja tam się mieści…

    Uwielbiam Pana Profesora… słuchać, czytać, oglądać…

    Pozdrawiam serdecznie :) Anna Weronika

  210. Ryszard pisze:

    Od pewnego czasu poprzestaje na czytaniu bo pięknie się was czyta !
    o ponglish nie mam nic do powiedzenia , znam jedynie kilka zwrotów młodzieżowych panoszących się u nas , trzeba przyznać ze niekiedy zabawnych Języka emigracji nie znam ale podróżując tu i tam czasami zauważyłem ze dosyć normalne sa nowe hybrydy powstające z wymieszania się języka lokalnego , najczęściej nieznanego i naszego rodzimego, nawet wśród turystów czasowo , krotko przebywających w danym kraju - czasami formy są żartobliwe i tak długo jak długo świadomie są używane czy jako dowcip czy skrót myślowy podobają mi się jak choćby tuk-tukac zamiast jechać taksówka w Indiach czy Tajlandii gdzie taksówkami są śmieszne pojazdy o równie śmiesznej nazwie tuk-tuk ?tuktuktujemy na dworzec ??
    Gorzej gdy mówiący przestaje panować nad językiem , nie wie jak poprawnie ani w jednym ani w drugim języku ,wszystko pomieszał i wszystko mu się pomieszało - dotyczy to często miejscowych informatyków , panów zajmujących się reklama , komputerami , zarządzaniem , najczęściej nie potrafią oni już wypowiedzieć swej myśli czysto po polsku . Przysięgam , że prawdziwe jest zasłyszane w Polsce zdanie ? Ostatnie logo jest okej ma jazzi fidbek , ale kolory frontu powinien dopracować byłoby kulowo , bo frog musi być w cyjanie ? - zaniemówiłem . nawet nie wiem jak to zapisac ?Starej Żabie to zdanie sle specjalnie , bo logo-frog to była żabcia mała

  211. kambuzela pisze:

    Ania(PRLI) - o rany, chciało Ci się? A wiesz może, po co?

    FRANIU wspaniały, miłośniku Tuwima, a Leśmian Ci nie pasuje?
    Tamten cytat to Stanisław Lem, opowiadanie “Jak ocalał świat”. Lem tworzył z potrzeby, a nie dla eksperymentu. Tworząc nowe światy tworzył nowe słowa, ale tylko jako nazwy nieznanych nam bytów te światy zamieszkujących albo też odmiennych całkiem czynności, które owe byty wykonywały. Jak najbardziej uprawomocnione to więc działanie, a niejednokrotnie boki przy tych nazwach pozrywać można. Zachowywał przy tej twórczości ramy językowe, jak tworzył nazwę rośliny, to dwuczłonową na wzór nazw łacińskich, jak dyscypliny naukowej, to dawał -tyka czy -logia na końcu, i w sumie nie trafiło mi się słowo, którego bym nie zrozumiała w znaczeniu, że nic o nim powiedzieć nie mogę. Wiedziało się, że to czynność albo stan umysłu albo zjawisko czy zachowanie. Bo mistrz słowa to był.
    Tuwim też, nie przeczę, ale Tuwima dużo mniej czytałam, bo to mało popularne nazwisko (w sensie, że nikt tego nie kupi, więc się niewiele lub zgoła nic drukuje w dzisiejszych czasach pogoni za markupem - nie do końca pasuje, ale żeby się nie czepiali, że niezgodne z tematem), a jak jeszcze było dostępne, to ja nie dorosłam. A biblioteka daleko…

    Cytaty to pewnie nie pozwolą, ale może Cię przekonałam?

  212. Tadeusz Maria Rydzykowicz pisze:

    Anna Weronika! Sex i lingwistyka? Apage!!!

  213. kambuzela pisze:

    FRANIU nie można wejść na Twojego bloga, choć wszystkie inne “chodzą”. A chciałam zajrzeć…

  214. Ael pisze:

    Po przeczytaniu całej dyskusji o Ponglish dopadła mnie jeszcze ciekawsza kwestia. Albo przynajmniej tak mi się wydaję. Trafiłem ostatnio w sieci na artykuł o nowych trendach w języku. Czy może w języku sprzedaży.

    http://www.eurostudent.pl/wiecej.php?id=2776&g=18

    Co prawda esperanto to nie przypomina, ale idea upraszczania języka i jego mutacji ulicznej pojawiała się już u Pana Profesora w wielu miejscach. Kiedyś w Pana programie - o ile dobrze pamiętam - nawiązywał Profesor do nieustannej “przystosowawczej” ewolucji języka.

    I ciekawiło mnie co sądzi Pan o takiej “jakościowej”, można rzec, transformacji sposobów kodowania informacji.

    Znam ludzi, którzy tak odzwyczaili sie od pisania ręcznego, że bez komputera sobie nie radzą, pióro ustapiło pola klawiaturze.

    Nastepny krok to permanentna ikonizacja?

    I wtórny technologiczny analfabetyzm - czy może raczej ikonizm?

    Wizja przypomina trochę tę z antyutopii “Fahrenhaita 451″ Raya Bradbury.

    Ale pierwsze objawy…

    W całym tym pytaniu nie ma ani jednego emotikona. Świadomie sie starałem. Tak jak nie zgubić jakiegoś ogonka, po całym dniu pisania w sieci bez polskich znaków.

    Ja już chyba bez emotikonów nie umiem pisać. Ikony przedostają się już z niszy sieciowej do całego ekosystemu naszego języka.

    Ciekawe czy to nieodwracalny trend?

    Inni też czuja się podobnie zikonizowani?

  215. Ania (PRL-I) pisze:

    Kampuczelo… To, czego mi się chciało przy czytaniu waszych wypowiedzi - nie nazwę. Dlaczego nikt nie odpowada na pytania w sprawie bicia? I jeszcze jedno - jestem Ania (PRL - I) - [jeden!], bo się tam i wtedy urodziłą, a teraz odchodzi - podobno - inny numer. Chciałą stódiować polonistyke ale poszłą na historie. Uwielbią LPR i posła W. … Heyka!

  216. Franio pisze:

    ANIA (PRLI).
    “Dostac w morde”, bylo podyktowane koniecznoscia chwili. Daj mi licencia poetica, prosze. My tak nie mowimy. Panie byly zbyt delikatne by dac odpor bezczelnemu wpisowi kogos z nickiem “Nasza kichac na wasza”. Ten nick podjezdzal mi rasistowskim dowcipnisiem, a tego nie znosze. Widocznie podzialalo bo tani zgrywusek znikl. Wpisuj sie Aniu. Probujemy utrzymac Blog, mimo ze prowadzacy nie najlepiej sie prowadzi i doprowadzil nas prawie do samodzielnosci, ktora nie wiadomo dokad prowadzi, zwlaszcza kiedy prowadnica murszeje. Pozdrowienia. Franio.

  217. Franio pisze:

    Kambuzelo droga,
    Mozesz mi wejsc na hipoteke, na glowe i pare innych rzeczy, ale na bloga - nie. Bo go nie ma.
    Technike Lema wylozylas prosto, z uzasadnieniem i zrozumieniem tematu.W przeszlosci, Panie i Panowie rozwodzili sie tu nad doskonaloscia przekladow. Slali tony przymiotnikow, “Ochy i Achy” az kipialy. Pytalem zawsze: dlaczego ? dlaczego ? To pozostawalo bez odpowiedzi. Dziekuje Ci za wyklad. Na pewno masz racje. Slowotworstwa nie sposob rozwazac bez uwarunkowania stylem pisania. W tych “zabawach z polskim slowem” brakuje innych komponentow ktore, wydawaloby sie, winien podsunac prowadzacy, ale - tu deficyt.
    Dziekuje i pozdrawiam.Franio.

  218. Franio pisze:

    ALICJO, wciaz czekam na rezultat testu jezykowego z Twoja znajoma. Napisz, prosze, czy sprobowalas. Franio.

  219. Franio pisze:

    OTAGO.
    Czy zaakceptowalbys “happening” dla tego co sie tu odbywa ? Jezykowy happening ? W swej nieprzeniknionej madrosci Pan Profesor Jerzy Bralczyk zrobil eksperyment naukowo - jezykowy (niezle brzmi?). Wypuscil swoja zgraje spod kontroli i czeka: pozabijaja sie epitetami, bedzie bezsens, zwiednie, rozkwitnie ? Za to musi przelknac zlosliwosci i rozpaczliwe wycie o pomoc (od Pan, zwlaszcza). Doloz sie, ale o jezyku. Moze byc w szarym sosie. Zobaczymy co bedzie.
    Pozdrawiam. Franio.

  220. Alicja pisze:

    Franio,
    nie wiem, o co Ci chodzi z testem językowym, może przypomnij? Poza tym nie panikuj, tu się nic zdrożnego nie odbywa! Ot, gadamy sobie.
    Ael,
    chyba aż tak zle to jeszcze nie ma i zikonizowani całkiem nie jesteśmy - ikonki przydają się czasami, zwłaszcza w rozmowie na IRC czy ICQ, pisałam o tym powyżej. Czasu mało, powiedzieć chciałoby się dużo, stąd skróty. Ja uczyłam się kaligrafii w szkole, stawiając pierwsze kulfony w zeszycie 16-kartkowym marnej jakości papieru z Konstancina-Jeziornej, o ile pamiętam dobrze. Stalówka (ciekawe, ile osób wie, co to takiego, stalówka) często była do niczego, stąd liczne kleksy - komputer to bardzo pożyteczne ustrojstwo, ale ze mnie pisanie ręczne nie wyjdzie, bo czym skorupka za młodu…
    Aniu (PRL-I),
    mam nadzieję, że czytając nasze wypowiedzi chciało Ci się czegoś dobrego, bo nie podejrzewam Cię o masochism… A może jednak?
    Przyjemnego weekendu wszystkim życzę!

  221. Anna Weronika pisze:

    Tadeuszu Mario eR!
    Każdy kto odczytuje Słowa
    zapisuje je w swoim Umyśle
    ale rozumie je
    na sposób właściwy tylko sobie
    powstaje Myśl Indywidualna…:)

    Twoje skojarzenie jest
    zupełnie nie na miejscu
    Twoja Myśl Indywidualna
    powędrowała za daleko…
    Wróć i nie myśl za dużo…:)

    Pozdrawiam serdecznie :)Anna

  222. marekk pisze:

    Nie było mnie pare dni i wiecie czego mi brakowało? tego bloga właśnie.
    Wszystko po staremu. Profesor włuczy się po jakiś radistacjach i telewizjach, a nas pozostawił samych sobie. Dobrze, że duch w nas nie ginie i dajemy sobie radę i bez rzewodnika. Tylko czekać jak nas zlikwidują za samowolkę i porzucenie pracy umysłowej jaką zadał nam Gospodarz.
    ANIA (PRL I)
    Tutaj dostać po mordzie to nie takie proste. Trzeba się zasłużyć i muszą być te same fale na łączach. Przecież gdybym ja teraz Tobie napisał, że dam Ci po buzi, to byś powiedziała, że cham i impertynent, a tu proszę za to całują po rączkach. Inna rzecz, że z takiej rączki każdy by chciał liścia dostać.
    pozdrawaim marekk

  223. Franio pisze:

    ALICJO,
    Dwa pytania testowe dla Aleny dalem 19 lutego o 17.37.
    Ciekawe, jak ona zrobi ten test - napisz.
    Dziekuje i klaniam sie. Franio.

  224. Franio pisze:

    Stara Zabo,
    Czy w Polsce sa jeszcze konie pracujace na polach ? Czy sa konie ciagnace ciezki woz ? Czy sa woznice z batem ? Czy sa przypadki bicia konia/karania przez policje ? Czy znajdujesz konie zaniedbane, brudne, z usterka kopyta/podkowy ? Ktorych koni sie nie podkuwa ? Czy sa ludzie hodujacy n.p. Araby dla ich urody ?
    Jaki jest stosunek wagi jezdzca n.p. 100 kg do zdolnosci udzwigu konia, jesli porownac to do ojca ok.100 kg niosacego na ramionach syna: 2 latka, 5 lat, 10 lat ?
    Zdalem sobie sprawe, ze mam tu dostep do encyklopedii w sprawie koni i bezczelnie prosze o pomoc. Nie gniewaj sie.
    Jak zwykle - oddany Franio.

  225. Stara Żaba pisze:

    Że też sobie bulgotnę spod lodu: słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Profesorze, gdzie ta kobyłka? Poniosła?
    Łączę żabie dygi
    Stara Zaba

  226. Stara Żaba pisze:

    P.S. W końcu Franio się znalazł, to i może Pan Profesor tez?

  227. Stara Żaba pisze:

    P.S. W końcu Franio się znalazł, to i może Pan Profesor tez?
    P. P.S. A właśnie, Franiu, Twój nick wyświetla się na czerwono - czyli masz stronę (a niekoniecznie blog) - a jak w Ciebie kliknąć, to nie chcesz się otworzyć. To jak to?

  228. Stara Żaba pisze:

    otago, jak juz odkryles, ze tak do konca nie hibernuje (okropnie mi pochlebiles tymi poszukiwaniami, ale znam zycie i to pewnie byl przypadek, jednakowoz dziekuje i krasnieje na zabich licach) to zapraszam polatac na bojerach! Chociaz przy takim lodzie, jak tej zimy to raczej trzeba siedziec na brzegu i potrzec co splynie z pradem.
    Zdrowko!
    Stara Zaba

  229. otago pisze:

    Do Alicji;
    Wystarczy byc w odpowiednim wieku i sie wie co to stalowka. Znam nawet miejsce gdzie mozna kupic pioro z kilkoma stalowkami i kalamarzem za okolo 70$ (bo pioro ma na dole srebrne okucie,dla snobow pewnie). Zeby bylo smieszniej sprzedaja to jako “towar” sezonowy z okazji swiat BN.(Ch-mas)

  230. otago pisze:

    Franio ; Happening to chyba przesada,jak wymysle cos “lepszego” dam znac. Na razie niech tak bedzie.
    Sluchajac polskiego z duzej odleglosci rzuca sie w uszy jakas dziwna w kraju tandencja do naduzywania pewnych slow , zwrotow itp.
    Ciagle teraz slychac :”tak na prawde” “jakby” o slynnym “w temacie ” nie wspomne.Zwlaszcza to “tak na prawde” strasznie jest nomolne. Tworzy to swoisty sos , dosc nieciekawy w kolorze.

  231. Alex pisze:

    Panie Profesorze,czas na nowy felieton,czas plynie a my stoimy w miejscu.

  232. otago pisze:

    Miala byc namolna tendencja oczywiscie! I.S.

  233. Franio pisze:

    otago,
    Wydaje mi sie, ze te “namolne” jak piszesz, wyswiechtane zwroty wynikaja z “fizjologicznego” lenistwa jezyka. Swiat chce byc bardziej efektywny, wiecej rezultatu za mniej pracy, a w jezyku - tresc, nie forma. Zwlaszcza w Polsce, gdzie ani czasu, ani pieniedzy, ani wytrwalosci nie staje na kultywowanie tradycji jezykowych. To nie dziewietnastowieczna Anglia, w ktorej jezyk okreslal twoja kategorie spoleczna. Lenistwo sklania do podkreslania swoich racji(tak naprawde), czy innych intencji, jak najlatwiej, byle szybko, byle odebrali i dalej - na temat, a w jakiej formie ? Kogo to obchodzi ? Ze wszech miar blog, jak ten, bedzie mial wziecie. Rzecz w diable, ktory siedzi w detalach. Tu - Polacy talentem nie grzesza. “Bardak” slowo rosyjskie, ale jakze spojne ze wszystkim, co przedsiewezmie Polak. Blog byl czytelnikom Polityki potrzebny, madra byla decyzja o otwarciu, ale wykonanie - bardzo po polsku. Kiedy inne blogi prowadzone sa przez ludzi zyjacych z piora (panie redaktorze, ja musze pisac !), dla ktorych codzienna okazja wzajemnego kontaktu z czytelnikiem to wielka frajda, nie dbaja o swe ego, otwarci na krytyke wskakuja do tego prania z radosnym chichotem, nasz blog oddano w rece profesora, ktory panicznie boi sie, by czyjs niesforny bak nie zdmuchnal go z piedestalu. By zawistna Akademia, w ktorej zawisc i intrygi kwitna, nie przyczepila sie do jednego wpisu, ktory byl popelnil, jednego slowa, jednej kontrowersyjnej eksertyzy i dorobek kilkudziesieciu lat by sie zachwial. Nie bierze sie do Bloga eksperta, sedziego, chirurga. Ci ludzie wywazaja swoje opinie i za darmo ich nie publikuja. A jesli juz - to pod dobrze zakamuflowanym przykryciem. Lub - publikuja w stylu “mozna i tak, mozna i tak”. A tu ciagle wymaga sie od profesora ekspertyzy. A paszli wy won ! - winien huknac Profesor - chcecie wiedziec, chodzcie placic, za darmo to mozecie pofiglowac z Paradowska, a jesli zboczeniec - to z AGA, a nie mnie tu katedre do gory nogami stawiac !
    By huknal, ale nie huknie, bo jest wychowany. Milczy. Milczy. Odeski policjant na zatloczonym skrzyzowaniu, na moja prosbe by cos zrobil, rzekl byl: golubchik, liuboje delo samym soboi reshitsa. Profesor tez czeka, az inni za niego zalatwia. Samo sie wyjasni - jak mawiano w Polsce.
    Podobnie, drogi otago, z tymi namolnymi zwrotami: beda, beda, az przestaniesz na nie reagowac. A jesli chcesz, inni tez, pomowic o jezyku - podnies kwestie ! Jaka ? Idz po rozum. Po wlasne zniecierpliwienie. Po to, co cie smieszy w jezyku innych. Po to, czego Ci brak (jak mnie - warszawskiej, wiechowskiej gwary) w tym jezyku. Wtedy na pewno bedzie nam weselej, a pogrzeb gospodarza odbedzie sie bez muzyki.

  234. Krzysztof Halama pisze:

    Czy domeny odmieniają się przez przypadki?

    Internet, którego ?ojczystą? mową był i jest angielski, dotąd tego problemu chyba nie miał. Ale polski jest językiem fleksyjnym i tradycyjnie mamy kłopoty, które innym narodom nie są znane. Co pan profesor myśli zatem o odmianie domen?

    Nazwy dużych portali odmieniają się - mówimy np. “na Onecie” lub ?na Gazecie?, zamiast konstrukcji ?na portalu Onet.pl?. Końcówkę ?.pl? możemy pominąć, ale tylko w przypadku najbardziej znanych serwisów. Strony Kwiaty.pl i Kwiaty.com.pl to dwa różne sklepy z roślinkami, więc nie wystarczy powiedzieć “byłem na Kwiatach” (jak można było w przypadku ?byłem na Onecie?). Konieczne jest podanie całej nazwy domeny. I tu pojawia się zasadniczy problem: jak to odmieniać?

    Mnie się wydaje, że dopuszczalna byłaby odmiana członu określającego/nazywającego i dodanie końcówki domeny, czyli: Kwiaty.pl, na Kwiatach.pl, o Kwiatach.pl. W końcu prof. Bralczyk publikuje w ?Polityce?, więc bloga ma na ?Polityce.pl?

    Informatycy, jako rzecznicy interesu komputerów, uwzględniających jedynie ciąg znaków ?kwiaty.pl?, zapewne się oburzą, ale ja byłbym za taką właśnie odmianą.

    P.S. Proszę też o opinie innych czytelników.

  235. otago pisze:

    Stara Zabo;
    Pojdzmy na rzadki w tych czasach kompromis i powiedzmy ,ze byl to przypadek kontrolowany.

  236. Kolega Henia spod siódemki pisze:

    Świetny pomysł na pobicie rekordu ilości komentarzy. Napisać krótki post (oczywiście nazwisko autora ma też znaczenie) i pójśc na piwo. Co najmniej na miesiąc.

  237. Ael pisze:

    Alicjo,

    Ja sie nigdy kaligrafować nie nauczyłem. Pewnie dlatego teraz wolę laptop od długopisu. Pisanie stalówką to sztuka sama w sobie. Ale i tak wiekszym harkorem była dla mnie nauka pisania gęsim piórem, której to w końcu nie opanowałem :)

    Hmmm jeśli młode pokolenie dorasta teraz otoczone ikonami, to w przyszłości po nasiąknięciu Nudlish, będziemy mieli pokolenie posługujące sie głównie skrótami i ikonami. Szybciej, jasniej , pewniej?

    Nudlish jako przyszła forma komunikacji?

    Podobno dzieci małe mozna nauczyć języka migowego zanim nauczą się jeszcze mówić - o pisaniu nie wpominając.

    To przyszłe pokolenia będą najpierw opanowywać języki ikoniczne, a dopiero potem abstrakcyjne pismo języka ojczystego?

  238. Stara Żaba pisze:

    Franiu, zaraz sie odezwe w sprawie konskiej, ale jeszcze troche musze sie pozbierac.
    Otago, kupuje Twoje wyjasnienie, jestem mistrzynia kompromisow!
    Krzysztof Halama nam podrzucil temat, to go lapmy!!!!
    Moja siostra tez cos zaproponowala: jakis nowy znak na wahanie sie w czasie rozmowy. Anglicy maja takie specjalne “…er…” na kontrolowane jakanie sie wyzszych sfer, ale tu chodzi o to, ze calkiem plynnie wypowiadajacy sie pan, w momencie posiąścia teki ministerialnej zaczyna cedzic slowa w taki sposob, ze przydalby sie jakis polski zapis tego zjawiska.
    U zab to by wygladalo tak: - Er…, kum, kum, er,er…, kum…
    Pozdrawiam,
    Stara Zaba

  239. agni_me pisze:

    Nie wiem jak profesor Bralczyk, ale ja mam blog, nie bloga, “dodaję komentarze” na stronie Polityki, nie na Polityce. Mówiąc o stronach internetowych niekoniecznie używa się nazw domen, te są często nieporęczne albo mylące. Nazwa mojego blogu nie ma nic wspólnego z jego domeną.

    Jeśli ważną informacją jest adres, podaję go nieodmiennie. Sadzonki obejrzałam na (stronie) kwiaty.com.pl. Jak sobie wyobrażasz pisanie: “znalazłem to na bralczyku.blog”, “szynkę zrobiłem z adamczewskich.pl”?! No litości! Trafiłam na Blog Walpurga, nie na walpurga.blog.onet.pl, prawda?

    Ale może rzeczywiście rodzi się problem kwiatów.pl.

  240. Alicja pisze:

    Pytanie do Ael:
    Co to jest harkor i nudlish?
    Franiu, a co Ty mnie poganiasz z testami dla Aljony (nie Aleny, obraza byłaby wielka!) - toż ja kobitę widuję raz na ruski rok!
    A teraz idę na piwo… na tydzień, jak wytrzymam…

  241. marekk pisze:

    Ael.
    ?Ja sie nigdy kaligrafować nie nauczyłem. Pewnie dlatego teraz wolę laptop od długopisu. Pisanie stalówką to sztuka sama w sobie. Ale i tak wiekszym harkorem była dla mnie nauka pisania gęsim piórem, której to w końcu nie opanowałem?… ‘pokolenie dorasta teraz otoczone ikonami’
    Gdy będziemy podchodzili do tego zagadnienia w ten sposób to dojdziemy do wstecznego analfabetyzmu. Miałem kiedyś taki przypadek. Zamówiliśmy z kolegami, a było nas czterech, po dwa piwa. Podczas konsumpcji wyłączono prąd, a my skończyliśmy i chcieliśmy wyjść. Jakież było nasze zdziwienie gdy kelnerka powiedziała, że nie możemy zapłacić bo nie ma prądu. Okazało się iż to dziewcze umiało liczyć tylko na kalkulatorze. Swojej wiedzy ze szkoły już nie ufała i nasze liczenie na piechotę jej nie przekonało. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.
    Żaba, a może być coś takiego? Taaaak, no taaak. itp.
    Pozdrawiam marekk

  242. BigZ pisze:

    Jakże późno trafiłem na Twój blog. Z przyjemnością czytam i zazdroszczę tylu czytelnikow i dyskutantów. To ja trener III klasy, ktory jadąc z Tobą do Olsztyna odwiedził Twój kochany Grudusk. Ściskam i pozdrawiam Cię oraz Twoją L.
    P.S. 1. Przeglądałem tematy, ktorymi się zajmowałeś, ale jakoś nie zająłeś się wyrazem DOKŁADNIE. (”Urodziłam się dokładnie na rynku w Jicinie. Bardzo lubię, jak ktoś się gdzieś urodzil dokładnie” -czy jakoś tak). A przy okazji - luknij też czasem na mój blog - na portalu WM.
    P.S.2. A skoro namawiasz do dawania fajnych przykładów, to proszę:
    “Coś ta outsajt tylo czas runował - spytał z niezadowoleniem wujek.
    Ajsboksa pusta, ni jedyny kejsy biru.
    Kołowałem - tłumaczył się piegowaty -ale łajna biza była.”
    Wstaw wyrazy: za domem, biegał, lodówka, skrzynka piwa, telefonować, zajęta linia telefoniczna - i powiedz z jakiej książki pochodzi ten fragment. W nagrodę wydębię jakąś książkę profesora JB.
    Ściskam
    ZB

  243. Franio pisze:

    Krzysztof Halama.
    Dywersyfikujesz swoj jezyk. Do kolegi, w autobusie, mowisz potocznym, a na posiedzeniu kolegium Polityki mowisz oficjalnym. W potocznym - odmieniaj przez przypadki (w Onecie, z Onetem itd), bo tak sobie wychowales aparat mowy, tak Ci latwiej i wszyscy tak mowia; podobnie, jak imiona obcego pochodzenia. W oficjalnym -wypadaloby zachowac forme pierwszego przypadku (Onet pl.), bo ludzie robia n.p. notatki, biora referencje i lepiej jest uniknac pozniejszych nieporozumien, przeklaman itd.
    Dobierasz sobie jezyk pamietajac o odbiorcy, jemu ma byc latwiej i i ma dostac precyzyjna informacje. Czyli: z Onetem, jak z kotletem - do smaku. Powodzenia. Franio.

  244. Franio pisze:

    Stara Zaba.
    To nie jest “r”. To jest meczenie (kozie): e…,
    czasem a…., czasem inna ‘wokaliza” na samoglosce. Przyjelo sie to bardzo, bardzo dawno. Maniera. Niektorzy mecza, inni nie. Ja n.p. nie mecze, a moj syn, zeby dodac sobie powagi (powazny koziol) meczy. Robilem to na oficjalnych zgromadzeniach, bo mialem dwie-trzy sekundy na dobor slow, a nie wypuszczalem sluchaczy z odbioru. Potem, przestalem sie wyglupiac. Dla mnie - raczej pretensjonalne, ale - co kraj, to obyczaj. Zabie i tak broda nie wyrosnie - po co ma robic za kozla ?
    Ci sie klaniam i czekam na konie, i skowronki,
    Franio.

  245. Franio pisze:

    Alex.
    Skojarzyles mi to z: chlop spi, a mu rosnie.
    Bralczyk spi, a mu pisza.
    Prawie perpetum mobile.

  246. Konrad Gowin pisze:

    Czy ktoś zauważył, że Pan Profesor Bralczyk milczy już do miesiąca.

  247. kambuzela pisze:

    Niektórzy Państwo ubolewają tu, że magiel jakowyś, bełkoty do zrozumienia trudne i nikt już, o co chodzi, nie wie, a nawet gubi się w gąszczu dygresji z tematem nawet luźno nie związanych. Ale czy to nasza wina, że gospodarz nieobecny wciąż, może faktycznie chory, bo obiecywał poprawę i nawet pragnienie uczestnictwa bezpośredniego wyjawił :-). Nie nasza, bo ileż można o jednym mówić - to i dyskusja poważna w pogawędkę przyjacielską przeistoczyła się, ale wciąż otwarta i na nowych komentujących czeka, byle życzliwych, a nie napastujących zebrane już towarzystwo, którego myśli czasem i do błota powpadają, ale nie wszystkie na dno idą, bo niektóre na powierzchni czas jakiś utrzymują się.

    Takie adresy domen np. Z jednej strony odmiana wszelka niedopuszczalna, bo dezinformację niesie. Ale z drugiej język nasz tak nawykł do końcówek fleksyjnych, że żyć bez nich nie może. A skoro nie może, to w języku potocznym odmiana taka ma się dobrze, mówionym oczywiście, bo w pisanym wstawimy link do strony i już. W mówionym zaś łatwo dopowiedzieć, jeśli ktoś adresu nie zna i zapyta. A jak zna, to odmiana mu nie przeszkadza. A język chyba preferuje, co wygodne, a nie co poprawne.

  248. kambuzela pisze:

    AEL - mówią, że człowiek na starość dziecinnieje. Język powstał z pisma obrazkowego, to może na starość do niego wraca?
    Ale na poważnie to trudno chyba uwierzyć, że rzeczywiście obrazki pismo zastąpią, bo nie wszystko można obrazkami wyłożyć. To przekaz uproszczony, wielu być może wystarczający, szczególnie na co dzień, bo prawda, że życie pędzi i czas ucieka, a ikonkami więcej w sekundzie zobaczymy niż tekstem. Więc informacja (szeroko rozumiana), więc reklama mogą być zdominowane obrazkiem, ale na tym koniec. Oczywiście rodzi to “niebezpieczeństwo” podziału na czytające elity i oglądające masy, ale czyż bez ikon ten podział nie istnieje?
    A nawiązując do wspomnianego artykułu obrazki nie są panaceum na porozumienie się między językami, bo często odwołują się do idiomów oraz homonimów, których żaden “obcy” nie zrozumie, choć czarne na żółtym zobaczy wyraźnie. Więc ten pudlish potraktowałabym jako kolejną zabawę, rebusową jakby, żart studencki ze starego woźnego. W komentarzach nawet tam zapisano, że pogłówkować trzeba, jak coś wyrazić, i o to pogłówkowanie najbardziej chyba chodzi.
    Pozdrawiam.

  249. Ael pisze:

    Oj, Alicjo moja literówka.
    Harkor = Hardkor - czyli pongliszowa forma Hardcore w potocznym języku oznaczająca….

    Ojej - nie potrafię zdefiniować Hardkoru - mimo tego, że nagminnie się tym pojęciem posługuje.

    Pomogłem sobie guglem i wyszło mi:
    http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,72322,1127047.html

    Czyli Hardkor to coś silnie nacechowane emocjonalnym ładunkiem, najczęściej odnoszące się do jakiejś wariacji na temat: kontrowersyjny, ostry, bezkompromisowy :D

    A nudlish, to uniwersalny język ikoniczny, teoretycznie rozwinięcie klasycznych emotikonów na obrazki - ikony, służące do skrótowego przedstawiania idei, słów, znaczeń. W odróżnieniu od emotikonów nie ograniczające się jedynie do odwzorowywania emocji.

    Propagowane wśród młodzieży w formie rozrywkowych rebusów,
    dostepne na http://knorrnudle.pl.

    Stąd też moje pytanie o przyszłość języków - czy raczej komunikacji ikonicznej.

    Poza nudlish dzisiaj rano zobaczyłem też, że emotikony-naklejki dodawane sa do jogurtów monte dla najmłodszych dzieci.

    Potem dla młodziezy mamy Nudlish.

    A P4 atakuje rynek młodych - dorosłych ze swym językiem ikonicznym zlango do pisania ztmsów.

    Stąd me pytanie do profesora Bralczyka o jego opinie o pismie ikonicznym.

    Bo mamy teraz sytuację, gdy od małego już dzieciaki nasze uczą posługiwać się emotikonami.

    Młodzież - studenci dostają od knorra Nudlish.

    A starsi nakłaniani są do uzywania ikon w ztmsach w swych hipersupernajbardziej wypasionych nowocześnie komórkach itd.

    Dlatego ciekawiło mnie co profesor i uczestnicy tego hmmmmm forum komentarzy sądzicie o piśmie ikonicznym.

    Sądzicie, że ikony beda wypierały coraz bardziej język pisany?

    Czy tylko wspierał, jak obecnie emotikony? :)

  250. Marek Jastrząb pisze:

    Witam i zapraszam do dyskusji nad opracowaniem skutecznego sposobu zabezpieczeń przed niechcianymi komentarzami.
    Nie można się poddawać, zwiewać przed internetowymi dresiarzami.
    Stwórzmy kolonię blogów dostępnych TYLKO dla zaproszonych gości.
    Pozdrawiam

  251. Artur pisze:

    Zawsze oglądam program “Mówi się” i chciałbym zadać pytanie, ponieważ kilka słowników podaje inne wersje.A ja chciałbym znać pana wersję. Jeżeli mówimy słowo KAFELKI, jaki będzie jego dopełniacz: kogo?czego? KAFELEK czy KAFELKÓW. Czy mógłby pan udzielić mi tej odpowiedzi na mój adres mailowy. Naprawdę bardzo mi zależy i z góry dziękuję i pozdrawiam.

  252. Antylka pisze:

    Moi drodzy proszę Was o pomoc, bo jak widzę jesteście tu tłumnie i często prowadzicie intrygujące dysputy. Otóż sytuacja jest następująca, czy w piosence Urszuli “Konik na biegunach” popełniono błąd wynikający z ludzkiej słabości pisząc “Konik-Z DRZEWA koń na biegunach” zamiast z drewna, bo przecież bezpośrednio z drzew się tych zabawek nie robi, a jedynie z materiału; czy taka forma miała być i jest celowym zabiegiem? Jeśli tak jest to dlaczego? To dla mnie bardzo ważne i proszę o merytoryczną odpowiedź.

  253. Franio pisze:

    Od czwartku bedzie prawdopodobnie nowy
    format

  254. Alicja pisze:

    Oto wpis kol.Motylka z innego blogu, pomyślalam sobie, że ciekawy wpis i powinien być tu umieszczony.
    Ponieważ Motylek odfrunął spać, pozwalam sobie tu wkleić, nie czekając na pozwolenie:
    # Motylek pisze:
    2007-02-28 o godz. 01:13

    Ja z taką ciekawostką w sprawie emotikona.Może się mylę,ale znalazłem
    przy wierszu T.Żeleńskiego Boya pt.?Piosenka wzruszająca? z 1908r.
    znak ?perskiego oka?narysowany przez Autora przy końcu pierwszej
    zwrotki i na zakończenie wiersza/urokliwy zresztą bardzo/.
    Jest również odautorski tekst ,cytuję:
    ?Autor uczuł potrzebę wzbogacenia pisowni polskiej nowym znakiem,który
    pozwala sobie nazwać terminem perskie oko.Znak ten pisarski,którego
    brak dawał sie dotychczas dotkliwie uczuć,zwłaszcza w poezji lirycznej,
    powinien stać sie wkrótce równie niezbędnym,jak dwukropek,myślnik,
    wykrzyknik itd.? koniec cytatu.
    Jasno z tego wynika,że prekursorem współczesnego emotikona był
    Boy Żeleński,czyli nasz ci on jest!! Niebawem mija sto lat-okrągła
    rocznica pierwszego polskiego emotikona.Współczesny odpowiednik
    perskiego oka wygląda tak: ;) ;)

  255. Anna Weronika pisze:

    Witaj BigZ!
    Spróbowałam “TO” rozwiązać… matematycznie:

    ?Coś ta ZA DOMEM (outsajt) tylo czas BIEGAŁ (runował) - spytał z niezadowoleniem wujek.
    LODÓWKA (ajsboksa) pusta, ANI JEDNEJ SKRZYNKI PIWA (ni jedyny kejsy biru).
    TELEFONOWAŁEM (kołowałem) - tłumaczył się piegowaty -ale LINIA TELEFONICZNA ZAJĘTA (łajna biza) była.?

    Niestety nie kojarzę z jakiej książki?
    Pozdrawiam :)Anna Weronika

  256. Torlin pisze:

    Antylko!
    Patrząc z punktu widzenia hiperdokładności, to powinno być: “z drewna”. Ale z tym wyrazem nie jest tak prosto, jakby to chcieli pokazać nasi współcześni fundamentaliści językowi. Słowa pochodzące od wyrazu “drzewo” w staropolszczyźnie przyjmowały formę: “drzewny” i “drzewiany” (lub “drzewniany”), co widać jeszcze w dzisiejszych gwarach. Wiele społeczności, szczególnie wiejskich, do dzisiejszego dnia używa zwrotów: “zrobiliśmy kładkę z drzewa”, “stodółkę buduję, drzewo będzie mi potrzebne”.
    A piosenkę bardzo lubię, również z tego powodu, że kończy się cytatem (cytatą!) z mojego ukochanego filmu.

  257. Ael pisze:

    A znacie jakies inne przykłady pisma ikonicznego?

  258. Alicja pisze:

    Do Marka Jastrzębia:
    Nie wiem, czy uważnie śledzisz ten blog, ale tutaj blogowi dresiarze zjawiają się niezwykle rzadko (zauważyłam bodaj jednego, był - i szybko się zbył). To nie ich poletko działania, nie ma tu kłótni politycznych czy obyczajowych, językowa nuda zaledwie. No i wypada umieć napisać zdanie czy dwa, najlepiej złożone, i najlepiej bez błędów, choć te mogą się zdarzyć, bo nikt nie jest nieomylny.
    I któż ma osądzać, kogo zaprosić, a kogo nie wpuścić za próg?
    Antylko, pytasz “czy taka forma miała być i jest celowym zabiegiem?”. Zapytaj autorów tego ambitnego tekstu, oni wiedzą najlepiej, a przynajmniej powinni.
    Dzień dobry wszystkim w środę, ostatniego dnia lutego. Wiosna tuż!

  259. mt7 pisze:

    Do Alicji:
    Coś Pan Bralczyk Was nie rozpieszcza swoją obecnością!
    To nie jest zgryżliwe, tylko zdziwione.

  260. kambuzela pisze:

    Antylka:
    Oczywiście, że materiałem jest drewno i w piosence jest błąd. Ale merytorycznie na Twoje pytania może odpowiedzieć tylko autor tekstu - bo skąd możemy wiedzieć, czy był to zabieg celowy oraz czemu miał służyć.

  261. otago pisze:

    Antylka; Z technologicznego punktu widzenia drzewo staje sie drewnem po scieciu. Byc moze o koniku z “drzewa” latwiej sie spiewa,ale jest to ewidentny blad jezykowy. Chyba , ze byl w co watpie , zamierzony.Nalezaloby spytac autora. Zdaje sie ,ze jest to ten pan od “Beaty” “Kolorowych jarmarkow ” itp

  262. Franio pisze:

    ARTUR.
    Poniewaz piszesz, ze bardzo Ci zalezy, a profesorek sie zmyl, sprobujmy domowym sposobem:
    Kafel, jak: sopel, kartofel, wafel, magiel, jest rodzju meskiego. Zatem: ten sopelek, ten wafelek, ten kartofelek. A w dopelniaczu: tego sopelka, tego kartofelka, tego wafelka i - tego, jednego - KAFELKA.
    Czy moglbys napisac, dlaczego to bylo takie wazne ?
    Pozdrawiam. Franio.

  263. Franio pisze:

    TORLIN.

    W sprawie Drewnianych - Drzewnianych bolow Antylki:
    Masz absolutna racje. Jest to bez watpienia swiadoma stylizacja, poniewaz tekst jest w obrazku z dziecinstwa, w kontekscie realiow zapomnianych, do ktorych odnosisz swoja opinie. Warto przypomniec, tekst literacki ma prawo do ogromnej swobody jezykowej i dobrze o tym pamietac. To nazywa sie licencia poetica. W dobrym, uzasadniajacym, kontekscie wszystko przejdzie - ku naiwnemu przerazeniu “poprawiaczy”.
    I po co nam Bralczyk, jak jest Torlin ?
    Serdecznie Cie pozdrawiam, Franio.

  264. Franio pisze:

    TORLIN,
    Jeszcze troche: ilez smaku i kolorytu dodaja te “drzewniane koniki” ! Hiperdokladnosc, lub blad, mialyby odniesienie, gdyby to byla instrukcja obslugi obrabiarki do drewna, a na szczescie nie jest. Znasz powiedzenie Picasso: symetria jest estetyka idiotow. Zaiste !

  265. BigZ pisze:

    Anno Weroniko. Prawidlowe wstawienie wyrazów - gratuluję. Przykład z książki M. Wańkowicza “Atlantyk-PAcyfik”.
    Pozdrawiam
    BigZ

  266. Franio pisze:

    Do ANTYLKI.

    Piosenke slyszalem bardzo dawno temu w polskim sklepie i poprosilem o “jeszcze raz”. Jest “addictive” (nie umiem po polsku) przez swoja prostote. Jak u nas Merle Haghart, czy Okudzawa w Rosji. Nie pamietam kto napisal i spiewal, ale melodie i tekst pamietam. Chcialbym Cie prosic o sprawdzenie czy tam jest fragment “…ale zawsze wtedy powiem” ? Badz dobra, odpisz.
    Pozdrawiam, Franio.

  267. Torlin pisze:

    Otago!
    Na tym właśnie polega terror ludzi stanowiących jakąś większość. Jeżeli współcześnie się w taki sposób mówi, to jest to jedyny i dopuszczalny sposób. Ale warto na język spojrzeć z punktu widzenia historycznego.
    Nie uważasz, że jesteś trochę zarozumiały mówiąc o “ewidentnym błędzie językowym” - o przepraszam “ewidentny blad jezykowy”. Od wieków używało się sformułowania “zrobione z drzewa” i jest to widoczne w gwarach.
    Aby Ci udowodnić, jak jesteś zorientowany - to Cię informuję, że autorem i słów i muzyki “Beaty z Albatrosa” (a nie “Beaty”) jest Janusz Laskowski; “Kolorowych Jarmarków” autorem słów jest Ryszard Ulicki, a muzyki Janusz Laskowski - tymczasem kompozytorem “Konika na biegunach” jest Jacek Dybek, a autorem słów Franciszek Serwatka.

  268. otago pisze:

    Gdzies wpadl mi w oko wywiad lub rozmowa z panem profesorem z 20 . 02. 07, wiec moze z tym blogiem jest jak z pewnym niemozebnie brudnym samochodem na ktorym widzialem ledwo widoczna nalepke; NIE MYC. TO JEST NAUKOWY TEST KURZU!

  269. Torlin pisze:

    Franiu!
    Piosenka jest Janusza Laskowskiego, to on ją śpiewał. Dla młodych ważniejsza jest wersja Maryli Rodowicz, która zrobiła z niej cyrk i zatraciła wszystko to, co w tej piosence jest najważniejsze. Tekst masz tu:
    http://tekstpiosenki.emuzyka.pl/1490/1.html
    Już Ci pisałem Franiu, jest terror większości i ludzi młodych. Wczoraj mnie dziewczyna poprawiła w tramwaju, że się nie mówi “tę sprawę”, tylko “tą sprawę”. A jak ktoś śmie powiedzieć “ta cytata” lub “ku jezioru”.
    A mnie się wydawało, że “Symetria jest estetyką idiotów” powiedział Julian Tuwim

  270. agni_me pisze:

    Uch, ależ lubię Was czytać. Frania “drewniane bóle antylki” sprawiły, że ze śmiechu wychlapałam kawę. Odpowiedź Alicji w sprawie dresiarstwa mogłaby być moja. Nieśmiało dodam, że wyleguję się właśnie w dresie. A torlinowa obrona “konika z drzewa” przypomniała mi ładną historię radiową.

    Pewnie ze dwadzieścia lat temu spór dotyczący tłumaczeń Kubusia Puchatka stał się bohatrem wielu audycji radiowych. W trakcie jednej, prowadzonej na żywo, zadzwoniła wściekła pani i wywarczała, że skandal i dramat takie potworne błędy i co robiła korekta, bo na rysunku beczułka podpisana jest “mjut”. Prowadzący nie mógł przestać się śmiać, w końcu litościwie popłynęła jakaś piosenka. Często, kiedy mam ochotę “czepić się” jakiegoś błędu, przypomina mi się ten “mjut”.

    Profesor nas nie rozpieszcza, to prawda. Może osoba moderująca komentarze zechce napisać coś “od siebie” w zastępstwie profesora Bralczyka - będziemy mieli nowe miejsce do komentowania. Tu zaraz dobijemy do tysiąca.

  271. otago pisze:

    Torlin; Bardziej odemnie sa zarozumiali autorzy Slownika Jezyka Polskiego nawet Malego.
    Nie jestem zorietowany w tworczosci pana Laskowskiego, ale jakos mnie to nie martwi
    Zauwaz, ze uzycie zwrotu “z drzewa kon na biegunach” zamiast “z drewna” zmienia sens tekstu i na tym polega ewidentnosc tego bledu.
    Czy musisz przenosic ten Twoj zaczepny styl z innych blogow tutaj? Tu jest troche inaczej, nie uwazasz ?

  272. otago pisze:

    ZORIENTOWANY. Jak sie jest “diasporskim” to slownik sie przydaje jak widac.

  273. Franio pisze:

    TORLIN.
    Widzisz Torlin, tak sie koncza flirty z mlodymi dziewczynami w tramwaju. Nie czym innym, ale gramatyka Cie wykoncza. Przejdz na staruszki. Babcia nie ugryzie. I mowi pieknie. Jesli wie co mowi.
    Jeszcze ojciec powiedzial mi o tej symetrii Picasso. Ty masz wszystkie zrodla - moze sprawdzisz ?
    Serdeczne dzieki za Laskowskiego i tekst. Nie wiem nic o autorze tekstu - Ulickim, ale jesli to byl kolega elektryk z Bialegostoku, to mamy uroczy prymitywizm (”zawsze wtedy”), a jesli nie to - swiadoma stylizacje. Masz racje, pani Marylka “gryzie sie” z rodowodem piosenki.
    Dzieki. Franio.

  274. Franio pisze:

    Otago.
    Nie dobieralbym sie ze srubokretem do tekstu piosenki. Albo - z dalmierzem do obrazkow Nikifora. To jest iluzja, wrazenie, albo to lubisz - albo nie. Franio.

  275. marekk pisze:

    Franio
    Dobrze, że jesteś. W Tobie nadzieja, bo profesor nas zawodzi. Może podaj nowy temat. Jesteś z daleka, masz inne spojrzenie i dystans i to co dla nas jest normalne dla Ciebie nie jest. Zastanów się nad tym i weź inicjatywę w swoje ręce.
    pozdrawiam marekk

  276. Franio pisze:

    TORLIN.
    Znalazlem inne teksty Laskowskiego. Nie warto sie tym zajmowac. To nawet nie siega miana prymitywizmu. Zalosny obrazek. Pozdrawiam. Franio.

  277. Franio pisze:

    Stara Zaba, Marekk.!
    Halo ! Jest ktos w domu ? Wylazcie !

  278. Torlin pisze:

    Agni_me!
    Zdaje się, że jest to anegota Eryka Lipińskiego. Właśnie EL postanowił w “Szpilkach” opublikować dowcip, może nie najwyższych lotów, ale ja nie o dowcipie, tylko o anegdotce z nim związanej.
    “Żona pyta się męża - I co powiedział doktor?
    Że możemy się kochać tylko w dni tygodnia, które w swojej nazwie mają literę R.
    A jaki mamy dzisiaj dzień?
    Nierdzielę”.
    Dowcip taki sobie, ale EL go opublikował, pisząc wcześniej korekcie, aby nie poprawiała. Idzie rano do kiosku - jest “niedziela”.
    Panie Eryku - my nie mogłyśmy puścić takiego byka.
    Ale przecież w ten sposób dowcip jest bez sensu.
    EL opublikował go drugi raz, przypilnował korekty, poczekał, aż pójdą w ruch maszyny i spokojnie poszedł do domu.
    Kupuje w kiosku “Szpilki” - patrzy - “niedziela”.
    Poleciał do drukarni, a tam majster mówi: “Panie Redaktorze, w ostatniej chwili znalazłem błąd i zatrzymałem maszyny, aby poprawić”.
    Ufff!

  279. Torlin pisze:

    Agni_me!
    Jak będziesz swój blog zamykać hasłami, to nikt w życiu Ci się nie wpisze.

  280. Stara Żaba pisze:

    …motyli drewnianych, konikow bujanych… KUM!

  281. Torlin pisze:

    Otago!
    Jeżeli Cię uraziłem - wybacz. Ale masz właśnie te skłonności współczesne, których ja nie znoszę. Nie ma czegoś w słowniku - tego nie ma. Jest mnóstwo wyrazów starych, archaicznych, których nie znajdziesz w żadnym współczesnym słowniku, a których można używać, szczególnie w tekście piosenki.
    Ale oczywiście bywają w słynnych utworach ewidentne byki. Pamiętasz: “zgasną podłogi i powietrza”? Tadeusz Woźniak (tekst “Zegarmistrza Światła”).
    A Urszula Sipińska, jak śpiewała:
    “Zapomniałam twoje oczy,
    Zapomniałam twoje usta,
    Nasza ścieżka pod sosnami stoi pusta” Inki Korniszewskiej?
    A o “zorientowanego” chodziło mi o to, że wiążesz Franciszka Serwatkę z utworami Janusza Laskowskiego i tylko to chciałem Ci udowodnić. Jak ja wiem Serwatka pisał coś dla Demarczyk, co jest dla mnie wystarczającym argumentem.
    Drogi Franiu!
    Tak się piosenek Laskowskiego nie słucha, ani nie wolno ich czytać. Ja mam wspomnienia z końca lat 60., niestety ubiegłego wieku, letni przytulaniec na deskach przy plaży gdzieś na Wybrzeżu - głos z głośnika był wprawdzie trochę skrzypiący, ale to nie przeszkadzało. Franiu - nie ten wiek (nasz), nie ta atmosfera, nie to towarzystwo. Utworów orkiestry weselnej, przy której się świetnie bawiłeś, też nie słuchasz z kompaktu w domu.
    Markku!
    A może Ty byś coś zaproponował? Musimy sobie sami dawać radę.
    Pozdrowienia dla Alicji i Starej Żaby.

  282. Anna Weronika pisze:

    Witaj BigZ! Miło mi… Dziękuję… :)
    Fakt - strzał w ciemno to byłby Wańkowicz…
    Moja zagadka dla Ciebie to pytanie:
    o czym piszę we wpisie w blogu z 1 marca
    http://anavera.fotogalerie.pl/blog
    wystarczy podać jeden wyraz… :)
    dodatkowe naprowadzające pytanie:
    czy w świetle można zobaczyć światło?
    Pozdrawiam serdecznie :)Anna Weronika

  283. otago pisze:

    Zapomnieliscie juz ,ze to sie zaczelo od Antylki ?

  284. Franio pisze:

    Czy Zaba moze sie ochwacic ? Na to wyglada.
    Ochwacila sie, zadarla las i poleciala w ogon. Czy Ty tam siedzisz pijaniutka, jak prosiecie i co Cie nie zapytaja - “kum” ? Czyj kum i dlaczego Ci tak przypadl do gustu ? Tu sie waza dziejowe problemy jezyka i dorobek poezji Janusza Laskowskiego, a Ty - “kum” ?
    Profesor zaginal, a Ty - “kum” ? ARTUR ma zyciowy prolem z kafelkiem (ciekawe czy przezyl), a Ty - “kum” ? ANELKA nie wie jaki lepszy: drewniany czy drzewniany, a Ty - “kum” ? Urok Ci zadali, czy co ? Szaleju sie najadlas ? Ciagle pamietam, ze mi obiecalas o konikach i czekam. Ad mortem usrandam bede czekal.

  285. Franio pisze:

    Mareczku kochany, znalazles sie ! Chwala Bogu, ze sie nie pokumales ze Stara Zaba, bo cholera wie, jaki dzwiek bys wydawal.
    Chcesz temat ? Masz temat: dlaczego mamy takie idiotyzmy, jak: strasznie dziekuje (?!), okropnie sie ciesze itd. Uprzejmosci Belfegora… Znasz takich wiecej ? Skad sie to bierze i jakie ma uzasadnienie ? Upior byl jakis, co tak mowil ? Jeszcze w szkole slyszalem: “Magda to kur..wsko uczciwa dziewczyna”(?!) Od kiedy to wzor uczciwosci ? Pokickany ten jezyk i ja go nie rozumiem. Jesli wiesz, to mnie oswiec.
    Franio.

  286. jasko51 pisze:

    Pan Profesor chyba zapadł w sen zimowy. Czekajmy do wiosny.

  287. Ryszard pisze:

    Jeżeli w gazecie Fakty napisano , że w Polsce wylądowały dwa UFA to jest to ponglish czy engliski? Mrowie UFÓW brzmi jeszcze lepiej , ale nie wiem czy UFY latają ławicami

  288. agni_me pisze:

    Ha! Tu cię mam, otago. Słowniki, z całym szacunkiem do nich, pokazują zaledwie wycinek języka. Pomijają ogromne bogactwo gwar, regionalizmów, środowiskowych przyzwyczajeń. Mało, lekceważą niedawno poprawne ortografie czy znaczenia, podając tę jedyną słuszną. Panowie Franio i Torlin tłumaczą to przecie jasno.

    Czasem warto zerknąć - zamiast słownika - do korpusu języka polskiego. Tam to bogactwo widać choć w części, cieszy oczy ogromnie. No i uczy pokory wobec języka. Korpus podaje całkiem sporo przykładów “rzeczy z drzewa”, zatem wielu autorów, a potem redaktorów i korektorów uznało, że - mimo słownikowej wykładni - są takie językowe sytuacje, które uprawniają do “konika z drzewa”. Pozdrawiam.

    Torlinie!
    zostawiłam dla Cię list u się. :)

  289. otago pisze:

    agni me; KON PROSTO Z DRZEWA.Jak Ci sie podoba?

  290. haha pisze:

    Franiu. “Strasznie dziękuję” i inne przytoczone - to oskymorony (taka figura stylistyczna, polegająca na łączeniu antonimów). Może być gorzka miłość, może kupą pachnieć…

  291. koala_mis pisze:

    Witajcie blogowcze, czytam od dawna komentarze. Pierwszy raz ” z pewną dozą nieśmiałości” zabieram głos. Gram w brydża w ” kurniku”. Nie jestem, ani świetną brydżystką, ani purystką językową. Tymniemniej spososób komunikowania w tym portalu mnie poraża. Czasami nie rozumiem co mi chce powieddzieć partner. Dzis np. przekazano mi informację - nie mam dwuch asuf. Zrozumieliście? Ja też, po chwili. Czasami myślę, że tam grają cudzoziemcy, którzy uczą się polskiego.
    Mam pomysł, może ktoś by napisał pracę naukową na temat ……………….

  292. anglistka pisze:

    Franiu
    tak jest też min w ang: I’m terribly sorry
    (nie mówiąc o innym przymiotnikach!:)
    Nie rób na siłę z j. polskiego jakiegoś unikatu lingwistycznego:
    to jest tylko średniotrudny język indoeuropejski (opinia lingwistów)

  293. Dante. Boska komedia pisze:

    `Porzućcie wszelką nadzieję, któryście tu weszli`.

  294. Alicja pisze:

    Dante,
    czyżbyśmy w Piekle byli?! Ojej, ojej! Nie ma możliwości, by się jakoś ewakuować?
    Franio, “strasznie fajnie, okropnie mi przykro” już przerabialiśmy, nie uważałeś na lekcjach!

  295. Torlin pisze:

    Anglistko!
    I masz rację i nie masz racji. Język polski jest dwustopniowy pod względem nauki. Stosunkowo łatwo jest go nauczyć się, jeżeli będziemy stosować zdania - nazwijmy to - normalne, typu zachodnioeuropejskiego. Dla obcokrajowców jest bardzo trudny, gdyż ich zdaniem sprzeczny z logiką - jest wtedy, gdy stosujemy potęgę fleksji.
    Dam przykład. Najprostszy. “Pies pogryzł Janka”. We wszystkich językach zachodnioeuropejskich będzie to dokładnie w tej samej kolejności (ewentualnie z formą czasownika na końcu). I ten stopień języka jest łatwy do opanowania.
    Tymczasem Polacy w zależności od okoliczności mogą powiedzieć:
    - Janka pogryzł pies,
    - pies Janka pogryzł,
    - pogryzł pies Janka,
    - pogryzł Janka pies,
    - Janka pies pogryzł.
    To są tylko trzy wyrazy, jeżeli to przeniesiemy na olbrzymią ilość słów, obcokrajowcy zaczynają się gubić. Rozumieć rozumieją, ale sami starają się mówić pierwszym sposobem.

  296. agni_me pisze:

    otago, to zależy od konia, nie drzewa. Jeśli pytasz o moje upodobania językowe, mam wrażenie, że przedstawiłam je wyraźnie.

  297. Franio pisze:

    anglistka.
    Dziekuje. Moze jest. Ale my tu dyskutujemy polski. Dlaczego tak jest ? Czy jest wiecej wyrazow, niz “strasznie” i “okropnie” w takich zestawieniach ? Nie moge znalezc. Dlaczego tylko te dwa ? Pozdrawiam. Franio.

  298. Franio pisze:

    haha.
    Dalej nic nie rozumiem. “Ox” (sprawdzilem) to osiol, a “moron” to dziwak, glupiec - czy to byl osobisty przytyk ? Z kolei - zmusiles mnie - “kupa moze pachnac” chyba, nie - “pachniec”, jak piszesz. Po za tym, to jest sztuczna forma, nikt tak nie powie, kupa smierdzi i tyle. Nie robcie sobie zartow. Dlaczego tylko dwa wyrazy “strasznie” i “okropnie” sa tak uzywane ? Sprawa bardzo wazna. Dziekuje. Franio.

  299. Franio pisze:

    TORLIN.
    Probuje znalezc inny tekst: “Na Francuskiej, na Francuskiej jest malenka kawiarenka…” i nie moge. Czy bylbys laskaw ? Przepraszam za bezczelnosc. Franio.

  300. marekk pisze:

    Franio
    U nas ostatnio modne stało się powiedzenie ?PORAŻAJĄCA WIEDZA lub WIADOMOŚĆ- faktycznie to jeszcze nic nikogo nie poraziło. Inne perełki to ?NIE POSIADAM WIEDZY - a już wyrazy kończone na spółgłoskę M np. KULTUROM OSOBISTOM to klasyka. Gdyby tak wyrażali się ludzie prości, bez wykształcenia, np. pracownicy S. Żaby w latach 60-tych, to jeszcze można zrozumieć.
    W tych pierwszych przypadkach ludzie chcieli podkreślić zapewne ważność słów, które wypowiadają oraz pochwalić się jak umiejętnie posługują się językiem ojczystym. Co z tego wychodzi sam widzisz. Jak jednak określić słowa które przytoczyłem na końcu nie mam pojęcia, chyba idiotyzmem. Mówi się, że język nie jest martwy lecz żywy. Jeżeli w tym kierunku ma się rozwijać to chyba lepiej będzie gdy zostanie łaciną.
    NA FAKTACH AUTENTYCZNYCH, COFNĄĆ SIĘ DO TYŁU, SPAŚĆ NA DÓŁ, WRÓCIC SPOWROTEM.
    Każdy kto zadaje się z Żabą wydaje później rechot. Już kiedyś rechotałem za jej przykładem, ale ostatnio coś opuściła nas i nie chce uraczyć nowym opowiadankiem.
    Gdy przypomnę sobie coś nowego to napiszę. Dziekuję za podjęcie tematu.
    Pozdrawiam marekk

  301. otago pisze:

    Dante……. ;To chyba najlepszy wpis , nie tylko w tym blogu.

    Koala mis ;Jakie miejsce taki jezyk.Moze to jest ten korpus jezyka jak ktos wyzej pisal ?

  302. dr Nikodem Dyzma pisze:

    `oskymorony` od haha! Franiu, a może tak - w mordę?

  303. Franio pisze:

    haha.
    Twoje przyklady i moje “bole” to nie oksymorony. Ani “strasznie”, ani “okropnie” nie sa antonimami “dziekuje”. Strasznie i okropnie przyjely sie w jezyku, jako wzmocniona forma “bardzo”. I zaryzykowalbym twierdzenie, ze tylko te dwa.

    anglistka.
    Dziekuje za odpowiedz nie na temat. Proces porozumiewania sie u Polakow jest za to “arcytrudny” i z pewnoscia nie do pojecia dla innych. Dlatego wszystko idzie tak skladnie…

  304. Franio pisze:

    Marekk.
    To “nie posiadam wiedzy” poszlo chyba od p.min. Fotygi. “Porazajace” fakty, czy wiadomosci byly od bardzo dawna w rosyjskim, jest u nich nawet “porazaiushchaia krasota”. Jak wskazuje Blog, w Polsce to sie zaczelo rok temu ? (popraw). Lubisz, nie lubisz - oddzialywanie tego sasiada widac w jezyku. Som, idom, robiom, chodzom - byly zawsze w niepoprawnym polskim, ale na ulicy, a teraz weszly “na pokoje”. Wolnosc to wolnosc ! “Chcieliscie wladzy, no ta ja macie !”
    (K.I.G.). Nawet pan prezydent i pan premier podobnie mowia (chodzo, robio, ido itd). Moze u nich jest to chwyt populistyczny, nie wiem.
    Jak zauwazyles, Profesorowi zabraklo (jak to grzecznie powiedziec ?)…..,zeby odwaznie wejsc do starej wody, jak wuj Starej Zaby - “co ma wisiec nie utonie” - i zaczal od dosc pokretnej gimnastyki, zeby przejsc do niezbyt jasnej problematyki i tak znowu zostawi. Na miesiac, albo dwa. Obym sie mylil. Pozdrowienia. Franio.

  305. anglistka pisze:

    “posiadać wiedzę’ upowszechnione (wymyślone?) zostało przez komisję d/s Rywina.
    Franiu, JA Cię zrozumiałam. PEwnie dlatego, że się lepiej posługujesz naszym językiem ojczystym.
    A Pan Profesor nie pisze bloga, tylko udostępnia fragmenty swej najnowszej książki internautom. Tak myślę:)
    Pozdrawiam

  306. anglistka pisze:

    Torlinie!
    To nie jest MOJA racja. To opinie językoznawców.Sorry!
    Przyznam, że ja też byłam zdania, iż polska fleksja jest zabójcza
    dla cudzoziemców. Prof Miodek i Jego koledzy po wielu latach
    nauczania j.polskiego potwierdzają, że jednak nie.

  307. aimee pisze:

    u mnie w pracy zamiast wysylac mi list - wysylają briefa.. :P

  308. Barbara pisze:

    Wąż walutowy ugryzł w Achillesową piętę kolosa na glinianych nogach - przeczytałam przed laty w pewnym poważnym czasopiśmie ekonomicznym.

    Dziś prawdziwych węży walutowych już nie ma. Za to nagminnie występują obrady rady, w wyniku których sprawy stają na rządzie, na komitecie (stałym rady ministrów z nieocenionym p. Gosiewskim na czele), na klubie parlamentarnym, wreszcie na prezydium Sejmu. Nic dziwnego, że potem droga tych mizernych pomyslów wiedzie już tylko do Trybunału Konstytucyjnego, a stamtąd na śmietnik historii polskiego parlamentaryzmu.

    Wiem, że piszę nie na temat. Aby nawiązać do tematu, podziękuję z góry za uwagę: thank you from the mountain.

  309. Ewa007 pisze:

    Szanowny Panie profesorze, z chęcią przeczytałabym jakiś dłuższy artkuł na temat “ponglish”. Chciałabym napisać o tym “zjawisku” pracę magisterską, ale nie wiem, gdzie mogłabym znaleźć więcej informacji, proszę więc o pomoc.

  310. beata-zubrzycka pisze:

    Witam Szanowny Panie Profesorze!

    Mam takie pytanie odnośnie Ponglish-a, Pinglish-a, Poglish-a…czy może “bardziej po polsku”: ponglisza, poglisha, pinglisza…W każdym bądź razie nie pisownia mnie najbardziej nurtuje, ale to jak odróżnić Pinglish (ta nazwa chyba najłatwiej mi “wchodzi”) od neologizmów czy zapożyczeń? Czy mają tu znaczenie normy językowe, które są przecież elastyczne w zależności od potrzeb? I czy Pinglish można uznać za język błędów językowych? Bo przecież Pinglish nie ma jeszcze określonych zasad, którymi można by się posługiwać tworząc go. Każdy robi to na swój sposób - tak jak mu wygodnie.

  311. mkrsk pisze:

    Polscy dziennikarze, nawet znający angielski, czytają np. ‘Australian Open’ w ten sposób, że pierwszy wyraz zgodnie z fonetyką polską, a drugi - z agielską. A potem starają się z wyjątkową dykcją czytać obce nazwiska…

  312. krysia pisze:

    U nas w “Adalajdzie” ludzie się “lawiają” i jeżdżą “hajłejem” do “Sydneja”
    A dzieci tu urodzone /co niektóre/ jedzą “jajcownicę” a ich znajomi “ruszają” /przeprowadzają/ się do innego domu.

  313. arpad pisze:

    Witam,

    najpierw przepraszam, za ewentualne błędy lingwistyczne i ortograficzne, mimo, że słownik ortograficzny mam pod ręką, może się zdarzyć, że przeoczę jakieś słowo. Od dawna nie mam kontaktu z polszczyzną.

    Jestem przeciwnikiem takich, opisanych powyżej zwrotów. Gdy mówię, w jakimkolwiek języku staram się to czynić używając zwrotów, które dla danego języka są standardem. Bardzo mi przeszkadzają wszelkie nowinki i hybrydy, przejęte z innych języków, mimo, iż istnieje odpowiednik danego słowa w języku polskim czy też innym. W języku niemieckim jeszcze bardziej mi to podpada, gdyż posługuję się nim na codzień. Zdarza się, że w telewizji słyszy się jakieś zdanie i człowiek się zaczyna zastanawiać, że przecień w sumie nie było tam ani jednego słowa niemieckiego, wszystko zostało przejęte z angielszczyzny.

    Podobnie w języku polskim. Bywając w Polsce zauważam za każdym razem (i to ze smutkiem), że język z każdym rokiem się na niekorzyść zmienia. Do dziś nie potrafię się przyzwyczaić do formy “oczami”, którą to tak bardzo tępiono, gdy byłem jeszcze w szkole. Podobnie ma się sytuacja braku polskich znaków diakrytycznych na wielu stronach, wypowiedziach, czy też komentarzach. Owszem, potrafię bez problemu czytać takie zdania, lecz nie muszę tego akceptować. Dla mnie to kaleczenie języka. Pierwszą rzeczą, którą robie, instalując oprogramowianie na moim komputerze, to instalacja dodatkowych sterowników klawiatur. W obecnym czasie każdy komputer akceptuje nawet tak egzotyczne alfabety jak arabski, czy dewangari. Tłumaczenia, typu “mój komputer tego nie obsługuję, bo mieszkam w XYZ” są dla mnie nie do przyjęcia i nie rozumiem ich. Owszem, pisząc e-mail w np. angielskiej bibliotece rzeczywiście nie ma się innego wyjścia, ale na własnym komputerze w domu? Na dodatek, na komputerze, który został w Polsce zakupiony i ma standardowo zainstalowany polski Dlaczego więc większość polskich internautów nie używa znaków diakrytycznych? Kiedyś chciałem kupić w Polsce narodową klawiaturę, na której znajdowałyby się znaki diakrytyczne. Jak się okazało, jest to prawie niemożliwe! Może to jest właśnie problemem lenistwa większości ludzi, którzy pisząc na komputerze nie chcą naciskać klawisza ALT. Polska jest chyba jedynym krajem, który znam, w którym używa się klawiatur, na których nie ma wypisanych znaków diakrytycznych. Dlaczego nikt w Polsce nie wpadł na pomysł, aby wrócić do klawiatury typu maszynistki i zmusić producentów i sprzedawców do dostarczania klientowi zgodnego z Polską normą urządzenia?!? Co na to Ustawa o Języku Polskim? W Niemczech, nikt by nie wpadł na pomysł pisania tzw. “Umlautów” za pomocą ae, ue itp. Nawet wiadomości tekstowe w telefonach komórkowych są pisane zgodnie z normami.

    Aby dostować moją klawiaturę, musiałem sobie wypisać polskie znaki diakrytyczne na klawiaturze. W ten sposób mam ciągły do nich dostęp i wcale nie męczy mnie ich używanie. One po prostu są pod ręką, więc ich używam. A użycie klawisza “Shift” dla niektórych z nich jest mniej męczące niż ciągłe naciskanie “ALTa”.

    Mam tylko nadzieję, że ta syuacja się w Polsce zmieni, a wtedy ludzie wrócą do używania znaków diakrytycznych nawet w prywatnej korespondencji lub na forach internetowych. Mam zbyt duży respekt i szacunek do języka polskiego, aby go tak kaleczyć, nawet gdy pisanie, w przeciwiństwie do czytania po polsku mi osobiście zaczyna sprawiać coraz to większą trudność a słownika ortograficznego musiałem teraz też cztery razy użyć.

    Pozdrawiam i błagam: zacznijcie znów używać polskich znaków diakrytycznych i pisać zgodnie z normami!

  314. mimi pisze:

    Ja uważam że młodzi trochę przesadzają z tym angielskim i go za bardzo spolszczają a po po angielsku powinno być tak ;Do you speak english? i dlatego apeluję do młodzieży mówcie poprawną angielszczyzną bo jak was zapyta jakiś angilik Do you Speak english? to wy zaraz to spolszczycie nie ładnie tak to jest obraza dla anglików i ich królowej Elżbiety 2!

  315. tropiciel bzdur pisze:

    A jak Anglik zapyta: Jak sze maaasz?

  316. Aśka pisze:

    Panie profesorze, myślę, że dobrym przykładem będzie popularne “luknij” ;)

    Pozdrawiam!

  317. Matematyk Teoretyk pisze:

    W.P. Tropiciel Bzdur 20:57

    W kraju mojego stalego pobytu bardzo popularna jest forma “howzit”.

  318. tropiciel bzdur pisze:

    Matematyku T !
    rozumiem, że ‘howzit’ to ma być hinduska wersja How is it?
    “Jak sze maaasz’ jednak nie jest zwyczajnie zangielszczoną
    wersją polskiego powitania, tylko cytatem z Borata.
    A co chodzi z tym dżentelmen vs gentleman? To na serio
    ta różnica, czy głębsza myśl w skrócie a la Franio?

  319. Matematyk Teoretyk pisze:

    Tropicielu Bzdur, podtrzymuję, że bez pół litra problemu dżentelmen vs. gentleman nie udźwigniemy we dwóch. Masz rację, “howzit” znaczy “how is it”, w sensie “how are you”. Jest też drugie wyrażenie “howzat” (how is that), ale jest używane przez krykiecistów.
    Kiedyś dyskutowaliśmy o zwrocie “bosh” w znaczeniu Boże. Ja wymieniłem angielskie słowo “gosh” o znaczeniu “God”. Przypomniało mi się jeszcze jedno angielskie słowo “gee”, które należy czytać “Jesus”.

    Szacunek - M.T.

  320. tropiciel bzdur pisze:

    Gee chyba należy ROZUMIEĆ jako ‘Jesus’ , a nie czytać(=wymawiać)?
    Czyta się ‘dżii’. Miałeś na myśli ‘it reads..’?
    Młody jestem, ale na pół litra już wątroba nie ta:)
    Ri’spekt!
    TB

  321. Sochers pisze:

    Witam wszystkich,

    Z niepublikowanych powyżej zwrotów mogę wpisać ‘zhooverować (od to hoover)=odkurzać’, ‘zdastować=ścierać kurze z półek’

    Pozdrawiam,
    MS

  322. Beata pisze:

    Chodzę poćwiczyć w klubie fitness, w którym ta sama instruktorka na każdych zajęciach powtarza, że “ma dzisiaj takiego pałera, że ją roznosi” lub “chłopki, jak zwykle, lukają do nas”. Obiecuję, że pilnie ćwicząc ciało, wsłuchiwać się teraz będę w każdą “pongliszową” wypowiedź trenerki. Nie słyszałam dotychczas słowa “ponglish”, a to z tego powodu, że nie lukam, nie mam łikendów, brejki w pracy są nie dla mnie, bo nie jadam lanczów. Śmietnik językowy to śmietnik umysłowy. Odpady? Nie dla mnie. Pozdrwiam, Beata.

  323. Ash pisze:

    Ponglish? Pierwsze słyszę o takim terminie, to jakoś inaczej się mówiło - zapomniałem jak. Hehe…

    Co do zwrotów:
    luknij (look) - spójrz.
    ale masz spida (speed) - ale jesteś szybki.
    bo dostaniesz heda (head) - to już z gier komputerowych: strzał w głowę przeciwnika to wysoce punktowany “headshot” (strzał w głowę). Teraz zamiast powiedzieć “Zaraz dostaniesz w pysk”, słyszy się “Bo ci walne heda”.

    Internet to też mankament - to właśnie dzięki niemu interakcję między sobą podejmują np. Polacy grający w angielskie gry i porozumiewają się po niemiecku (bo inni gracze znają tylko ten język). I co wychodzi? Język internetowy asymilowany przez społeczeństwo i wykorzystywany w dniu codziennym. I tak oto idąc przez szkolny korytarz słyszę zamiast głośnego “Hahahah” sformułowanie “lol”, albo zamiast “Ale on jest powolny” słyszy się “Ale ma laga”. Sprawa pongliszingu wydaje się mieć źródła i w sieci…

  324. Władysław pisze:

    Wróciłem do Polski po prawie 30 latach z USA.
    Podczas rozmowy staram się mówić czystą polszczyzną, tłumacząc wszystkie angielskie słowa na polskie.
    Od czasu jak usłyszałem w polskiej telewizji wywiad, w którym “głowa” powiedziała:
    “Ostatnio markietynguję.
    ..
    Dzięki pomocy menegera lizynguję porządny samochód. ”

    oraz, gdy słyszę jak ludzie spolszczają słowa angielskie, to doszedłem do wniosku że mówienie po “polonusku” wcale nie jest gorsze lub wstydliwe.
    Czy “ponglish” jest naturalną ewolucją j. polskiego, czy dziwolągiem?
    Razi mnie również mówienie lub śpiewanie w j. angielskim przez ludzi, znających słabo angielski lub ze złym akcentem.
    Wygłąda to bardzo smętnie i świadczy o lekceważeniu znajomości obcego języka.

  325. kakasia pisze:

    Władysławie
    ‘czysta polsczyzna’ to mit. A zapożyczenia z niemieckiego (setki!)
    i innych języków? Da sobie radę język polski i z pożyczkami angielskimi.
    Część zostanie, część wyjdzie z użycia, to jest normalny proces.
    Pozdrawiam

  326. kicior99 pisze:

    Zastanawiałem się kiedyś na temat tego mutanta (całośc przemyślen zamieściłem tu:
    http://kicior99.blox.pl/2007/06/Cajdry-na-flacie.html)
    Szapnerstwo - zgoda. Lenistwo - też coś w tym jest. Alr chyba najczęściej można to wytłumaczyć niedosłownością odpowiedników. Jobcentre nigdy nie będzie naszą PUP-ą. tak jak Inland Revenue nie pokrywa się znaczą skarbówką, a NIN z NIP-em. Grzechem absolutnym i morderstwem jest tłumaczenie sausage jako kiełbasa - poza kształtem nie mają w sobie nic podobnego! Działa to też w drugą stronę - polski boczek nie jest sperzedawany jako bacon a jako… polish boczek (sic!)
    Ponadto adaptując się do nowych warunków życia, emigrant raczej nie będzie się zastanawiał nad polskimi, niedokładnymi odpowiednikami: pójdzie szukać pracy do jobcentre tylko dlatego, że inni też tam chodzą.

  327. Joanna pisze:

    Witam.Mam do pana prośbe moze pan mi napisac po j.angielskim tekst na temat spiewania i tanczenia.Bardzo o to prosze.Jest to mi potrzebne.

    Pozdrawiam

  328. kakasia pisze:

    Joanna dała mały odlocik.Pomarańczowa Alternatywa?
    Czym się różni wróbelek?

  329. Nikt pisze:

    Jaki tam “Ponglish”… Po “Polskiemu” się mówi… ;)

    Pytanie mam czemu “kara” a nie “kar”? Przecież auto czy samochód to wyrażnie objekt męski, nie?

    Raz kolega napisał e-mail’a do większej ilości ludzi po angielsku i po polsku, ale przetłumaczył “craptacular” na “za***ista” co jest trochę ostrzejszym wyrażeniem niestety… =/

    A tak to jeszcze jest przykład “moja mama sfalowała ze stepsów do seleru”… XD

  330. J pisze:

    Dziewczyna przebywajaca kilka miesiecy w USA ciagle do mnie “pongliszowala”: louszyns, hef fan, yaaa, aj suer de gat, cziaptery, bloki, kuodry, kjut, soo?, a ront nou. Jeszcze mnie upominala kiedy nie zrobilam bledu jak mowilam do kogos po angielsku, uparla sie, ze ona ma racje. A sama powiedziala: Szi dont hef yt zamiast: Szi dazynt hef yt.

  331. Polishman in UK pisze:

    Hmmm… ja troszkę zaprostestuję przeciwko totalnej krytyce tzw. ponglish. Jak wcześniej już zauważył kicior99, nie wszystko jest dokładnie przetłumaczalne i brytyjskie nazwy często po prostu bardziej oddają rzeczywiste znaczenie danego wyrazu (jak NIN, council czy job centre). Co więcej, jak słusznie zauważył pan profesor, wiele elementów ponglish od dawna funkcjonuje nie tylko wśród emigrantów, ale też w świecie polskiej reklamy (branding, target, marketing, PR itp.) czy wśród gawiedzi związanej z informatyką (’klikamy na linki’, zamiast ‘przyciskać lewy klawisz myszy komputerowej w celu otwarcia odnośnika do strony internetowej’). Szerzej o zjawisku:
    http://polishmaninuk.com/2008/09/ponglish/

  332. ewelina pisze:

    Witam Panie Profesorze. chcialabym sie dowiedziec o jakies artykuly na ten temat. ciekawa jestem czy sa juz wydane jakis ksiazki. Gdyz rozwazam pisanie pracy licencjackiej na ten temat. Bede bardzo wdzieczna za jaką kolwiek informacje.

Dodaj komentarz