Prowokacja i reakcja

Kambuzela ma rację, bardzo mi się to samoprowadzenie się mojego (?) blogu podoba i w ogóle cenię sobie możliwość własnej dyskrecji, inaczej niż w innych mediach, gdzie, naiwny i sprowokowany, bywam ekstrawertyczny, co słusznie, choć może zbyt okrutnie wyszydza Pan Franio, który “męski dystans” chyba tylko ironicznie mógł uznać za niezrozumiały dla siebie skrót myślowy.

Przykłady Pana Pana Brata bardzo ciekawe. Może rzeczywiście spróbować najpierw nie tyle eliminować, ale wręcz dodatkowo formalizować skrótami te humanistyczne postękiwania?

Czy mają Państwo słowa, którym nie mogą się Państwo oprzeć? A może wiedzą Państwo o takich słowach (zwrotach, wyrażeniach, zdaniach), które magicznie wywołują pożądaną reakcję u Państwa znajomych?

Jedni ulegają zbyt łatwo zwykłemu “proszę”, inni łakną zapewnień, że “tylko oni to potrafią”. Podobno najsilniejsze jest “co ci szkodzi?”, ale to niepewna informacja. Mam zamiar napisać małą książeczkę o takich właśnie językowych zachowaniach i zbieram materiał. Trochę mam, ale liczę na Państwa (to zapewnienie o liczeniu też tam będzie).

Wpis “Prowokacja i reakcja” skomentowano 534 razy

  1. Torlin pisze:

    Ja przyznaję się bez bicia, że muszę się powstrzymywać przed dodawaniem bez przerwy wyrazu “rozumiesz”?

  2. Michał Dawidowicz pisze:

    Dobry wieczór, Panie Profesorze!

    Jeśli już mam silić się na zwierzenia, to przyznam, że nie mogę się oprzeć mówieniu: “prawda” na końcu zdania, choć, zauważyłem, udało mi się to zniwelować ostatnimi czasy (może po prostu mniej mówię…:)).

    Nie wiem, czy praca na ten temat nie wkracza za bardzo w dziedzinę psychologii, bo ta, jak sądzę, ma olbrzymie znaczenie w tych językowych zachętach.

    Jedni, nie będą mogli oprzeć się, choć wszystko nie będzie się działo przy udziale zastanowienia, na powiedzonka godzące w ambicję i wizerunek danej osoby jako osoby odważnej i chętnej zmierzać się z czymś nowym. Mam tu na myśli filmowe, ale realne: “Tchórzysz?”.

    Ciekawą odmianą jest forma szowinistyczna - “No, tak, jesteś kobietą, nie dasz sobie rady. Nieważne. Niepotrzebnie zawracam Tobie głowę.” Warto powiedzieć, że tutaj proszący-strateg nie ma zamiaru urazić godność w sferze odwagi/tchórzostwa, ale w sferze płciowej, więc dotyka jakby głębiej.

    Inną formą jest zwykłe proszenie, o jakim Pan wspomniał. Myślę, że najbardziej wyrafinowaną strategicznie jest forma: “Czy mógłbyś zrobić dla mnie…?”. Odpowiadający często nie ma najmniejszego wchodzić w dyskusję - “czy dla Ciebie jestem w stanie”, więc najczęściej zgadza się. I tutaj kryje się niebezpieczeństwo - psychologowie ostrzegają, że człowiek zaczyna lubić osobę, dla której coś robi, której pomaga, więc może się okazać, iż ta osoba…pragnie zdobyć naszą sympatię, co raczej wykluczaliśmy przedtem.

    Jeżeli zaś o mnie chodzi, to mam Nadzieję, że nie jest tak, iż potrafię skusić się na coś, że potrzebuję jakiejś przynęty, aby czyjąjś prośbę spełnić. I w tym miejscu, jeśli będę myślał stereotypowo, Kobieta pomyśli: “Tak, za piwo, za mecz Polska-Anglia, to pewnie byś wszystko zrobił”. Celowo nie wspominam o stereotypowym “wiadomo co”, bo niezmiernie szanuję Pana Moderatora, który pewnie skorzystałby z prawa zakazu publikacji, jeśli użyłbym “wiadomo co”, po którym stereotypowy mężczyzna skusi się zawsze.

    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Franio pisze:

    Kochany Panie Profesorze,
    Przepraszam za jadowity jezor, ktory Pana urazil. I prosze teraz mnie dobrze zrozumiec: dla mnie to sa meskie zabawy, kiedy Pana zaczepiam, przygryzam, prowokuje. Wiem, ze potrafilby Pan odparowac kazdy z moich “jadow” z nawiazka i nie moge sie tego doczekac ! Probuje wyzwolic na Blogu blyskotliwe riposty Profesora Bralczyka i nie potrafie ! Cierpliwosc i takt wczesniej czy pozniej wydrukuja Panu Profesorowi zaproszenie na moj pogrzeb. Przywolam tu z pamieci moja poranna rozmowe z palaczem w kotlowni, w czasach studenckich, ktory raniutko stal przed brama w sloneczku, usmiechal sie rozmarzony i na pytanie: “Panie Gwint, cos pan taki dzis szczesliwy ?” odpowiedzial: “Panie Franiu, zebys pan slyszal jak mnie dzisiaj magister Krowka cudownie op….il !” Cos mam w sobie z tego Gwinta…
    Mialem rowniez nadzieje, ze sprowokuje temat “damskich” i “meskich” okreslen w jezyku, jak powstaly, jak jeszcze trwaja i jak/dlaczego wkrotce sie skoncza, zwlaszcza te “damskie”. To kopalnia ! U nas przewalila sie cala kampania rownouprawnienia, feministycznych ambicji(slusznych zreszta),a teraz weszlo to do kodeksu poprawnosci politycznej. Nie daj Boze, zeby dziennikarz uzyl na przyklad zwrotu “trzezwo, po mesku”. Kazde damskie pioro ruszyloby do ataku i roznioslyby go jak na lancach ! Bylby formalnie oskarzony (tak, tak, z pozwem, sedzia i wszystkimi szykanami) o lansowanie meskiej hegemonii, degradowanie kobiet, niepoprawnosc polityczna. Bylyby nawet takie, ktore by wrzeszczaly: my tez czasem bywamy trzezwe ! Poniewaz ekstremy wieja z wiatrem, z Zachodu na Wschod, juz lada dzien bedzie mial Pan takie rodzynki w Warszawie. Moze warto o tym porozmawiac zanim damski kataklizm zwichnie Panu poczucie rzeczywistosci ?
    Sam jestem ekstrawertyk i niech Bog Pana blogoslawi za to, ze publicznie sie Pan przyznaje. Malo mamy miejsca na szczere rozmowy i w tym - misterium blogu. Jednoczesnie istnieje niepisany kodeks przyzwoitosci, szanowany bez wymuszania. Pojedynek nie jest fair, bo my jestesmy w maskach, a Pan musi wystepowac z otwarta przylbica, ale - jaka roznica potencjalu ! Takiego zasmarkanca (zeby nie napisac gorzej) Frania moglby Pan zawiazac w supel i rzucic w kat, nie przerywajac smazenia schabowego !
    Prosze pamietac o mojej szczerej sympatii i wielkim szacunku ilekroc znajde znow pretekst, zeby sie przyczepic. Nic osobistego. To tylko Blog !
    Franio.

  4. Franio pisze:

    Slowa i wyrazenia, ktore same cisna sie na usta, kiedy mam o cos poprosic, cos uzyskac ? Raczej: sposob. Bezwiednie nawiazuje przyjazny kontakt, jedno dwa slowa: piekny dzien, co ? Ale tu elegancko ! Potem idzie podstawa (foundation): n.p zona mnie zabije, jak tego nie znajde ! I wreszcie prosze uzywajac okresu warunkowego. Zawsze - okres warunkowy. Slowa sie nie powtarzaja. Zawsze inne, zeby osiagnac cel. W kazdej rozmowie. Jest moze 5-10 po polsku, -angielsku i -rosyjsku ciagle powtarzane za kierownica i sam do siebie (inwektywy), ale one nie nadaja sie do druku.
    Bardzo dawno temu wyszedlem z prania z wybielaczem, co nauczylo konstruowac mowienie swiadomie, na cel. Podstawowa roznica po Polsce: uprzejmosc, mniej emocji, szacunek, rezerwa. To nie sa banialuki. Pisze prawde. Jesli jest okazja, podsluchuje Polakow na lotnisku, w sklepie itd. Szalona roznica. Nic nie dodam, ale podziele sie chociaz ta refleksja.

  5. jaooliva pisze:

    “po prostu”. Prześladuje mnie to “po prostu’ i nie chce się odczepić….

  6. BrianTheDog pisze:

    Za czasów przedszkolnych to bez wątpienia było “Nie bądź baba!”. Ten sam przedszkolak, który nie chciał być babą i się zgodził, w domu może straszyć swoje rodzeństwo: “bo powiem mamie co zrobiłeś” (nawet, jeśli naprawdę i tak by nie powiedział).
    Potem występuje odwołanie się do strachu (już ktoś wspomniał o tym) na przykład za pomocą “boisz się?”, “no chyba, że sie boisz” etc.

  7. Barbara pisze:

    Pracuję w firmie rekrutacyjnej. Gdy proszę kogoś o życiorys zawodowy, mówię o CV, bo jak kiedyś wspomniałam o życiorysie, to otrzymałam dokument zaczynający się od słów: urodziłem się dnia … z ojca Adama, matki Ewy, nazwisko panieńskie… Do szkoły podstawowj chodziłem w …

    Niedawno doszło do mnie, że wśród osób ubiegających się o pracę rozpowszechnia się pojęcie “cefałki”. Zdanie: wczoraj wysłałem cefałkę, a już dziś, q..wa, otrzymałem ofertę pracy - podobno nie budzi już niczyich zastrzeżeń ani pod względem językowym, ani pod względem prawdziwości komunikatu, który przekazuje, gdyż coraz częściej to oferty pracy czekają na chętnych, a nie odwrotnie.

    Przyznam się, że w pierwszej chwili ta “cefałka” mnie poraziła, ale tylko na moment. Natychmiast przypomniały mi się “milwałki”, o których usłyszałam, kiedy byłam w Chicago. Uzmysłowiłam sobie, że “cefałka” mieści się doskonale w logice językowej Polaków. To najzwyklejsza i zupełnie oczywista oczywistość. “Zbiro dyrt na Milwałkach” - powiedział jeden Polak, obserwując pracę maszyny sprzątającej Milwaukee Street, najdłuższą ulicę w Chicago, a może nawet na całym świecie.

    - Jezyk nam się ubogaca. Nie ma co wybrzydzać - mawia moja, należąca do łże-elity, przyjaciółka, kiedy poruszam takie tematy.
    - Dokładnie - wypada przyznać jej rację.

  8. Torlin pisze:

    Franiu!
    Przeniosłem dyskurs do nowego wpisu Profesora, bo tam już pies z kulawą nogą nie zagląda. I moja notka o języku gockim psu na budę z desek nieoheblowanych.
    Od razu mówię, nie ma we mnie miligrama męskiego szowinizmu, bardzo sprzyjam kobietom w ich walce. Ale z drugiej strony nigdy te płcie nie będą we wszystkim sobie równe. Mężczyżni nigdy nie będą rodzić dzieci.
    Zupełnie nie wiem, dlaczego przyczepiłeś się do powiedzenia “męski dystans”. To jest po prostu takie powiedzenie. Tak jak “babskie gadanie” - i nie ma się o co obrażać. Takie wyrównywanie za wszelką cenę wszystkiego prowadzi do śmieszności. Małżeństwo adoptowało dziewczynkę - to znaczy, że dziewczynka została przez nich … ( i nie chodzi mi o wyraz adoptowana) usynowiona(?) - ucórkowiona (?). Są powiedzenia, stwierdzenia, już historyczne, które są związane z mężczyznami.
    A kto nie umie się sam z siebie śmiać, ten ma kompleksy niższości.

  9. marekk pisze:

    Nie na temat, ale nie mogę się z tym nie podzielić. Dzisiaj rano słyszałem w radio pr III PR, taki zwrot Pana Gosiewskiego -NIE DO KOŃCA MAM WIEDZĘ-
    Nie wiem czy na temat;
    No wiesz, strach cię obleciał, będziesz miał ciepło ? kłopoty, czego się mażesz, co się martwisz na zapas, jak ty tego nie zrobisz, to kto? Tylko w tobie nadzieja, jesteś ostatnią moją deską ratunku, co się łamiesz, nie pękaj,
    Proszę krzyknąć człowieku, zobaczymy czy obejrzy się kobieta. (bez podtekstów) Za oceanem już miałbym zapewne kłopoty.
    Pozdrawiam marekk

  10. Lena pisze:

    Ostatnio nakrecalam film i bylam zaszokowana tym jak czesto w rozmowie uzywam slowa “wiesz”. Teraz pracuje bardzo dzielnie nad moim jezykiem.

    Barbaro, najdluzsza ulica na swiecie znajduje sie w Ontario Kanada. Jest to Yonge Street o dlugosci 1896 km!

    Uklony,

  11. marekk pisze:

    Nie na temat, ale nie mogę się z tym nie podzielić. Dzisiaj rano słyszałem w radio pr III PR, taki zwrot Pana Gosiewskiego -NIE DO KOŃCA MAM WIEDZĘ-
    Nie wiem czy na temat;
    No wiesz, strach cię obleciał, będziesz miał ciepło ? kłopoty, czego się mażesz, co się martwisz na zapas, jak ty tego nie zrobisz, to kto? Tylko w tobie nadzieja, jesteś ostatnią moją deską ratunku, co się łamiesz, nie pękaj,
    Proszę krzyknąć człowieku, zobaczymy czy obejrzy się kobieta. (bez podtekstów)
    Pozdrawiam marekk

  12. RaduStolaru pisze:

    witam,

    a ja tylko jedno krótkie pytanie będę miał.
    jaka jest poprawna forma określająca mieszkańców Maghrebu? Maghrebiańczycy? Meghrebczycy? Czy może Maghrebianie?

    pozdrawiam i życzę Panu profesorowi wszystkiego dobrego:)

  13. nemo pisze:

    Ale tu elegancko! A jak elokwentnie! Od rana (na dworze sniezyca, nie ma po co wychodzic) przegryzam sie przez blog Profesora. Zaczelam od, bagatela, 300 komentarzy napisanych pod dluga nieobecnosc Gospodarza. Pasjonujaca lektura - niebanalni goscie, troche agresji, frustracji, malo fobii, kilka osob chcialabym miec wsrod przyjaciol. Profesor dyskretny, nie krepuje “besserwisserstwem”, chyba specjalnie puszcza na zywiol i patrzy sobie przez lupe…
    Kilka lat temu w TV Polonia jakis docent marcowy odpowiadal na zywo na pytania telewidzow dotyczace watpliwosci jezykowych. Pani z Niemiec zapytala: “Jak sie prawidlowo mowi, cukier waniliowy czy wanilinowy?”
    Docent pogrzebal we wlasnie wydanym “Slowniku Jezyka Polskiego”, bodajze wlasnego autorstwa i na dodatek jednotomowym (!) i rzekl: “Tu stoi - waniliowy, a wiec waniliowy”.
    Kochani, jak sie mowi prawidlowo - Iran czy Irak?

  14. Franio pisze:

    FiLON z 3-7-07.

    “Dostac w morde” wylansowal niejaki “Nasza Kichac na Wasza”. Napisalem mu, ze u NAS “za dowcipy na tle rasowym MOZNA dostac dwa lata, albo i w morde”. To byla tylko informacja, co mogloby sie stac w niepolskim kraju. Przyczepil sie, ze mu tym grozono. Nie jemu i nie grozono. Tak MOGLOBY sie stac n.p. w Ameryce, gdzie Afro - Amerykanie traca kontrole nad soba wobec rasistowskich przytykow. I maja swieta racje - 400 lat bez zadnych praw to wystarczy.
    “Nasza Kichac na Wasza” wykrecil kota ogonem, jak swoj nick, zeby sie odgryzc. Niech kicha w spokoju.
    Franio.

  15. Katarzyna pisze:

    na mnie zawsze działało “Ty zrobisz to najlepiej” bądź “nikt nie zrobi tego tak jak Ty”. Dopiero od niedawna opieram się pokusie ;). To w dziedzinie zawodowej. W prywatnej natomiast “oddam wszystko za Twój/Twoje…” i tu proszę wstawić dowolne słowo ;).
    Pozdrawiam serdecznie.
    Katarzyna

  16. Pyra pisze:

    Ja reaguję jak pies Pawłowa na wzrok Sierotki - Marysi i głos konającego słowika “…i nikt nie chce mi pomóc”. Nabrałam się już na to mnóstwo razy. Jest i drugi biegum słów czy zwrotów wywołujących u mnie nieodmiennie alergiczne zachowania . Tak np: “właściwe stosunki międzyludzkie”, “rewolucja moralna”"wartości chrześcijańskie”, “krzewienie patriotyzmu” I kilka innych podobnych zaklęć bez dookreślenia co wypowiadający pod tymi terminami rozumie. Reaguję zgoła irracjonalnie na słówko “serial”. Wystarczy, że słyszę taka zapowiedź, a już z pewnością filmu tego nie obejrzę. Pewnie znalazłoby się takich określeń - wytrychów więcej, ale te tkwią we mnie tuż pod skórą, więc je przytaczam w pierwszeym skojarzeniu.

  17. Pan Brat pisze:

    Witam!
    Zastanawiając się nad moim poprzednim komentarzem, w którym poruszyłem kwestię używania skrótów zamiast pisać ?moim zdaniem? itp., co Pan Profesor raczył uznać za ciekawe spostrzeżenie, doszedłem do dwóch wniosków. Po pierwsze, zjawisko to ma - jak sądzę - swoje źródło w dążeniu do uniknięcia zbędnego wysiłku (mniej uderzeń w klawiaturę) dla przekazania treści mało w sumie istotnych w stosunku do zasadniczego tematu wypowiedzi przy zachowaniu swojej funkcji zabezpieczenia się przed jej ewentualną nieadekwatnością. To z kolei doprowadziło mnie do drugiego wniosku ? że moje przykłady chyba nie całkiem należą do sfery rozważań i zainteresowań Pana Profesora, którą jest ? o ile dobrze rozumiem ? słowo mówione, wnioskując już tylko z tytułu blogu Pana Profesora (?Słowo się rzekło? ), czy programu w TV Polonia (?Mówi się?). Na swoją obronę napiszę jednak, że tendencja do używania skrótów obecna jest przecież także w przekazach werbalnych, zwłaszcza przy powitaniach i pożegnaniach, że przywołam tu osławione ?Sie ma!? Jurka Owsiaka (zamiast ?Jak się masz??), równie częste wśród młodzieży ?Nara!? (zamiast ?Na razie!?) czy wyśmiewane ostatnio, stworzone ponoć przez kleryków niesmacznie dwuznaczne ?Pochwa!? w miejsce ?Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!?
    Natomiast próbując znaleźć słowa, o które Pan Profesor pyta w obecnym wpisie odkryłem, że są one podstawowymi i najprostszymi środkami psychomanipulacji i jako takie zostały już na pewno przez psychologów opisane, a na co dzień są doskonale znane i często wykorzystywane przez specjalistów od marketingu.
    Z poważaniem
    Pan Brat

  18. marekk pisze:

    Wczoraj rano w radio słyszałem takie zdanie wypowiedziane przez posła Gosiewskiego: ?nie do końca mam wiedzę?. O spotkaniu Premiera z Tuskiem.
    Panie profesorze nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale spróbuję dołożyć małą cegiełkę do Pana książeczki:
    Co się łamiesz, tylko na ciebie mogę liczyć, jak ty tego nie zrobisz to kto?, jesteś moją ostatnią deską ratunku.
    Inne nic nie mające wspólnego z zachęcaniem zwroty to: ten tego, no nie, ale numer, no wiesz, a nie mówiłem, rozumiesz?, istny Sajgon ? bałagan lub zamieszanie, o kurcze, myślę że.
    Tyle w tej chwili przyszło mi do głowy. Sam często mówię sobie gdy coś sknocę, Nie popełnia błędu ten co nic nie robi. Niestety z wiekiem nadużywam tego sformułowania.
    Pozdrawiam marekk

  19. mw pisze:

    Poniżej słowa, którym nie mogę się oprzeć. Ciągle próbuję, ale mi się nie udaje, choć przez jeden dzień ich nie używać:

    Naród,
    Tolerancja,
    Patriotyzm,
    Demokracja,
    Państwo,
    Wolność,
    Cywilizacja,
    Tożsamość,
    Społeczeństwo,
    Nacjonalizm,
    Tyrania,
    Kultura,
    Przeszłość,
    Autorytaryzm,
    Polityka,
    Totalitaryzm,
    Paternalizm,
    Przyszłość,
    Faszyzm.

    Nie udaje mi się.

  20. Torlin pisze:

    Radustolaru!
    Szczerze mówiąc nie wiem. Wszystkie te propozycje mi pasują, a uzus językowy się nie wykształcił, bo nikt nie używa tego słowa. Najczęściej stosowane jest “mieszkańcy Maghrebu”. Słownik
    http://so.pwn.pl/lista.php?begin=Maghreb
    mówi jedynie o wyrazach “maghrebski” i “maghrebscy”.
    Nemo!
    Mówi się prawidłowo - Syria.

  21. Sprzyka pisze:

    A mnie kładzie na obie łopatki zwrot “no bo taka jest prawda” wypowiadany na zakonczenie kwestii dla podkreślenia absolutej racji mówiącego i ucięcia dalszej dyskusji. Coś w rodzaju: Roma locuta causa finita w polskiej wersji.

  22. kambuzela pisze:

    Ach, Profesorze, jakie to cudowne uczucie, to już prawie rozmowa z Niezmiernie Ważną i Poważaną Osobą!
    No i czego właściwie się czepiamy Profesora, że blogować nie umie? A przecież odpowiada nam, i to na głównej stronie, a choć odpowiedzi słów zawierają mało, to treści w nich nie brakuje! Trzeba nam czytać uważniej, by tę treść wydobyć.
    A na temat:
    takie “rozumiesz” wtrącone pozwala opowiadającemu nie dopowiadać, bo któż chętnie by się przyznał, że nie rozumie? Również “proste” - no jak to, przyznam się, że prostego nie rozumiem? Ale ze mną rozmówcy mają jednak kłopoty, bo bez pardonu się przyznaję i żądam wyjaśnień, co często sprawia kłopot. Bo okazuje się, że mówiący też nie do końca rozumie i takim wtrąceniem chciał się zabezpieczyć.
    “Powszechnie wiadomo” zaś wzbudza w nas uczucie prawdziwości twierdzenia, bo najpierw wierzymy, a potem dopiero, i nie wszyscy, a może niewielu, zastanawia się, skąd wiadomo i kto właściwie wie? I często okazuje się, że znikąd i nikt, bo to tylko zabieg stylistyczny.
    A negatywnie uczulona jestem na marketingowe “musisz to mieć” - bo ograniczania wolności wręcz nie cierpię, a czymże jest takie zdanie jak nie zniewoleniem?

  23. Franio pisze:

    TORLIN.
    Nie psu na bude, a mnie, bo przeczytalem. W dalszym ciagu nie wiemy co wyparlo “Italie”. Czy w ogole kiedys byla ?

  24. Franio pisze:

    NEMO !
    Witaj ! I nie badz jak trusia. Moze wreszcie Ty zaczniesz sie smiac na Bogu i zaczniesz sobie robic nabial n.p. z moich glupawych wpisow.
    Witaj ! Grzes nie jestes ?

  25. Franio pisze:

    Katarzyno !
    Skoro sama o tym piszesz, to jaki jest ten Twoj ZAWOD ? Chyba jestes szczesliwa skoro zawod nie odbiega od preferencji prywatnych.
    Napisz nam wiecej ! Z przyjemnoscia poczytamy. Wlasciwie, tylko poczytamy. Bez przyjemnosci.
    Z glebokim szacunkiem. Franio.

  26. Franio pisze:

    Marekk,
    Uwazaj ojciec ! Jak tak zaczynasz powtarzac to pierniczejesz ! Zauwaz, przewaznie stare zgrety ciagle powtarzaja “ten tego”, “panie kolego”, “wlasnie”, “taaak”. Zapytaj syna, on Cie zweryfikuje. Najpierw wychodzisz i denerwujesz sie ” o, cholera, zapomnialem sie zapiac”, po kilku latach: “Wciornosci ! Zapomnialem sie odpiac !” A wreszcie wchodzisz i, jak na blogu, “po co ja tu wszedlem ?”
    Doswiadczony Franio.

  27. Zygmunt Drugi pisze:

    Nie cierpię, gdy o Polsce mówi się/pisze `ten kraj/w tym kraju`. Nie lubię słów `fajny/fajno`, `zakręcony/pozytywnie zakręcony`. Nie znoszę pretensjonalnego `u NAS`[używanego zwykle przez ........ mieszkających `u NICH` i łaskawie piszących `do nas`].

  28. Franio pisze:

    Pan Brat dokonal odkrycia !
    Czlowiek jest leniwy. Aparat mowy jest leniwy. Palce na keyboard sa leniwe. Ale - jest styl. Albo idziesz na plewy i wszystko skracasz, jestes przy tym “trendowy”, albo - dbasz o swoj styl. Albo nosisz pory o szesc numerow za duze, albo je prasujesz. Cierpisz w imie swojego image. Ale - “pochwa kleryka” ?!

  29. Franio pisze:

    Torlinie,
    No i widzisz, jak sam pieknie wywiodles ? Do smiesznosci. Przyjedz tu i powiedz to. Bezpieczenstwa osobistego nie gwarantuje.
    Czy u Was jeszcze sie nie zaczelo ?
    Z menskim pozdrowieniem, Franciszek.

  30. Franio pisze:

    Leno !
    Do najdluzszej ulicy (Toronto) warto dodac, ze na gornym koncu tej ulicy zaczynaja sie bardzo wysokie schody. To bylo ponad moje sily, po przejsciu 1896 kilometrow !
    Sama wiesz.
    Klaniam sie. Franio.

  31. anglistka pisze:

    Torlin
    język przechowuje stereotypy , które bezwiednie przyswajamy.
    Zżymasz się na krytykę ‘męskiego dystansu’ - a jak Franzuzi
    mówią ‘pijany jak Polak” to jest dobrze???? Przecież to tylko
    takie powiedzenie!
    Tak jak z odmianą nazw obcych - nie popadajmy w przesadę,
    ale zacznijmy zauważać w końcu, że większość (wszystkie?)
    wyrażenia związane z mężczyznami są nacechowane pozytywne
    (’męska decyzja’) a z kobietami - pejoratywnie (’babskie gadanie’)
    No a potem mamy takie kwiatki, jak tłumaczenie wypowiedzi
    Pani Prezydentowej przez jej szwagra : baba powiedziała, ale nie
    wiedziała, co. Ot, babskie gadanie!

  32. Kara z kornera pisze:

    Franio
    `Z menskim pozdrowieniem` - dobre. Same łuczone wyjerzdrzajom nam zagarnice i tam jusz zostajom.To terz jest dobże…

  33. Franio pisze:

    Anglistko i Torlinie,

    Nareszcie ! Jedna zaoponowala. A reszta sie boi…
    Oboje macie racje. Torlin nie poznal sie na wykorzystaniu pretekstu, zeby skubnac zasiedzialego Profesora, a Anglistka tez nie. Kazdemu ujdzie, ale nie jezykoznawcy, ktory musi czuc, gdzie go moga zlapac. Tzw Gospodarz idzie na blog “na golasa”. Wszystko na pokaz.
    Tradycja pozytywow meskich jest. Nie ma co urzadzac manifestacji, ale ladnie jest ich unikac. Podobnie Profesor, nie wierzy, ze nie moglem nie zrozumiec “meskiego dystansu”. Moglem, Panie Profesorze, moglem, ale kiedy sam sie Pan podstawia, czlowiek nie wytrzyma, zeby nie uszczypnac.
    Znajoma Anglistki juz po czternastu latach ma znieksztalcona polska skladnie. (!). Nie ma, droga Anglistko, nie ma. Zgrywa sie, biedactwo. Setki takich widzialem. Zaswiadczam uroczyscie, ze skoro nie widzisz u mnie bledow, nawet trzydziesci lat tego nie znieksztalci. Mimo przymusowego angielskiego, od ktorego odetchnalem zemerycony. I dlatego tak sie panosze na tym blogu. Czternascie lat zmieniloby jej jezyk, gdyby wyjechala w przedszkolu i to sierotka. Tak, kontrakt, depozycje, opinie napisze lepiej po angielsku, ale to sprawa semantyki i idiomatyki. Na poprawnosc polskiej skladni nie wplywa. Znajoma, do ktorej ostatnio zadzwonilem (pierwszy raz do Polski), tlumacz zreszta, nie mogla sie nadziwic: “tyle lat i tak czysto mowisz, a ja tu ciagle widze, jak po roku placza angielski i polski”. Blazny, zgrywusy, malpiszony podrabiane, powiedzialem.
    “Osobistego” wsadzilem swiadomie, bo nie ma polskiego odpowiednika, a chyba nie razi.
    Uwierzcie mi, to wielka frajda baraszkowac na takim blogu po polsku, nigdy nie bylo na to ani czasu, ani prawde mowiac - ochoty. Wszystkiego mozna sie wyzbyc, wszystkiego nauczyc, ale jezyka sie nie zapomina.
    Interesuje Cie, Anglistko, zycie tzw Polonii. Piata kategoria. Od gazet do sklepikow, radiostacji i restauracji. Nie warto Ci sie tym zajmowac.
    Dziekuje Torlinowi za laskawa pomoc od czasu do czasu, a Tobie - za pozyteczna wymiane. I blagam: lapcie mnie jak najczesciej na bledach ! Torlin juz mnie nauczyl, ze “w ogole” pisze sie rozdzielnie, a Ty - ze “poza Polska” razem. I jeszcze jedno:
    ja tu mieszkam (”zyje” to paskudny rusycyzm), nie “pomieszkuje”; pomieszkuje u znajomych, czasami, kiedy jest malowanie domu…
    Bardzo serdecznie o Was mysle,
    Franio.

  34. Helena pisze:

    POlacy znajacy angielski bardzo czesto nie moga oprzec sie przywitaniu brzmiacemu jak pytanie: How do you do? Natychmaist zaczynaja opowiadac jak sie maja - ku rozpaczy pytajacego, ktory wcale nie chce wiedziec. Np. Sprzedawca w sklepie: How do you do, Mrs Kowalski?
    Mrs K: Oh well, not too bad, though my husband has been rather poorly since last year, and my daughter-in-law is seven months pregnant, but decided to go back to Poland to have a baby etc. etc. A reszta kolejki czeka.
    A tymczasem na How do you do, Mrs K. nalezy odpowiedzec: And how do you do, Mr Porkpie? z akcentem na you.
    Ja z kolei unikam jak ognia pytania na powitanie: Jak sie masz? Chyba, ze naprawde chce wiedziec.

  35. Helena pisze:

    Jeszcze! Wscieka mnie maniera przetaczajaca sie prezez niemal wszystkie rozglosnie radiowe w Polsce zapowiedzi typu: A teraz Patrycja Wanat i Wiadomosci Radia Tok FM.
    Wscieka mnie poniewaz Patrycja Wanat i Wiadomosci to sa dwa rozne zbiory.Jednym zbiorem jest zmanierowana lektoraka dziennika, drugim zbiorem jest dziennik, ktory czyta. Nie stoja w jednym rzedzie. Ukraincy w takich sytaucjach mowia: W ohorodi buzina, a w Kijowi diad’ko.

  36. nemo pisze:

    Franiu!
    Dziekuje za zauwazenie. Czy to “na Bogu” to aluzja do “Kardiologu”? Jezeli tak, to znaczy, ze sie szlajasz (jak ja) po innych blogach w poszukiwaniu zywego polskiego jezyka i kontaktu z niebanalnymi, czesto nieslychanie interesujacymi osobowosciami.
    Franiu, ja Ciebie czytam z wielka przyjemnoscia i nie chce Ci dokuczac uwagami, ale skoro sie domagasz…
    Wyobraz sobie Profesora w WATRZE (probowales wysledzic, kto Go tam umiescil), jak sobie grzeje lapy przy plonacej GAWRZE!
    Pozdrawiam serdecznie

  37. mw pisze:

    Kara z kornera 22:23 (wczoraj)

    Chyba nie zrozumiałaś/eś Frania.

    Gdy napisał “z menskim pozdrowieniem”, zapewne miał na myśli pozdrowienie od kogoś, kto jest członkiem MENSY, stowarzyszenia ludzi wybitnie inteligentnych. Poniekąd masz więc rację, gdy piszesz, że sami uczeni wyjeżdżają . . .

  38. Zygmunt Drugi pisze:

    HELENO… To, co Cię `wścieka`, to `małe piwo w dużym kuflu`. Mnie wścieka, kiedy słyszę, że pogodę [względnie - w wersji skromniejszej - tylko pogody prognozę] zawdzięczam producentowi czegoś-tam, co bezwzględnie powinienem mieć, film nie reżyserowi, aktorom a kolejnemu `doborczyńcy`… itd…itp…

  39. Franio pisze:

    Pan MW (Pani MWowa, lub Panna Mwowna - jak zwracac sie do Osoby ?),

    Guzik - MENSA. Nawet nie wiedzialem, ze cos takiego moze istniec. Baraszkuje i z piszacymi, i z jezykiem. Moja uczonoscia mozna sobie nos wytrzec. Nie rob, prosze, ze mnie wiekszego palanta, niz jestem.
    Ale - jesli zechcesz, pszygryzaj mi bardziej, nisz ja prubowalem Profesueze.
    Czekam n wiencej. Franio.

  40. Franio pisze:

    Nemo Szanowny/a,
    Nomen omen, ja sobie lapy grzeje przy profesorskich wpisach. Przyznaje sie od razu:
    “Na Bogu” - literowka, “Kardiologu” - pojecia nimam, nie przeceniaj, wytlumacz analfabecie. Nie odwiedzam innych blogow, ale barwne osobowosci i takiz jezyk “lyzka bym jadl”. Dokuczaj swoimi uwagami ile mozesz ! Jak nie - znowu sie wezme za podskrobywanie Profesora. Dziekuje cieplutko, jak przy gawrze. To gaworz, dziecino, gaworz. Twoj Franio.

  41. Kara z kornera pisze:

    mw
    Jestem pewien, że nie zrozumiałem… Geniusze mają to do siebie, że piszą tak , iż zrozumieć ich `nie idzie`, co można zaobserwować choćby w odpowiedzi Anglistce i Torlinowi. Potem owi geniusze już tylko piszą…piszą…piszą - często odpowiadając sami sobie…Ale żeby ten uporczywy przypadek nazywał się MENSA? Moje wiadomości z zakresu psychiatrii są niepełne, nie wykluczam więc, że masz rację… POZDRAWIAM…

  42. nemo pisze:

    Na wiosny progu
    W szponach nalogu
    Autorzy blogu
    Marza o smogu
    W ramach dialogu
    Krzycze ?jej bogu?
    Chcecie zarobic dac
    Kardiologu?

    To byl moj plomienny nowogramatyczny apel do palaczy na jednym z forow. Milosnicy extra mocnych narzekali na ograniczenia w swobodzie palenia, no i mnie wena poniosla…
    W moim zadufaniu, ze Franio takie aluzje robi, ze niby czytal, no slowem perskie oczko puszcza…
    Trudno, ego mi znowu opadlo, ale zniose to po mensku. To nie zlosliwosc, spodobalo mi sie to okreslenie.

  43. nemo pisze:

    Franiu, przykro mi bardzo, ze mnie powielilo. Najpierw ukazal sie tekst po angielsku, ze mnie nie chce i zaraz to! Dziwne te maszyny.

  44. Franio pisze:

    Heleno,
    Czy bylabys laskawa napisac co to jest “buzina” ? Jakas roslina, diad’ko - wujek chyba. A jak przetlumaczyc frazeologicznie to powiedzenie ? Franio.

  45. anglistka pisze:

    Do Kary
    akurat ‘menskie’ chyba zrozumiałam. Miało być prześmiewczo od ‘men’.

    Do Frania
    Proponuję “Nothing personal’ zamieniać na ” Proszę nie odebrać tego
    osobiście’ albo jakoś tak. “Nic osobistego’ to właśnie jedna z fraz
    jakiej używa moja koleżanka-emigrantka (przyjmuję argument, że
    w Twoim przypadku użycie było celowe)
    Życie Polonii jako ‘piąta kategoria’?????

    Do mw
    Zgadzam się, że frazę Franio ma skomplikowaną - dużo pisze, ale tak
    jakby się za tym pisaniem chował.

    Do Heleny
    ‘dwa różne zbiory’????? Ojej, przecież P.Wanat i RAdio TOK FM mają
    element wspólny ( PW pracuje dla rzeczonej stacji), więc taki
    skrót(?) jest chyba uzasadniony??????

    Pozdrawiam wszystkich
    PS Je też nadużywam ‘po prostu’

  46. Franio pisze:

    Heleno,
    Zabawne przypadki bywaly z bardzo waznym szefem bardzo waznego resortu, ktory nie mial kompleksow jezykowych i walil na odlew przekonany, ze te glupie jezyki nie sa takie rozne i na pewno go zrozumieja. Zarzadzal swoim “krazownikiem” z punktu dowodzenia, z ogromna konsola pelna glosnikow, mikrofonow i przelacznikow i dwoma sekretarkami “na skinienie”. Zeby bylo “po zachodniemu” mowil “kompjuter”. Otoz tenze baran przyjmowal obcokrajowcow i zagadniety “How do you do ?” odpowiadal: And how do you do ? And how do you do your wife ?”. Przyjmujac Rosjan zawsze pytal: “czto budziecie pic, kawu czy herbatu ?”. Z szefami departamentow rozmawial tylko przez glosnik i mikrofon, tak zeby na korytarzu bylo slychac. Kiedy jeden z nich napisal pod jego dekretacja “HR”, kacyk zawyl przez mikrofon: ” Szmigiel, co wyscie tu..co to jest HR ?!” - “R” to rybi, a reszty niech sie pan domysli…” Szmiglowi nic nie zrobili, bo byl rezydentem bezpieki, czyli nietykalny.
    Na Midwest farmerzy czesto mowia “howdi” i to jest odpowiednik polskich form, jak: “sie masz !”, “jak leci ?”, “jak zyjesz ?” (jednemu przyjezdnemu odpowiedzialem “rzadko i na boku” - najpierw nie zrozumial, a potem sie obrazil). Pozdrawiam. Franio.

  47. agni_me pisze:

    Często proszę o coś zaprzeczeniem: nie zrobiłbyś herbaty? Pozbawione to sensu zupełnie. W dodatku rodzi naturalną odpowiedź: nie zrobiłbym. A jednak działa, choć pewnie tylko na kochające i zaprzyjaźnione jednostki. Mnie nieodmiennie śmieszy, dodawane na końcu pytania, prośby, sugestii, “tak”: ale zrobisz to, tak? A ponieważ śmieszy, to i przychylnie nastraja do.

    Zastanawiam się czy jestem poddatna na słowne prowokacje. Zapewne, choć trudno wygrzebać mi przykład. Leniwe kanapowce opornie reagują na “ty zrobisz to najlepiej” czy “pokaż jak to robisz”, wzruszają ramionami słysząc “boisz się?” - mogłabym zostać serwskim wzorcem leniwego kanapowca - ale pewnie mają inne słowne słabostki. Sama jestem ciekawa jakie (pod warunkiem, że nie muszę ich sama znaleźć).

  48. Franio pisze:

    Zygmuncie Drugi,
    Wybacz, ze wlaze na linie Ty - Helena, ale zahaczyles o znamie naszych czasow. Wszystko coraz bardziej robi sie “na sprzedaz”. Radio i telewizja zyja z pieniedzy od ludzi dajacych reklame. Ci wymagaja, zeby ich nazywac sponsorami i eksponowac. Dlatego n.p. program o Matce Teresie mozemy zawdzieczac Go-Go Girls Association, a program o walce z gruzlica - producentom trwalych i eleganckich trumien. Ogladamy teraz n.p. American Idol i nic - tylko ten kapsel pod stolem od jednego pana dla jednej pani… A kapsel jest z firmy Coca - Cola. A jurorzy maja ustawione przed nosem kubeczki z tym “nektarem”, z logo do kamery, a gowny juror Simon, pilnie popija z tego kubeczka ilekroc jest w kadrze. Nic nowego, prawde mowiac. Sa, co prawda, programy bez reklamy (prawie), ale z natury slabsze. Przykre, ale wszystko kosztuje. Nawet dzieci kochaja Cie tym wiecej, im wiecej dajesz. A je trzeba “podpierac” do emerytury. Ich emerytury. Tak, ze przyjdzie Ci sie pogodzic z faktem, ze pogode, lub polityke “zawdzieczasz” producentom mannej kaszki.
    Pozdrawiam. Franio.

  49. Franio pisze:

    NEMO !

    Wszystkie cztery lapy zaczely mi klaskac po przeczytaniu Twojego Nowogramatycznego Apelu. Brawo ! Moze zrobisz wylom w tym blogu, wszystko co z jezyka bawi inas iwas. Wiersz “Autorzy blogu…” niespodziewanie ma trzy akcenty, podczas gdy reszta pieknie siedzi w dwoch. (Porownaj: n.p. oltarze blogu, aktorzy blogu, czujesz ?) Nie boj sie eksperymentowac, ale szanuj toniczny czy sylabiczny, bo to warsztat. Rzeklem zaciagajac sie Winstonem. Przyrzekam, bardzo lubie takie eksperymenty ! Czas sie smiac ! Pisz do nas jeszcze !
    Franio.

  50. Franio pisze:

    Anglistko,

    Musialo byc krotkio, zeby nie lamac rytmu frazy. Wprost po polsku - same tasiemce.
    To sobie pozyczylem. Oryginal brzmi “nothing personal, just business”; kolezanka moze sobie uzywac wedlug zyczenia i kontekstu. Byloby fajnie, gdybys dala jakis adekwatny i krotki (krotki !) polski zwrot.

    Przepraszam za Polonie. Dwudziesta kategoria.

    Ja mam skomplikowana fraze ?! Udowodnij, prosze. Ciezko Ci to czytac ? Bardzo mi zalezy na Twojej ocenie.

    Czy moglabys wylozyc przystepniej o co idzie w “chowaniu sie za tym pisaniem” ? Moze wreszcie ktos pogada o zywym jezyku.

    Franio.

  51. Franio pisze:

    Agni_me,

    Spekulowalbym, ze z tym zaprzeczaniem to co kraj, to obyczaj. W Polsce, czy w Rosji na proszonym obiedzie, trwa tak zwane certolenie: moze jeszcze raczka ? A moze szczupaczka ? - Ja juz nie moge ! - To moze winka na przetarcie ? Nie moge ! Ratunku ! -Ale ptysia od Babci nie odmowisz ! - No, ptysia zjem. I je. Gdzie indziej (zeby znowu nie bylo: u wasz - u nasz): Bedziesz to jadl ? - boje sie, ze sie przejem…O.K. I polmisek znika w kuchni. Jak powie, ze nie - to nie. Jak chce - sam poprosi, albo po prostu - wezmie.
    U mnie w domu jest jeszcze gorzej: nie bedziesz pil herbaty ? Eee…tego….Fiu ! Herbatka odjechala. Sa tacy, ktorzy nie rozumieja, ze Polaka trzeba poprosic trzy razy, zeby raz sie zgodzil (choc glodny, jak pies). Co kraj to obyczaj. Przyklady, ktore podajesz moglyby byc traktowane, jako ordynarna manipulacja. Trzeba byc obloznie chorym, zeby prosic o podanie czegos. I to - ostroznie ! Takie skakanie na pytanie dziala przez trzy miesiace po slubie i trzy miesiace przed smiercia. Reszta - nic nikomu nikt nie musi. I nikt sie nie spodziewa. To nie polskie ciepelko i kawusia z kozuszkiem. Manipulanctwo, ktore przydaloby sie tu Profesorowi, nie dziala.
    Troche nie na temat, ale moze Cie zainteresowalem. Franio.

  52. mw pisze:

    Franio 02:05

    To mi się podobało.

  53. Poraj pisze:

    Kiedy ktoś jadący przede mną samochodem rusza “jak kulawy wielbłąd na ruchomych piaskach” nie mogę się powstrzymać od okrzyku: “Długo tu będziesz parkował?!” Poza tym jakiś czas po wojsku nie mogłem się odzwyczaić od podkreślania wszystkich przecinków w zdaniu słowem, nazwijmy je K-5. Ale to dawne czasy, choć coraz częściej ciśnie mi się na usta to samo słowo, gdy oglądam polityków w TV . A przechodząc do słów wymuszających na rozmówcach pewne zachowania, spotykam się w pracy z używanym przez przełożonych powiedzeniem: “No, nie będę cię zmuszał” z takim wiele znaczącym zawieszeniem głosu. Pozdrawiam Pana Profesora i Blogowiczów

  54. kambuzela pisze:

    Jeszcze wtrącenie “szczerze mówiąc”. Nie nadużywane daje odbiorcy poczucie rzeczywistej szczerości, wierzymy, że ktoś mówi, co myśli. Ale powtarzane co drugą opinię może chyba spowodować, że myślimy, co też rozmówca myśli naprawdę? Albo też przestajemy zwracać uwagę, jak na każdy zbyt często występujący bodziec.

  55. kambuzela pisze:

    Pewne moje zadziwienie budzą uwagi niektórych do FRANIA. Franio zasadniczo błędów nie robi, więc “menskie” (świetnie wytłumaczone przez Anglistkę) nie powinno być chyba powodem wpisów, których jedynym celem jest przedrzeźnianie. Zwrócenie uwagi na błąd to rzecz słuszna na blogu językowym, ale wtręty “Same łuczone wyjerzdrzajom nam zagarnice i tam jusz zostajom.To terz jest dobże?” są raz, że czystą złośliwością, a dwa, że zaśmieceniem. Fe!
    A Ty Franiu też nie powinieneś reagować “pszygryzaj mi bardziej, nisz ja prubowalem Profesueze”. Nieładnie!
    Fakt, że Franio szaleje na tym blogu, nie jest chyba powodem, żeby go łajać. Jego wpisy są przecież całkiem ciekawe, podejmuje dyskusję z różnymi osobami, czasem wtedy trudno zrozumieć, jeśli się na bieżąco takiej dyskusji nie śledzi. Ale jeśli czegoś z wykładu nie rozumiem, to jeszcze nie powód zarzucać wykładowcy nieuctwo, bo może braków trzeba poszukać w sobie?
    Franio bardzo ten blog ożywia. Czy ciężko go czytać? Nie odnoszę takiego wrażenia. Choć często czytam, że ktoś nie rozumie. Wtedy cofam się i jakoś nadal rozumiem. Może to kwestia wyobraźni? Prawdą jest, że jak Franio się broni, to tłumaczenie jego bywa zagmatwane, ale tu już chyba w grę wchodzą emocje. Bo nie tłumaczy, a ironizuje. Życzę Ci więcej zimnej krwi, Franiu.
    A trudna fraza? Raczej pewna chaotyczność, a może dygresyjne przeskakiwanie na nowy temat.
    Pozdrowienia dla wszystkich.

  56. agni_me pisze:

    Franiu, aż polazłam po tłumaczenie Zielińskiego, żeby zobaczyć jak sobie poradził z tym “nothing personal” i - za przeproszeniem - dupa, a raczej “to nie jest sprawa osobista, to jest interes”. Długo i mało zręcznie. “Nie bierz do siebie” już chyba lepsze.

    Co do różnic. Pewnie dlatego ciężką zgryzotą napawał mnie każdy wyjazd do tam - nie było komu herbaty mi podać. Zainteresowałeś jak zwykle. Pozdrawiam też.

  57. nemo pisze:

    Franiu,
    ja to znam z autopsji, to slowianskie certolenie, takie niby arystokratyczne powstrzymywanie checi i chuci w oczekiwaniu na zachete, a potem uleganie “z grzecznosci”. Tylko holota rzuca sie na bufet, szlachta musi byc proszona, waznosc goscia zaakcentowana, bo sie obrazi… Moja pierwsza konfrontacja z “zachodnim” stylem zycia byla bolesna. Po pierwszej porcji - pytanie: chcesz jeszcze? Odpowiedz (automatyczna): nie, dziekuje! I oczywiscie oczekiwanie na ponowienie zachety. A tu niespodzianka: OK, i sprzatanie ze stolu. Teraz, po latach, gdy mam gosci z Polski, uprzedzam od poczatku: tutaj NIE znaczy NIE, slowa sie szanuje, a lodowka jest tutaj.
    PS. Na regulach poezji sie nie znam, a warsztat mam w garazu. Uzywam go, jak mam do wyczyszczenia rower (polecam zamiast Winstonow, lub obok, bo wiem, ze rzucic cokolwiek jest trudno).
    Pozdrawiam cieplo

  58. nemo pisze:

    A propos “buzyny”, to tak na Kresach nazywano czarny bez (Sambucus nigra), ktory chetnie i bujnie rosnie na zyznej ziemi przy chalupach chlopskich. Moze “diad’ka” mial zwyczaj chadzac w krzaki za potrzeba…

  59. marekk pisze:

    Te powtórne wpisy to jakiś wybryk Wirtualnego świata. przepraszam marekk

  60. Franio pisze:

    Agni_me,

    Przepraszam za trudy ze sprawdzaniem idiomu. Anglistka milczy. Przyznam sie, ze od bardzo dawna szukalem polskiego odpowiednika i nie bylo. W wyjatkowych konteketsach mozna znalezc cos w pierwszej osobie, albo w wulgaryzmach. Kiedy musialem zrobic takie zastrzezenie, aby rozmowca/czyni sie nie obrazil/a, ( a Polacy sa “bardzo obrazliwe…”), wyciagalem bzdurne, dlugie frazesy w rodzaju “to co powiem absolutnie nie odnosi sie do Pani, Pani jest wspaniala, na pewno sie dobrze zrozumiemy..itd,itp, a czas plynal….

    Rowniez, interesowaloby mnie Twoje zdanie o tytule Profesora “Takie troche banalne zagadnienie”. Wydaje sie, ze wtedy kiedy mowimy “zagadnienie”, idzie o cos raczej powaznego (nauka, polityka n.p.) gdzie spodziewamy sie specjalistycznego komentarza, natomiast uzycie tego w tytule blogu, ktory jest zbiorem zupelnie amatorskich komentarzy i do nich zaprasza, traci ironia, lub jest pretensjonalne, niezreczne. Rowniez samo sformulowanie tego “zagadnienia” przez Autora jest “od reki”, bardzo luzne. Wolalbym tu widziec: sprawa, temat, pytanie, kwestia itd. Jak pisalem Anglistce, stawiam pytanie trudne, odnoszace sie do oceny w kategoriach “sluchu absolutnego” i wyrobionej intuicji jezykowej.

    Co do roznic jeszcze: trafilas w sedno. Trudno wyjechac dokads, gdzie jest rowna polskiej kurtuazja, zwlaszcza wobec Pan. Nasz Profesor przegapil ten moment. W jego “podchodach” i “manipulacjach” pytaniem wypadaloby podkreslic role relacji miedzy mowiacymi. Obiektywnie nalezaloby zalozyc absolutna rownosc miedzy stronami. A to jest niemozliwe, dlatego ze: jesli to dwoch panow, w tym samym wieku, zdrowiu, na neutralnym gruncie, bez zaleznosci itd. zawsze znajdzie sie tysiac powodow, dla ktorych jeden jest bardziej sklonny pomoc niz drugi. “Zagadnienie” samo w sobie jest bez podstaw. Jest to temat obyczajowy, socjologiczny, kulturowy, ale - nie jezykowy ! Jezykowo mozna to tylko rozwazac przy wielkiej naiwnosci, zasiedzialosci we “fryzjerskiej elegancji” i absurdalnych stereotypach. Dlatego, co napisalem 20 marca o 3.21 wydaje sie byc prawdziwe. Slowa i glupie pytania sprawy nie zalatwiaja. Wszystko trzeba rozegrac. Z tego tez powodu i czystego serca, proponuje Ci podac mi konkretne sytuacje “w sprawie herbaty”, a ja pokusze sie o doradzenie, jak te herbatke dostawac szybko i z wdziecznoscia, ze raczylas przyjac. Ku uciesze wlasnej i czytajacych.
    Pozdrowienia stad, gdzie nawet plaszcza Paniom nie podaja.
    Franio.

  61. Franio pisze:

    Kambuzelo,

    Wymiana miedzy ludzmi na Blogu jest interesujaca, ale przygnebia pasywnosc piszacych. Nie - wyczytane w encyklopedii i powielone we wpisie, obawa przed wyrazeniem wlasnych mysli, wlasnego zdania pozwala nam sie tym bawic. Nadmierna ostroznosc i “barani” ped za Profesorem robi z tego szkolke niedzielna. Marze o sprzeciwach, o polemice, o niezaleznych pomyslach i ciagle prowokuje. Moze to stagnacja z dawnej polskiej szkoly tak wylazi ? Dzis zachcwycila mnie Agni-me piszac o rezultatach poszukiwan polskiego odpowiednika; ta niezwykle poprawna i wyksztalcona Dama napisala po prostu: “… i za przeproszeniem - dupa”. Czy wedlug Ciebie wyszukiwanie ciagle powtarzanych zdan ma sens ? Czy Profesor ma dobry pomysl z ta ksiazka ? Napisz.
    Wdzieczny za podtrzymanie, Franio.

  62. Franio pisze:

    Stara Zabo,

    Czy jeszcze to czytasz ? Odezwij sie !
    Franio.

  63. Alicja pisze:

    Torlin,
    dodawanie “rozumiesz?” na końcu zdania imputuje, że masz rozmówcę za durnia i co chwila musisz się upewnić, czy on rzeczywiście cokolwiek z Twoich mądrych wywodów kapuje. Pozbądz się tego nałogu, albo znajomi pozbędą się Ciebie!
    Ojej, a jak to się stało, ze od tych zachowań językowych przeszliśmy do ptysia od Babci, co to się nie odmawia?! Pewnie Frania wina, jak zwykle!

  64. Azetus pisze:

    Witam.
    Moje natręctwa:
    Od “generalnie” zaczynam zdanie, żeby zaznaczyć, że zagadnienie, o którym mówię, jest bardzo złożone, pełne wyjątków, a ja chcę tylko odnieść się do niego “generalnie”. Stwarza to pozór, że znam się na rzeczy, ale rozmówcy nie chcę swoją szeroką wiedzą obarczać. Tymczasem równie dobrze może to być zrozumiane jako “Cóż, nie znam się na tym, mogę wyrazić się tylko ogólnie”. “Generalnie” ma też sprawiać wrażenie wstępu do wygłoszenia twierdzenia o cechach naukowej ścisłości. W praktyce często bardziej ośmiesza niż dodaje powagi.
    “Totalnie” już się oduczyłem. Ma ono oznaczać “tak bardzo, że aż bardziej niż bardzo”. Zbędne wyolbrzymienie.
    “W sumie” ma sprawiać wrażenie podsumowania wcześniejszych zdań, które są niezupełnie ze sobą zgodne. Użyte zbyt często staje się powiedzonkiem pustym znaczeniowo.
    Zdania typu “tylko ty to potrafisz” to już wyższa szkoła jazdy. Bo to coś więcej niż zabieg językowy, to manipulacja psychologiczna, której uczą na kursach. Klienta przekonuje się, że “jesteśmy pewni, że nasza współpraca będzie się rozwijać z obopólną korzyścią”, pracownika zapewnia, że “bez pana pracy ta firma nie mogłaby funkcjonować”, a w życiu codziennym - ponoć zamiast wieść długie wywody wyjaśniające czemu się nie chce na coś zgodzić stokroć skuteczniej jest wyraźnie stwierdzić “tak postanowiłem”. Namawiający traci znaczną część argumentów, zwłaszcza jeśli nie zetknął się z “psychologią negocjacji”.
    Tyle.
    Artur Zimny

  65. marekk pisze:

    Franio jesteś mocny.
    Czyta się Ciebie z wielką przyjemnością. Martwi mnie tylko, że Żaba gdzieś odpłynęła. Pan profesor potraktował Cię troszkę surowo, mnie swego czasu wyzwał od malkontentów. Widocznie miał zły dzień, ale za to krew w żyłach profesorskich, chociaż przez chwilę szybciej popłynęła. Jeszcze nie powtarzam ten tego i w zasadzie nie mam jakiś ulubionych zwrotów, ale od ’stetryczenia’ nie będę się wymigiwał. Pan profesor coraz krótsze wpisy zamieszcza, jakby wpadał do nas mimochodem. Jest to jednak zbójeckie prawo gospodarza. Podobają mi się tak zwięźle postawione zadania, aczkolwiek składnia jest trochę zawiła. Dopiero gdy sobie przypomnę jak Pan profesor by to mówił od razu kumam.
    Przypomniało mi się jeszcze parę zwrotów;
    w zasadzie masz rację, weź się w garść, czyżby?, powinieneś się leczyć - ostatnio modne odnośnie psychiatry,
    pozdrawiam marekk

  66. Alicja pisze:

    “generalnie rzecz biorąc…”

  67. Andrzej Szyszkiewicz pisze:

    Witam wsystkich tu zebranych.

    Mówi się tu o prowokacji i reakcji. Gdzie indziej ciągle słyszę - a raczej czytam - o konwencji. A to jedni a to drudzy urządzają sobie konwencje a inni jeszcze je opisują.

    Czy język aż tak się zmienia?

    Według mnie i paru slowników konwencja to umowa. Formalne spotkanie członków organizacji to konwent.

    A może to efekt ewolucji lub zaniku konwenansów?

  68. Andrzej Szyszkiewicz pisze:

    Sprawdzam te literówki i nic to nie daje.

    Witałem oczywiście wszystkich

  69. beetle pisze:

    Witam Pana!
    We czwartek, 22 marca byłam na wykładzie z Pana udziałem, który miał miejsce na UW. Jestem zachwycona, a przede wszystkim - zauroczona naturalnością zarówno Pana, jak i prof. A. Markowskiego i J. Miodka. Chociaż miałam wykłady jedynie z prof. Markowskim, bardzo chętnie uczęszczałabym na te prowadzone przez Pana lub przez prof. Miodka. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    PS Ja słyszałam, że najbardziej przekonuje wyrażenie “ze mną się nie napijesz?!”. To tak, żeby nie oddalać się od tematu. ;-)

  70. kambuzela pisze:

    FRANIU, szkółka niedzielna? A który katecheta wytrzymałby te docinki, te pouczenia, to mądrzenie się nie na temat? Wykluczone!
    Sprzeciwiać się można, jeśli jest czemu. A jak tu sprzeciwić się prośbie o podanie poszukiwanych zwrotów? To jakby odmówić gospodarza prośbie o pomoc - a ja tam lubię gości o pomoc prosić i ją otrzymywać. Więc i innym nie odmawiam. A wyszukać takie słowa w pojedynkę nie jest łatwo, bo każdy styka się z pewnymi, ale nie wszystkimi. A do książki wiele by się zdało znać.
    A czy ta książka to dobry pomysł? Nie mnie to oceniać, to ocenią czytelnicy. Przed jej opublikowaniem trudno powiedzieć nawet, co ma ona wnieść do kultury, bo to wie tylko jej twórca. Uznał widać to za dobry pomysł - i ja tak intuicyjnie czuję, że jest dobry. Analiza truizmów jest czasem potrzebna, chocby by móc się przed nimi bronić. Żeby poznać sztuczki stosowane przez manipulatorów. To chyba podobnie do poznawania sztuczek stosowanych przez marketingowców w reklamie. Im więcej wiesz, tym mniej jesteś podatny na perswazję.
    A polemika będzie, jak temat pozwoli, a niezależne pomysły, choć tu tolerowane, nie mogą jednak przekroczyć miary, bo to nie mój ani Twój blog, tylko Profesora. I on tu wyznacza granice.

  71. Franio pisze:

    Mila Kambuzelo,
    Otworzylas mi oczy. Pograzony w zadufanej glupocie nigdy nie rozwazylem tego, co piszesz. Zaprawde, Ksiadz Katecheta,oburzony
    docinkami, wyrzucil by delikwenta na zbity leb ze szkolki niedzielnej, poslal po ojca i matke, a oni musieliby zagwarantowac, ze wyrodek docinajacy (samemu Ksiedzu Katechecie !) bedzie lezal krzyzem codzien w kacie izby rozpamietujac swe docinki i zalujac niesfornosci swego wrednego jezora. Moze by mu odpuszczono winy. Pouczenia ? Do samego Ksiedza Katechety ? Diabel opetal wyrodka ! Jak marny sztubak ze szkolki niedzielnej moze pouczac o czyms Jego Swiatobliwosc Ksiedza Katechete ?! Albo - Pana Profesora Bralczyka ? Toz to Swiatynia Wiedzy, Autorytet wielki, przedmiot westchnien i zachwytow owieczek przemierzajacych niwe naszego ojczystego - bron Boze dotknac ! - Jezyka. Nieskonczona jest madrosc Ksiedza Katechety, a przez Twoja analogie - Pana Profesora. Slusznie zadajesz retoryczne pytanie: ktory Katecheta by to wytrzymal ? Otoz - zaden, przyznaje. Madrzyc to sie mozesz zasmarkancu na podworku, ale nie tu ! U nas Madrosc jest opatentowana i powierzona Panu Profesorowi -wylacznie ! A Ty, niedoprojektowany, nie wylaz ze swojej glupoty, bo nikt tego nie wytrzyma i niestety, Katecheta - tyz nie.

    Po takim, przez Ciebie wywolanym, rachunku sumienia, biore sie w garsc i od tej pory: podaje “poszukiwane zwroty”, pomocy nie odmawiam. Przyznaje, ze ksiazka to dobry pomysl i wierze Twojej intuicji, ze skuteczna obrona przed niegodziwcami - manipulatorami z marketingu (apage satanas !) i co najgorsze - z reklamy. Ze ich jeszcze swieta ziemia nosi ?!
    Kapke pocieszenia daje mi moja natychmiastowa uleglosc wobec Twojej perswazji - malo wiem. I chwala Bogu.
    A polemika bedzie, jak piszesz, kiedy temat (Pan Profesor) pozwoli. Bo to przecie ani moj, ani nasz, ani Twoj blog. Profesorski.
    Do ziemi sie klaniam za wyperswadowanie mi perwersji mozgowej i oczyszczenie z Antychrysta.
    Pokorny sluga Twoj i Pana Profesora,
    Franio (byly grzesznik).

  72. Franio pisze:

    Marekk’u Drogi,
    Jak Ty, wygladam tej Starej Zaby. Kiedy wreszcie wroci ? Obiecala mi o skowronkach, co dzwonia nad polami na wiosne, o konikach; dawno juz jej nie czytalismy. Te jej historie z lak nad wodami, zurawie - kawal naszej polskiej przyrody - przywodza na pamiec moje wiosenne dni w Polsce. Marzec jeszcze podmrazal, ale kwiecien juz grzal i pachnial, i w kazda niedziele jechalem na randke z Pilica. Laki i pastwiska ciagnely sie ladne kilka kilometrow nad czystym brzegiem czystej jeszcze Pilicy buzujacej glodnymi na wiosne szczupakami i okoniami. W marcu szly na wszystko - blaszka z obcasu wystarczyla. Wolnosc, czasu najwiecej na swiecie, od siodmej do piatej po poludniu tylko dystans do lasu na horyzoncie wyznaczal reguly. Pelne szczescie. Termosik grzal, Calvadosik bulgotal w torbie, jajeczka na twardo i podsuszana kielbaska od Pani Orzechowskiej dawaly poczucie niezaleznosci, spining w garsc i - przed siebie ! Kiedy gumiak siorbnal wody to bylo wyzwanie ! Zapaleczki, suche listki spod krzaka, jakies patyki i - ruszy czy nie ruszy ? Napiecie bylo ogromne ! A potem - sukces, wiekszy niz najwiekszy “ciupciak”: ogien buzowal, woda gotowala sie na zupe w parujacym gumiaku, mokra skarpeta na patyku oznaczala “nasze” terytorium, a ja - leniwiec w porannym sloncu, na cieplym trawo-piachu, zaczynalem pierwsze jajeczko i kasek kielbaski. Slodkie nierobstwo ! Byl czas kontemplowac chmury, kaczence i kijanki, puchnace baziami prety wikliny i nie myslec o niczym. Nadrzeczne lachy, ziemia na pastwisku i krowie placki pachnialy wiosna. To byla egzotyka, jak cholera ! Zadne pozniejsze Grecje - szmecje, oceany i wyspy nie daly mi tyle nirvany, co ta polska wies nad Pilica. Poczucie absolutnego bezpieczenstwa - samochodu nikt by nie ukradl, mandatu by nikt nie wypisal, nikt sie nie wyglupial z tablicami “No trespassing”, to bylo pastwisko czyjes, moze panstwowe, moze niczyje, czyli moje. Kto by o tym myslal ? Jak sie pojawil sierzant na rowerze, zapytal: pewexowski ? Pewexowski - powiedzialem. Pociagnelismy Calvadosu, przegryzlismy kielbaska i lezelismy zapatrzeni w chmury, myslac o wiecznosci wlasnego szczescia nad Pilica.
    I co ja tu k…a robie ?

  73. Juran pisze:

    Jestem tradycjonalistą, więc słowa “spoko” itp - działają na mnie jak przysłowiowa “czerwona płachta na byka”. Od razu nastawiają zdecydowanie negatywnie do rozmówcy. Natomiast wtręty: “prosze ja ciebie” itp - zdecydowanie pozytywnie! Akceptuję, zgadzam się, skłonny jestem nieba przychylić.

  74. Franio pisze:

    Alicjo, biedna, zakatarzona !
    Czyzby w Kingston w duzych grocery store nie sprzedwali kur w calosci i w czesciach ?
    Czyzby nie bylo farmers’ market, gdzie codziennie sa dostawy swiezego drobiu, warzyw, ryb i.t.p.?
    Czy na arteriach wylotowych nie ma malych farmers’ market gdzie sprzedaja lokalni farmerzy?
    Sprawa blaha, ale dla Ciebie zapewne istotna i stad moje pytanie.
    Zycze lepszego samopoczucia. Franio.

  75. Franio pisze:

    BEETLE,

    Bardzo prosze, napisz nam wiecej o Panu Profesorze na tym spotkaniu. Oszczedny jest do przesady na Blogu, a ja sie Go czepiam. Zeby zobaczyc wiecej Profesora, zeby Go sprowokowac. Z licznych relacji wiem, ze w bezposrednich kontaktach ze studentami tryska humorem i cietymi replikami. Napisz nam wiecej o nim, bardzo prosze.
    A tego spotkania szczerze Ci zazdroszcze.
    Z naleznym szacunkiem, Franio.

  76. mw pisze:

    Eh, Franio, Franio . . .
    Toś Ty sobie całe życie napisał nad tą Pilicą. I co teraz z tym zrobisz? A może tylko tak “czarujesz”, kokietujesz? Może znalazłeś już sobie inną Pilicę? I jedną masz dla siebie, a jedną dla nas? Jak to jest, Franiu?

  77. kambuzela pisze:

    FRANIU miły, i tak pisz właśnie, miło i słodko, aż serce się raduje, jak wspomnienia pięknych dni płyną. Ale jednego mnie życie nauczyło - nigdy nie próbuj powtórzyć chwil, co tak urzekły. Bo próba taka nie pozwoli na powtórzenie tamtych uczuć, a zniszczyć tylko może wspomnienie. Więc nie pytaj “I co ja tu k?a robie ?”. Powrotu w dawne nie ma, a dzisiejsze…szkoda gadać. Już tego pastwiska “niczyjego” nie ma pewnie, jest za to płot i szlaban, i złodziej czekający na okazję, jak nie samochód, to chociaż radio.
    Stara Żaba zapewne huk ma roboty, jak to na wiosnę, i czasu nie staje na blogowisko. I ja już do ogrodu wybiegam, i mnie ptasie świergoty wzywają, i ziemia pachnie i nasion czeka.
    A Profesor też ma obowiązków wiele, i na blog czasu bardziej brak niż ochoty, a może też woli mówić niż pisać? A moja analogia do katechety dotyczyła nie tyle mądrości, co wyrozumiałości i cierpliwości do naszych dywagacji, czym się chyba pozytywnie wyróżnia nasz Profesor. I choć Świątynią Wiedzy nazwać go można, i Autorytetem jest na pewno, to nie myślę, że wszystka mądrość dla Niego zarezerwowana. Bo cóż to rezerwacja - zastrzeżenie dla siebie, a Profesor wszak dzieli się swoją wiedzą z tymi, którzy go słuchać chcą. A Ty Franiu, chciałbyś prywatnych lekcji. Ja też bym chciała, marzenia piękna rzecz! Ale On jeden, a nas wielu.
    Pozdrawiam

  78. zoso pisze:

    Za moich młodych lat “wjeżdżało się na ambicję” mówiąc: pękasz? wymiękasz?

  79. Lena pisze:

    Franio,
    Jak raz napisalam, ze sie odezwe na lunch break (to wcale nie jest obiad) to byla wielka awantura na blogu.
    Ty rzucasz ?grocery store i farmers? market? i jest dobrze, badz poprawny, prosze.

  80. Kara z kornera pisze:

    Leno…
    Jaki pan taki szpan.

  81. marekk pisze:

    kambuzela
    Pięknie to ujęłaś. W 1971 roku razem z kolegą wybraliśmy się w rajd dookoła Polski na rowerach. Było niepowtarzalnie i żadne przeczucia się nie sprawdziły. Zycie przerosło nasze wyobrażenia o spotkanych ludziach, u których pracowaliśmy, aby zarobic na jedzenie. Byli fantastyczni i gościli nas, bo uważali, że młodzi (nastolatki) ludzie, ktorzy wybrali się w swoją podróż życia zasługują na uznanie i szacunek. Całe Pomorze i Mazury, zupa gotowana w aluminiowym garnku na oleju napędowym. My czarni, zupa pachnąca trochę spalinami, wymieszane krupniki z barszczem czerwonym, ogonową, ziemniakami i zieloną kiełbasą smakowała jak nic do tej pory. Spanie w namiocie dwuosobowym razem z rowerami. Było trochę zimno bo szprych parę brakowało. W Cherbach pod Częstochową spaliśmy w lesie, zajętym przez wojsko, na jakimś torfowisku, a rano wojsko czestowało nas grochówką. To jednak trzeba przeżyć.
    Parę lat wstecz zrobilismy taką wycieczkę retrospektywną na mniejszą skalę. Skończyło się po kilkudziesięciu kilomatrach na potrąceniu przez samochód połamanym rowerem.
    Masz rację, wspomnien nie należy poprawiać i próbować je powtarzać. Trzeba szukać nowych przeżyć i pokazywać tym od komputerów i komórek, że coś jeszcze potrafimy i na coś nas stać. Gdy czasami wspomnę im o naszych eskapadach, to tylko kręcą z niedowierzaniem głową. takie wapniaki? to niemożliwe.
    To se ne wrati.
    Żaba gdzie jesteś? Czyżby konie się źrebiły?
    pozdrawiam marekk

  82. anglistka pisze:

    Agni-m
    język to nie matematyka! Zaprzeczenia są typową formą grzecznościową
    nie tylko w polskim (”Why don’t you sit down?” - tu mamy też i
    zaprzeczenie, i formę pytającą, która - na Boga- pytaniem przecież
    nie jest!)
    ASz
    Konwencja ma kilka znaczeń i zdaje się , że akurat tutaj niepotrzbnie się
    denerwujesz
    http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=konwencja
    Franiu
    ‘Kaszki manny’ a nie ‘mannej’ . Poczucie pełnego szczęścia nad Pilicą-
    kiedy to było! Szanuję Twoje wspomnienia, ale żeby od razu Grecję
    deprecjonować????? Jedna z dwóch typowych postaw polskich emigrantów.
    Kwiecisty styl masz, czasami (bardzo rzadko!) podstawowy sens
    wypowiedzi trudny do sprecyzowania.Pewnie to jednak ja jestem po prostu zbyt konkretna.Chyba Ci musi być pod tym względem dobrze w kraju anglojęzycznym? Mowienie opłotkami bardzo wskazane tam jest (zamiast: THE TV is not working - the tv DOESN”T SEEM
    to be working itd)
    “Takie trochę banalne zagadnienie’ nie jest sformułowaniem zbyt
    zręcznym. Czasami wprawdzie celowo używamy zestawień typu
    przymiotnik i rzeczownik z dwóch różnych rejestrów (czuły barbarzyńca)
    ale p. Prof nie podejrzewam tu akurat a o taki zabieg stylistyczny-
    to ‘zagadnienie’ to chyba rodzaj skrzywienia zawodowego.
    I jeszcze raz o ‘Nothing personal’ - idiom ci on jest i jak to z idiomami
    bywa nie ma akuratnego odpowiednika w j.polskim. Ja osobiście nie odczuwam potrzeby używania takiego zwrotu, staram się omijać tematy
    osobiste i zawsze liczę na to, że adresat przyjmie za oczywisty fakt,iż
    z reguły urażanie kogoś nie jest moją intencją.Ufffff…… się wypowiedziałam:))
    Końcówka (Co ja tutaj…robię) mocna, ale minoderyjna. Franiu, masz
    swój styl, po co od razu wkraczać na szlak wytyczony przez lingwistyczną
    ‘dupę’
    Żaby doczekania życzę.
    Pozdrawiam wszystlich

  83. agni_me pisze:

    Franiu drogi, stawiasz się w roli preparatora słów. Wyłuskujesz je ze zdań i oceniasz czy “absolutnie słyszą” z pozostałymi. Twoja uwaga jest celna, ale…

    Ale istnieje też inny aspekt językowego słuchu absolutnego - melodyka. Powiedz sobie kilka razy “banalne zagadnienie” i “banalny problem” - pierwsze dobrze się czyta, drugie w tytule nie “płynie”. Formalne cyzelowanie tekstu często zabija płynność. Zaglądam do poradni językowych tropiąc polszczyznę, nie ma nic nudniejszego niż odpowiedzi językoznawców. Formalnie nie można im nic zarzucić, ale czyta się to jak instrukcję obsługi snopowiązałki. Szewc bez butów. Profesorowie Bralczyk i Miodek są chwalebnymi wyjątkami. Ich można czytać na głos. Moim zdaniem “banalne zagadnienie” pasuje, za to chyba w poprzednim wpisie profesora zgrzytało mi między zębami zdanie (albo dwa).

    Cały wieczór spędziłam na myśleniu czy znam autora, który potrafi te dwa aspekty połączyć. Flaubert przychodzi do głowy od razu, ale to pójście na intelektualną łatwiznę, jak i z resztą litanii sław “słusznych absolutnie”. Taki Fuentes? Jak nikt (przesada, ale pasuje mi do zdania) łączy nieziemską precyzję, która nie ginie w szczególanctwie, z cudowną melodyką. Terra Nostrę czytałam głośno dla ogromnej frajdy, jaką dawało mi brzmienie zdań. A z Polaków bardzo współczesnych to Piotr Macierzyński. Można znaleźć jego poezję w sieci. Dla mnie jest doskonałym przykładem czucia polszczyzny, precyzji i płynności.

    Na blogu prym wiedzie Stara Żaba, co za melodia! To wręcz fizyczna przyjemność poczytać żabie opowieści, a i twoja “bajka” pilicka płynie. Pilicę kocham miłością przeogromną i choć zgadzam się z Kambuzelą i Mirosławem Żuławskim, że do Miejsc należy wracać co roku, albo nie wracać wcale, to nad Pilicą są miejsca, gdzie czas stanął. Zadbała o to sama rzeka.

  84. Franio pisze:

    Sz-Panie: Lena i Kara na Kornerze,
    Pokornie sie tlumacze: staram sie nie uzywac obcych wyrazow, jesli mozna po polsku. Lenie zrobilem przytyk, bo “lunch break” jest zazwyczaj miedzy dwunasta a pierwsza po poludniu. Ta przerwa (miedzy dwunasta a pierwsza) w Polsce nazywala sie “przerwa obiadowa”, niezaleznie czy jadlo sie obiad w stolowce, czy kanapke na skwerku. I niezaleznie od tego, ze po pracy zjadalo sie obiad w domu, powiedzmy ok.piatej - szostej.
    Taka jest idiomatyka jezyka polskiego. Po prostu, w polskim i obiad (jedzenie) w pracy, i obiad w domu nazywa sie “obiad”. Angielski dzieli to na “lunch” i “dinner”. Nie maja za to drugiego sniadania i dobrze im tak. Nie bylo potrzeby uzywac “lunch break”.
    Obiad z kurzym rosolem potrzebny byl Alicji na katar, a skarzyla sie biedactwo, ze nie moze nigdzie znalezc prawdziwej kury. Aby Jej pomoc, wymienilem typowe nazwy sklepow, w ktorych te kury mozna znalezc. Musialem uzyc nazw oryginalnych, angielskich, bo gdybym napisal po polsku (supersam, dom towarowy, chlopski targ, czy wiejski rynek, bazar) musialaby tlumaczyc, a tlumaczenia miewaja rozne wersje i moglaby miec problem z dokladna identyfikacja mojej rady. Widzac napis, jak w moim wpisie, od razu wiedziala, ze “to tu”. Byloby poprawniej, gdybym te nazwy podal w cudzyslowiu, przyznaje.
    Tam, gdzie nie ma polskiego odpowiednika, albo jest nieprecyzyjny, albo mamy imie wlasne (w tym - uzywany na szyldach rodzaj sklepu, jak “Farmers’ market”), a sprawa jest wazna i blad bylby niedopuszczalny, lepiej jest stosowac nazwe w oryginale. “Przerwa obiadowa” do nich nie nalezy, wydaje mi sie. Bede wdzieczny za wiadomosc, czy moje wyjasnienia stonowaly Wasze niezadowolenie.
    Zycze pogody za oknem i pogody ducha, Franio.

  85. Franio pisze:

    Marekk,

    Dobrze Ci, ze masz im co pokazac. Ale - sie rozczarujesz. Mlodzi naprawde wiedza wszystko lepiej. Nasza rzekoma madrosc to zbior nienajlepszych doswiadczen, ktorych oni wiedza jak uniknac. Widza dalej, slysza lepiej, kojarza szybciej - sa lepsi. I bardzo dobrze.

    A Twoje wspominki z tamtych lat wrocily mi zabiegi manipulacyjne slowem, ze szczeniecego wieku:

    1. Co sie obzieleniasz ? (Zrob to, nie boj sie.)
    2. Masz ojca szklarza ? (Nie zaslaniaj widoku.)
    3. Ty, moglbys se kupic trupa na Kiercelaku ?
    (zebys sie o niego opieral).
    4. Cieply jestes ? (pozycz pare groszy).
    5. A to facet do rzeczy ? (noszenia).
    I sam Jan Kobuszewski: “Nie badz pan rura. Nie pekaj pan !”

    Obiecalem Kambuzeli, to sie staram.

    Pozdrawiam. Franio.

  86. Miron pisze:

    Znam księdza,który zbyt często używał słowa “prawda”, aż wreszcie wyszło mu “Jezus prawda Chrystus” :))).
    Mi natomiast zdarza się wtykać “no nie”, “wiesz”, “mówię”, “o!” i wiele,wiele innych,których tu nie przytoczę.Zdań jako takich,powtarzalnych,rzadko używam :) .
    Mam pytanie: dlaczego słowo “radio” się odmienia, a “video” nie,chociaż oba kończą się na “-o”?

  87. anglistka pisze:

    Franiu
    mam nadzieję, że wiesz jak zmieniło się znaczenie przymiotnika,
    którego użyłeś w punkcie 4.
    Pozdrawiam

  88. anglistka pisze:

    Do Mirona
    video (tak jak kakao) się nie odmienia ze względów fonetycznych:
    np komu czemu ? videu , z kim czym? videem brzmiało by co najmniej
    dziwnie, nie sądzisz?
    Pozdrawiam

  89. agni_me pisze:

    A jak się zmieniło to znaczenie, anglistko? “Ciepły” o kimś - pieniężny i uwikłany w niejasne interesy, ciepły towar - rzecz kradziona, zdobyta nielegalnie. Zresztą ta ciepłota chętnie bywa stopniowana, na przykład gorący samochód, parzący gość. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

  90. Lena pisze:

    Witam Franiu,

    Tak mi sie wydaje, ze w przebraniu jestes naszym profesorem.
    Prosze, sciagnij maseczke…

  91. mw pisze:

    Miron 10:23

    Może dlatego, że w wyrazie “radio” przedostatnia samogłoska ma charakter tylko zmiękczający, została spolszczona (przez długotrwale używanie tego wyrazu w języku polskim), natomiast w “wideo” - ma charakter samoistny; może kiedyś ten wyraz przybierze formę w polskim taką, jaką ma w wymowie angielskiej: widijo, wtedy będzie się pisał “widio” i odmieniał przez przypadki (jak radio, które jeszcze “niedawno” było nieodmienne).

  92. anglistka pisze:

    Agni-me
    czekam na reakcję innych forumowiczów w sprawie ‘ciepły’ - taka mała sonda.
    Chodzi oczywiście o orzecznik (bez rzeczownika)
    ‘On jest ciepłym człowiekiem’ zatem wciąż brzmi OK, ale “On jest ciepły’…
    Z racji wieku , zawodu i upodobań namiętną użytkowniczką slangu
    nie jestem, więc skoro ten wpis Frania mnie zmroził (bez żadnych Frania złych
    intencji oczywiście) to chyba znaczy, że znaczenie taboo jest już
    dosyć rozpowszechnione., nad czym ubolewam!!!!:((((((((((((((((

  93. anglistka pisze:

    Leno
    Franio zbyt romantyczny, żeby był Profesorem ‘w przebraniu’:))))
    Pozdrawiam
    PS L, Ty też za Wodami?

  94. agni_me pisze:

    anglistko, czy mogłabyś tak przeformułować wpis, żeby był odrobinę bardziej zrozumiały? Co masz na myśli pisząc ” znaczenie taboo jest już dosyć rozpowszechnione”? Jakie tabu (tak wygląda to słowo po polsku) masz na myśli, jakie jego znaczenie i co dokładnie przeszkadza ci w wyrażeniu “jest ciepły”. Niezależnie od slangu, którego w wypowiedzi Frania i mojej nie ma. I wreszcie - co u bogów - ma to wspólnego z jednym z _gwarowych_ (podkreślam) wyrażeń przytoczonych przez Frania i twoją uwagą: “że wiesz jak zmieniło się znaczenie przymiotnika”? Przynajmniej jedna twoja wypowiedź jest pozbawiona sensu.

    Wracając do poprzedniego wpisu skierowanego do mnie. Nie podnosiłam prawidłowości zwrotów grzecznościowych, odniosłam je do pytań profesora Bralczyka o prowokacje i reakcje. Wydawało się to takie oczywiste… Ale dziękuję za odpowiedź, zwłaszcza za zdanie, że język nie jest matematyką.

    PS Ciekawa jestem co predestynuje do nadużywania znaków interpunkcyjnych i emotek: wiek, zawód, upodobanie?

  95. Lena pisze:

    Anglistko,

    Tak jestem za wielkimi wodami o wielu lat. Naprawde myslisz, ze FRANIO to nie nasz profesor? Ostatnio to On stara sie kontrolowac blog Profesora. Franio zaczyna mi”pachniec” profesura.

    Anglistko, a Ty gdzie jestes?

    Buzia

  96. marekk pisze:

    Słowo ciepły, określający osobę, kojarzy mi się z kimś kto ma problemy. Np; ale będzie miał ciepło, czyli kłopoty. Tak przynajmniej dzisiaj się mówi, jak to określiłą anglistka, slangiem. Natomiast zimny, tu zapewne każdemu mogą nasunąć się tylko dwa skojarzenia; drań lub trup.
    Z młodzieżowej gwary przypomniało mi się określenie dziewczyny jako - blachmara, innymi słowy dziewczyna, której można zaimponować samochodem lub motocyklem.
    pozdrawiam marekk

  97. agni_me pisze:

    Ciekawa uwaga, markku, o “ciepłym”. Całkiem o tym zapomniałam, a przecie jest też “zaraz tu będzie ciepło/gorąco”. Dziękuję.

  98. Franio pisze:

    Zmrozona Anglistko,

    “On jest cieply jeszcze…” lepiej oddaje Twe obiekcje.
    Mego kolezke, zapapranego w cztery wulgaryzmy, przywiezli do szpitala w Liverpool’u w nocy i rzucili na jakies lozko. Obok juz ktos lezal. Trzezwial. Zbadal i skontastowal, ze obok jest cudowny niewiesci profil i reszta. Wszczal “badanie materialu”, nie natrafil na opor, lub sprzeciw, zadowolil niecne chucie i dopiero pozniej przerazil sie swoja zgnilizna - nekrofil ! Do rana walal sie obok “mamrurowego posagu” oblany zimnym potem przerazenia, widzac jak go diabli w piekle smaza. Pierwsze promyki slonca przemknely przez musliny firanek i rozjasnily szpitalny pokoj. Posag patrzyl na niego blekitnymi okami i od czasu do czasu mrugal. - Who are you ?! Wrzasnal przerazony koles. - English.

  99. anglistka pisze:

    Agni-m
    zaraz tam nadużywanie. Pewnie chodziło Ci o :(((( Już wyjaśniam
    - ‘ciepły’ to gej. Brzmi to tak deprecjonująco, tak hmm … nie nie wiem -wulgarnie , że w głowę zachodzę po - tu pojadę Nowym Franiem:)-
    JAKĄ CHOLERĘ podnosiłam ten temat. Ja sama nigdy bym tego
    nie użyła w takim kontekście. Ty i F. mieliście na myśli co innego,
    przecież wiem, czytam i mówię po polsku, tylko z pisaniem jak widać u mnie gorzej (dziękuję za uwagi nt stylu i ‘taboo’) !:)
    Franio (pozdrawiam, chyba grypą złożon- tyle godzin bez wpisu na blogu JB?) rządzi, ale chyba nie czytałaś wcześniejszych postów, bo wiedziałabyś
    że zwróciłam na to uwagę już dawno temu, nawet pozwoliłam sobie na wpis,że to nie Jego i Starej Żaby blog. Styl oboje mają jednak imponujący-
    biją na głowę wszystkich forumowiczów, aż prosi się o publikację jakąś
    (a może już była??) Memuary zza Wody?
    Pozdrawiam z Trójmiasta

  100. Franio pisze:

    Anglistko analityczna,
    Piszesz, ze “jezyk to nie matematyka” i Agni_me Ci dziekuje. Tymczasem wiele problemow jezykowych rozwiazuje sie na maszynach matematycznych: entropia, entropia laczna, lancuch etymologiczny itd, Profesor lepiej by Wam to wyjasnil. Przy kreowaniu sloganu, lub linii wiodacej, formuly matematyczne maja szerokie zastosowanie. Ze nie wspomne o statystykach zastepujacych tony naszych “starozytnych” fiszek. Podobnie, matematyka wyzsza operujaca pojeciami, nie liczbami, laczy cechy indywidualnego odczucia - interpretacji z filozofia pojmowania materii. Abstrakcyjny, wulgarnie biorac, dla wiekszosci czwarty wymiar (pamietacie Teorie Plaszczakow ?), przecinanie sie dwoch rownoleglych, czy dylematy fizyki kwantowej wymagaja ogromnej zdolnosci interpretacyjnej i niezlego przygotowania w systemach filozoficznych. Nie po to, aby problem rozwiazac (mierz sily na zamiary), ale po to, by sie rozumiec (w ramach konwencji, sic !) i utrzymac komunikacje. Podobnie muzyka - matematyka pomaga rozwiazywac zlozonosc brzmienia (chocby - syntetyzatory) szybko przechodzic zlozone warianty harmonii czy kakafonii i sprawdzac je blyskawicznie, w porownaniu z przeszloscia. W rozwazaniach fizyki wyzszej (czysta matematyka) precyzja i dobry smak sa rownie cenne, jak w dobrym przekladzie. Nie bez kozery psychologia wskazuje na zbieznosc uzdolnien muzycznych (a ja bym dodal: i wrazliwosci jezykowej) z uzdolnieniami matematycznymi (nie algebra !). Sa antropolodzy, ktorzy posuwaja sie do zbieznosci ksztaltu czaszki (wydatne, wypukle czolo) z uzdolnieniami w sferze muzyki, brzmienia jezyka i matematyki. Ryzykowalbym teze, ze jezyk, muzyka i matematyka jedna droga chodza. To oczywiscie sa tylko supozycje i oczekuja Waszego udzialu.
    Twoj aromantyczny Franio.

  101. Franio pisze:

    Agni_me,
    We wpisie z 26 marca o 21.26 zawarlas kwitesencje dobrej prozy: “…aspekt jezykowego sluchu absolutnego - melodyka” i dalej: “Formalne cyzelowanie tekstu czesto zabija plynnosc.” Imie “Agni_me” winno byc zapisane w brazie na marmurze, na tym blogu. Dedykuje to innym autorom, innych blogow. Rozwinmy ten temat, z przykladami, jesli laska. Bedzie blog bardziej jezykowy, niz “bezbrzdekowy”.
    Franio.

  102. Franio pisze:

    Marekk., A znasz jeszcze jedno, prawie motoryzacyjne, z mlodziezowej gwary ? “Kara na kornerze”, czyli brunetka na rogu…

  103. Franio pisze:

    MW, MW !
    Twoj z 3.26 o 9.16

    Najcieplejszy wpis, jaki dostalem, szczerze.
    Jak bysmy siedzieli obaj, plus posterunkowy, przy ogniu, pod skarpeta. Widzisz, to jest tak: masz te Pilice raz w zyciu, potem jej szukasz po ziemi i kiedy ja wreszcie znow znalazles, ani Twoja Pilica, ani Ty nikomu nie jestescie potrzebni. Mow cos, zrob cos, bo mnie pod katafalk wpedziles !
    Trzymaj sie chopie !
    Franio.

  104. Helena pisze:

    Sorry Franiu, dopiero teraz zuawazylam Twoj apel do mnie w sprawie ukrainskiego porzekadla ” W ohorodi buzina, a w Kijowi diad’ko”. “Buzina” (z akcentem na ostatniej sylabie) to jest jakis krzak, ale nie wiem jak sie nazywa po polsku, a diad’ko to oczywiscie wujek. Mieszkalam na Ukrainie jako dziecko w latach piecdziesiatych, i takie powiedzenie pamietam, zawsze mnie bawilo i oddaje ono doskonale logiczne pomieszanie z poplataniem. Ale co to jest ta buzina, to zabij, nie wiem. Najwazniejsze, ze rosnie w ogrodku.

  105. Pan Brat pisze:

    Czytając wypowiedzi na temat znaczenia przymiotnika “ciepły” nabieram - podobnie jak Anglistka - wrażenia, że mamy do czynienia z tabu, tzn. niektórzy wiedzą o co chodzi, ale nie chcą tego głosno powiedzieć podając w zamian wszelkie inne możliwe znaczenia. Niech więc będzie - ja napiszę, że wielce prawdopodobną odpowiedzią na zacytowane przez Frania pytanie “ciepły jesteś?” w przypadku, gdy zadamy je mężczyźnie o normalnej orientacji seksualnej może być cios w szczękę lub podobnie gwałtowna reakcja; innymi słowy, choć równie eufemistycznie: określenie “ciepły” oznacza “kochający inaczej” i najczęściej słyszałem je w odniesieniu do panów, których na pierwszy rzut oka łączy coś więcej niż przyjaźń - “oni są ciepli” (także w formie pytającej). Oczywiście trudno mi sobie wyobrazić podobnie nietaktowne zachowanie, jak zapytanie wprost kogoś, kogo podejrzewam o określone skłonności “ciepły jesteś?”, ale nie wykluczam, że są tacy, dla których nie stanowi to problemu.
    Pozdrawiam
    Pan Brat

  106. kambuzela pisze:

    agni_me, wydaje mi się, że to zależy od osobnika:).
    Poza tym co innego znaki interpunkcyjne, co innego emotki. Nadużywanie przecinków może być np. wynikiem tego, że znacznie częściej w szkole zwraca się uwagę na to, że przecinka nie ma, niż że jest (co pewnie jest związane z tym, że dzieci częściej zapominają niż nadużywają), więc na wszelki wypadek dokłada się więcej. Ale już osławione wielokropki mają upodobnić pisemną wypowiedź do ustnej, bo właściwie wypowiedzi internetowe uważane są za ustne.
    Natomiast emotek używają pewnie najczęściej uczestnicy komunikatorów (GG, Skype, Tlen itp.) - w “rozmowach” prowadzonych na żywo i szybko są użyteczne, ale też “wchodzą w palce” i może nie do końca świadomie są używane przy innych wypowiedziach. Niejako z automatu.

    Anglistko, ja też nie znam innego znaczenia “ciepłego”, w żadnym zaś razie nie kojarzę tego z jakimś tabu. Wyjaśnij, o co chodzi.

    Leno, ja też nie myślę, że Franio to Profesor. Nie podejrzewam, żeby zazdrościł samemu sobie spotkań ze sobą:)

  107. anglistka pisze:

    Pan Brat przedstawił sprawę dokładnie tak, jak ona wygląda. Dziękuję.

  108. agni_me pisze:

    No proszę, jak ten blog rozwija słownictwo. Pierwszy raz spotykam się z takim znaczeniem “ciepłego”. Nie rozumiem skąd to certolenie i wielozdaniowe konstrukcje, by napisać że chodzi o homoseksualizm. Teraz już rozumiem. Dziękuję.

    Anglistko, uwagi o stylu to nie moja działka. Sama mam z nim zbyt wiele kłopotów, żeby czynić komukolwiek uwagi. Po prostu nie rozumiałam kompletnie twoich wypowiedzi, sprawiały wrażenie absurdalnych, jak się okazuje z prostej przyczyny: nie znałam akurat tego znaczenia “ciepłego”. Stąd moja prośba i pytania, żadne style nie były mi w głowie. W peesie rzeczywiście chodziło o te nawiasy. O ile nie mam nic przeciw emotkom, ich użycie jest czasem przydatne, o tyle nadmiar mi przeszkadza. Mówiąc wprost paskudnie to wygląda. Tak ekspresyjnie piszesz, po co jeszcze te graficzne podpórki w takiej ilości?
    Też pozdrawiam.

    Ha! Niech mi kto mądry powie, dlaczego akurat “ciepły” przybiera tak często odcień pejoratywny, proszę.

  109. kambuzela pisze:

    No i znowu bałagan straszny w komentarzach - czyli już wiem, co to “ciepły”. Naprawdę nie wiedziałam, Panie Bracie.

  110. mw pisze:

    Franio 22:36 (wczoraj)

    Dwa i pół roku temu, po osiemnastu latach, wróciłem. Nic to nie dało. Człowiek jest jak jajnik, w którym od poczatku tkwi przeogromna liczba komórek jajowych, ale tylko jednej, nieraz kilku, dane jest ujrzeć światło dzienne. Podobnie każdy z nas - w pewnej chwili zdajemy sobie sprawę z tego, że wszystkiego już doświadczyliśmy, że więcej już nie będzie. Kończymy na tarczy. Trochę racjonalizujemy, trochę sentymentalizujemy, trochę w humor uciekamy, nieraz obrażamy się. I to wszystko.
    Zresztą, może nie każdy i nie zawsze.

  111. Pan Brat pisze:

    agni_me - oczywiście mogłem napisać to wprost. Zrobiłem inaczej nie ze strachu, pruderii, niechęci do nazywania rzeczy po imieniu czy co tam jeszcze mogłabyś pomysleć - po prostu rozbawiony całą sytuacją nie mogłem się powstrzymać od - jak to określiłaś - certolenia podejrzewając, że przynajmniej część czytających od początku wiedziała, o co chodzi, a tylko udawali, że nie wiedzą.
    Pozdrawiam
    Pan Brat

  112. Lena pisze:

    Witam Panie Profesorze,

    Jak tylko powiedzialam Franiowi, ze moze On Jest Profesorem W Prebraniu, przestal sie odzywac!!!!! .
    Wie Pan to jest prawie niemozliwe, Franio cichy????

    Franiu, Profesorze, Stara ZaboODEZWIJCIE

  113. marekk pisze:

    Franio
    Tutaj w Polsce wszyscy to wiedzą, ale Ty możesz tego nie znać:
    TIRÓWKA od Transport International Road - dziewczyna lekkich obyczajów zatrzymująca samochody na drodze poza miastem.
    Jeszcze jedno, dawca narządów, tak mówi się o motocyklistach.
    Chciałęś coś z motoryzacji, to masz.
    pozdrawiam marekk

  114. baktrianka pisze:

    Panie Profesorze! Z przyjemnością odpowiadam na Pan prośbę.
    Słowa i zwroty, których pewnie nadużywam w rozmowie i którym moi rozmówcy nie mogą się oprzeć to:
    - “Właśnie” i “Właśnie dlatego…” ( w czasie dyskusji),
    - “Coś ty ?!” lub “No coś ty?!” - gdy chcę podkreślić zainteresowanie,
    - “Naprawdę” - gdy chcę coś uwiarygodnić jeszcze bardziej,
    - ” ….ponieważ”- ale nie na początku zdania. Zapamiętałam kiedyś przykład opisany w książce R. Caldiniego”: Wywieranie wpływu na innych” o doświadczeniu z końca lat 70-tych. Do kserokopiarki ustawiła się długa kolejka. Co jakiś czas próbowała się wcisnąć bez czekania młoda osoba, żadne argumenty nie działały jednak na kolejkę. Nawet poważne przyczyny nie były w stanie skruszyć kolejki. A jednak…podziałało na nią zdanie:
    - Chciałabym skorzystać z kserokopiarki, ponieważ muszę odbić 5 stron. Zadziałało magiczne słówko: PONIEWAŻ, sugerujące poważny argument i doskonale brzmiące. Ponoć jak się słyszy ponieważ… to reszta już nie jest wcale ważna.
    To słowo naprawdę działa w różnych życiowych sytuacjach - szczególnie z nieznajomymi - korzystam z tego słowa od wielu lat…
    Panie Profesorze, pozdrawiam wiosennie.
    http://www.baktrianka.blox.pl

  115. Ryszard pisze:

    Troszkę sobie pomilczałem przygnieciony nadmiarem pracy i kłopotów ,ale dyskusja na temat słowa ciepły wyrwała mnie z letargu , ciepły to bardzo obraźliwe określenie homoseksualisty i to raczej zmanierowanego , odpowiednik równie wulgarnego określenia ciota , - uważaj na niego , on jest ciepły ,w przypadku lesbijek jest używane określenie sucha lub krawaciara . Jedno i drugie obelżywe , nie polecam.

  116. marekk pisze:

    Wracając do zadania postawionego przez Pana profesora, to używam słowa ZAŚ. Jest ono niezrozumiałe i zabawne w okolicach Grudziądza, gdzie przez krótki okres czasu pomieszkiwałem. Używam je zamiast: znowu, natomiast.
    marekk

  117. Kara z kornera pisze:

    Leno!!!
    Franio to Pan Profesor??? Z całym szacunkiem.., ale NAWET Pan Profesor nie potrafiłby tak `podrabiać` polsko-angielskiego [czy też polish-`emełykanskiego`] volapüku.
    A taki p. Lepper [wielką literą przez szacunek...dla ortografii] to doctor honoris causa. Jak dawnymi czasy pisywali ludzie - `Doctor honoratus - asinus coronatus`.

  118. Alicja pisze:

    “moda na fitness”.
    Język polski jest ubogi. Odpowiednika “fitness” ni ma, po prostu ni ma… A zresztą co to by była za moda, gdyby nie piękne słówko w tle - fitness!
    Sprawnośc temu nie dorównuje, nieprawdaż? Takie zaściankowe, niehamerykańskie…

  119. germanistka pisze:

    Drogi Panie Profesorze!
    1. Świetny blog! Niebanalne komentarze!
    2. Nadużywam słów:” Wiesz o co mi chodzi?” Pewnie trochę z lenistwa, mówię dyżo i i szybko, i bardzo chcę by wsdzyscy w lot pojęli, o co mi chodzi, nawet jeszcze zanim skończę o tym mówić …
    3. Pani Barbaro! też sie spotkałam a określeniem “cefałka” i gdyby nie odpowiedni kontekst prawdopodobnie nie zorientowałabym się, o co chodzi. Czy zauważyła Pani może, że słowo to używane jest w jakimś konkretnym regionie Polski?

  120. tenverte pisze:

    Witam!
    Nadużywam zwrotu :”no, nie”, po dłuższej swojej wypowiedzi na jakiś temat. W znaczeniu “rozumiesz…”.

    pozdrawiam

    tenverte

  121. marekk pisze:

    Blog drzemie - rozumiesz? no wiesz.
    pozdrawiam przed drzemką

  122. Michał Dawidowicz pisze:

    Bicie rekordu 2 - powrót? :/

  123. Zygmunt Drugi pisze:

    Alicji cytat: `Język polski jest ubogi`. Śmieszne…ale bez przesady. A właściwie powienienem powiedzieć: - No, wiesz [vide - english]…

  124. Franio pisze:

    Marekk.
    To jest test. Jesli nie zezre, znaczy - dziala.

  125. Franio pisze:

    MW.

    W czwartek zapytalem Cie o zmiany w jezyku.
    Zezarlo. W piatek - zezarlo. Dzis sprobowalem - chyba dziala.

    Czy po osiemnastu latach zauwazyles zmiany w jezyku ? Pewno wszystkie “toarzysze” wylecialy bezpowrotnie ? Szlag trafil (spraw Boze !) wszystkie “nie dowiezli”, “remanent”, “na czele”, “rzucili” itp. ? Czy papier przestal wychodzic ? Zebrala by sie niezla biblioteka z tych archaizmow, co ?

    Pozdrowienia. Franio.

  126. anglistka pisze:

    Michał,
    nie w temacie chyba jestem: co to za bicie rekordu? O numerze 2 nie wspomnę:)
    Marekk: jak tam po drzemce(?- trzeba było coś napisać, to byś nie usnął)

    Przejrzałam wpisy poprzednie na tym i innych blogach. Aga, tak
    spostponowana swego czasu przez naszą Tuzy, pisze jak się pisze
    mejle- literówki, brak znaków przestankowych, szyk zdania charakterystyczny dla mowy potocznej. Halo, to jest internet, Tuzy
    słusznie wybijające się nie podejrzewały chyba poważnie, że to
    cudzoziemka? I to na dodatek nie tylko nie z ziemiaństwa, ale z nieźmieniastwa cudzego?:) Ojejej, zaraz nastąpi wykład z różnicy
    między ziemiaństwem a szlachtą kurlandzką.
    A co do ‘pytać się’ - ludzie (ludziu F), spoko jest :
    http://sjp.pwn.pl/lista.php?begin=pyta%E6
    Proponuję wymieniać SIę (sic!) konkretnymi uwagami zamiast popisów
    erudycyjnych (ciekawych bardzo, ale jednak: popisów)

  127. Ryszard pisze:

    Mam wrazenie ze Panu Profesorowi piszącemu o słowach , zwrotach , zdaniach którym nie sposób się oprzeć chodziło o wywieranie nacisku , manipulacje , a nie słowa które lubimy , których czar sprawia ze ich nadużywamy
    Zdań, które sa fortelem, podstępnym manewrem by wywrzeć na słuchaczu zamierzony efekt .Metod jest kilka , zagłaskać , przekupić komplementem, zastraszyć , uwieść ,
    Nie pamiętam kogo dotyczyła anegdotka , ale szef jakiś bardzo ważny kazał swej asystentce późnym wieczorem przygotować na rano opracowanie jakiegoś materiału , dziewczę ambitne i posłuszne siedziało cała noc i rano położyła na biurku szefa teczkę z przygotowanym materiałem , otrzymała ja jednak szybko z powrotem z adnotacja ?czy to wersja ostateczna ? tylko na to Pania stać?? Poświęciła kolejna noc na korekty i rano przez sekretarkę podała powiększone opracowanie , niestety i tym razem wszystko wróciło i tym razem z uwaga ?czy to już wszystko na co Pania stać ? . kolejna zawalona noc , rano postanowiła wręczyc opracowanie osobiście, szef na to ?droga Pani ,czy to już wszystko na co Panią stać ?? ?tak , wszystko ?odpowiedziała zmęczona , na co szef ? cóż będę musiał się teraz z tym zapoznać.
    Miałem podobnego szefa , albo głaskał dobrym slowem ( ty, tylko ty to potrafisz ) albo wzbudzał poczucie winy , tak czy siak miał co chciał , ale się przeliczył bo nauczyłem się asertywności by nie skakać na sznurku jak mi zagrają , no i przeczytałem sobie Schopenhauera .

    Wystarczy posłuchać reklam telewizyjnych ?tam albo towar zachwalany jest jako niedostępny ( tylko u nas go kupisz ) albo ekskluzywny ( ma go znany aktor ) albo wmawia nam się ze sprzedający jest jak my , bo lubimy ludzi do nas podobnych ( gospodynie domowe zachwalające proszek do prania ,) lub ludzi jakimi chcielibyśmy się widzieć, ujmuje nas bezinteresowność , choćby pozorna , wiarygodność , ( wizerunek znanych firm ) atrakcyjność ,a nade wszystko podnoszenie własnej wartości , któż nie lubi komplementów sprzedanych w woalu słów najpiękniejszych . Słowa wywierające na nas presje najczęściej bazują na ambicjach , komplementach ( ach tylko ty to zrobisz najlepiej ) karmiąc się naszymi ambicjami , kompleksami , marzeniami .warto by poszukać dla Profesora kilka przykładów ze świata reklam gdzie słowa magiczne wywierają na odbiorcy presje, o ile oczywiście dobrze zrozumiałem wypowiedz Profesora

  128. mw pisze:

    Franio 19:27 (wczoraj)

    Tak, tych słów już nie słyszę. Ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero teraz, gdy zapytałeś. Po prostu, przez te osiemnaście lat nieużywania ich - zapomnialem, że istnieją (w literaturze polskiej, przynajmniej tej, z którą tam miałem do czynienia, właściwie nie wystepują).

    Ale o wiele bardziej (dla mnie) interesujące było (i ciągle jest) całkiem nowe doświadczenie: po tych osiemnastu latach INACZEJ SŁYSZĘ wymowę języka przez ludzi, którzy tu mieszkają. Przedtem wydawała mi się zupełnie naturalna. To znaczy, jakiekolwiek idiosynkrazje wymowy, akcentowania, prozodii - były też moimi. Nie było żadnej różnicy.
    Dziś jest inaczej, szczególnie, gdy słucham wymowy “kształconej”, np. lektorów telewizyjnych lub radiowych i w ogóle ludzi lepiej wykształconych. Przy czym, w obu wypadkach, dotyczy to ludzi młodych, w każdym razie młodszych ode mnie. A więc

    -wymowa ZMIENIA SIĘ szybko, ale dostrzegalnie tylko wtedy, gdy przez dłuższy czas jest się “poza” językiem i samemu tej wymowy się nie zmienia.

    - ta zmiana bierze początek w wymowie młodych, ale utrwala się i rozpowszechnia wyłącznie “kulturowo”, zachodzi TYLKO u tych, którzy mieszkają w społeczeństwie używającym danego języka.

    Zmiane te dostrzegłem szczególnie u kobiet. Mówią o wiele bardziej “miękko” niż kiedyś. Wszystkie te s, c, z, n - zmieniają się w dyskretne ś, ć, ź, ń itp. Wymowa jest bardziej “seksy”. Mniej słysze gramatycznej formy pytania, za to pyta sie przede wszystkim intonując odpowiednio (?) zdanie twierdzące. Akcentowanie słów długich też wyróżnia wykształconych od nie, ale w ogóle trudno mi tu zauwazyć jakąś zasadę: nie pamiętam, żeby był z tym problem dawniej. Może dlatego, że przedtem kontaktowałem się głównie z ludźmi wykształconymi, a dzis kontakty międzyludzkie w Polsce są o wiele szersze i swobodniejsze, więc więcej sie dostrzega “zgrzytów”. W ogole, prozodia jest żywsza niż kiedyś, tak mi się w każdym razie wydaje. To ma chyba związek z ogólnym “odhamowaniem” osobowościowo-kulturowym. Korzystaja z tego najbardziej mlodzi i wyksztalceni (tzn. inteligentni).

    Powodzenia!

  129. Zygmunt Drugi pisze:

    Wróciły do języka polityki [i nie tylko] z triumfem i stały się niezwykle popularne - `bezrobocie, strajk, grupowe zwolnienie, bezdomność, defraudacja, biedaszyby, malwersacja, upadłość, list gończy, senator, jego eminencja, jego przewielebność, katecheza, homilia, hołota, szambo…
    Zadomowiły się w języku - CV, DVD, mafia, mafioso, gang…
    Narodziły się jako neologizmy zwyczajne lub pozorne - sala katechetyczna, kuroniówka, wałęsówka, tirówka, gruba kreska, blokada dróg, zadyma, pomroczność jasna, homo sovieticus, falandyzacja prawa, `mohery`, kaczyzm, rydzykoidzi, świadek koronny, TW, seksolatka, zieloni, ekolodzy, podziemie aborcyjne, blokersi, leperyzacja, leperiadada, wykształciuchy, `plusy dodatnie`, `plusy ujemne`serfowanie po internecie, rzeczywistość wirtulna, nośnik informacji, IV Rzeczpospolita…
    Bóg na pewno nie prawi, że zniknie bezpowrotnie słowo `towarzysz`[po pierwsze - przestałbym Go, jeżeli istnieje, obarczać podobnymi duperelami, po drugie - bez słowa `towarzysz` choćby Trylogii Sienkiewicza nie pojmie się do końca] i nawet nie warto o to prosić. Jeżeli miałby coś w tym zakresie do zrobienia, niechby zlikwidował za nas - bo sami za Boga tego nie zrobimy! - realność stojącą za tymi trzema grupami. Internet i nośniki może zostawić.

  130. Barbara pisze:

    Germanistko,

    Nie wiązałabym “cefałki” z żadnym regionem geograficznym lecz z poziomem wykształcenia i znajomości języków obcych, a raczej ich nieznajomości.

    Do mw:

    Też zauważyłam zmiany w wymowie. Dają się słyszeć zwłaszcza na antenach prywatnych rozgłośni radiowych. Taki jakiś wschodni zaśpiew, pochyłe “e” oraz “ź, ć, ś” zamiast “z, c, s”. Ciekawe skąd to się bierze … Przecież prawdziwi przybysze ź Wilna są już w wieku mocno emerytalnym, a ich potomkowie wychowani w środowisku “multi-kulti” nie powinni mieć żadnych naleciałości językowych.

    Inna maniera to wymawianie dźwięcznie spółgłosek dźwięcznych na końcu wyrazów, które prawidłowo powinny być wymiawiane bezdźwięcznie. Jeden z przykładów: zamiast “jusz” wymawia się “już”. W kombinacji z innymi słowami mówi się: “jużjutro” zamiast “jusz jutro”.

    Niestety, tam gdzie powinno się wymiawiać spółgłoski na końcu wyrazu dźwięcznie, np. w słowach angielskich, nagminnie wymawiamy je bezdźwięcznie, a więc “bikbrother” zamiast “big brother”.

  131. Torlin pisze:

    Ponieważ blog dogorywa, to Ci Franiu tuż przed jego pogrzebem napiszę, co jest dla mnie najważniejszą zmianą we współczesnej polszczyżnie, szczególnie młodzieży:
    - nieakcentowanie wyrazów na trzecią sylabę od końca, normą jest matemaTYka w szkole,
    - zanik wyrazów kończących się na -ący i -ywszy, nikt nie napisze: “to jest dział obejmujący wszystkie punkty”, tylko “to jest dział, który obejmuje wszystkie punkty”; nie “spostrzegłszy”, tylko “kiedy spostrzegł”,
    - zmiana odmian - już nie ma “ja wypłuczę”, tylko “ja wypłukam”, “on wypłuka”,
    - “tą drogę” to wszyscy wiedzą,
    - ja jestem - mianownik, nie “ja jestem inżynierem”, tylko “ja jestem inżynier”, “dobry człowiek”.

  132. anglistka pisze:

    Barbaro
    jużjutro to z Krakowa (w ogóle południa Polski)
    Pozdrawiam

  133. marekk pisze:

    Ryszard
    Do tych reklam dodaj jeszcze - ekskluzywny wywiad?.
    pozdrawiam

  134. mw pisze:

    Barbara 13:46

    To chyba nie wschodni zaśpiew (zresztą potwierdza to anglistka o 16:10). Jednak myślę, że to wynik pewnej infantylizacji, “zmiękczenia” i zseksualizowania naszej kultury, procesu mającego miejsce od czasu uwolnienia dostępu do kultury zachodniej, a i jej do naszej. Proces może zostać zahamowany (a może i odwrócony) przez ostatnie zmiany (politycy PiS i LPR nie zmiękczają!).

  135. Michał Dawidowicz pisze:

    Anglistko!

    Chodzi o to, że Pan Profesor karze ponownie długo czekać nam na nowy wpis, że będziemy bić rekord ilości wpisów ustanowiony przez “Do you speak ponglish?”.

  136. Franio pisze:

    mw

    Ciekawie napisales i, dla tego Blogu, podniosles nowatorski aspekt, jakim jest fonetyka,a w niej - melodia mowy. Wypadaloby teraz zapuscic “dydaktyczny smrodek”, podsunac desygnaty slow (transkrypcja) i przyklady, aby przy odrobinie talentu, “rozpetac burze w czajniku”. Panna Wachowiak zapytala Janczara “… a taka glizda, co ona sobie mysli ?” Gdyby go nie ciagnelo do czolgow i karabinow, i przylozyl chocby swa gimnazjalna wiedze do pytania panienki, kolejny scenariusz moglby potoczyc sie calkiem nowym torem. Moze warto podniesc glizde ? Zostawiam to do Twojego wyboru.
    Zmiekczanie, zwlaszcza przez Panie, rozumiem, ze poparte jest dlugimi obserwacjami roznych grup, w.g. Ciebie - kulturowych. Probek ani w transkrypcji, ani fonetycznych, ani w kontekscie nie mam i “jest to jest “, ale dlaczego ? Czy byloby grubianskim sugerowac zalotnosc, “Daddy a la Marylin”, tanie mizdrzenie sie, czy jeszcze co innego ? Fonetyka sama w sobie, czy kreowana na potrzeby, powiedzmy - inne. Nie ulegalbym tu wrazeniu idniosynkrazji na Wschod, to akurat nie o takie zmiekczenia chodzi. Tamte bylyby intonacyjne i labialne. Choc uwagi o kreowaniu pytania przez zmiane intonacji zdania twierdzacego wskazywalyby na tonicznosc jezykow wplywajacych na polski, czego mozna szukac w masowej migracji rosyjskiej i intensywnej wymiany ze srodowiskiem anglojezycznym.
    Jako rzadki “specimen” wciagany jestes w siec: “dlaczego, dlaczego ?”, a czy bedzie Ci sie chcialo ?
    Pozdrawiam. Franio.

  137. Franio pisze:

    Torlinie,
    Szesc razy “tak”. Ale - ja to jeszcze widzialem w Polsce. Jeden byl do niczego - nauczyciel, albo uczen. Albo syndrom. Jak to wtedy mawiali ? “Caloksztalt dzialalnosci”.
    Franio.

  138. Torlin pisze:

    Franiu!
    Bardzo lubię z Tobą dyskutować i nigdy w życiu nie pozwoliłbym sobie na zwrócenie Ci uwagi, ale sam mnie o to prosiłeś.
    Skrót “według” pisze się “wg”. Tam nie ma żadnej kropki.
    http://sjp.pwn.pl/skroty.php

  139. mw pisze:

    Franio 01:42

    Franio, Franio . . . . Sarmato z krwi i kości. I w formie i w treści.
    Sugerowanie zalotności nie jest grubiaństwem. Raczej mizdrzeniem się, gdy jak byk stoi, że to zseksualizowanie kultury.
    Żadnymi długimi obserwacjami różnych grup zmiękczanie nie jest poparte (?) Po prostu, gdy śliczna laska mówi seksy, to nawet ślepy to zauważy (”Zapach kobiety”).
    Gdzie w Polsce intensywna wymiana ze środowiskiem anglojęzycznym, jeśli jak byk stoi, że to silniejsza, atrakcyjniejsza kultura masowa wypiera elitarną, archaiczną, skostaniałą na amen (pardon le mot) kulturę lokalną ? Zauważ, jak lekko, łatwo i przyjemnie wymawia się tę nową polszczyznę. Szczególnie, gdy mówią nią wszystkie młode i wszyscy młodzi.
    A masowa migracja rosyjska? Sam przecież zauważyłeś, Franio, i to w poprzednich swych dwóch zdaniach, że o zupełnie inne “zmiękczanie” i intonowanie chodzi. Masz na myśli Polaków “zza Buga”? Ale nie polszczyznę tych “źwilni” i “ze lłoła” mamy na myśli.

    Widzisz, Franio, chciało mi się, chociaż inaczej.

  140. Franio pisze:

    Torlin.
    Tak jest. W g. sie sam wpuscilem, bez niczyjej pomocy. Do tego jeszcze literowka na osobie samej Marilyn Monroe. Nie wiem co jest: spierniczenie czy niechlujstwo ?
    Dziekuje. Franio.

  141. Franio pisze:

    Marekk.

    Bardzo mi sie zawsze podobalo to “zas”. Czy moglbys dac przyklady w zdaniach ? Gdzie jeszcze w Polsce to slychac ? Czy juz odeszlo w zapomnienie ?
    Franio.

  142. Franio pisze:

    mw

    Czy mozna “zseksualizowac kulture” ?!
    Nie widze ani dowodow, ani argumentow.
    Franio.

  143. Franio pisze:

    Zygmunt Drugi.

    Czy moglbys podac czym sa: grupowe zwolnienie, gruba kreska, homo sovieticus, falandyzacja prawa, zieloni i blokersi ?
    Jak sie to stosuje ?
    Franio.

  144. Franio pisze:

    Ryszard.
    Bardzo ciekawy temat. Wydaje mi sie, ze prof. Bralczyk pisal cos o tym. Chetnie bym Ci przypomnial slogan - zart Mleczki o mleku, ale ciekaw jestem czy ktos pamieta i poczekam. Nic lepszego w Polsce nie napisano.
    Jesli masz inne, rownie rewelacyjne przyklady - napisz !
    Franio.

  145. Franio pisze:

    Barbaro,
    Nie wlazilbym Ci w parade do rozwazan z Anglistka i MW, gdybym sobie nie przypomnial, ze liczne paniusie w Polsce, mocno w pretensjach, wymawialy “e” z ogonkiem, na koncu wyrazu, z mocnym wydzwiekiem, zeby ten nosowy “ogonek” wyraznie bylo slychac: dziekuje, prosze, pojde, wezme, itd. Bardzo byly z siebie zadowolone i domagaly sie pochwal. Czy te, za przeproszeniem, idiotki jeszcze zyja ? Studia mialy, pozycje mialy, ciuchy mialy - i “e,” kaly non stop. Pretensjonalnosc urzedniczek mogla zabic.
    Dziekuje za uwage. Franio.

  146. lannar pisze:

    Panie profesorze, To o czym chcę powiedzieć nie jest chyba w nurcie bieżącej dyskusji ale… za chwilę dostanę histerii. Na litość, dlaczego w co drugiej reklamie słyszę o “profesjonalnym” proszku do prania, farbie do malowania mieszkań , telefonach komórkowych itd, itd. Dlaczego mam zawodowo czyścić kuchenkę “profesjonalną pastą”? “Mi” sie to nie podoba. A właśnie: MI ostatnio “rzuciło się w uszy” niezwykle często używane przez obóz koalicyjny, choć głównie PiS, skądinąd piękne słowo ” rozumiem”. Słowo choć ma raczej pozytywne zabarwienie, to w “wykonaniu” polityków zapowiada krótką serię pomówień, a już conajniej pouczeń oraz potwierdzeń niebotycznej wyższości mówców. Chyba warto przyglądać się słowom, które noszą wyraźnie nowe psychologiczne znaczenia służace zresztą określonym (też piękne słowo) celom. Mam wrażenie, że za parę lat słowo “rozumiem” nabierze znaczenia pejoratywnego. Ja juz dostaję dreszczy na jego dźwięk…

  147. Zygmunt Drugi pisze:

    Franio…
    TO PRZYKRE…Z równym powodzeniem mógłbyś prosić o podanie mechaniki przemieszczania się za pomocą nóg lub stawania włosów `dęba`… Opis może być albo niesłychanie ogólnikowy lub beznadziejnie specjalistyczny.
    Proponuję:
    a. w sprawie wyjaśnienia terminu `zwolnienie grupowe` zwrócić się do jakiegoś polskiego bezrobotnego lub menadeżera, który doprowadził przedsiębiorstwo do upadku i pozbawił pracy i zarobków pracowników;
    b. w sprawie `grubej kreski` do premiera Tadeusza Mazowieckiego;
    c. w sprawie `homo sovieticusa` do bpa Pieronka [obaj są `twórcami` tych terminów];
    d. w sprawie `falandyzacji` nie można zwrócić się do mecenasa Falandysza, gdyż zmarł, być może jednak zechce wyjaśnić to prezydent L. Wałęsa [który - 1. zawsze i wszystko wie najlepiej; 2. najwięcej na falandyzacji prawa skorzystał];
    e. w sprawie `zielonych`[nie mylić z dawną nazwą dolarów - inaczej `baksów`] do organizacji Green Peace, do pierwszej lepszej organizacji polskich ekologów lub Joschki Fiszera w Niemczech;
    f. w sprawie `blokersów` nie radzę zwracać się do nikogo - wystarczy wyjść późnym wieczorem na ulicę, a po kilku dniach w momencie wyjścia ze szpitala, termin stanie się wyjątkowo jasny, z gwarancją długiego i dokładnego zapamiętania, tak jak dla przeciętnego mieszkańca Polski jasne są terminy wcześniej wymienione.
    Co do stosowania tych terminów, to problem jest także nieco złożony;
    - grupowe zwolnienie stosuje się często i chętnie bez oglądania się na etykę, przywoitość i prawo;
    - grubą kreskę zastosowano tylko raz, a co do jej skuteczności zdania są podzielone;
    - `homo sovieticus` - wg jednych nie istnieje, wg innych - jest wszędzie;
    - falandyzacja prawa - odsyłam ponownie do byłego Lecha Wałęsy lub prawników;
    - zieloni sami się chętnie `stosują` - na przykad wynajmując się do dobrze płatnych protestów w obronie gadów, płazów, ptaków, ssaków - za wyjątkiem ludzi, którzy nie znajdują się w obszarze ich zainteresowań;
    - blokersi - [używajac Twego określenia `stosować`] sami się stosują, zwykle w postaci okładów [dosyć podobno bolesnych].
    Z wyrazami…

  148. marekk pisze:

    Franio
    Nigdzie więcej słowa ZAŚ nie słyszałem, tylko tutaj na Opolszczyznie. Gdzie są korzenie nie wiem gdyż na tych ziemiach ludność jest niesamowicie wymieszana. Wschodniacy, z centrali oraz autochtoni, których niektórzy uważają za Niemców co jest niezgodne z prawdą.
    Bardzo rzadko słyszy się je również w środkach przekazu, chociaż ostatnio słyszałem i bardzo się zdziwiłem. Za używanie tego słowa na Kujawach i Pomorzu dostałem przezwisko ZAŚ. Przykład: Jutro zaś idę do pracy po południu. Można powiedzieć jutro znowu idę do pracy po południu. Inny: Ja będę prowadził samochód, ty zaś będziesz pilotem, lub ja będę prowadził samochód, ty natomiast będzisz pilotem.
    Martwi mnie ta Żaba
    pozdrawiam marekk

  149. Franio pisze:

    lannar.
    W innych krajach, wczesniej, “profesjonalny” ukula reklama, ze niby taki niezawodny, wytrzymujacy wieksze obciazenie, pioracy pietnascie tysiecy par majtek dziennie zamiast jednej, uzywany do celow przemyslowych itd. W podtekscie sugeruje wyspecjalizowana usluge lub produkt, w odroznienieniu od amatorskiej roboty w domu, czy “wlasnym przemyslem”. Jedyna obrona to zatkac sobie uszy, oczy , albo nie sluchac, nie ogladac, nie zwracac uwagi. To musi byc, jak spaliny z samochodu.
    Franio.

  150. anglistka pisze:

    Bardzo proszę o przykłady owych zmiękczeń tak ostatnio rozpowszechnionych w fonetyce polskiej. Ze wstydem przyznam, że
    nie zauważyłam.
    “tą drogę’ ( w języku mówionym) akceptują już chyba wszyscy językoznawcy, chociaż moja mama też się zżyma:)
    W sprawie ‘wypłuczę-wypłukam’ - ja i wszystkie osoby , które znam,
    używamy ‘wypłuczę’. Może nie jest tak źle?
    Natomiast akcent na trzeciej sylabie od końca ( wiDZIEliśmy) powoli
    niestety odchodzi do lamusa, chociaż moim zdaniem jest dalej wyznacznikiem pewnej hmmm..ogłady?
    A z nowych wyrazów przychodzą mi do głowy: lans, parcie na szkło,
    ziom/ziomal i siema.
    Pozdrawiam
    ze pewnym ppytaniem dla F. na temat edukacji, ale chyba się Pan obraził?

  151. anglistka pisze:

    Lannar,
    reklamy na ogół są nieznośne. ‘Profesjonalny’ ma podnieść ich wiarygodność, ale w rzeczywistości stępia naszą wrażliwość na to słowo
    (choć może bezwiednie? podprogowo? gdzieś tam sobie konotujemy
    daną markę z profesjonalnością?)
    “Rozumiem’ to chyba przykład ‘doublespeak’ (rozumiem=nie sądzę)
    Inne przykłady to naczelny organ prasowy ZSRR ‘Prawda’ (hi,hi),
    (toutes proportions gardees) Arbeit Macht Frei oraz Prawo i S……
    Pozdrawiam

  152. Pan Brat pisze:

    Markku! Moje obserwacje jeśli chodzi o używanie słowa “zaś” w rozumieniu “znowu” są dokładnie odwrotne: mieszkam od urodzenia w Opolu, ale właśnie w Toruniu, podczas studiów po raz pierwszy to usłyszałem.
    Pozdrawiam
    Pan Brat

  153. Franio pisze:

    Zygmunt Drugi,
    Po prostu od bardzo wielu lat nie mam kontaktow z Polska i zwyczajnie nie wiem. Mimo tego, dziekuje. Franio.

  154. Franio pisze:

    Anglistka.
    Prosze, powiedz co to sa: lans, parcie na szklo i siema ? Dziekuje. Franio.

  155. Franio pisze:

    Marekk.
    “Zasia” mi przetlumaczyles - dziekuje. “Zabi” wpis widzialem jakis tydzien temu, chyba u D.P. Pozdrawiam. Franio.

  156. anglistka pisze:

    Franiu
    lans to skrót od ‘lansować się’, promować własną osobę
    parcie na szkło: chęcia pokazywania się w telewizji
    A SIEMA to jest cała historia.Stworzona przez Jurka Owsiaka
    alternatywa dla ‘cześć’ jest chyba znana absolutnie wszystkim, którzy
    mieszkają w Polsce. Uwielbiam prowadzoną przez JO Wielką
    Orkiestrę Świątecznej Pomocy, jestem z niej dumna i co roku
    biorę udział kupując przynajmniej jedno serduszko.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Orkiestra_%C5%9Awi%C4%85tecznej_Pomocy
    Pozdrawiam

  157. mw pisze:

    Franio 15:22 (wczoraj)

    A toś mi, Franio, ćwieka zabił.
    Pytasz, “czy można zseksualizować kulturę?”, co napisałem w odpowiedzi na Twoje wcześniejsze pytanie, jakie mi zadałeś: dlaczego intonacja mięknie (chyba nie pozbędziemy się podejrzanych skojarzeń w “tym temacie”)?
    Dobrze, dobrze: kto pyta nie błądzi.

    Zseksualizować, byłoby czymś jak: zgeneralizować, czyli uogólnić, (ostatecznie) przydać temu czemuś, co generalizujemy, cechę ogólności. Albo: zbagatelizować - nadać temu czemuś, co bagatelizujemy, “walor” nieważnosci.

    Podobnie, jeśli chodzi o zseksualizowanie kultury. To nadanie jej cechy, czy też cech, seksualności. Oczywiście, nie mam, ani nie miałem, na myśli wulgarnej antropomorfizacji, o czym, jestem przekonany, dobrze, Franio, wiesz. Nie, chodzi mi o specyficzne znaczenie seksualności, specyficzne dla kontekstu kultury, specyficzne dla społeczeństwa jako ogółu, a nie dla (para)prokreacyjnych zachowań jednostek zwierzęcych (w tym także i ludzi).
    Zseksualizowanie kultury, o jakim myślę, polega na “zbliżeniu”, takim, że przy rozpatrywaniu jakiejkolwiek kwestii przeważyć musi postawa “etyczna”, a więc postawa prospołeczna, natomiast więdnie postawa “estetyczna”, merytoryczna, związana wyłącznie z daną kwestią samą w sobie, niebiorąca pod uwagę jej znaczenia społecznego.

    Takie rozumienie “etycznego” i “estetycznego” odbiega od popularnego, dlatego podam Ci, Franio, kilka przykładów. Może rozjaśnią problem(?)
    Etyczne jest np., w takim rozumieniu, kłamstwo “dla dobra”. A więc obywatel, który oficjalnie zżyma się na korupcję, daje łapówkę, gdy rzecz dotyczy jego samego lub najbliższej rodziny. Albo, etyczne jest (powtarzam, w przedstawionym przeze mnie rozumieniu słowa) twierdzenie, że Polacy nie są antysemitami (bo to mogłoby obniżyć akceptację tego społeczeństwa przez inne), choć zdajemy sobie sprawę, że wiekszość z nas nimi jest. Ogólnie, “etyczne” jest “niekalanie własnego gniazda” lub “pranie brudów w domu”.
    A jaka postawa jest, wobec tego, estetyczna? A taka, która zajmuje się sprawą samą w sobie, bez względu na możliwe konsekwencje “społeczne”. Najczęściej jest to mówienie prawdy w oczy. Weredyzm jest -w tym sensie- estetyczny. Oddanie kasjerce zbyt dużej reszty, którą przez nieuwagę nam wydała. Zwrócenie uwagi nauczycielowi, że pomylił się i przyznał o wiele za dużo punktów Twojej córce za test, który pokazuje Tobie po powrocie ze szkoły.

    Estetyczne jest traktowanie, w danej sprawie, wszystkich tak samo, wyłącznie ze względu na merytoryczne aspekty rozpatrywanej sprawy. Etyczne jest traktowanie w danej sprawie jednych inaczej niż innych, ze wzgledów pozostających poza tą sprawą, niezwiązanych z nią (np. ze względu na znaczenie tych osób dla Ciebie).

    Zdajesz chyba sobie sprawę, Franio, że etyczna postawa jest możliwa tylko w sytuacji “zbliżenia”, a raczej “zagęszczenia” społecznego. Co więcej, ta postawa “etyczna” sama generuje dalsze zagęszczanie i zbliżanie. Podczas gdy postawa estetyczna jest chłodna, wymaga pewnej dozy alienacji jednostki i, ośmielę się twierdzić, jest niemożliwa w sytuacji zbliżenia.

    Jasne jest też dla mnie, że takie “zagęszczenie”, “zbliżenie” społeczne musi przyjąć jakąś specyficzną, dla siebie tylko typową, formę. Stanowi ona i środowisko, które tego rodzaju postawy promuje, i sygnał do ujawniania takich “etycznych” postaw. Tym sygnałem, tą formą, jest właśnie zmiękczanie wymowy, miękkość intonacji, jej infantylizacja. One to obalają bariery (jak między matką, a jej dzieckiem, albo między kochankami, gdzie barier nie ma), które dotąd skłaniały człowieka do wglądu w istotę sprawy samej, do poszukiwania prawdy dla niej samej. Po obaleniu tych barier - tzw. dobro innego człowieka, najsubiektywniej rozumiane, zwycięża “obiektywną” prawdę o nim.

    Innymi słowy: w zseksualizowanej kulturze piękno dobra zwycięża piękno prawdy. “Dobro” wyrazić można tylko miękko, o “prawdzie” zaświadczyć można tylko twardo.

    Franio, zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy zgodzić się musi z taką interpretacją “zseksualizowania kultury”. Przyznasz jednak, że coś w tym jest.

  158. Zygmunt Drugi pisze:

    Franio…
    Nie wiedziałem… Ponieważ nie sądzę, by temat interesował szersze grono, nie chcę pisać o tym na blogu Profesorskim. Zapraszam do mnie [sigismundus.blog.onet.pl]. Umieściłem tam notkę [04.04.2007] na interesujący Cie temat. Pozdrawiam

  159. Franio pisze:

    Zygmunt Drugi,
    Bardzo ladnie. Dziekuje. Widzisz, czasem dobrze jest znizyc sie do poziomu czlowieka, ktory ma inny kraj, choc mowi Twoim jezykiem. Mowi sie, ze “you’ll get more with honey than with a shit” i przede wszystkim winienem Cie przeprosic za sprawiony klopot.
    Z najwyzszym szacunkiem, Franio.

  160. Franio pisze:

    mw

    Czulem intuicyjnie “lagodnosc obyczajow”, ale chcialem miec wszystkie punkty na linii, zeby nic nie stracic. Ktos tu napisal, ze “jezyk to nie matematyka”; matematyka tez, zaleznie od zaawansowania analizy. Jak w mechanice - w zasadzie: im mniej tolerancji, tym lepiej, ale Zero moze byc tylko po jednej stronie. A po drugiej stronie - ekspert…
    Po latach srubek, technologii i stopow, rozmowy z Toba sa bardzo odswiezajace.
    Serdecznie pozdrawiam, Franio.

    P.S. A moze jakas ekwilibrystyka, ze: w miare twardnienia warstwy estetycznej w jezyku, “zwierze” sobie kompensuje rozwijaniem i tworzeniem fonetyki, i slownictwa (tu brak dowodow), w Twoim ujeciu, w warstwie etycznej ?

  161. Franio pisze:

    Anglistka.
    Bardzo cenie Twoja precyzyjna odpowiedz. Wyobraz sobie, ze podejrzewalem “parcie na szklo”, jako probe czyjejs wytrzymalosci. Przy okazji (boje sie swoich amatorskich skojarzen): “ziomal” to od ziomek, krajan, kolega z miasta, z podworka ? A “siema” to od “jak sie masz ?” (takie “howdi !”), tak ?
    Przy okazji: pamietam, jak mnie w szkole uczyli, ze dzialalnosc charytatywna to dewiacja kapitalizmu, amatorszczyzna ktora nawet nie umywa sie do dzialan rzadu w zakresie pomocy. Boze, z jakich bredni czlowiek wyszedl !
    Dziekuje. Franio.

  162. Franio pisze:

    mw

    Czytalem Twoj tekst powtornie, zatrzymalem sie przy zwrocie nadplaty i skojarzylem z porownaniem i ocena systemow, i jednego ktory rzekomo indoktrynuje nieletnich. Dokladnie pamietam, kiedy zawrocilem z moze szescioletnim synem pod bankiem, zeby oddac piecdziesiat centow i wiem, ze nie zrobilem tego “dla zasady”, ale po to zeby syn mial zasady. To jeszcze nie koniec, uwazaj !
    W zadnym wypadku, pod zadnym warunkiem, przy dowolnych okolicznosciach, nie wyobrazam sobie zeby dziecko, juz po szkole podstawowej, zgodzilo sie dobrowolnie wrocic do Polski. Ogladalem sytuacje iscie tragiczna, bo rodzice musieli wracac, i chcieli, a czternastoletnia corka nie ! Zadzialala cala maszyneria z komitetem rodzicielskim, z organizacjami uczniowskimi, z policja i sadem i wreszcie zlamali tego dzieciaka i zywcem wydarli z kraju. Prawo jest prawem. I ja sie z tym prawem nie zgadzam. Ale, bylo o demokracji… Systemy sa nieporownywalne. Tak, jak kazde drzewo rosnie po swojemu i musi miec czas, zeby wyrosnac. Analizowanie szczegolow do niczego nie prowadzi. Demokracja ma swoja biologie i “musi sie to odbyc.” Mysle, ze zmiana jest mozliwa tylko jeden raz i to - raz na zawsze. A filozoficznie - czy ma znaczenie gdzie ?
    A teraz czekam co z tym zrobisz. W aspekcie jezyka oczywiscie, jak na profesorskim blogu !
    Franio.

  163. Zygmunt Drugi pisze:

    mw!!!
    Co ten zacny Franio wypisuje!!!
    Mam w rodzinie sytuację podobną, to znaczy - zupełnie odmienną. Wnuczka - urodzona w Londynie, chodząca do elitarnego gimnazjum w jednym z krajów Beneluxu, ucząca się w polskim gimnazjum w sąsiednim kraju, władająca angielskim, francuskim i językiem kraju zamieszkania, myśląca, mówiąca w domu TYLKO PO POLSKU - dwunastolatka - nie wyobraża sobie, by w przyszłości mogła nie studiować w POLSCE!!! Nie mieszkać w Polsce! Nie być Polką!!! Przynajmniej trzy razy w roku spędza dłuższy czas w Polsce! To RODZINA [głównie RODZICE] kształtuje NARODOWOŚĆ!!! Pozdrawiam zacietrzewionych Dyskutatntów! Wierzący i Niewierzący - szykujcie się do Swiąt. Czeka `żarcie` i `zagrycha`! Pokażcie mi jezyk, który ma takie bogate słownictwo! Tylko grecki i włoski [ nie znam!] oraz czeski mogą z nami konkurować!

  164. anglistka pisze:

    Zygmuncie Drugi
    właśnie chciałam napisać podobny post - z ust mię go wyjąłeś.
    Argumenty Frania są nieprawdopodobne, ludzie się rodzą tu, żyją tam,normalne.
    Że co , że Polska to co innego: ‘jak się człowiek w mieście urodził
    to za chiny na wiochę się nie wyprowadzi’ ??( kto wie, skąd to?:))))
    Ja co roku mam kilku studentów, którzy - urodzeni i wyedukowani
    np w Niemczech czy Kanadzie, wracają na studia do Polski i chcą
    tu zostać na stałe.
    Franio
    po jednej stronie ekspert, po drugiej Zero. Zamierzone grubiaństwo
    czy tak Ci wyszło bez sensu? ‘Język to nie matematyka’ był skrótem
    myślowym w odniesieniu do ‘dlaczego używamy pytań skoro nie pytamy”
    Proweniencja ‘ziomala’ taka jaką podałeś. Siema=howdie, mniej więcej tak. Za użycie przez mnie wyrażenia ’skrót myślowy’ wszystkich, poza
    wielbicielami min. Macierewicza, przepraszam!
    Nie robić czegoś ‘z zasady’ , żeby syn miał zasady, czyli robił coś
    ‘z zasady’ chyba?
    MW
    co ma dobro vs prawda do seksu ( w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu:)
    Może któryś z forumowiczów się wypowie?
    Pozdrawiam

  165. Franio pisze:

    Zygmuncie Drugi,
    Znowu sie nie zrozumielismy. Pisalem o sytuacji, gdzie szescioletnie dziecko przyjechalo do innego kraju i zaadaptowalo sie calkowicie, bylo “u siebie”. Kontakt z polskim tylko przez rodzicow, reszta zycia - angielski. Zadnych odwiedzin w Polsce. Do tego - obraz Polski byl wtedy nie najlepszy. Po osmiu latach tata z mama zdecydowali sie wrocic i wrzucic z powrotem dziecko do polskiej niedoli konca lat siedemdziesiatych. Sytuacja znacznie rozna od tej, ktora Ty opisujesz. A jezyk ? Pozostal, jako nostalgia za JEJ krajem, razem z poczuciem krzywdy wyrzadzonej przez rodzicow. Nie tylko starych drzew sie nie przesadza.
    Jakosc wyksztalcenia i warunki zycia w obu krajach to oddzielny temat.
    Dziekuje za zainteresowanie. Franio.

  166. Franio pisze:

    Anglistko,
    Pisalem do MW, oczywistego eksperta w temacie. Nie mam watpliwosci, ze mnie zrozumial.
    F.(o).

  167. kambuzela pisze:

    anglistka - no oczywiście, że “Alternatywy 4″. Ciekawe, że kontrast nowego blokowiska z rozwalającymi się ruderami przez niektórych odebrany był jako przedstawienie symbolu głupoty ludzi z tych ruder, którzy nie wiedzą, co dobre, zamiast jako przyczynek do rozważań o mentalności środowiska. Taki Balcerek czuł przez skórę, kto z miasta, jakkolwiek by ono nie wyglądało. “Nowobogackich” tamtych czasów też czuł na kilometr.
    anglistka / MW - zseksualizowanie “przydanie cech seksualności”, czyli cech związanych z rozróżnieniem płci. A skoro wszystko idzie w kierunku zatarcia różnic płciowych, bo trudno już w poprawnej wypowiedzi przydać czemuś męskości lub kobiecości, pozostaje nam może przybliżenie terminu seksualność do człowieczeństwa?
    Wtedy dobro to serce, prawda to mędrca szkiełko. Tylko czy to dobro właśnie, czy może nepotyzm? Dobro tak bardzo subiektywne? Karkołomny ten wywód o etyce i estetyce w podanych przez MW znaczeniach. Wywracający znaczenie słów do góry nogami. Ja bym się raczej skłaniała do tezy o infantylności powodującej zmiękczenia, szczególnie że podobno dotyczy to głównie kobiet? Ja obcując z językiem na co dzień nie zauważyłam czegoś takiego, choć jak najbardziej uderzają mnie zmiany w akcentach i melodii zdań.

  168. haha pisze:

    Franiu! “Samo wyszło” z Twojej wypowiedzi - 05.04 - 16 : 51 - , że to rodzice mają wpływ na postrzeganie korzeni przez dzieci. Twoi znajomi nie chcieli - nie mogli spowodować - , żeby dziecko czuło się Polakiem. U dzieci dorosłych - to już inny temat.
    Mam rodzinę, w której i rodzice, i dzieci urodzili się TAM. Rodzice czują się Polakami, a z dzieci - jedno ma silne związki z Polską, a drugie bardzo niechętnie, ale po polsku się porozumiewa. To pierwsze - ze znajomości j. polskiego zrobiło sobie atut. Znając j. angielski, francuski, polski i podstawy rosyjskiego - jako tłumacz jest rozchwytywane. To drugie pracuje “w reklamie” - znajomość języka przodków nie jest konieczna.
    Pozdrawiam, haha

  169. Zygmunt Drugi pisze:

    FRANIU…Zrozumiałem Cię bardzo dobrze…
    Obraz Polski - i każdego innego kraju - jest u kilkuletniego dziecka przebywającego poza nią ZAWSZE taki, jaki stworzą rodzice [ewentualnie jeszcze na obczyźnie - polska szkoła i polska parafia]. W opowiedzianej przez Ciebie historii rodzice nie stworzyli prawdopodobnie w umyśle dziecka ŻADNEGO obrazu Ojczyzny, lub stworzyli obraz wysoce nieatrakcyjny [typowe dla wyjeżdżających za granicę, którzy chcą - jak najszybciej - lecząc własne kompleksy, zapomnieć o kraju, a wracają tylko wtedy, kiedy muszą. Twoja wypowiedź - `W zadnym wypadku, pod zadnym warunkiem, przy dowolnych okolicznosciach, nie wyobrazam sobie zeby dziecko, juz po szkole podstawowej, zgodzilo sie dobrowolnie wrocic do Polski`- będzie prawdziwa tylko wtedy, kiedy wcześniej dokonamy w niej `NIEWIELKIEJ` korekty, by przyjęła taką oto formę: - `W zadnym wypadku, pod zadnym warunkiem, przy dowolnych okolicznosciach, nie wyobrazam sobie zeby RODZICE, ZGODZILI SIĘ dobrowolnie wrocic do Polski`.
    Jeżeli zakotwiczą, nie zostaną wyrzuceni, wtedy wszystko jest już tylko`very good`, bo nie ma prawa być `w porzadku`, wtedy pouczają z wyżyn `lepszej`własnej `zagraniczności` jak mają żyć ci, którzy pozostali w kraju, którym mówią z wysoka `u was`, gdyż sami czują się w tym wymarzonym `u nas`. Znam takich, którym wystarczyły na tę metamorfozę 2 - 3 miesiące, w czasie których JESZCZE nie nauczyli się języka swego wymarzonego Raju, a JUŻ udawali, że zapomnieli mowy rodziców i rodaków.
    Za tydzień będę w Holandii - wśród grona Polaków, którzy wiedzą, gdzie ich korzenie. Spotkam się z młodymi ludźmi [znam ich osobiście], którzy potrafią zrobić `starym` scenę, kiedy trzeba się przenieść do ościennego kraju, lecz nie mają oporów przed powrotem do Polski [takie przypadki też znam]. Wcale nie twierdzę, że jest to reguła. Po prostu - mamtakich znajomych…W opowiedzianej przez Ciebie historyjce zawiódł jeden tylko trybik- RODZICE [chyba już tylko - `byli-Polacy`].

  170. Kolega Henia spod siódemki pisze:

    Słowa to tylko słowa, ale najbanalniejsze słowo wypowiedziane ze szczegolnym timbrem (rzecz jasna żeńskim) i jeszcze na dodatek ze spojrzeniem takim, że… To jest to, co zniewala.

  171. Takatam pisze:

    Anglistko,
    “Franio
    po jednej stronie ekspert, po drugiej Zero”

    Trudno zrozumiec o czym piszesz.
    Frania i Wszystkich Sympatycznych tego blogu pozdrawiam serdecznie.
    Takatam

  172. Michał Dawidowicz pisze:

    Wesołych Świąt Wam i Panu Profesorowi życzę! Niechaj to będzie Dobry Początek! :)

  173. baktrianka pisze:

    Panie Profesorze już czas Wielkanocny nadszedł. Dlatego bez popisów stylistycznych i wydumek językowych życzę Panu WESOŁYCH I ZDROWYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH. I wszystkim Pana gościom na tym blogu też. ALLELUJA!

  174. anglistka pisze:

    Takatam, trudno zrozumieć, jak się nie czyta (poprzednich wpisów)
    zdanie odnosi się do posta Franio 4.04 16.30 i to nie JA piszę tylko Frania CYTUJĘ.
    Franio
    fajnie, że napisałeś do mw, tylko nie wiem, po co MNIE o tym informujesz:)
    Ja nie pytałam, czy mw Cię zrozumiał, albo odwrotnie.
    Kambuzelo
    dziękuję za wyjaśnienia. Twoje zrozumiałam, ale to chyba nie była
    interpretacja wpisu mw, tylko Twoje własne rozważania, bo w dalszym ciągu w oryginalnym tekście związku nie widzę.Ale nic to, pozdrawiam.
    Do wszystkich
    w dyskusji nt czy dziecko Polaków wychowane zagranicą i bez kontaktu
    z krajem będzie chciało wrócić kiedyś do Polski, zapytam: czy
    dziecko Holendrów wychowane w Kanadzie będzie chciało wrócić
    do Europy? Oj nie, na pewno nie:) Tylko właściwie why not?

  175. Torlin pisze:

    Panu Profesorowi i wszystkim Współblogowiczom przesyłam najserdeczniejsze życzenia Świateczne, zdrowia, uśmiechów, radości i … pięknego języka polskiego.

  176. Franio pisze:

    Do tematu, dla Profesora:
    Jakos nie zauwazylem prosciutkich manipulacji:
    1. “Tu trzeba meskiej reki” i panowie skacza jak zajace, zeby ten sloik odkrecic.
    2. “Chyba sobie z tym nie poradze” - radza sobie natychmiast.
    3. “Trzeba wielkiej odwagi, zeby to powiedziec” - mowia co trzeba i jeszcze wiecej.
    Takie prowokacje mozna mnozyc.

  177. anglistka pisze:

    Kambuzelo, przeczytałam jeszcze raz nt ‘zseksualizowania’ kultury,
    poniałam tym razem i wpis mw, a przy okazji gratuluję świetnej
    analizy postaci Balcerka - tak, tak , masz absolutną rację!

    Pozdrawiam wszystkich forumowiczów świątecznie

  178. agni_me pisze:

    Dobrych dni, mili blogowicze, i wiosennego nastroju.

    agni

  179. mw pisze:

    Franio, Anglistka, Zygmunt Drugi, kambuzela, haha, kolega Henia. . .

    Rozejrzyjmy się wokół siebie (tu będzie pies pogrzebany, bo chcę, abyśmy rozejrzeli się w kraju; tych, którzy mieszkają za granicą, proszę o przypomnienie sobie czasów minionych i uruchomienie wyobraźni, w stopniu jeszcze większym niż to będzie potrzebne nam, “domatorom”).

    Mówilem o zseksualizowaniu kultury, anglistka bodajże o infantylizacji, Zygmunt, Franio i inni o rodzicach i dzieciach, i o tym jak na się działają (Gombro kłania!).

    Wszyscy widzimy, że coś sie dzieje, coś ważnego, ale nikt nie chce nazwać rzeczy po imieniu.

    Otóż dojrzewamy! Dojrzewamy jako społeczeństwo i jako jednostki je tworzące. Ale dopiero zaczęliśmy dojrzewać. Dopiero cośmy się wypsnęli z macicy Ojczyzny Naszej Katolickiej Narodowej Polskiej Sarmackiej Piłsudskiej Dmowskiej Chrystusa Króla Polski Maryi Zawsze Dziewicy Bóg Honor i . . . a, to już było, na początku.

    I jak każdy noworodek drzemy się w niebogłosy, że nieeee!, że nie chcemy!, chcemy z powrotem do mamy, nie chcemy na ten świat. Więc gdy tylko ktoś chciałby bardziej po anglosasku - to buch go! Gdy tylko ktoś chciałby tam, a nie tu - buch go! Gdy tylko ktoś, smarkacz, chciałby coś innego niż Matka i Ojciec - buch go! Gdy tylko ktoś chciałby mieszkać tam, a studiować tu - buch go! A gdyby chciał odwrotnie, mieszkać tu, a studiowac tam? Buch go! A gdy mówi jakoś tak . . . inaczej? To wcale nie mówi! Nic nie słyszymy, żeby mówił inaczej! A jeśli już - to przecież z Naszych Kresów Polskich, z Naszych Świętych Ziem Zabranych ma Tę Mowę.

    A już gdy ktoś coś na te łany, na te zamglone Podhale na horyzoncie, na te szuwary i wierzby, no to . . . No bo jak tu żyć bez tego? To takie nasze, takie swojskie, takie przytulne, takie na prawdziwie ludzką skalę, nie za duże, nie za małe. Takie bezpieczne, takie od zawsze, takie . . . no, takie jedyne w swoim rodzaju.

    A ten slodki krajobraz nasz, to miejsce Narodowe nasze, Polaków Katolików to właśnie ta macica, w której spaliśmy jak jaźwiec jakiś rozczochrany, rozkudłany, skołtuniony 1000 lat w swojej jamie niewietrzonej, smrodliwej. Więc wychodzimy przez te ostatnie kilkanaście już lat, ale niesporo nam to idzie. Wyjrzeliśmy z tej macicy, już potylica, czółko, pstryk! - wysunął się nosek i bródka, już przoduje lewy bark . . . O, lewy to niedobrze! Więc z powrotem, chlup, do tej naszej Ojczystej macicy, albo Macicznej ojczyzny. Trochę seplenimy, troche miękko intonujemy, ale tak naprawdę to tylko patrzymy gdzie tu pani matka, gdzie tu pan ojciec. Bo czego jak czego, ale odpowiedzialności za siebie brać na pewno nie chcemy. Ani jako społeczeństwo, ani jako jednostki.

    Ale ON tu jest! Zawsze! Autorytet! NASZ Autorytet! Figura rodzica! Zawsze pod ręką, zawsze wszystko nań zwalić można, a on sie za nami wstawi w Niebiesiech, to co my sie będziemy tam UNOWOCZEŚNIAĆ? A na cholerę! Lepiej oszukiwać się “w słusznej sprawie” niż powiedzieć sobie w oczy prawde o sobie.

    Ha, ale se ulżyłem.

  180. Franio pisze:

    Zygmuncie Drugi,
    Kazda sytuacja jest inna. Ani nie winie tych co kultywuja tradycje i zwiazek z krajem, ani tych, ktorzy na trwale przeniesli sie gdzie indziej. Ponadto, Polska jest teraz inna niz przed kilkudziesieciu laty. To ma ogromne znaczenie. To dobrze, ze teraz nie trzeba robic radykalnego wyboru, mozna mieszkac “ituitu”. Badzmy zadowoleni z tego, co kazdy z nas ma. Przy tym, sa jeszcze sytuacje - moze dla niektorych irracjonalne - kiedy czlowiek lubi swoj nowy kraj tak bardzo i nie lubil starego tez tak bardzo, ze wybor byl prosty.
    Dziekuje Ci za rozmowe. Moze bysmy jeszcze podeslali prof. Bralczykowi kilka przykladow do Jego ksiazki ? Przecie mialo byc o jezyku !
    Franio.

  181. Franio pisze:

    haha.

    Mam nieco watpliwosci czy “znajac angielski, francuski , polski i podstawy rosyjskiego” dziecko “jest rozchwytywane jako tlumacz”. Zalezy to oczywiscie od wymogow i poziomu tych tlumaczen. Chetnych do tlumaczen jest zazwyczaj wiecej niz pracy, ale skutki sa czestokroc oplakane. Przede wszystkim sam jezyk nie wystarcza, trzeba jeszcze miec solidna wiedze w jakiejkolwiek innej dziedzinie i tu sie specjalizowac. Kryterium jest zazwyczaj dyplom ukonczenia studiow i lata praktyki.
    Tak przynajmniej tlumacza to tlumacze.
    Pozdrowienia, Franio.

  182. Dariusz pisze:

    Szanowny Panie.
    Podrzucam do zbioru zwrotów klasyczne: “…że tak powiem…” znane od czasu spisania przez Wieszcza Jeremiego Przyborę dialogów do filmu “Ewa chce spać” . Służyła tam i mnie dziś służy w rozmowie zahaczającej o religijność interlokutora.
    To przymknięte oko opaczności w zwrocie z tegoż filmu:
    “Jezus Maria …że tak powiem”
    to dla niewierzącego Wieszcza i dla mnie cudo z epoki komunizmu. Niestety i dziś przydatne dla mnie w czasach czarnej ekspansji…

  183. marekk pisze:

    Bardzo popularne w latach mego dzieciństwa. Gdy cos zbroiliśmy dorośli podchodzili nas z tej strony: małeś odwagę zbroic miej cywilna odwagę przyznac się do tego. Najczęściej było to skuteczne, gdyz unosiliśmy się ambicją, co ja nie mam odwagi? Mimo, że tyłek był w opałach, zawsze się przyznawaliśmy.
    Życzę dużo zdrowia oraz wiosennych Świąt marekk

  184. haha pisze:

    Franiu, nie mówiłam, że oprócz języków dziecko (ok. 30 letnie już) niczego nie wie i nie umie! A języki są dodatkowym atutem.
    Pozdrawiam świątecznie wszystkich - haha

  185. anglistka pisze:

    mw

    to nie ja mówiłam o infantylizacji. Urodziliśmy się i musimy dorosnąć.
    Czy nie uważasz, że częścią tego dojrzewania jest konieczność spojrzenia
    na siebię z dystansu, a to jest możlwe tylko wtedy, kiedy ma się poczucie
    pewnej wartości (Holendrzy, Szwedzi, Kanadyjczycy)?? Czyli : najpierw
    PRACA (też nad sobą)

    Franio
    ma wątpliwości, czy ‘znając angielski’ można zostać tlumaczem.
    O święta naiwności! W dzisiejszej Polsce można zostać tłumaczem
    NIE ZNAJĄC angielskiego. Ja sama się nie odważyłam, choć nibym anglistka
    Tu Cię , Frani, popieram , ale realia jakie są takie są.

    do wszystkich
    o co chodzi w tych panoszących się rzekomo zmiękczeniach (pytam bez nadziei na konkretne przykłady po raz ostatni)??????????????????

  186. Zygmunt Drugi pisze:

    mw!!!
    Czy aby nie jesteś ginekologiem zauroczonym Radiem Maryja? Połączenie namiętnego odwoływania się do macicy ze stylem właściwym dla Ojca-Redemptorysty-Dyrektora-Założyciela-Autoryteta-Moherowego Mesjasza jest zastanawiające. Ja wiem - miała wyjść ironia… i wyszła… tylko nie tą drogą, którą powinna… A u ginekologa [nawet mimowolnego] - to duży kłopot!!!
    P.S. Faktu, że sobie `ulżyłeś` publicznie - pozwól, że nie podejmę się komentować…
    Franio…
    A niby dlaczego mam komuś podsyłać coś, czego najprawdopodobniej ten KTOŚ zupełnie nie potrzebuje? Nawet jeżeli jest to SAM PAN PROFESOR [którego wysoce sobie cenię za osobowość, wiedzę i erudycję]? Ja, kiedy słucham P. Prof. Bralczyka, to mi się Markowy Miodek leje na serce, bo wspólnie z Panem Prof. Miodkiem [może jeszcze z P. Prof. Markowskim] serwują słuchaczom towar unikalny - język piękny, poprawny… A to dziś dobro odchodzące `…w siną dal!` A BLOG JEST TRUPEM i nie przypuszczam, by w poniedzialek [czyli jutro] stał się cud!!! I nad tym trupem odbywa się `rodaków rozmowa` według sposobu Boya-Żeleńskiego, który napisał kiedyś w `Słówkach`-`Każdy gada o czym innym/Jak zwykle w życiu rodzinnym`. Jestem zdania, że przytoczony cytat najdokładniej charakteryzuje także tematykę i sposób dyskusji. Gospodarz-Profesor dba o niego w takim samym stopniu, w jakim pewna pani minister o naszą politykę zagraniczną. Puścił to `na żywioł` i `Niech się dzieje wola Nieba…`.
    Powinniśmy…powinniście [?] przyjać honorową zasadę - Na jeden wpis Pana Profesora - jeden wpis P.T. Blogera [Blogerki]. I TYLKO ściśle na temat!!!
    POZDRAWIAM WSZYSKICH ŚMIGUSOWO…

  187. Franio pisze:

    MW.

    Jaja juz dawno pokropione i zezarte. Slodki baranek obcmakany na wszystkie strony. Palmy poswiecone poswiecono smieciarzom. Wujo kopie w klopie obstrukcje, ciocia juz wybiegala biegunke, panu dozorcemu zostal sie w prezencie kac na caly przyszly tydzien. Kler odspiewal, tlum odryczal, prezydent z braciula odsiedzieli na twardych krzeselkach. Jak w “Balu w operze” przeciagnelo panopticum postaci od kurwiszonow do pedalowatych z pociotkami i baziami, porod sie odbyl na Zmartwychwstanie, z Rodzicem na czele pod Ojczyznianym sztandarem. I co dalej ?
    Czego bym nie wlaczyl, dalej to samo. Ten pan o tamtym panu, tamten pan o tej pani, senator o premierze, posel o ministrze, pani redaktor o wszystkich po kolei a - kto o sprawie ? Sprawy nie ma, nazwisk od cholery. I w tym rzecz. Zalosne swiergolenie impotentow. Czego, zdawaloby sie duzego, nie dotkna - z gory wiadomo, ze to nie oni, ze to obcy zalatwi. Tarcza - w przyszlym tygodniu ! Guzik prawda. Czesi zrobili, ci przepisza i bedzie jak raz. A ze tarczke podciagna pod radary - zabieg kosmetyczny. Ruskim veto odpuszcza, bo Ojropa chce odpuscic i w koncu nic waznego. Ukraincow pogodza Rosjanie, a ze Austriacy i Polacy sa zaproszeni - to dla lepszej fasady. Jesli sie spoznia na pociag to tak, jak by bracia Moskale pojechali na polowanie bez “garmoszki”. Gardluja o Tarczy w ramach NATO, a zgodza sie i na to, i na tamto, jak sobie Frau Merkel zazyczy. To o co ten krzyk staly i przeogromny ? Znow o to samo: kto kogo, w co, za ile, kiedy i - czy to prawda ?!
    Ale - jest dobrze Panowie ! Gospodarka nam staje, a bezrobocie wiednie ! “Ty sie nie ciesz co ci kwitnie dzisiaj, ty sie martw co ci zwiednie jutro” mawial rabin Cyper. Ja wole poczekac.
    I po co Ci te Wielkanocne kwiatki MW ? Dwa i pol roku - nie wyrok - zawracaj !
    Franio.

  188. mw pisze:

    Franio, Zygmunt drugi (to się Tobie na pewno spodoba!), anglistka (na koncu, za głównym tekstem)

    Święcone, święcone. Łoj, danaż moja danaż.
    Przedwczoraj Naród Nasz Polski Rzymsko-Katolicki czcił święcone, jak jeden mąż. I żona.
    Początek kwietnia, błękit nieba, bodaj tylko chmurka gdzieś przemyka. Południe już prawie. Słońce świeci. Ale nie grzeje, bo wiatr zimny z północnego zachodu wieje, znad Morza Norweskiego, gdzie Naród Nasz Polski Katolicki właśnie niedawno Za Wstawiennictwem nabył w drodze kupna Złoża ogromne Gazu ziemnego i Ropy naftowej, którymi to Złożami walczyć będzie z Nawałą Bolszewicką, co i ze Wschodu, z Moskwy, i z Zachodu, z Brukseli opresją przeciw Naszej Religii Nam grozi. Więc zimno.

    Święcone. Idzie chwiej z koszyczkiem w siatce foliowej, z twarzą obrzmiałą i siną od gorzały, papierochami cuchnący. Ale idzie? Jakoś niezbyt to mu idzie. Jakby bokiem, jakby się przewalał w worku, w tej kurtce swojej ortalionowej, granatowej, nigdy nie pranej, błyszczącej się od tłustego brudu w tym wielkanocnym słońcu. I tak wraca z Bazyliki Naszej, Gdzie Ksiądz poświęcił koszyk, co mu stara w rękę wcisnęła rano.

    Idą dwie śliczności kurewki w białych kurteczkach i kozaczkach. A jak. W kurteczkach króciuśkich, rozpiętych, a pod nimi białe bluzeczki jeszcze bardziej rozpięte. A zimno! Niby słońce, ale 5°C, a i to w porywach tylko. Idą prosto z solarium. A może z Karaibów? Ale chyba nie z Karaibów, bo z koszyczkami idą! Małymi koszyczkami jak od Barbie, z tiulową serwetką, którą każda przytrzymuje rączką, bo wieje. Idą w obcisłych na pupach jeansach do księdza dobrodzieja, na wysokich, wysokuchnych obcasach szpilach, takich jakie widziały w tej wypożyczalni kaset. Idą w obstawie dwóch palantów, o świecących w słońcu pałach. No bo ostrzyżonych, ogolonych na łyso, jak każdy buc w tym Narodzie. A może oni ochroniarze? Ale nic, idą do bazyliki Naszej Katolickiej ze święconym.

    Idzie młode małżeństwo. Idzie Młoda Żona i Młoda Matka dwojga rozkapryszonych, zmęczonych dzieciaków. Wyrywają sobie koszyk. Raz mała chce go nieść, raz mały. Laura i Flimon. I nagle ? bęc! A matka ? Laura! A Flimon ? w ryk. A Młody Mąż i Młody Ojciec, nic, ostatnie słowo powiedział rok temu. Teraz ? jak ściana bloku z wielkiej płyty.
    I druga para idzie, też z koszyczkiem. Jeszcze młodsi. Bez dzieci. Ona czegoś smutna, a on, o niesprecyzowanej widać do końca orientacji seksualnej idzie o krok z tyłu, wysportowany, w płaszczyku, zgrabnie przystrzyżony, brunet, i spoziera spod oka na przechodzących chłopaków. I też idą do tej naszej bazyliki Narodowej Katolickiej, ze święconym.
    I studentki idą, i babcie idą i gromada chłopaków z gimnazjum, za dwiema gimnazjalistkami, i dwóch neofaszystów, ale wstydliwie przemykają. I paniusie idą, i moherowe, i kaszmirowe, i welurowe, i aksamitne. I gdzieś tam na pewno Panie Posłanki do Sejmu Naszego Katolickiego ido, i Panowie Posłowie do Parlamentu Naszego ido. I Nasz Pan Prezydent z koszyczkiem święconego też. Jakżeby miał nie iść, kiedy Cały Naród Nasz Katolicki idzie? I wszyscy z koszyczkami, wszyscy ze święconym, do Księdza Ojca, który będzie święcił w Świętej Naszej Narodowej Bazylice Rzymsko-Katolickiej.

    No, to się napatrzyłem do woli i wracam. A tu nagle zatrzymuje mnie pasażer białego volkswagena transportera i macha do mnie, żebym podszedł. Stoi samochód na światłach, podchodzę, pyta mnie jak Polak Polaka, którędy do bazyliki Naszej Narodowej Katolickiej. A w samochodzie widzę tłum, teraz, kiedy podszedłem bliżej. Wszyscy chyba ze święconym do bazyliki. Więc informuję, jak Polak Polaka, że wystarczy w lewo, na światłach w prawo i jakieś trzy i pół kilometra, zobaczy. ? A, to tam pod lasem? ? zapytał, kiwnął sobie głową w odpowiedzi i pojechali ze święconym. Tablica rejestracyjna była z rubieży naszego rozległego województwa, musieli wcześnie rano wstać, ale widocznie święcić święcone chcieli w bazylice Naszej Narodowej Katolickiej, u Naszego Ojca, Księdza, a nie u siebie w parafii. Ba, w demokratycznym Państwie, Naród jest wolny i może robić, co chce.

    No, to wtedy już wsiadłem do tramwaju. Wracam. Ale tramwaj stanął gdzieś między przystankami. Zmieniali się panowie motorniczowie. Pewnie niedaleko mieszkali, czy coś, więc postanowili zaoszczędzić sobie dojeżdżania, dochodzenia do zajezdni, czy na pętlę, czy gdzie tam powinni się zmieniać. Pogadali sobie. Nie wiem o czym, bo kabina pana motorniczego oddzielona jest porysowanym na mat pleksi. Ale patrzyłem na zegarek (nie żebym się spieszył, tak po prostu, bo słońce, bo cicho w tramwaju jak w kościele, wyczuwa się to napięcie wyczekiwania: pojedzie, nie pojedzie, wyczuwa się ten zaduch niemytych stóp, niepranych skarpetek, niezmienianych butów ? jest czas, żeby popatrzeć na zegarek), więc spoglądałem na zegarek: rozmawiali panowie motorniczowie tyle czasu, w ile - według rozkładu jazdy - tramwaj powinien pokonać odległość dzielącą cztery przystanki. I dobrze, że miałem zegarek. Tak mi powiedział pan motorniczy. Bo zapytałem go, wysiadając, dlaczego nie pali się cyfrowy, neonowy, czerwony na czarnym prostokątnym ekranie, zegar, wyświetlający czas, ale też i nazwę dnia tygodnia i imię tych, którzy właśnie mają imieniny. Ale nie wyświetlał. To zapytałem pana motorniczego, dlaczego. Może zapomniał włączyć? Ale chyba nie zapomniał. Odpowiedział tylko - Nie ma pan zegarka? ? Zresztą, trudno to nazwać odpowiedzią, to było raczej pytanie, na które sam powinienem chyba odpowiedzieć, ale nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem, czy zdążę wysiąść. Dobrze więc, że noszę zegarek w tym Państwie.

    Dobrze też, że cicho zapytałem pana motorniczego i że nikt nie słyszał w tramwaju, bo co by sobie jeszcze ludzie o mnie pomyśleli? Że denerwuje pana motorniczego? Albo, że w ogóle jestem zupełny wariat. (No bo, ale tak z ręką na sercu, komu to potrzebne? Wydziwiają z tą demokracją.) A gdyby już dowiedzieli się, co ja tu wypisuję, to chyba skończyłoby się tak, jak “Pod Grunwaldem”. Na tym obrazie Matejki. Honor rycerza chrześcijańskiego (a takim był Ulrich von Jungingen) wymagał od niego wystąpienia na czele szyków, musiał być widziany w blasku słońca. A Jagiełło kierował bitwą ze wzgórz na tyłach. Nic dziwnego. Przecież to nie był rycerz, wychowany w kulturze chrześcijańskiej. To był Azjata prawie, Litwin z dzikiej puszczy, poganin jeszcze parę lat wcześniej (ciągle jeszcze?), krzywonogi, mały kacyk plemienny. Wysłałby swych braci na pewną śmierć, gdyby to mu miało pomóc. Co innego Wielki Mistrz Krzyżacki. Ten, w dwutonowej zbroi, podtrzymywany przez dwu komturów pod ręce, wyjechał na środek pola. Cały etos rycerski mówił mu, że zostanie oszczędzony, może wzięty w szlachetną niewolę, dla wielkiego okupu. Tak działo się w zachodniej Europie chrześcijańskiej, gdzie ginęły tylko ciury, a rycerstwo wynajmowało się do bitew (wyjątkiem był pechowy Roland). Ale Litwini nie znali tych przepisów i zatłukli Wielkiego Mistrza jak psa pod płotem kłonicami. Pewnie, biedak, do końca nie mógł zrozumieć, co się dzieje. W każdym razie jego koń ma bardzo zdziwiony wyraz twarzy, co tak pięknie odmalował Nasz Mistrz, Jan Matejko.

    Łoj, święcone, święcone, ta dana.

    anglistka: masz rację, to mój, częściowo, błąd. Raczej niż zmiekczanie, słychać urocze (”cute”) seplenienie, bardzo seksy! Na końcu wyrazu, studentki, zamiast “c” i “s”, wymawiają “ć” i “ś”. Bardzo “łóżkowe”!

  189. Lena pisze:

    Wszystkiego dobrego dla wszystkich blogowiczow!
    Toz sa Swieta!

    Buzka,

    Lena

  190. Lena pisze:

    Około 23.15 pan U. zadzwonił na policję, informując o włamaniu do jego willi. Inspektor Pol zjawił się na miejscu przestępstwa po kwadransie. Mimo niemiłego zdarzenia pan U. był w niezłym humorze, bo okazało się, że w porę spłoszył włamywacza i nic nie zginęło. Jedyną stratą, choć znaczną, był potłuczony majolikowy dzban; ponadto została wybita szyba w drzwiach wiodących na taras.

    ? Przyjemnie poczytać przed zaśnięciem ? zaczął U. Dziś wciągnęły mnie ?Wielkie mowy historii?. Czytał pan, inspektorze? Prawdę mówiąc, przyjemnie było do chwili, gdy usłyszałem hałas w pokoju żony, która wyjechała na parę dni. Jakby coś upadło. W domu poza mną nie ma nikogo, więc pomyślałem, że pewnie wślizgnął się tam nasz kot i coś spsocił. Założyłem książkę okularami ? małżonka zagina rogi, bardzo tego nie lubię ? wstałem z łóżka i udałem się do pokoju żony. Na podłodze leżał potłuczony w drobny mak dzban z majoliki ? to dla żony niemal relikwia, a poza tym bardzo cenny zabytek. Zauważyłem też, że zasłona okienna lekko faluje. Sądząc, że drzwi na taras nie są domknięte i przez nie dostał się kot, ruszyłem, by je zamknąć. Wtedy na zewnątrz wybiegł ktoś ukryty za kotarą, z trzaskiem otwierając drzwi i wybijając szybę. Fotokomórki wyczuły intruza i w ogrodzie zapaliły się lampy. Wybiegłem za nim, ale gdy tylko znalazłem się na tarasie, zimne powietrze zaparło mi oddech, a szkła okularów natychmiast zaszły parą. Widziałem jak przez mgłę, więc potknąłem się o coś i upadłem. Zanim wstałem i przetarłem okulary, włamywacz zdążył przeskoczyć przez ogrodzenie…

    Inspektor popatrzył na U. z politowaniem.

    ? Zastanawia mnie, po co zmyślił pan tę historię ? rzekł. ? Wytłumaczenie może być na przykład takie: bardzo boi się pan żony i szuka w związku z tym alibi, aby nie przyznać się do myszkowania w jej pokoju i stłuczenia dzbana.

    - Inspektorze, czy nie pozwala pan sobie na zbyt wiele ? U. stracił dobry humor.

    - Bynajmniej. Skoro tak szczegółowo i barwnie wszystko pan przedstawił, to jak wytłumaczyć fakt, że w pokoju żony znalazł się pan w okularach, które tkwiły w książce jako zakładka?

    ? Brawo inspektorze ? U. ponownie się rozpogodził ? zauważył pan, że mam tylko jedną parę szkieł progresywnych. Nietrudno się jednak domyśleć, że skoro później tkwiły na moim nosie, to wcześniej musiałem je wyjąć z książki. I tak właśnie zrobiłem, zapamiętując, że tkwiły między stroną 111 a 112. Na pamięć, odpukać, nie narzekam.

    - Pojawiają się jednak i inne wątpliwości ? kontynuował Pol ? będzie je pan musiał wyjaśnić w zeznaniach, a to może okazać się znacznie trudniejsze, niż przypomnienie sobie o powrocie po okulary. Radziłbym więc przemyśleć, czy warto brnąć dalej w te fantazje.

    U. milczał przez dłuższą chwilę, po czym rzekł, uśmiechając się.

    - Może się jednak dogadamy inspektorze… Nie miałby pan ochoty spędzić urlopu z małżonką gdzieś w cieplejszym klimacie. Jakiś przytulny hotelik na egzotycznej wyspie, szum fal, granie cykad. W takich warunkach przyjemnie poczytać coś ciekawego…

    Które szczegóły w relacji U. świadczą o tym, że włamanie było wymysłem?

    Odpowiedzi prosimy przesyłać za pośrednictwem formularza kontaktowego ? najlepiej z dopiskiem ZAGADKA.

  191. Franio pisze:

    Drogi Zygmuncie Drugi,
    Z pewnoscia znasz cytat, ze “doslownosc jest….” zapomnialem, ale moze mnie oswiecisz. Az mi wstyd to tlumaczyc. Ostatnie kilka tekstow WM to alegoria. Trzeba odebrac wrazenie, caly obraz. Po przeczytaniu ma sie nastroj, jakies odczucie, ogolna idee sprawy. Nie wolno rozkrecac srubek, bo wszystko sie rozpadnie. MW wybral sobie taka koncepcje przedstawienia sprawy i to trzeba szanowac. Zreszta 4-go kwietnia napisalem mniej wiecej to samo, tylko w jednym zdaniu, ze demokracja to biologia i potrzebuje czasu. Dla jednego przenosnia MW jest moze zbyt naturalistyczna, dla mnie zbyt kategoryczna,
    inny pokazalby to jeszcze inaczej - probujcie ! Sky is the limit ! Przecie, majac poczucie literackiej ekspresji, kazdy moze zaproponowac cos wlasnego, cos co innych ujmie ostroscia spojrzenia, rozsmieszy, sarkazmem, smutkiem bezbrzeznym, lub tez bezbrzeznym rechotem, nasunie interesujace refleksje. MW sypie pelen zlob zarcia - wybierz sobie, lub daj sie zainspirowac ! Ale odczep sie od jego srubek, sieroto doslowna !
    Najpierw jedna pani przyganila mu za “zseksowanie” czegos tam, przykladajac prymitywna interpretacje, teraz Ty przerabiasz Jego felieton na “samolot” - bojcie sie Boga Polacy, czy bozia nie dala wyobrazni ? Nie uzyje wyobrazni bo sie boi, ze sie zblazni - no i bardzo dobrze ! Smiej sie sam z siebie i innych zachec. Bloguj na zdrowie ! Smazyla placuszki z jablkami, chrupkie, pachnace - Bralczyk w gebie ! Ile zjesz ? Nie wiem. No, ile ci usmazyc ? No…kilka. Co to znaczy kilka ?! Cztery, piec, dziesiec, nie umiesz powiedziec ? Wyrznela lyzka w ciasto: sam sobie smaz ! Przynioslem Jej mechaniczno-doktorsko-inzynierski dyplom do kuchni i powiesilem na scianie. “Krzywo wisi i tu nie pasuje” zauwazyla. Jednakowoz, rozwodu nie bylo.
    Doslownosc nie zabija. Truje.
    I, wlasnie dla higieny, dla odswiezenia, wyglupiam sie na tym Blogu, zeby wypluc z siebie srubki.
    Delikatnosc w stosunkach - inna wazna sprawa. Mozna miec, po polsku, stosunek do kogos, lub czegos, chamski, obcesowy, a mozna delikatnie “zrobic komus na reke” mowiac: “no, moze mu cos podesle…, albo “rzeczywiscie nic nie kosztuje..” zamiast na odlew: “…a niby dlaczego mam podsylac ?!” Paszol won ! Bardzo po polsku. Podobnie, kiedys tam, szyderstw z mojej glupoty mozna bylo uniknac wyobrazajac sobie, ze facio nie mieszka w Polsce i nie wie, po prostu - nie wie. Kiedy wyjechalem stamtad, to w duzej mierze - przez chamstwo.
    Ale - i mnie sie zdarza zachamic, i to doslownie, z przytupem ! Tak, ze wybacz Zygmuncie Drugi te zolc zamiast wody przy Dyngusie, smiej sie ze mnie (i paru innych osob) i do nastepnego !
    Franio.

  192. Katarzyna do Frania pisze:

    szczerze mówiąc nie bardzo zrozumiałam twoja aluzję. myślę, że mój zawód nie ma tu nic do rzeczy, choć jest być może interesujący z językowego punktu widzenia. jak jesteś taki rozmowny, załóż swojego bloga, gdzie dasz upust swemu nieokrzesanemu gadulstwu :) a tutaj skup się na temacie.

  193. Franio pisze:

    Panu Profesorowi do szufladki:

    Ciagle powtarzalem : “kapujesz ?”. Albo: “pasuje… i ma luz”. Albo: “takie zycie…”. Albo: “uciac, skrocic, i wyrzucic”. Albo: “Zasmarkanstwo z poplatanstwem”. Albo: “Rozni sa podrozni”. Albo: “..i przylapali Kosciuszkiego”.
    Jeszcze sobie przypominam. Franio.

  194. Lena pisze:

    Przepraszam, zrobilo mi sie bu bu komputerowe “copy and paste”, panstwo wybacza….

  195. Franio pisze:

    KATARZYNO,
    Dziekuje za mila odpowiedz. Powodzenia w tym zawodzie z jezykiem, choc nie znam szczegolow.
    Z szacunkiem. Franio.

  196. Anonim pisze:

    Ostatnie wpisy potwierdzaja moją tezę i myśl Boya - `Każdy mówi o czym innym…`. A głębię przenośni mw - pojąłem Franiu i o tym pisałem. szczególnie ujęła mnie jednak `odezwa` - `Bójcie sie Boga Polacy, czy bozia nie dala wyobrazni`. Owo zestawienie `Boga` i `bozi` jest kapitalne.

  197. Franio pisze:

    Marekkczku Drogi,
    Kiedys tam rzuciles mi “na pewno sa u was rzeczy ciekawe…- napisz”. Daleko siedze, guzik wiem, ale moze to: wsadza cie jak dasz klapa synowi. Za “psowi” - tez. Teoretycznie, ale coraz bardziej - praktycznie. Rozsadek - zamknij sie ! Wszystko calkujemy do obledu. Granica miedzy “klapem” a “lamaniem kosci”, pozornie ogromna, ale nie wedlug analitykow. I prawnikow. To dobrze, to nawet bardzo dobrze i jeszcze - ciekawie. Kiedys bylo pojecie Matki Polki, teraz jest Mama Depresja. Namnozylo sie tych depresjologow “jak mrowkow”. Sa wszedzie. I wszedzie potrzebni. Jesli Kazio rano na kupie zaczyna wyc i nie chce wciagnac majtek, i isc do szkoly - moze miec Poranna Depresje. Lepiej sprawdzic ! Zaprowadzic go do pana depresjologa i “i tu sie zaczyna kurewska muzyka ! ” powiedzialby czerniakowski “bard”.
    Nie ma absolutnie szansy, zeby nasz Kaziulek wylazl z tego bez diagnozy. A tatomamy ze slonym rachunkiem. Prawdziwy problem zaczyna sie potem. Po takiej wizycie samo Kaziatko, zachecone swoimi problemami, wlacza autosugestie i - trzymaj sie ojciec za portfel, a mama za schody ! Po roku maja regularnego przyglupa, histeryka, i jaki tam tytul naukowy mozna mu jeszcze wpisac i wszyscy zdrowi ! Choc maja depresje. Moda na depresje przyszla nie tak dawno, mlodziez musi odrabiac zaleglosci. Krzepki dwudziestoletni byk, nagradzany uczen i student, pieszczoszek Mamuski i duma Tatuski, przeczytal sobie w internecie o depresjii. I tu sie dopieru zaczelo ! Kiedy mial piec lat dostal lanie na kolanie, ad hoc, bo wrzucil rodzinie do zupy kilka rozkwaszonych owadow. Po ciezkiej pracy przypomnial sobie o tym po dwudziestu latach. Terapia trwa. Byk jest dalej zdrow, silny, wysportowany, erudyta z uczelnianymi nagrodami, wszystkich panienek nie zaliczy, ale sie bardzo stara…Tata z Mama placa.
    Bez watpienia ilosc zachorowan na depresje wzrasta zaskakujaco proporcjonalnie do standartu zycia. U megamilionerow osiaga trzy do pieciu roznych depresji na osobe.
    Zjawisko jest masowe. Epidemiologiczne. Nieuchwytne w genezie, nie do zweryfikowania, modne ! Takie ciekawoskie zawodowe Ci przynosze.
    Na koniec wypada przysmrodzic, ze oczywiscie kara fizyczna jest niemoralna i karalna, ze ludzie miewaja depresje, ze terapia jest potrzebna itd,itd…ad mortem usrandam. Zdrowy rozsadek ustepuje pola technologii. To fakt. Coraz trudniej to wszystko zrozumiec. Pierwszym stopniem skretynienia jest pisanie na blogach. Pozniej, przychodzi niekontrolowane oddawanie moczu. Powodzenia !
    Franio.

  198. mw pisze:

    Franio 16:02 (wczoraj)

    Franio, czyżby dopadła Cię depresja? Która?

    A jeśli chodzi o twoje jeremiady na temat tej psychologiczno-psychiatryczno-liberalnej “poprawności politycznej” (nazywasz ją, spryciarzu, technologią), której “zdrowy rozsądek” pola ustępuje: przyjedź tylko tutaj i pomieszkaj rok, dwa, w tym raju. Będziesz wył do tej “p.c.” jak pies do księżyca. Ja też byłem taki “gieroj”. Rok czy dwa przed milenium (które jednym upłynęło było w 2000, innym w 2001) pojawiło się wiele publikacji na temat: wiek XX i XXI. Czego wiekiem był XX w., a wiekiem czego będzie XXI w.? Mówiono, że wiek XX był wiekiem fizyki, a XXI będzie wiekiem biologii. Mówiono i pisano o wieku genetyki, wojny, pokoju, w różnych konfiguracjach (tak było tam, gdzie wtedy mieszkałem).
    Zniesmaczony polityczną poprawnością tamtego społeczeństwa i tamtych lat, pomyślałem sobie wtedy, że wiek XX był wiekiem okrutnej prawdy o człowieku, a wiek XXI będzie wiekiem poprawnego fałszu. I na samą myśl o tym przechodziły mnie ciarki.
    Trafiłem chyba jak kulą w płot. Wiek XXI może szybciej doprowadzić do “otrzeźwienia” na temat nas samych i rzeczywistości niż mi się jeszcze parę lat temu wydawało. A to otrzeźwienie może wyglądać zgoła nieoczekiwanie. Myślę, że zrozumiemy wreszcie prawdziwy sens “politycznej poprawności” w tym zagmatwanym świecie, jej dobroczynne działanie na społeczeństwa, jej konieczność i nieuchronność. Zrozumiemy jej funkcję i zaakceptujemy tożsamość z uprzejmością czasów dawniejszych. Przestaniemy uważać ją za fałsz. Zrozumiemy, że bez tego, co na razie z taką pogardą lub ironią nazywamy polityczną poprawnością, nie da się żyć we wspólnocie różnych i innych.
    Chyba, że zbudujemy sobie wspólnotę takich samych. Znowu przechodzą mnie ciarki . . . Tutaj taką właśnie budują.

  199. Franio pisze:

    WM.

    Az wierzyc mi sie nie chce, ze to Ty napisales. Co ma depresja do poprawnosci politycznej ? Tyle co piernik do wiatraka. “Depresje” ma kazdy. Do klinicznego okreslenia deficytu w “survival instynkt” wychodzacego z powaznych zaklocen psychiatrycznych, w poczatkowych objawach, nagina sie wszystko co popadnie. Czyli - stany emocjonalne. Przedtem mawialo sie: zly humor, przygnebienie, apatia, rozterka, rezygnacja itd i czlowiek sam z tym sobie radzil wykorzystujac baze “survival instynkt”. Teraz - depresja. Na wszystko. Na muchy w nosie tez. Latwe i przyjemne. Gadu-gadu z analitykiem, pigulka w garsc i od razu problemy sa zalatwione. Zbrzydlo ludziom porzekadlo “tata mnie straszy pasem, mama dziadem, a wujek mowi, ze to nie sa metody”, no to pare prochow co dzien i zycie jest piekne ! Sparciala jajoglowym codzienna gimnastyka, rano zima boso po sniegu, klin - klinem czyli nowa panienka i inne naturalne metody. Mnoza sie “shrinki”, psycholodzy, kwitnie farmakologia i samemu nie wiedziec jak, czlowiek moczy sie w powaznych problemach generowanych przez ten antydepresyjny osli ped. Wtedy naprawde jest potrzebny psychiatra.

    Poprawnosc polityczna to podszlifowywanie demokracji. Glownie - przeciw wszelkim przejawom dyskryminacji, od San Francisco do Alabamy, ale rowniez - przeciw paleniu, niszczeniu przyrody itd,itd.

    Jesli w Polsce myli sie, miesza, te dwie sprawy, a wierzyc sie nie chce, to rzeczywiscie warto bylo Markkowi opowiedziec te “ciekawostkie zawodowe”. Chyba, ze Szanowny MW pokalapuckal dwie rzeczy w kompozycji.

    O polityce nie warto, bo robia to madrzejsi i sprawniej. Nie “lepiej”. Media nie robia tego dobrze, miela plewy. Przede wszystkim nie maja faktow, danych. Wszystko tam ma uwarunkowania i odcienie, i smieszy naiwnosc kategorycznych osadow. Stad Twoj “raj” i quasi “urawnilowka” sa osadami subiektywnymi, z ktorych nie wyciagalbym przedwczesnych wnioskow.
    Napisz, prosze, czy widzisz duzo usmiechnietych, pogodnych twarzy na Marszalkowskiej ? Czy ludzie sa pozbawieni napiecia, porownujac z przeszloscia ? Czy odczuwa sie pozytywny “drive forward” na kazdym kroku ? Polacy sa teraz bardziej optymistyczni, mniej, lub tacy sami ? Czy w urzedzie wita cie pogodny partner, czy warczacy buldog ze zgaga ? To mniej wiecej pokaze mi, (na domowe potrzeby) jak krajowi sluzy obecny system w relacji spolecznej. A jesli Cie “przechodza ciarki” to nie musisz. Dlatego wyjechalem, zeby mnie nie przechodzily. Mam zaufanie do systemu, w ktorym, jak ktos zauwazyl, “wiecej nas laczy niz dzieli”.
    Fascynujace i potwierdzajace “opoznienie w rozwoju” Polakow, jest Twoje zdanie, ze “polityczna poprawnosc…przestaniemy uwazac za falsz” ?! Kto kiedy uwazal ? Za hyperpoprawnosc - tak, za probe superdemokracji - tak, za nowy trend - tak, ale falsz ? Nigdy nie spotkalem sie z taka reakcja. Ciekawe….ciekawe…
    Bardzo mnie ucieszysz, jesli odpiszesz. Pozdrawiam. Franio.

  200. mw pisze:

    Franio 14:22

    No właśnie, 14:22. Jak to jest, Franio, z tymi godzinami Twoich wpisów. Jeszcze niedawno były po (tutejszej) północy, czyli Twoje wieczorne. Od 3. marca piszesz po (tutejszym) południu, więc w Twoje poranki. Przyleciałeś tu na święta? Pracujesz (tam) na zmiany? Wziąłeś urlop?

    O tym, jak tu jest nic Ci teraz nie napiszę ponad to, co już napisałem, bo mnie mdli na samą myśl. Gdybym nie wiedział, że szczery z Ciebie chłop, to myślałbym, że się ze mnie naigrawasz. Tu jest . . . zwymiotowanie!

  201. anglistka pisze:

    Czy ‘w urzędzie wita wm pogodny PARTNER’ ( to jest CYTAT:)
    ????????????????????? Nie znam partnera mw, ale skąd Franio wie
    że ten partner w biurze pracuje? Przepraszam , ale nie mogłam się powstrzymać:)))

    W ogóle dyskusje między mw a Franiem to jest odlocik mały a
    fikuśny. Proponuję innym , żeby obu Panom nie przeszkadzać w uciesze.

    A Pan Profesor nawet życzeń świątecznych nie złożył. Pozostawiam
    bez komentarza.

  202. nemo pisze:

    Franiu, Ty manipulatorze,
    czytam Ciebie, jak zeslanca na Sybirze, albo ruskiego emigranta w Paryzu (uch, kakaja glusz!) pozbawionego prawa do powrotu w strony rodzinne. Na dnie duszy tesknota i depresja i potrzeba dyskusji chocby na blogu, chociaz to juz przedsionek do inkontynencji, jak tu nas kokietujesz. Dufam, ze mocz jeszcze krzepko trzymasz pod kontrola, ale rece same rwa sie do klawiatury, przy ktorej stoi szklaneczka antydepressivum plus winston. W..rwic ich, czy wziac na litosc? Na jaka prowokacje bedzie wiecej reakcji? Bend me, shake me, anyway you love me…
    Panie Franiu, kocham Pana.

  203. Mam Widok Na Przyszłość pisze:

    Witam serdecznie Pana Profesora i wszystkich blogowiczów.

    Dawno mnie nie było i już tęskno za krajem, ale w końcu zarobiłem tyle żeby kupić kompa i podłączyć się do internetu. Zaległości wiele, więc pozwolę sobie zagłębiać się w przeszłości i zacząć, że tak to ujmę “od nowa”.
    Pozdrawiam.

  204. mw pisze:

    A jednak, Franiu. Jednak napiszę Ci coś o “tutaj”, jak prosiłeś:

    Jakiś czas temu (parę tygodni), głównie na blogu red. Szostkiewicza, rozgorzała na krótko dyskusja o groźbie faszyzmu w Polsce. Zdania były podzielone, w większości ilustrowały typowe nieporozumienie (niezrozumienie?): groźbę faszyzmu interpretowano jako obecność faszyzmu, a to jest już łatwym obiektem do bicia (w bęben i piany).

    A ja ciągle myślę o tej groźbie (i Tobie też radzę).
    O tym właśnie ważny wywiad w dzisiejszej “GW”: z pisarzem izraelskim Etgarem Keretem (”Wieszczę totalną zmianę”, jeśli jesteś u siebie, to możesz przeczytać w “gazecie online”).
    Keret stawia paralelę między społeczno-polityczną sytuacją w Polsce i w Izraelu. Mówi o totalnej zmianie pod takim hasłem:
    ” . . . ludzie są dobrzy, tylko system zły, ludzie mają rację, ale stare elity oszukują, więc zmieńmy je na nowe, prawdziwie madre, bo ludowe. Brzmi znajomo, prawda?
    Tylko że w ten sposób rodzi się faszyzm. Żaden kraj nie jest na to odporny.”
    Może za wcześnie zamknęliśmy te dyskusję? Nie mogę zrozumieć tych, którzy piszą, że przecież o co chodzi, przecież mamy demokrację. Rozsądniejsi dodają “jeszcze”.
    A ja tez wieszczę: już niedługo.

    Przypomniało mi się, bo Ty, Franiu, ciągle o tych “dobrych ludziach”. Eh, Franiu, Franiu.

  205. marekk pisze:

    Franio nie daj się jestem z Tobą.
    Poza tym Piernik ma bardzo dużo do wiatraka, ponieważ może się spierniczyć.
    Dysleksja, dysgrafia, ADHD, stres i jak to Franio ładnie powiedział- i inne tytuły naukowe. Za moich czasów nauczyciel mówił leń lub zdolny ale leń. Jeżeli faktycznie miał duże trudności z liczeniem i pisaniem puszczano dalej niech skończy zawodówkę. Pas często świstał w powietrzu zwłaszcza po wywiadówce, matka ścierką po głowie śmignęła i było po dysleksji, dysgrafii, i na dupie również grzecznie się siedziało. Ja swoich dzieciaków nie lałem i chwała im za to, że udało się im przemówić do rozumu. Mam częsty kontakt z różnymi ludźmi i jedno wiem, im bardziej są zarobieni i zaganiani by utrzymać rodzinę, tym mniej czasu mają na fanaberie typu stres i jego pochodne.
    pozdrawiam marekk

  206. Franio pisze:

    mw !

    Znowu masz ze mna klopot: jest osma wieczorem w Polsce. Czy Frania z rana cos odslania ? Czy lanczuje, gdy pisuje ? Czy jest w Polsce w delegacji i zasiada do kolacji ? Czy ma urlop ? Czy ma kaca ? Czy Anglistka go nawraca ? Moze Franio…z jedna Pania…on na pewno nie przebiera. Ale WM - ma Partnera ! Co mu przypiac, jaka latke ? Chlop jest szczery - trzy Leppery, i Sarmata z krwi i kosci… Zlosci mnie ten Franio. Zlosci.

    I tak ze sprawy o szlifowaniu demokracji, depresji, i innych wdziecznych tematow wylazl polski Monster: kto kogo, kto - co ? I kazdemu - po piec przymiotnikow. Z gory na dol. Od zeslanca do zasranca. Od reemigranta do manipulanta.

    Pani Anglistka rozczula mnie do lez. Zwlaszcza szczere wyznanie, ze nie moze sie powstrzymac (obviously, etap Blogu is over…). Najpierw MW zseksualizowal Jej(zdecydowanie jednoznacznie !) wizje swiata, pozniej Franio polaskotal “Partnera” (jakze by to inaczej rozumiec ?!), wreszcie wychwycila jakis “maly a fikusny odlocik miedzy dwoma panami” (czyzby znowu “meski dystans” ?) i zdesperowana polska zgnilizna cisnela kompromis “nie przeszkadzac panom w uciesze !” Wreszcie, na grand finale, strzelila w Profesora: “nawet zyczen Swiatecznych nie zlozyl !” - Zyd ! Pani Anglistko - Zyd ! Juz ma Pani w komplecie: zurnalistow, pedalistow i syjonistow ! Sam miod do polskiej demokracji, inteligencji, tolerancji i (co by tu dodac ?) - Szarmancji ! Sam Etgar Keret nie dalby Pani lepszego bukieciku.

    A Ty, Nemo, przyjacielu drogi, nie afiszuj sie ani ze swoim Kozieradkiem (kozi fetor wsadzi cie u Anglistki do zoofilow), ani miloscia do Frania, ktorego (jak to w Polszcze bywa) nieszczesna karykatura kilka powaznych osob zadymilo sobie wizerunek rzeczy.

    Na Twoje pocieszenie MW (w pas sie klaniam za odpisanie !) tak Israel, jak i Twoja Ziemia, Ameryka stoja. Jaki faszyzm moga oni zrobic ? Gdyby te dwa kraje polaczyc wyszloby wesole miasteczko ze strzelnica. Poblaznowac - do woli, popukac (z wiatroweczki, z wiatroweczki…) - do woli, ale faszyzm ? A gdzie te masy, miliony, co by byly zgodne poprzec ? Jak masz dwoch Polakow i trzech Israelitow, to niesiesz dwadziescia osiem i pol decyzji politycznych do cadyka, zeby Ci wybral jedna: a niektore z tych sporow, jeszcze z Drohobycza i Pinczowa, trwaja juz ,chwala Bogu, (i jednemu, i drugiemu) po 74 lata i 5 miesiecy ! I jeszcze sie nie dogadali. To jak oni mogliby zgodnie poprzec takie zasmarkanstwo, jak faszyzm ?

    Tych prawd zyciowych nie trzeba glosic sympatycznemu Panu, ktory Ma Widok Na Przyszlosc. Zarobil tyle, ze kupil sobie “kompa”, podwiazuje go do internetu, ma racjonalne cele i racjonalne dzialania. Powyzsze bzdety Go oficjalnie i nieoficjalnie nie dotycza. Chyba, ze “ujmie od nowa”, jak pisze. Jezus Maryja Anieli Swieci ! Toz to dopiero bedzie burdel !

    Zeby ten skonczyc - cieplutko (oczko do Anglistki !) pozdrawiam. Franio.

  207. Franio pisze:

    Marekku !

    Bardzo milo bylo zobaczyc, ze zrobilismy podobne konkluzje. Napisz, jesli laska, czy ta depresyjna epidemia jest juz w Polsce ? Idzie mi o to gdzie wiecej, gdzie mniej, zaleznie od podzialu wies-miasto i od dochodu na rodzine.

    Czy odroznia sie depresje od politycznej poprawnosci ? Czy ta poprawnosc traktowana jest ” z pogarda i ironia”, jak biada MW ?

    Nie siegaj po publikacje. Daj mi mozliwie obszerny wlasny punkt widzenia.

    Widzisz, niedawno rozmawialem, po kilkudziesieciu latach, z Polska. Bardzo nalegali, zebym przyjechal wszystko zobaczyc. Szczerze odpowiedzialem, ze sie boje. Z tego co czytam wyobrazam sobie, moglyby mnie tam spotkac rozne nieprzyjemnosci, zaskoczenia, a nie ma systemu, efektywnego, ktory by mnie bronil. Albo - musialbym prosic, moze lapowkowac, zeby cos uzyskac. I stad te moje glupie pytania. Wytlumacz, prosze, “jak krowie na granicy”, bez wygibasow.
    Franio.

  208. mw pisze:

    marekk 18:58 (wczoraj)

    wykazał sie zdroworozsądkowym podejściem ludowym. A nie jakimiś tam “fanaberiami” wykształciuchów. “Ścierą po dupie!” Ot, co, panie dziejaszku, mocium panie, taaa, co to ja mówiłem?
    Łza sarmacka w oku się zakręciła naszemu staremu piernikowi.

  209. mw pisze:

    Franiu,

    Przyjeżdżaj w te pędy! Sprawdzisz na własnej skórze, czy racje mają, cytowane przez prof. Sztompkę, socjologa z PAN-u, w najnowszym “Tygodniku Powszechnym”, wyniki badań socjologicznych. Polska zaliczana jest do “krajów ułomnej demokracji - znaleźliśmy się na 46. miejscu w świecie, za wszystkimi krajami UE. . . . przeważyła niska ocena kultury politycznej i niezadowalający stopień rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.”

    “Przyjedź, Franiu . . .”, jak śpiewały kiedyś “Czerwone Gitary” (a może już wtedy nie było Ciebie tutaj? 39? 44? 68? Toż to - jak piszesz - kilkadziesiąt lat).

    P.S. Lubisz społeczeństwo obywatelskie?

  210. agni_me pisze:

    Poczytałam komentarze. Stupor. Potem dostałam depresji. Albo zapadłam na poprawność polityczną. Jeszcze nie wiem. Prawidłowa diagnoza przede mną (wieś, dochód godziwy, chyba nie zarażam). I skuteczne leczenie “ścierą po dupie”. Nie powiem, stanowi to jakąś pociechę. Kto wie co spotka mnie jeszcze do trzysetnego wpisu.

  211. Franio pisze:

    MW Wielce Szacownemu poswiecam.

    Dobrze jest, krytykujac, miec dobry smak i znac rzemioslo. Atoli: “podejscie ludowe” w opracowaniu MW wyglada na synonim lub frakcje prostactwa, chamstwa, nieuctwa. Czyzby tak Pan Autor zamierzal ? Poniewaz, jak sztuka ludowa i stroje ludowe, odnosza sie do wsi polskiej, tak “podejscie ludowe”, w wykonaniu MW, sugeruje polityczny sposob myslenia polskiej wsi, dokladniej - polskiego chlopa. Polityczny, spoleczny, socjologiczny, pedagogiczny i psychologiczny sposob widzenia i traktowania swiata. Te obszary powiazane przez WM z prostactwem, chamstwem i nieuctwem pozwalaja przypuszczac, ze Autor felietonka przypisuje polskiemu chlopu prostactwo, chamstwo i nieuctwo. Nie szczedzi mu szyderstwa i wystawia na posmiewisko rzekoma, wg Autora MW, glupote wsi : “zdroworozsadkowe podejscie ludowe”. Skromnie przypuszczam, ze jest to arogancja polityczna, jesli w osnowie byly braki wiedzy, natomiast - jesli MW pisze swiadomie i gotow jest to poprzec sobie znana solidna wiedza - mielibysmy tu do czynienia z zamierzonym lamaniem praw czlowieka - tylko dlatego, ze mieszka on na wsi, okreslany jest jako “chlop polski” - praw stanowiacych o jego godnosci. Mogloby to ujsc bezkarnie, gdyby zamach na godnosc polskiego chlopa skierowany byl na osobe prywatna, natomiast tu MW szydzi z calego polskiego chlopstwa wytykajac mu “zdroworozsadkowe podejscie ludowe”, co za nietakt ! Wykroczenie prawne rowniez. Mozliwe, ze Autor byl zainspirowany pseudo -faszystowskimi szyderstwami, rodem z komunistycznej Polski Ludowej, bez smaku, bez taktu, grafomanskiej masci, spiewanymi przez pieszczocha gierkowskiej propagandy niejakiego tow. Grzeskowiaka: “Chlop zywemu nie przepusci”. A Pan MW - chlopu.

    Tej “chlopskiej glupocie” przeciwstawia (cyt.) “fanaberie” wyksztalciuchow. Zanim to ruszymy, trzeba po Panu MW posprzatac. Winien byl wziac w
    cudzyslow “wyksztalciuchow”, jako zargon, a fanaberie zostawic, jak sa w slownikach, bez cudzyslowiu. Jednakowoz, byloby naiwnoscia tego zadac. Calosc felietoniku, przejrzysta w swej napastliwosci na “zdroworozsadkowe podejscie ludowe” jasno wskazuje, ze miejsce Autora jest po stronie “fanaberianckich wyksztalciuchow”. Stylizuje sobie przy tym Pan MW dodajac “zacieru” do oryginalnego wpisu Markka: “sciera po dupie !” - tak Marekk nie napisal. Naduzycie autorskie.
    Elementarne prawa czlowieka narusza tez szydzenie z kategorii wieku wyimaginowanego odbiorcy, robienie z niego safanduly i “starego piernika”.

    Widocznie, wyksztalcenie nie zawsze dodaje wartosci, czasem je gubi. Ubolewac nalezy, bo Autor felietonka tak sie ladnie zapowiadal…

  212. Franio pisze:

    Emwu.
    W gory bym przyjechal, w te pedy nie przyjade. Za nisko przy pedach sie petac. Wlasna skore mam poddawac doswiadczeniom w Polsce ? Juz mi Zygmunt Drugi radzil doswiadczac skory w Polsce, na blokersach. Nie ma glupich. Co znaczy “znalezlismy sie na 46 miejscu w swiecie” ? Tak znienacka sie znalezliscie ? A przedtem na ktorym byliscie ? Na 64 - ym ?
    Cos wynika ? Te roczniki pasuja dla czerwonych wytrawnych. Biale by sie skocily po tylu latach.
    Dziekuje Uprzejmie n.Przybede Akuratnie. Franio.

  213. kambuzela pisze:

    Zgubiłam się trochę, proszę Państwa. Może depresja wiosenno-poświąteczna mnie dopadła - FRANIU - ja osobiście specjalnych przejawów tejże w naszym pięknym kraju nie widzę, choć mówić to się i mówi, w mediach co i raz indoktrynacja w kierunku “Mieć depresję to źle, ale jakże modnie”, kierunki psychologiczne oblegane, ale to wszystko jeszcze chyba w powijakach, bo dominującym jest podejście “psycholog? a co to, ja czubek jakiś jestem? Do wariatkowa chcesz mnie wsadzić - sam/a idź”. Tak że to chyba dopiero nowe pokolenie, które wykształci sobie kadrę psychoanalityków, będzie się im opłacać, i powoli, a może i szybko, w depresję się wpędzi, a może nie tyle w depresję, co w łykanie na wszystko pigułek.
    A może poprawność mam niepolityczną, bo MW poprawności będąc takim nowoczesnym orędownikiem w czambuł Polskę chyba całą obecną potępia, blogowiczom całkiem niepolitycznie przymawia i gorączkuje się. I niby nie chce wspólnoty takich samych, ale jak inni są niż on to już źle chyba? Może i nie rozumiem wszystkiego, ale jakoś sporo tu gniewu, złości i wydziwiania. Wiosna, Panie i Panowie, Panowie i Panie! O uśmiech się uprasza. Pozdrowienia dla wszystkich.

  214. anglistka pisze:

    Franiu, Franiu , wszystko Ci sie pomieszało.”Mały a fikuśny odlocik’
    nie miał nic wspólnego z seksem (no, ale uderz w stół..)Może dawno temu tak właśnie
    funkcjonowały odlociki, teraz ‘odlot’ to ‘rzecz nie do uwierzenia’ czyli
    FORMALNY ODLOT, tak jak opowieści Twoje i mw, rozważania na temat
    Polactwa i swoich i tradycjnych polskich kompleksów. A fikuśny,
    bo tak zapętlone czasem te wasze wynurzenia, że czytać się nie chce,
    a wręcz się nie da!!!Pewnie, że nawet nie trzeba, ale mam wrażenie , że hermetyczność tego języka odstrasza innych.
    Moja emotka:) i owszem, do seksu sie odnosiła, chodziło mi jednak
    o użyte przez Ciebie słowo ‘partner’ - trochę to dwuznacznie
    we współczesnym polskim brzmi, jeżeli nie dodasz ‘biznesowy’ (partner
    biznesowy) Akurat z tego nie zdawała\eś sobie sprawy pisząc
    o partnerze mw w banku, więc wyszło troche jak z tym cytowanym przez Ciebie pytaniem ‘jesteś ciepły?’, chociaż ciosu w szczekę za partnera
    raczej nie dostaniesz .
    Pozdrawiam wszystkich.

  215. anglistka pisze:

    Do Frania
    WYPRASZAM sobie imputowanie mi poglądów antysemickich!
    A żeś Pan sie doszukał w ‘odlociku’ homofobii, toś Pan trąba.

  216. marekk pisze:

    Franio
    Jacy jesteśmy wystarczy poczytać tego bloga. Wspomnisz trochę dzieciństwo zaraz ci powiedzą, żeś granatem od pługa oderwany i bez kłonicy nigdzie się nie ruszasz.
    Tak na marginesie MW proponuje zaczerpnąć tej mądrości ludowej u źródeł. Profesory słuchały i gęby mieli rozdziawione. To co nauka mówi o zachowaniu człowieka w wielu tomach, ta mądrość ludowa potrafi zamknąć w kilku zdaniach. I szkoda bardzo, że tej mądrości nie starcza na takie wypowiedzi.
    pozdrawiam wiosennie marekk Żaba gdzie jesteś?

  217. marekk pisze:

    Chcę przypomnieć, że tytuł tego bloga brzmi: -Prowakacja i reakcja- zaczęło iskrzyć, tylko wątpię czy o to chodziło.

  218. Franio pisze:

    Agni_me,
    Malenka prosba - co to jest “stupor” ? Od ang.”stupidity” ? Od ros. “shtopor” ?
    Szkoda, ze nie konwersujesz.
    Serdecznie pozdrawiam, Franio.

  219. Franio pisze:

    Kambuzelo, Kambuzelo,

    Dziekuje za uwage. Jesli Cie “dopadlo” - to zwykle przygnebienie, nie - depresja. Depresja jest choroba ze zmianami w mozgu (uleczalnymi). Przystepnie tlumaczysz. Macie jeszcze troche czasu. Doroslym nic nie grozi, ale trzeba ochraniac dzieci. Po licznych obserwacjach przypadkow tu, ryzykuje twierdzic, ze 99% to indoktrynacja internetem, telewizja, zwyklymi “muchami w nosie”, lenistwem i podobnymi. Moda. Jesli jest czym placic. Slusznie wskazujesz na psychologie - pomoc w zaburzeniach emocjonalnych. Naprawde, niech mnie wysmieje MW, odwieczne metody sa najlepsze: perswazja, partnerstwo, pozytywna motywacja a i “ruch na swiezem powietrzu”, rytmiczny porzadek dnia, zero dominantow, sensowna dieta itd. Nie dac sobie wmowic - to jest zadanie.

    Nie mozna miec “poprawnosci niepolitycznej”, jak piszesz. Mozna byc poprawnym (czyt. starac sie) politycznie, lub niepoprawnym politycznie. Znow, nie mieszajmy pojec. Jesli, jak piszesz, ktos wszystko w Polsce w czambul potepia, to demonstruje poglady polityczne. Poprawnosc to nierobienie bledow w zachowaniu (behevioral correctness). Dwie oddzielne sprawy. Dowolne poglady dopuszczaja dowolne zachowania.
    Na upartego, moze byc: poprawnosc
    apolityczna. Lub niepoprawnosc apolityczna. Jednostka demonstruje poprawnosc, lub niepoprawnosc zachowan w calkowitym oderwaniu od aspektow politycznych. Niepraktyczne, ale dla jasnosci dowodu.

    Jesli pozwolisz, masa tych nerwowych zachowan, erupcji agresji czy chaotycznosci powstaje z braku uporzadkowania sobie kategorii i definicji pojec. Gdyby kazdy dobrze wiedzial co - jest - co, byloby mniej klotni. I gniewu, i zlosci, i wydziwiania. CBDU.

    A co bys powiedziala na bukiecik konwalii na wiosne ? Uwielbiam konwalie. I jasmin.
    Fiosenny Wranio.

  220. mw pisze:

    Czytajcie wpis Frania z 12:20!

    Kambuzela 13:10

    Jest gorzej niż myślisz. Jeśli możesz, przeczytaj w ostatnim “Tygodniku Powszechnym” reportaż z Sarajewa (dźwięczy prawdziwie, byłem tam zeszłego lata, szczególnie Zenica sprawia upiorne wrażenie). Ale chodzi o to, że Sarajewo, w tym reportażu jest tak podobne do Polski! Ta sama wszechobecna korupcja, ta sama beznadzieja, ten sam egoizm i apatia, ta sama agresja i anomia, brak inicjatywy, brak wzorców demokracji, pogarda i zazdrość. Wszystko to, co autorka pisze o Sarajewie, znajduje wokół siebie.
    Reportaż zatytułowany jest “Bałkańska Atlantyda”. Sarajewo jest 12 lat po wojnie. Czy nasz kraj też tkwi ciągle w jakimś powojennym stuporze? Jaka będzie nasza przyszłość. Czy może taka, jak afrykańskich krajów, które wreszcie uzyskały (odzyskały?) niepodległość? Aby po kilkunastu latach zacząć stawać się takimi atlantydami? To nas czeka? Nie chcę w to wierzyć, ale wszystkie znaki na niebie i na ziemi przemawiają za takim obrotem rzeczy.
    Kambuzelo, skąd czerpiesz optymizm? Czy mamy inne charaktery, czy widzimy co innego, patrząc na to samo? Czasami wydaje mi się, że jestem w “domu umarłych’, a czasami pocieszam się, że to tylko chwilowy nastrój i frustracja, bo, jak zauważyłaś, mimo iż różnorodność to wspaniała sprawa, ale -dla mnie- i ona ma jednak swoje granice. Nie potrafię zrozumieć czegoś, wydaje mi się, z innego świata. Nawet nie z zamierzchłych czasów, choć to najłatwiejsze wytłumaczenie. Ale to raczej jak implozja białego karla. Tak, skarlenie. A może zawsze tak było, tylko kiedyś tego nie widziałem, bo i skąd, bo i jak? Parę tygodni temu, na blogu Passenta, odpowiadałem dłużej komuś o nick’u “haha” na pytanie, czy żałuję, że wróciłem. Trochę tam napisałem o czymś, co nazwę tu “utratą niewinności”, spowodowaną emigracją i powrotem (musi być i emigracja, i powrót). To jak zjedzenie owocu z Drzewa Poznania. Łuski opadają z oczu. Czy Ty, kambuzelo, miałaś doświadczenie emigracji i powrotu?

  221. Franio pisze:

    Droga Anglistko,

    Moze traba, moze puzon, moze wiolonczela -tylko nie fagot ! Sobie wyprosilas, ja - obey ! I dalej, mozemy sobie raczka w raczke, po Bralczykowym rykowisku. Jak te owieczki co jech pastuch ostawil.

    Zacznijmy od konca. Od “partnera”.
    1. Moze on oznaczac “wspolpracownik”, “wspoldzialacz”, “brat lata”, ktos kto pomoze.
    2. Moze oznaczac w sporcie partnera brydzowego, alpiniste, tenisiste itd.
    3. Moze oznaczac wspolnika, partnera w byznesie (business partner). Nie “byznesowy”! “Panienki” bywaja byznesowe.
    4. Moze oznaczac czlonka partnerskiego zwiazku tej samej plci w sensie malzenstwa.
    5. Moze oznaczac poufale siegniecie do klienta/petenta przez urzednika “my razem rozwiazemy ten problem, po partnersku”.
    6. Moze oznaczac czlonka w stosunkach partnerskich miedzy cialami gospodarczymi n.p. Unii Europejskiej.
    7. Moze oznaczac partnera w tancu.
    Siedem znaczen znalezlismy.

    To czemu piszesz Anglistko:
    “Moja emotka i owszem do seksu sie odnosila, chodzilo mi jednak o uzyte przez ciebie slowo “partner”. Troche to dwuznacznie we wspolczesnym polskim brzmi…” ?! Siedem znaczen ! Kazde dwuznaczne ?

    I dalej: “wiec wyszlo troche, jak z tym cytowanym przez ciebie pytaniem “jestes cieply ? ” piszesz Anglistko.
    To pytanie dalem Bralczykowi, jako probke warszawskiego zargonu w znaczeniu “masz pare groszy ?, mozesz pozyczyc ?” Twoj talent, Anglistko, dorobil inne znaczenie. I jeszcze emotka miedzy oczy ! Litosci nie masz ? Za co ?

    Twe uwagi, o narracji u MW i u mnie, moze zdolam obsluzyc innym razem, bo juz nie mam sil. A moze ktos pomoze ?
    Franio.

  222. Franio pisze:

    MW

    Co to jest spoleczenstwo obywatelskie ? Czy takie, ktore silnie angazuje sie w wykonywanie obowiazkow obywatelskich ? Poucz, prosze.
    Franio.

  223. Franio pisze:

    MW

    Nudze sie. Jak mops. Ile mozna latac na tych emerycich kuczlapach ? Wszystko juz oblatane, objechane, TV “opiukane”, ksiazki przeczytane, to bawie sie Blogiem - chociaz mam kontakt z zywymi ludzmi. A pisac, kochanienki, to ja moge o kazdej porze - nie mam harmonogramow - jak mi sie spodoba. Obmyslam morderstwo. Kota. Sku…el sjamski sprzedal sie rodzinie na piekne oczy i dopiero pozniej wylazl z niego ten megafon. Morderstwo musi byc doskonale. Rozwazam przekupienie smieciarzy. Za pare stow wrzuciliby go na ciezarowe i adieu fruziu ! Tylko, ze pozniej (znowu za w lape) zdali by relacje haus commando i jestem zalatwiony. Projektuje balon, do ktorego bym go przywiazal na deku i…bujaj sie kotku ! W chmurki ! Tlumik za duzo wazy, nie uniesie. Bez tlumika, cala Policja bedzie tu w piec minut. Zaczalem dyskretna budowe tratwy, na ktorej moglbym go zwodowac na jezioro. Obliczam ile on moze przeplynac, jak zechce. Dwa razy juz wrocil: raz mile, raz poltorej. Czekam na wiatr od brzegu, zeby jeszcze poeksperymentowac. Proby sa niebezpieczne, bo haus commando natychmiast rozpoczyna sledztwo: cos ty kissy missy taki mokrutki ? Spocil sie - mowie. Kotek sie spocil, jakim sposobem ? - Zre za duzo to sie poci - mowie.
    Proba zmiecenia sk…..syna z powierzchni ziemi celnym rzutem mebla, wazy, czy melona przyniosla wiacej strat w mieszkaniu niz jemu szkody. Dekowal sie jak przed bomba “A” i nie wychodzil dopoki mialem dlon na wyrzutniach. Daleka sasiadka oferuje przekupna pomoc w uprowadzeniu. Nie biore,bo juz dwa razy zwracalem jej za peruke. Nie kalkuluje sie. Siedze na gornym deku, patrze na jezioro i kombinuje. Zezowaty siedzi na poreczy i tez kombinuje. Na mnie. Tylko sie uniose na cal - on juz jest na dole. Raz bym go tylko pacnal i, po dwoch pietrach grawitacji przyspieszonej, wydalbym pogrzeb wspanialy. Marzenia, marzenia… Jesli ktos z Was ma patent - odkupie za dobre pieniadze. Cena do uzgodnienia. Termin ASAP.

  224. marekk pisze:

    mw
    Zdejmij ciemne okulary. Napewno jest wiele rzeczy takich jak je postrzegasz, tylko dlaczego zaraz tyle pesymizmu. Przysłowiowy traktor widzisz zepsuty, a przeciesz tylko jedno koło jest niesprawne.
    Gdy tak czytam te zawiłe wypowiedzi nasuwa mi się taki cytat z Dennett’a; postmodernistyczny bełkot.
    pozdrawiam marekk

  225. mw pisze:

    Franio, marekk

    Jeszcze coś z tego Sarajewa:

    Młody człowiek (pseudo Haris) leżał na łóżku w swojej sypialni. W pewnym momencie, ot tak, wstał, wziął swoją gitarę i przeszedł do salonu, gdzie usiadł na kanapie.
    Po chwili w jego sypialnię walnęła bomba.

    Napiszcie (napiszcie szczerze albo nie piszcie nic), co o tym myślicie, jak to interpretujecie. Zadalem to pytanie wczoraj swojej corce, dzisiaj też znajomej. Napiszę o naszych interpretacjach, jeśli kogo to interesuje i jeśli Wy się wypowiecie.

    Pogoda - miód!

  226. kambuzela pisze:

    FRANIU, uwielbiam konwalie, i jaśminy, ale teraz cieszę oczy hiacyntami, tulipanami i fiołkami, bo konwalie i jaśminy dopiero w maju w Polsce…
    POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA nie jest tak jedynie z polityką związana, bo dotyczy wszelkiego dyskursu publicznego i jest zjawiskiem społecznym polegającym na unikaniu wyrażeń mogących kogoś dyskryminować. Można powiedzieć wprawdzie, że wszystko jest polityką. MW porównuje poprawność z uprzejmością i w takim kontekście ją docenia, bo i rzeczywiście jest potrzebna w świecie różnorodności. Jednakże z powodu jej nadużywania czasem cholera człowieka bierze, i tak chyba rozumieć trzeba słowa MW “Zniesmaczony polityczną poprawnością tamtego społeczeństwa “.
    W odniesieniu do kontaktów osobistych, a za takie chyba trzeba nasze blogowe uważać, słowa “poprawność polityczna” brzmią żartobliwie, bo prawidłowo byłoby odwołać się do uprzejmości i grzeczności właśnie.
    Dawniej słowo “polityczny” oznaczało człowieka dobrze wychowanego, a fraza znana z Sienkiewicza “niepolitycznie sobie waćpan poczyniasz” dotyczyła złego zachowania.
    I na takich znaczeniach opierałam się tworząc “moją poprawność niepolityczną” w opozycji do “poprawności MW” (skoro poprawność docenia, to powinien być uprzejmy, a nie jest, z czego poprawny=nieuprzejmy, więc odwrotnie uprzejmy=niepoprawny/niepolityczny). Przepraszam czytających za niejasność tego wywodu, ale zadziwiająco trudno jest wytłumaczyć drogę luźnych skojarzeń.
    A napisałam to, bo ostro sobie Panowie i Panie poczynacie, tak niepolitycznie czasem.

  227. kambuzela pisze:

    MW
    Jak to interpretujemy? Ale co właściwie? Scena przytoczona jest faktem z życia wziętym, jest przykładem w reportażu w gazecie, jest sceną z filmu?
    Jeżeli jest sceną z życia, to cóż tu można interpretować? Ludzie czasem wstają i przechodzą do salonu, a czasem zostają w sypialni, a bomby czasem padają w sypialni, a czasem w salonie. Przy odpowiedniej liczbie przypadków (a na wojnie zapewne było ich odpowiednio wiele) każda kombinacja jest możliwa i żadna nie powinna budzić zdziwienia, choć tak ocalony człowiek zapewne może zobaczyć w tym zdarzeniu cud (obojętnie jaki, boski czy kosmiczny tylko). Cud ten jednak przestaje być cudem, jeśli policzy się wszystkie przypadki, gdzie prawdopodobieństwo ocalenia i zginięcia jest zapewne takie samo.
    W reportażu przywołanie takiej sceny jest chwytem marketingowym, mającym na celu wywołanie wrażenia cudu, a po co, to już chyba autora zapytać trzeba, ja wychodzę z założenia, że artykuł ma być poczytny, więc trzeba tak go napisać, by przykuć uwagę.
    W filmie interpretacja zależy od calej wymowy dzieła.

    Skąd biorę optymizm? Wcale go chyba nie mam, na świat patrzę trzeźwo, widzę jego wady i zalety. Na emigracji nie byłam, ale nie znaczy to wcale, że nie wiem, o czym myślisz. Śmiejąc się powiadam przyjaciołom, którzy poza krajem są od 5 lat, żeby trzymali się tam jak najdłużej, bo jak wrócą, to mogą nie przeżyć szoku. To może zresztą śmiech przez łzy, bo przecież też bym chciała, żeby było u nas “normalnie”. Tylko nie mam w zwyczaju wymagać przeskakiwania samego siebie. Bo jak można porównywać naszą demokrację z demokracją zachodniej Europy? Nasze społeczeństwo z obywatelskim społeczeństwem Zachodu? To znaczy porównywać można, ale wymagać, by były porównywalne to już nie. Bo oni budowali swoją demokrację, uczyli się być społeczeństwem demokratycznym od, no właśnie odkąd? Od Wiosny Ludów chyba już, gdy my zaledwie od lat niespełna dwudziestu. Czasu na naukę trzeba, i tego się nie przeskoczy, choć można robić wiele, by przyśpieszać czerpiąc z dobrych wzorców. Jednak tymczasem mamy krótki (tak, jeszcze w to wierzę, że krótki) regres i powrót do totalitaryzmu. Ale i oni przechodzili wzloty i upadki, i nadal je przechodzą.
    Więc patrzę trzeźwo, ale wierzę w człowieka, choć boję się ludzi. Tymczasem zaś cieszę się każdym przejawem dobra, w miarę swoich sił i chęci czynię dobro i próbuję je krzewić, jeśli potrafię, bo trochę za pozytywistami wierzę w pracę u podstaw. By wychować człowieka, który nie idzie za tłumem, trzeba go wychować indywidualnie.
    A na własny użytek stosuję chińskie bodajże przysłowie, które powiada, że jeśli problem da się rozwiązać, to nie ma się czym martwić, a jeśli się nie da, to po co się martwić? Może to mi pozwala cieszyć się życiem nawet w Polsce. A w odwodzie mam jeszcze tę planetoidę, co to za niedługo może nas wszystkich pogodzić:))
    Pozdrawiam, pogody ducha życzę i przepraszam za może zbyt ostre napomnienia do uprzejmości. Gniew jednakże nie przyczynia się do budowania dobra, uśmiechem za to można wiele zdziałać.

  228. Franio pisze:

    Drogi MW,
    Kazde prawie nieszczescie to przypadek. I kazde ocalenie to wielkie szczescie. Z pewnoscia Harris zrobil sie bardziej refleksyjny i wiecej teraz zastanawia sie nad swoim zyciem. Trudno snuc refleksje nie znajac jego myslenia. On sam tylko wie, jak to widziec. A moze nie wie ?
    Kazdy system filozoficzny, kazda religia dalaby inna odpowiedz i inna interpretacje. Kazdy czlowiek. Nie ma prawd uniwersalnych.
    Spodziewam sie, ze inni dadza wiecej do odpowiedzi na Twoje pytanie.
    Serdecznie pozdrawiam. Franio.

  229. Franio pisze:

    Marekku, z czasow Szanownej Bezpieki !

    U Passenta ciagle o tym, Ty zas ubowales sie w kwiecie wieku, to wiesz. MW niech sie nie wtraca, bo z koncem bezpiekowania wyniosl sie z polskiej macierzy i wrocil dopiero, kiedy znowu moze sobie podonosic, wracaja jego dobre czasy. Koniunkuralny on jest, koniunkturalny. I renegat. Ty przetrwales wszystko z honorem i mozesz zaswiadczyc, ze Kraj Twoj dzielnie Bezpieka stal w kazdej Rzeczypospolitej. I potomstwo masz odpowiedzialne, juz wtedy bylo i od czasu do czasu mogles sobie strzelic donosik na wnuczka.
    Nie wzrusza Cie wspomnienie Ubowskiej Twierdzy na Podwalu ? Spod Pradziada do Kumendy wojewodzkiej we Wroclawiu - rukoi podat’ ! Skoczyles na spotkanko - a tam juz obiadek z kapitanem czeka w Savoy’u. A w Kadeemie na Placu Kosciuszka sam hrabia Dieduszyckii sam sie werbuje po raz trzeci ( zapisuje wlasne dzieci). A nad Fosa gimnastyka - Pantomima na chybcika cwiczy donoszenie gestem. Tomaszewski T.W. MIM, z Sobiszewskim wiedzie prym… Gdzie nie pojdziesz siedza szepca, pisza, wode przydzialowa chlepcza. Wroclaw slynal z “wiecej bezpieki niz oberwateli”. Rozpracowania, opracowania, rewizje (przeszukania), areszty, podsluchy, podglady, inwigilacja i - wszyscy zdrowi ! Wlos z glowy nikomu nie spadl ! Jedyny, co go zlapali, to Podolak w 1948 roku ! Bo lewus byl, aresztowane malzenstwo Katzow na spacerki po Wzgorzu Partyzantow prowadzal, potem niechcacy sam sobie fiuta przestrzelil i prawie ich zmusil, zeby go wreszcie aresztowali. A nie chcieli ! Za zadne skarby ! To byla dewiza madrej, serdecznej Bezpieki we Wroclawiu: robic duzo, ale nic nikomu nie zrobic. Zyli sobie zgodnie. Majory z Podwala, ruskie “nastawniki” z Legnicy, belfry z U.W. Fiuta-Bieruta, studenci z Palacyku, pismaki z Klubu Dziennikarza - wszyscy na wszystkich donosili, brali pieniadz - agenci za donosy, oficery za werbunki, miliony szly z kasy panstwowej, a madry ludek wroclawski zyl syto krecac sprytnie te karuzele koegzystencji z tzw wladza ludowa. Stad moj szacunek dla wszystkich z Dolnego Slaska, ktorzy genialnie rozgrywali bezpieki miejskie, powiatowe, wojewodzkie, dawali im zyc na donosach i sami tez sobie niezle radzili. To dopiero bylo Szwejkowanie !
    A nasz jezyk ? To osobliwy Polski Jezyk stworzyl te wroclawska enklawe. Jezyk, ktory miescil w sobie tuwimowska sprezystosc, rodem z miasta Lodzi, sznyt warszawskiego szmondaka, sile przebicia wilenskiego weredyka , ukrainsko-lemkowski zaspiew ze Lwowa. Krawiec Bursztyn z ul.Szewskiej takie dawal popisy szmoncesow w ijdisz, ze zona, cztery ciotki i dwanascioro dzieci poniewieraly sie od smiechu po podlodze , a jak wypadly przez okno to smiech ten podnosili sasiedzi - wroclawiacy kresowiacy i zydowska gwara lsnila na jezyku miasta zasluzonym blaskiem.
    W te Amazonie Polskiego winnismy zapuscic Pana Jureczka. Naprawde nie warto sluchac pieciowymiarowych bzdetow o lustracji, a warto by sporzadzic przeglad jezykowej konglomeracji Dolnego Slaska, w ktorej po wojnie, znalazlo sie wszystko o czym wspolczesny jezykowy wszystkowied winien wiedziec. I - kopalnia ewenementow jezykowych. Tamten jezyk oddawal niezliczone i nieprawdopodobne piruety, zawirowania i poezje czasu i regionu.
    Rozwaz Marekku, moze powyciagasz troche staroci z tamtego czasu i regionu ?
    Sciskam lape, Twoj Franio.

  230. mw pisze:

    kambuzela 22:18 (wczoraj), Franio 02:00

    Ostrożnie odpowiadacie na moje pytanie, ale to chyba zrozumiałe; za mało się znamy albo raczej - nie znamy się osobiście, co pewnie jest konieczne przy tego rodzaju dyskusjach.

    Odpowiem też nie narzucając się z “intymnością”. Moja córka wierzy w możliwość ingerencji Boga, który zna całą przyszłość i, JEDNOCZEŚNIE, w przypadek. Widzi wewnętrzną sprzeczność logiczną, albo raczej to, co ja nazywam wewnętrzną sprzecznością logiczną takiego rozumowania, ale jej to nie przeszkadza.
    Ja i moja znajoma, o pokolenie starsi, obstajemy przy przypadku. Przecież, mówimy, ilu było takich, którzy nie przeszli do salonu i zginęli. Nic o nich nie wiadomo. I zauważamy, że młodzi potrafią żyć w zgodzie z możliwą logiczną sprzecznością tkwiacą w rzeczywistości, a my nie. Chociaż są tacy za pan brat z komputerami, programowaniem, itd, itp. To im nie przeszkadza.

    Myślę więc, że my, to znaczy pokolenie (pokolenia) wychowanych, a raczej wyedukowanych przed, powiedzmy, rokiem 1980 (dyplomy studiów przed tą datą), a na Zachodzie przed 1968/1970 - jesteśmy ostatnim, odchodzącym już pokoleniem racjonalistów w klasycznie oświeceniowym stylu. Realistów materialistycznych. Natomiast ci po nas, to zupełnie inna “rasa”, niewidzących nieprzezwyciężalnej sprzeczności we współistnieniu irracjonalnego i racjonalnego.

    Myślę też, że to oznacza zupełnie nową erę kulturową, opartą na zupełnie innych podstawach etycznych, estetycznych, lingwistycznych, logicznych(?) niż ta znana nam. Nadchodzi epoka wiary, ale innej niż zrytualizowana, sformalizowana wiara kościołów jakie znamy, wiara paradoksalnie racjonalna. Nadchodzi era zgody na “nieracjonalne”. A to dlatego, że kultura, cywilizacja jest już teraz na takim etapie rozwoju, że potrafi sobie dać radę z tym paradoksem racjonalnej nieracjonalności (albo nieracjonalnej racjonalności), pdczas gdy jeszcze 30 - 40 lat temu musieliśmy się bronić racjonalizmem (przed groźbą, ze pozostawimy cos niezdefiniowanego).

    Zresztą i Franio (”każde prawie nieszczęście to przypadek”) i kambuzela (”przy odpowiedniej liczbie przypadków”) potwierdzają naszą obecność w odchodzącym.

  231. Franio pisze:

    MW

    Kotus kochany, nie wymyslaj prochu jeszcze raz, spusc z tonu. Kto Cie upowaznil do nawet proby rozstrzygania ? Bylo racjonalnie potem nieracjonalnie, “bylo”, “jest” - zawsze bylo to samo. Zawsze ludz probowal podskoczyc wyzej nerek, a to jest niemozliwe. Dlatego Twoje madre dziecko idzie ititu. To sie nazywa wywazony poglad. Jedno co wie to, ze nie wie. Czasem trzeba zatrzymac sie w miejscu i przyznac: tam dalej to nie dla mnie.
    Chyba, ze jestes komunista. Wtedy - hulaj dusza piekla nie ma. Ale ja sie wypisuje. Nie moje malpy, nie moj cyrk. Znam swoj limit. Inaczej bym sie w budzecie nie miescil. A budzet emeryta - swieta rzecz. Zycze Ci emeryturki z nieograniczonym budzetem. Niech Ci rosnie Twoj najwiekszy asset - Twoje dziecko. Juz, biedactwo, zaczyna balansowac tatusiowe pomysly. Wszystkim Wam - wszystkiego najmadrzejszego.
    Franio.

  232. kambuzela pisze:

    Zeżarło mój komentarz z wczoraj, nie bawię się! A taki ładny był, taki mądry:) Czekał sobie na akceptację, no ale wiadomo, Jaś nie doczekał, to dlaczego komentarz miałby?

  233. mw pisze:

    kambuzela 07:29

    Znam ten ból.

    Franio 21:54 (wczoraj)

    A propos emerytur i emerytów. Widziałem nawet szczęśliwych! Emerytów. Dziś. Na ulicy. Jedyni uśmiechnięci ludzie, zajęci sobą, coś sobie opowiadający, niespieszący się. Dwie starsze panie, nawet dostatnio ubrane. A potem jeszcze jedna. Wyglądala na zadowoloną. A dlaczego nie? W Polsce przecietna emerytura wynosi 55% przeciętnego zarobku w przemyśle (bez budżetówki! Z budżetówką to chyba 80%!) To więcej niż we wszystkich byłych demoludach (np. na Węgrzech - 45%) (No i więcej niz na Zachodzie, choć tam, oczywiście, rolę grają wartości bezwzględne, więc z tym nie ma co porównywać).

    A te problemy dnia codziennego, z którymi się borykamy? Te godziny stracone w urzędach? W przychodniach? Emeryci mają czas, to dla nich żadna strata. Widziałem nawet kwitnące życie towarzyskie w poczekalni, starsze panie z osiedla tak się rozplotkowały, że przepuścily mnie do pani doktór!

    A takie wydarzenia, jak opisuję poniżej, to zdarzająa się rzadko, a i w tym wieku nie pamięta się o nich, nie pozostawiają uczuciowego skojarzenia, które przypomni niejako o wydarzeniu w czasie np. wyborów; o tym, kto za to wszystko odpowiada i jak to wtedy bylo. Więc emeryci, jak dzieci, zawsze w lekkiej euforii (chyba że w depresji), skłonne wybaczyć. Czyli zapomnieć.

    Ale my tu gadu-gadu, lustracja, banialuki, a istotne sprawy nieruszone! Mąż znajomej mojej znajomej, marynarz na schwał, świeżo po przejściu na wcześniejszą emeryturę, wrócił z zakupami z osiedlowego sklepu, wszedł do przedpokoju, wypuścil torbę z ręki i zaczął nagle bełkotać coś, co jego żona zrozumiała jako “mam udar, mam udar”.
    Żona połozyła go na kanapie, a sama za telefon. Ale pogotowie nie przyjedzie. Ile ma lat? czy stacił przytomność? i takie tam dyrdymaly. Ma iść do lekarza pierwszego kontaktu (sic! Udar mózgowy to nagły wypadek medyczny!)
    Więc po taksówkę i do przychodni. Ponieważ zaczynał się już ślinić, połowa twarzy opuszczona, słabo chodzi, lekarka go przyjęła. Radzi do neurologa, bo jeśli pojadą do izby przyjęć szpitala, to może trwać długo. Ale neurolog tylko prywatnie, bo “normalny”, czyli z NFOZ, ma długą listę, parę miesięcy. Prywatny jednak nie może, ma pacjentów zamówionych na cały dzień.
    Marynarz tymczasem coraz gorzej, odwodniony - doustnie niczego nie wolno podawać, zresztą nie wypiłby (normalnie, w takim wypadku, CT skan mózgu, wlew kroplowy płynów fizjologicznych z lekiem dożylnym regulującym krzepliwość krwi i badaniem krzepliwości co 2 godziny do ustabilizowania poziomu czasu protrobinowego lub innego wskaźnika).
    W tej sytuacji jednak do izby przyjęć do szpitala. Późno wieczorem (zaczęło się wszystko ok. 10 rano) został przyjęty. Leży tam do dziś (już pewnie 3. tydzień), choć mógłby zostać przeniesiony na “tańsze łóżko” rehabilitacyjne. Ale nie ma, więc zajmuje “drogie” łóżko neurologiczne.
    Dlaczego nie pojechała z nim do szpitala od razu, po odmowie z pogotowia? Cóż, emeryci, w nagłym stresie, przyzwyczajeni postępować według rady (dla nich, wychowanych w PRL-u, polecenia) urzędnika. . .

    Aha, Franiu, moja córka trzeci już dzień stara się zrealizować swą fanaberię (drobny zabieg chirurgiczny). Jest ubezpieczona, więc - przez NFOZ (jeśli wiesz, co to. Ubezpieczalnia społeczna). Błahostka. Ale odsyłaja ja od Annasza do Kaifasza. Niekompetencja lekarzy niepotrafiących właściwie skierować. Albo skorumpowanie: okazuje się, ze to właściwie sprawniej daloby się prywatnie. Ten sam lekarz. W końcu zdecyduje się prywatnie. A podobnie jest rzekomo w gabinetach ginekologicznych. Wg informacji prasowych niechętnie wypisują młodym dziewczynom recepty na środki antykoncepcyjne, używając np. zwrotów: tu się chroni życie, a nie zabija (sic!). Natomiast nie ma problemu, gdy ten sam lekarz przepisuje ten sam lek po południu, pracując już prywatnie. Prawo polskie zezwala lekarzowi odmowić tej uslugi ze względu na “przekonania”, ale to samo prawo obliguje go też do wskazania placówki takie recepty wypisującej. Tego nie robią. A kto chce i ma czas na skargi i sądy (trzeba by chyba do Strasburga)?

    Dlatego tylko emeryci mają pogodny wyraz twarzy.

  234. kambuzela pisze:

    MW
    słyszę podobne narzekania na NFOZ, ale nigdy się z tym nie zetknęłam osobiście ani moi bliscy znajomi. Ginekolodzy bez problemu wypisują recepty (może gorzej trochę ze zleceniem odpowiednich badań przed ustaleniem odpowiedniego środka, fakt), miałam skierowanie do chirurga na właśnie drobny zabieg, poszłam z duszą na ramieniu, ile to będę czekać, i okazało się że dziś, zaraz i zaraz (no, po odsiedzeniu swojego w dzisiejszej kolejce) było zrobione. Przypadek? Nie, bo mam drugie skierowanie (tamto było ze dwa lata temu), poszłam się zapisać, i znowu, dziś.
    Kogo winić, że tamta pani nie pojechała od razu do szpitala? Naprawdę urzędnika? Czytałam też na blogu pewnej emigrantki opis służby zdrowia w Niemczech. Nie widać specjalnej różnicy. Od lat słyszy się o złej służbie zdrowia w Wlk. Brytanii. Więc to nie tylko u nas.
    Nie wiem, ile wynosi przeciętna emerytura w Polsce, nie wiem też, jak się ją oblicza. Nie znam jednak ludzi, którzy mieliby wysokie emerytury. A znam całkiem sporo emerytów. Ich emerytury oscylują wokół 700-900 zł. Wielu ma minimalne, niecałe 500, znam też dawnego głównego zaopatrzeniowca z dawnego przemysłu, który tej emerytury ma raptem 1200. Więc nie wiem, skąd taka wysoka średnia.
    Emeryci są zadowoleni i nie, zależy kto. Dostatnio ubrani? Ale kiedy to kupili? Tyle tylko, że mają czas.
    Miałam wujka, który po wojnie został w Anglii. Powiedział, że z jednaj emerytury by nie wyżył, musiał płacić inne ubezpieczenia. Wtedy tego nie potrafiliśmy zrozumieć, dziś wyobrażam sobie, że to było coś w rodzaju naszego III filaru.
    Czy tymi tekstami udowadniasz, jak źle jest w Polsce?

  235. Franio pisze:

    MW i Kambuzela,

    Oboje przyjmujecie, ze ktos jest Wam cos winien. Nikt i nic. I tego uczcie dzieci. Swinka. Mala gliniana swinka podarowana w dziecinstwie. I codziennie zlotoweczka. To jest jedyny sposob, zeby sie w miare przyzwoicie zemerycic. Za nieoszczedzanie karalbym sto razy wiecej niz za lamanie prawa. Wszystkie pozniejsze labedzie spiewy, ze zly lekarz, zly system, ze tam jest lepiej niz u nas itd,itp sa guzik warte bez pieniedzy. Zadne panstwo, zadna firma, zaden fundusz nie jest w stanie zapewnic Wam komfortu takiego jak “ciulanie” przez cale zycie. “Urodzilem” sie tu wybrakowany, handicap, z opoznieniem. Ich konta grzaly im pieniazki juz wiele lat wczesniej. Musialem nadrabiac. Nadrobilem przed czasem. Ze strachu. Ze zdechne z glodu, jak bede liczyl na social security. Cala filozofia tego zasmarkanego zycia to wybieranie balansu miedzy strachem i przyjemnoscia. Slucham czasem naiwnego chrzanienia w bambus jak to ja robilem business i zawsze im mowie: ze strachu. Robilem, bo sie balem. Przestalem sie wreszcie bac, kiedy rano mialem tylko jeden problem - ze nie mam problemow. Plus - system medyczny, bez watpienia najlepszy na swiecie. Bo kosztuje. Pamietam w Polsce, emerytowali sie ludzie w wieku 60 - 65 lat. “Odkrylem Ameryke” kiedy mi wytlumaczyli, ze moge to zrobic znacznie wczesniej. Inne to byly czasy. Ta mozliwosc wczesnego odpoczynku od pracy byla dla mnie fenomenalna. A wtedy, przy “kazionnym” socjal security, takim samym Medicare, dodatkowych ubezpieczeniach medycznych i oszczedzonym groszu nie ma problemow z przychodnia, z lekarzem, z recepta, z systemem i wszystkimi swietymi. Twoj Pan Marynarz nie walalby sie na niewlasciwym lozku i nie podrozowalby taksowka po szpitalach, gdyby byl zabezpieczony odpowiednim serwisem zawczasu. Wydaje mi sie, ze nie system polityczny czy medyczny decyduje, ale kazdy potencjalny “delikwent” indywidualnie. Co tez tata z mama tlumaczyli nam od dziecka, ale nie wszystkim chcialo sie sluchac.
    Wyciagneliscie mnie na glupie moraly, niech Wam bedzie. Franio.

  236. Franio pisze:

    Poprawka do 13.09: social security. Socjalizm wylazl.

  237. Franio pisze:

    MW i KAMBUZELA.
    Oddzielilem, bo moze sie przydac. Moja latorosl, odpowiedzialna, dorosla, superwyksztalcona, oszczedna, konserwatywna (obiektywnosc informacji) wszelkie drobne zabiegi (np kurzajki,odcisk, znamie itd), a takze zabiegi dentystyczne wykonuje w Bangkoku. Maja tam doskonale amerykanskie kadry lekarzy a koszty zabiegow sa o kilkadziesiat razy (!) nizsze niz tu. Medykamenty to samo. Koszty pobytu tez. Taksowka na caly dzien kosztuje $0.50 - $1.00. Udowodnil mi. Sprawdzcie sobie. Moze sie przydac. Franio.

  238. Magdalena pisze:

    Witam serdecznie Panie Profesorze!
    Mam do pana ogromną prośbę:
    Czy zechciałby Pan Profesor wyjaśnić jak powinny się odmieniać słowa “studio”, “radio” ?
    Wiem, że kiedyś mówiło się: “Nagranie w studio telewizyjnym…” , “Usłyszałem w radio”, później wielokrotnie spotykałam się z określeniami w “studiu” w “radiu”.
    Od pewnego czasu czytając doniesienia prasowe, zauważam że wiele osób znowu wróciło do tej pierwszej formy - nie odmienianej….
    Jak powinno się mówić poprawnie?
    Bardzo dziękuję za ewentualną odpowiedź, pozdrawiam serdecznie i niecierpliwie czekam na dalsze wpisy:)
    M.

  239. kambuzela pisze:

    FRANIU, przecież ja nic nie przyjmuję. Odpowiadałam MW tylko, opisując, co jest. Z Twoją filozofią zgadzam się w zupełności. Tylko że nie bierzesz pod uwagę czasu i miejsca. W świecie, gdzie sroga zima grozi głodem, naturalne jest, że robi się zimowe zapasy. Ale w świecie, gdzie cały rok trwa sezon wegetacyjny i banany codziennie świeże wiszą na drzewie, już nie, prawda? Bo tak było, odkąd pamięć osobnicza sięga. Jutro też będą banany… Jak w takim kraju zmieni się klimat, to zacznie się robić zapasy. Ale na początku pewna ilość osobników zginie, część przecierpi, część dostosuje się już następnego roku. My teraz w Polsce jesteśmy w okresie przejściowym. Banany wymarzły, ale jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą, a jeszcze więcej nie wie, jak te zapasy robić. Nauka musi potrwać. Bo wcale tata z mamą nie tłumaczyli nam, żebyśmy zbierali na zapas banany. A jedyne, co naprawdę głośno teraz można usłyszeć, to hasło: “Żyj na kredyt”. Jeszcze dużo wody upłynie, nim zaczniemy oszczędzać.

  240. mw pisze:

    Franio i kambuzela:

    To prawda, że po, powiedzmy, 20. - 25. roku życia podstawowych poglądów i nastawień już nie zmieniamy. A i ciekawość innych jakby stopniowo się zmniejsza. Pozostają coraz wyrazistsze tendencje mentorskie (które my tutaj prezentujemy) i poszukiwanie okazji do tłumaczenia innym.
    Poglądy i nastawienia kształtują się wcześnie, związane ze świeżymi emocjami i pierwszymi doświadczeniami. Reszta to już tylko racjonalizacje. Eh, życie . . .

  241. Franio pisze:

    Kambuzela, Kambuzela !
    Lesmian wymyslil, a mnie ciagle brzmi jak kubanska rumba-bolero. Jak rumba i Kuba to juz prawie banany, a jak banany to - czego tata z mama nie uczyli w Polsce. Bardzo ladnie to zobrazowalas. Od rana myslalem, jak Ci odpisac.Pojechalem szukac lunch’u-sniadania. Od miasta, w krzaki. Gorki i pagorki, waskie drogi, swiety spokoj, az mdli. Porownania z Polska. Tam nie dali by mi tak wolno jechac: “a rusz sie ty k… twoja byla, na lewo i na prawo” rabnelo by w uszy. A tu: trzy razy stanalem zlustrowac przydrozna karme i trzy razy jinsowy oberwany lachuderka przyjaznie zagadnal: how are you doing sir ? Tam - mineli by mnie w milczeniu. Chyba, ze sie zmienilo. Lenistwo jest wspaniale. Czwarty przydrozny przytulek zaszczycilem z drive-in. Dwa gorace polfuntowe hamburgery w folii, z wolowina, bekonem, pomidorem, cebula, salata, frytki, pol litra kawy, cukier, sol, ketchup, lyzeczka, serwetki - $8.14. Ile w Polsce? Wolowinka medium rear, becon chrupiacy, salata, cebulka i pomidorki swiezutkie, frytki gorace, kawka tez - w kubeczkach do podstawki, albo z dziurka do lapy, czysto az wstret bierze, podaja z okienka-do-okienka mlodzi usmiechnieci, w odprasowanych uniformach i zagaduja, zebys sie nie nudzil, bo ok.30 sekund musisz czekac. Teraz, u Was to chleb powszedni, ale wtedy… Albo ciotka na garze z pyzami (maskowanie i przykrycie), albo raid po sliskiej podlodze z miska flakow w jednej rece, z chlebem w drugiej, z piwem w trzeciej, i gotowka w czwartej…Odjechalem na parking z widokiem, zarlem i zastanawialem sie, ze wlasciwie nie ma roznicy. Tu spokojnie i tam bylo spokojnie. Tu - gorki, tam - Pilica, tu lenistwo i tam lenistwo. A jednak nie to samo. Tam lenistwo zaklocalo myslenie: jak zalatwic ? Co ? Wszystko trzeba bylo zalatwiac. Tu nie trzeba zalatwiac. Trzeba zaplacic i samo sie zalatwi. Ale czym zaplacic ? Klania sie tatus z mamusia od Kambuzeli: bananami. Jak sobie zaoszczedzisz. I tak wrocilismy z tego spaceru do domu. Magnolie juz bardzo ladnie kwitna. Franio.

  242. Ola pisze:

    Ha, ha. Wyrazy, bez których nie mogę się obejść? To pewnie trochę pretensjonalne, ale znajdą się w tej grupie np. ‘przepraszam’ (nie: sorry), ‘ojejku’ itd. Jakoś tak zbyt miła jestem… Używam też słów zarezerwowanych tylko dla mnie (ewentualnie kilku bliższych koleżanek), mówię np. ‘żuwno’ - zamiast ‘gów**’ - i świadomie tak to piszę. Często powtarzam ‘do licha’, ‘to prawda’ i ‘a niech to’. Ale to już nie ja odkryłam, został mi ten fakt bezczelnie wytknięty…

  243. Ola pisze:

    Ach, i jeszcze szalenie często powtarzam ’szalenie’. Głównie dla dowcipu lub sarkazmem. Przykład- Koleżanka: ‘Ol, widzę, że interesujesz się matematyką.’ Ja: (patrząc na sponiewierany podręcznik dla pozorów zostawiony na wierzchu) Mhm. Szalenie.’

  244. Ola pisze:

    Dobra, dobra, wiem, znów ja, ale dla Pana Profesora jeszcze jedno powiedzonko wyłuskałam (niechcący): ‘Mówi się trudno.

  245. Franio pisze:

    Wypadaloby pomoc Magdalenie, przeciez Profesora sie nie doprosi. Przypuszczam, ze nalepsze ekspertyzy daje Torlin. Pamietam, ze w szkole “studio i radio” sie nie odmienialy. Pozniej, na studiach, nowoscia bylo to, ze zaczely sie odmieniac, bo sie spolszczyly. Teraz Magdalena pisze, ze znow sie nie odmieniaja. Badz tu madry… Ja bym odmienial i nie dal sie zwariowac. Jak sie raz spolszczyly, to sie nie odpolszczyly, bo niby dlaczego ?

  246. Franio pisze:

    MW
    Masz racje z tymi pogladami i nastawieniami. Moze nawet wczesniej niz 20 - 25. Jak Ci wyglada to $8.14 za lunch ? A Tobie, Kambuzelo ? Pojecia nie mam jak jest teraz gdzie indziej. A jak Wam sie podoba moj nowy styl zycia ? Bum na drive - in ? Od zlobu do zlobu, od widoczku do widoczku przez dzien caly ? Juz Wam pisalem, ze z nudow kociego rozumu dostaje. A zezowatego zalatwie. Nawet nie chcieliscie doradzic.
    Kochani ! Napiszcie co jest w Polsce rewelacyjne, swietne, lepsze niz gdzie indziej, zebym pozazdroscil, zebym tu sie mogl pochwalic ! Tylko nie wierzby i Chopin w Lazienkach, to pamietam.
    Nie mam tendencji mentorskich, mowilismy o doli marynarza i swince. Co mialem powiedziec ? Pozwol swojej corce cos napisac, na Twoj podpis, to zobaczysz jaki ze mnie mentor… Ze swoim nie mam o czym pisac, bo wszystkie rozumy zjadl, ojciec nic nie wie, a poza tym on jest zawsze “bardzo zajety”. Z szacunku nie dochodze czym… Jesli Tobie tez takie “kolezenstwo” sie trafilo to rozumiem to “ech zycie, zycie…
    Sfrustrowany Franio.

  247. kambuzela pisze:

    Pyzy warszawskie, z cebulką i skwareczkami za najlepsze hamerykańskie hamburgery!! Pyzy to niebo w gębie, i reszta sie nie liczy. A po ile w Polsce hamburgery? Nie mam pojęcia, bo nie jadam, że juz jakości całkiem porównać się nie da. Ale dają szybko, uprzejmi też są, czysto jest. Coś koło 4 zł za jednego?

  248. mw pisze:

    Hamburgery? Pyzy? PIEROGI!!!

    Parę lat temu byłem na konferencji w Monachium. Wieczorem poszedłem sie przejść po ichniej Starówce. Od głównego placu (gdzie zejście do metra), przed odejściem deptaka, w bok, na “zaplecze” Starówki odbija mała uliczka (nie chce mi sie teraz szukać nazwy na planie, zresztą myli mi się obraz z okolicami starówki wiedeńskiej) - przy niej kilka butików z drogimi gadżetami, biżuterią, a obok, na tym “zapleczu”, butiki z drogimi ciuchami i dekoracjami do mieszkań.
    Jest wieczór (było to jakoś na przelomie października i listopada), ciemno, ale jasno przecież od świateł wszędzie. Ruch jeszcze duży (chyba nie było siódmej). Przyglądam się ludziom. Wysokie kobiety, przystojni mężczyźni. Wszyscy szczupli. Pracownicy banków, firm ubezpieczeniowych, różni doradcy, zamożne właścicielki tych butików (właśnie je zamykały, żegnały się z ekspedientkami). Dobrze ubrani, dobrze ostrzyżeni, kobiety głównie blond, staranne fryzury, smak, konserwa, pieniądze, niewidzące spojrzenia, głośni, ale nie nachalni. ani wulgarni, ani subtelni. Ale przede wszystkim - wysocy wszyscy, szczupli, pewni siebie, zdrowi.
    W tym momencie, z klatki schodowej średnioweicznej kamienicy (tylko z zewnątrz średniowiecznej, w środku odnawiane najdroższymi materiałami, z najnowocześniejszą “infrastrukturą”) wysypuje się . . . no właśnie. Co to jest? Gromadka, ciasno stłoczona, hałaśliwa, ale po cichu, małych, krepych człowieczków, króciutko ostrzyżonych wszystkich, przy skórze, wszyscy w kurtkach grubych ortalionowych, chyba wszyscy w adidasach, o ile dojrzałem w tym zmierzchu wielkomiejskim, o ile pamietam. Mówią szybko, po polsku, każdy ma pod pachą wypchnaną teczkę-torbę, jeszcze niektórzy jakieś termosy, jakieś skrzynki narzędziowe. Mali, krepi, szczęśliwi, ciemni jak ten wieczór, coś tam gardłują, wesolo jakąś “kurwą” rzucą pędząc gdzieś po jeszcze jednej udanej dnówce.
    I wtedy ich zobaczyłem: PIEROGI! To były nasze PIEROGI. Zupełnie inny świat. Inny już na zawsze. Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to ostatnie półtora roku chyba je ostatecznie rozwiało.

  249. marekk pisze:

    Wczoraj widziałem w programie TV Polonia Pana profesora. My nie możemy doczekać się odpowiedzi, a tam sypał nimi jak z rękawa. Mało tego podejrzewam, że czyta czasami te nasze wypociny gdyż na temat ZIOMKA i ZIOMALI dał całkiem niezły wykład.
    Franiu dlaczego bułka z parówką to gorący pies?
    Pytasz co u nas jest swietne? Wszystko jest świetne, bo swojskie, aczkolwiek coraz mniej zrozumiałe. Gdy przekraczam granicę, wracając do kraju, kamień mi z serca spada. Poprostu wiem, że jestem u siebie i wiem na co mogę sobie pozwolić.
    Dostalismy potężnego kopa od UEFA. Pozwolili nam, wraz z Ukraińcami, organizować EURO 2012. Przez najbliższe pięć lat budowa dróg i autostrat nabierze kosmicznego przyspieszenia. To co nie zrobiono przez lat 50 będzie zrobione przez lat 5. Juz dzisiaj obawiam się o jakość tych budowli. My nie potrafimy wziąść się do roboty gdy nie mamy nad soba bata i taki bat się znalazł, w postaci organizacji EURO 2012. I to jest właśnie fantastyczne, jest bat.
    pozdrawiam marekk

  250. Franio pisze:

    MW.
    Swietny “szkic weglem”. Musisz dac dodatkowe uwagi. Dlaczego poltora roku ? Jesli te pierogi to skrot - skad mam wiedziec co znaczy ?
    Franio.

  251. Franio pisze:

    Marekku,
    To swobodne tlumaczenie z niemieckiego -Dachshund. Tego “piesa” przywiezli tu Niemcy chyba w koncu dziewietnastego wieku. Obzarstwo wybuchlo w Nowym Yorku, Chicago i na targach w St.Luis. Pojecia nie mam dlaczego Niemcy nazwali to Dachshund. Nazywaja je rowniez Frankfurter albo Wienner. Wiem, ze jakosc miesa jest niezwkle surowo kontrolowana i bardzo dobrej jakosci. To siedzi w “roll”, nie w bulce. Caly przemysl.
    Nie gniewaj sie - rozumiem, ze “dostaliscie poteznego kopa na rozped” ale nie “poteznego kopa” ? To bardzo dobrze. Im wiecej takich atrakcji tym lepiej wszystko rosnie.
    Moze Profesor dlatego tak bryluje na Polonii, ze tam z natury rzeczy pytaja o sprawy proste, elementarne a tu Torlin i inni zmuszaliby go do zbednego wysilku. Nam to nie przeszkadza, mozna pogadac o wszystkim.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam. Franio.

  252. mw pisze:

    marekk 21:44 (wczoraj)

    Pamiętam dokładnie, jakby to było dziś! Bo tak było! Nim nie wróciłem na stałe.
    Przylatywałem do kraju 5-6 razy w roku, na tydzień, latem tylko, raz, na dwa tygodnie. Gdy wysiadałem z samolotu na lotnisku w Warszawie, a miałem czesto 3-4 godziny czekania na lokalny samolocik, spacerowałem dwujezdniową ulicą dochodzacą do lotniska, która przed rozbudową, a więc chyba jeszcze trzy lata temu (?) obsadzona była drzewkami mirabelek (tam, gdzie ogródki działkowe). Latem, gorace w słońcu, dojrzałe, pękające, żółto-pomarańczowe owoce pachniały oszałamiająco. To był zapach Polski.
    Potem -jak też zauważasz- swojskość i senny spokój lokalnego “mojego” lotniska (dopiero w ostatnich 3 latach zrobiło się ciaśniej i szybciej, ale ja tu wróciłem prawie 3 lata temu). Lazurowe niebo z chmurami, jakie tylko u nas, nigdzie na świecie. I wycieczki w ciągu tego, zawsze za krótkiego, tygodnia po pobliskim pojezierzu, wśród pagórków, wielobarwnych pasm pól, modrej toni jezior i czerwonych w popoludniowym słońcu pni sosen masztówek. Cisza. Znużony już trel ptaków, bo lato.
    I też tak, jak chyba Ty, sentymentalnie to wciągałem do płuc, bo w tak krótkim czasie nie zdołałem zauważyć najważniejszego: LUDZI.
    A, jak mówił Jan Nowak-Jeziorański, “największym problemem Polski są Polacy”. O tym przekonalem się (bardziej niż przypomniałem sobie, bo nie bylo mnie omal 20 lat i wywietrzalo mi to z głowy), gdy wróciłem na stałe. Ten horror i groteska ludzka. Jakaś niemożnośc połączona najdziwniej z agresją, resentymentem, zawiścią i zwykłą głupotą (skąd to się bierze, skoro intelektualnie nie ma różnic między społeczeństwami, wszak jesteśmy genetycznie tacy sami?).
    Więc przypomniałeś mi te sentymentalne dni, które musiały minąć, kiedy przestałem bywać tu tylko gościem, tylko na wakacjach. Bo na wakacjach, jako turyści, widzimy tylko to, co przyjemne. Na zauważenie tego, co prawdziwe, nie mamy czasu.
    Jedno tylko mnie niepokoi. Gdy napisałeś: “gdy przekraczam granicę, wracając do kraju”, to czy piszesz o powrotach wakacyjnych, na krótko, czy też o powrotach z krótkiego pobytu zagranicą? Bo jeśli mieszkasz tam, to rozumiem, dlaczego “kamień spada Ci z serca”.
    Ale jeśli mieszkasz tutaj na stałe, ciągle, i ciągle też wielbisz tę “swojskość”, nie dostrzegając w niej obezwładniająco podstępnej, demobilizującej, deformującej, paraliżującej, demoralizującej, korumpującej obecności człowieka - to zastanawiam się, jak to jest . . . Więc chyba jednak mieszkasz tam. Przecież to niemożliwe, myślę sobie, być tu i na taką “swojskość” sie zgadzać.

    Franio 01:16

    Półtora roku temu wsteczne, ultrakonserwatywne, narodowo-katolickie rzesze NARODU ulegly populistyczno-totalitarnej manipulacji, w wyniku czego wstrzymany został tu europejski proces cywilizacyjny (obecnie stan już osiągnięty jest demontowany).
    “Pierogi”? To coś z pogranicza doświadczenia pewnego wycinka rzeczywistości i pewnego nań spojrzenia. Niewytłumaczalne, intuicyjnie rozumiane, a właściwie odczuwane. Jestem pewien, że podobne byty, które bardzo zalazły Ci za skórę też jakoś tak nazywasz.

  253. mw pisze:

    Różnica między społeczeństwem a Narodem?

    M.in. 80% i 40% frekwencja wyborcza.

  254. hahaha pisze:

    Zmieniłam (”poszerzyłam”) nicka - przeczytałam wyżej, że haha pisze na blogu Passenta. To nie ja.

  255. Franio pisze:

    I Marekk, i MW, i Kambuzela wreszcie wystapili “na golasa” odslaniajac przywiazanie do Polski. Kazdy po swojemu. I nie wprost. Zastrzezen masa, ale “po prostu jestem u siebie i wiem na co sobie moge pozwolic” (Marekk). MW ujmuje wrazliwoscia na innego czlowieka “Tys sobie cale zycie napisal nad ta Pilica”, i organiczna caloscia z polskim krajobrazem “Lazurowe niebo z chmurami, jakie tylko u nas, nigdzie na swiecie.”(!) Na swojej czysto polskiej czestotliwosci odebrali i moje pasmo bezblednie: “Franio zbyt romantyczny”, “Sarmata z ciebie z krwi i kosci”, “…bo ty, Franiu, ciagle o tych dobrych ludziach…ech Franiu, Franiu..” To teraz wiecie co to kosztuje wyjechac i nie wrocic ? Jesli czuje, jak Wy, a nie wracam, nawet nie odwiedzam, to - place. Bodajze Anglistka porownala mnie z uchodzca z Rosji, ktory nie moze wrocic i cierpi. Nie place i nie cierpie. Choc czuje, jak Wy. Operacja byla totalna i
    nieodwracalna. Starszy jestem od MW i “dwelling” pod zebrami skonczylo sie ,z zamknieciem ostatniej strony zbioru wykladow Martina Bubera. Po pierwsze, od poczatku akceptowalem poglad MW poparty przez Nowaka - Jezioranskiego, ze “Najwiekszym problemem Polski sa Polacy.” Nie sa gorsi, lub lepsi niz inni. Sa czesto nie do zniesienia. Mimo wspanialych cech charakteru. Nie mialem i nie mam sil na ten narodowy “roller-coaster”. Postawa zachowawcza, tchorzowska ?, komformistyczna, mentalnosc suma pod kamieniem ? Chocby przez ten Blog, moge cieszyc sie tym ,co w Polsce cieszy, martwic tym co martwi, plakac z Wami i radowac z Wami ale - bezplatnie ! Ale skurwiel ! Niejeden powie. Placic trzeba by bylo wlasnym i rodziny zyciem. Za duza cena na romantyke mirabelek ! W pamieci zostala zadrzewiona ulica pachnaca bzem, kazdego komara bylo slychac, noc i dalekie pianino -”Dla Elizy”. Kolnierz “na bacznosc” na noc, “spocznij” o czwartej rano, potezny lyk jarzebiaku, wiosla w czarno-wisniowa wode na Kisajnie i po godzinie - cichy powrot z piecioma szczupakami. A wszyscy jeszcze chrapali…Podwarszawskie gorki sosnowe, w porannym szronie i bialym puchu, zywego ducha wokol, mroz -20, slady zajecy, lisow i wiewiorek, jedna czekolada, jedno ognisko, jedna Trybuna; i powrot o zmierzchu - tylne zlodowaciale lapy na kaloryfer i - pelnia szczescia ! A otwarcie “Maryniaka” ! Pierwsze fajerwerki ! Mama z Tata, w balowej sukni i pod krawatem, wszyscy wokol szczesliwi i “Jak przygoda to tylko w Warszawie !” Topniala ta euforia z kazdym dniem i wreszcie zmieniala sie w kalkulacje: kiedy i jak. Nowy Bethowen - swing, nowe wielkie northern pikes w Michigan, wlasnie otwarty nowy Walt Disney, nowe lzy wzruszenia na Porgy and Bess, magnolie i Sue kwitnace w Alabama, “Blue Chicago” nie wypuszczalo do rana bez bluesa, a do tego - wszyscy nazarci, szczesliwi, “na padiomie” - nie mozna sie bylo zwyczajnie zakochac ? Nikt Ci nie klamie,
    nie donosi, nie sledzi - pchaja cie naprzod i w gore, sky is your limit, buddy !
    Bylem Wam winien: szczerosc za szczerosc.
    A przede wszystkim, za rozmowe polska, jak polski jest “schaboszczak”. A czekam Waszych wpisow, jak Marekk i MW czekaja kazdego ladowania na Okeciu. Franio.

  256. mw pisze:

    Jaka jest różnica między społeczeństwem obywatelskim a Narodem?
    Taka, pośród innych, jak między 85% a 40% frekwencją wyborczą.

    Spoptkałem opinie, że to całe szczęście, bo dopiero mielibyśmy się z pyszna, gdyby u nas głosowali wszyscy.

    Ale tu nie chodzi o to, że 85% może nie wybrać prezydenta “lepiej” niż 40%. Pojęcie “lepiej” jest oczywiście względne i w tym kontekście nie ma nic do rzeczy z frekwencją wyborczą. W kraju o niskim ogólnym wykształceniu i świadomości społeczeństwa podatnego na populizm, jak w Polsce, 85% mogloby wybrać nawet gorzej niż 40%, bo ta dodatkowa frekwencja musiałaby być przede wszystkim z grup słabiej wykształconych, jak dotąd rzadziej fatygujących się do urn.

    Istotą rzeczy jest to, że wysoka (rzeczywista, nie taka jak kiedyś w demoludach) frekwencja wyborcza jest wyznacznikiem szerokiego, “czynnego”, opartego na motywacji, poinformowanego udziału obywateli w ogóle spraw społecznych i politycznych, a także jest niejako gwarantem powszechnego poczucia odpowiedzialności społeczeństwa za stan spraw w państwie.
    Jest więc wysoka frekwencja bezpośrednim dowodem na istnienie SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO.

  257. marekk pisze:

    Do Frania i mw
    Jest takie powiedzenie -’Myśl globalnie, a działaj lokalnie’. Niestety ludzie widzą tylko koniec własnego nosa. Prawdą jest, że jesteśmy okropni dla siebie i tego nie potrafie zrozumieć. Zawsze cieszę się gdy widzę krajana gdzieś tam. Kiedyś w Syrii, po półrocznym pobycie, spotkałem wycieczkę nauczycieli z Poznania. Byli w stosunku do mnie trochę na dystans, lecz udało mi się ich rozruszać. Generalnie jestem na stałe w Polsce. Najdłużej nie było mnie rok, rok tak długi jak noc na biegunie. Podziwiam ludzi, którzy wyemigrowali i radzą sobie z nostalgią. Ja też gdy jestem zmuszony też z takim problemem daje sobie radę. Tylko trzeba wiedzieć jak się nastawić. W ludzi jednak trzeba wierzyć, bez tego lepiej wyjechać na bezludną wyspę lub zaszyć się w Bieszczadach, jesteśmy istotami stadnymi, sam fakt iż piszemy do siebie na tym blogu o czymś świadczy.
    pozdrawiam marekk

  258. mw pisze:

    ” . . . jeśli cały klub PiS nie poprze wybranego przez Komitet Polityczny kandydata, to jeszcze w czerwcu mogą się odbyć wcześniejsze wybory parlamentarne.” - informuje dziś prasa o posiedzeniu Komitetu Politycznego PiS.

    Jakie społeczeństwo akceptuje rządy partii, w której poparcie JEJ CZŁONKÓW dla decyzji JEJ KIEROWNICTWA wymuszane jest przez JEJ PREZESA groźbą wyborów?

    To społeczeństwo, którego taka właśnie partia jest politycznym, moralnym i estetycznym wyrazem.

  259. mw pisze:

    W dzisiejszym artykule “GW” online (”Rzeczpospolita donosicielska”), na pytanie odpowiada nasz Gospodarz, sam prof. Jerzy Bralczyk. Anonimy przysyłane do polskich urzędów skłaniły bowiem dziennikarza do zapytania: - “dobry obywatel czy kapuś?”.
    Zastanawiam się, z jaką intencją dziennikarz pyta Profesora. “Dobry obywatel, czy kapuś?” Ponieważ pyta językoznawcę, więc myślałbym, że chodzi o prawidłowość użycia w tej sytuacji słów “dobry obywatel” lub “kapuś”.
    Tymczasem prof. Bralczyk podjął się trudu aksjologicznego, a nie lingwistycznego, wyjaśnienia sprawy. Mówi, że nie wie, czy to dobrze, czy źle, że trzeba spojrzeć na każdy przypadek indywidualnie, że sama idea donoszenia jest zła, ale cóż ma zrobić obywatel, itd, itp.
    Ha, jest to ultranowoczesne podejście lingwistyczne, w myśl którego to język konstruuje rzeczywistość, a nie odwrotnie. Ja też jestem tego zdania i dlatego nie mam za złe Profesorowi, że, przedstawiony w artykule jako językoznawca, a nie osoba prywatna czy etyk, pominął nudne kwestie zawodowe i zabawił się w arbitra aksjologii.
    Przy czym zrobił to bardzo sprawnie: był za, a nawet przeciw.

    Żarty na bok. Istotnie, w zależności od oceny sytuacji, mamy do czynienia z dobrym obywatelem lub z kapusiem. Dopiero po kilku latach życia zagranicą zacząłem powoli zrzucać z siebie przymus, ukształtowany jeszcze za komuny, nazywania każdego takiego przypadku kapowaniem. Dziś mam wiele zrozumienia dla “postawy obywatelskiej”. A właściwie miałem, do czasu wyborów wygranych przez PiS. Oni powodują, że odżywają przyzwyczajenia z czasów komuny, wydawałoby się dawno umarłe.
    Powiadam Wam, nie ma większej tragedii dla naszego kraju i społeczeństwa niż rządy PiS-u!

  260. kambuzela pisze:

    FRANIU, ach, Franiu, czemuż miałabym Cię oceniać, negatywnie w dodatku, gdy nawet Cię nie znam? Każdy żyje po swojemu, każdy sam płaci za swoje wybory, taką cenę, na jaką go stać. Ja nawet się nie zastanawiałam, dlaczego nie wyjechałam. Pewnie, bo wcale nie musiałam. Bo nie jest mi źle. Bo nie wydaje mi się, że świat cały jest lepszy od kraju. Ale nieraz też myślałam, że skoro już tyle lat Polski na mapie nie było, to i dalej mogłoby nie być. Bo już chyba takie coś w Polaku siedzi, że swojego nie słucha, nie ceni, a tylko pod obcym batem dobrze żyje, bo wtedy ma z czym walczyć, czyli cel przed sobą. Bo my chyba tylko do tego sie nadajemy, i może trzeba było stworzyć jedną wielka Legię Polską i wynajmować się do walk. Bo i poddać sie obcym też nie potrafimy, bo zawsze polskiego języka chcieliśmy, polskiej kultury, polskiej niepodległości, a jak już mamy, to psujemy ten język czym się da, filmy tylko amerykańskie oglądamy, a nawet takie robić usiłujemy, i Ameryce włazimy nie powiem w co, bo inaczej nie umiemy.
    Więc ja Polski nie gloryfikuję, ale widzę i dobre, co mnie otacza, tak na co dzień. Nie rozumiem sąsiada najbliższego jak i nie zrozumiem cudzoziemca, tylko własny krąg podobnie myślących tworzę. Taki krąg pewnie na całym świecie bym znalazła, bo tu nie naród się liczy, tylko sposób myślenia. Demolujemy teraz demokrację, jak mówi MW, bo i ma rację, ale i wybór amerykańskiego prezydenta jaka to jakość? Jaka to demokracja, co gnębi inne nacje w imię swoich? Wszędzie zarówno dobro jak zło znajdziemy.
    Profesorze, nasz drogi, powstrzymaj te szalone wywody, bo polityczny ten blog się jakiś zrobi. O wpis prosimy. Nowy żer dla tłuszczy. Chleba i igrzysk, bo rewolta już wybucha.
    Żegnam Państwa do następnego wpisu.

  261. Franio pisze:

    MW

    Pobieglem do GW sprawdzic co tam Pan Profesor “wyaksjonowal”, co z kolei wzbudzilo Twoja reakcje. Odpowiedz jego byla nijaka, czyli taka, jak zadane pytanie. Zadalbym raczej pytanie dziennikarzowi: o co mu chodzi ? Sa rozne jezykowe okreslenia, jak: powiadamiac, meldowac, informowac, czy zargonowe: donosic, kapowac itd. Poradzilbym mu tez, zeby stosowal wlasciwe, zaleznie od kontekstu. Samo dzialanie jest zdecydowanie uzaleznione (przed kontekstem) od uwarunkowan obyczajowo - spoleczno - politycznych, moze innych rowniez. Z polskiego punktu widzenia, dlugie okresy czasu, bez swobod obywatelskich i najprzeroznieszych rygorow ( z katolicyzmem na czele), wyksztalcily raczej niepochlebny stosunek do takiego dzialania. Natomiast kultury ugruntowane, bez kompleksow politycznych, traktuja to calkiem neutralnie. Polskie dzieci wychowane w tradycji “likwidowania” kapusiow podczas niemieckiej okupacji, czy pietnowania donosicieli do wladz bezpieczenstwa w PRL, sa zaszokowane systemem powiadamiania przelozonych, czy nauczycieli o nieprawidlowosciach w Wielkiej Brytanii czy w Ameryce. Uwarunkowan i odmiennosci kryteriow jest wystarczajaco duzo, aby przekonac zurnaliste, ze tak sformulowane pytanie do Prof. Bralczyka powinien sobie tam wetknac, gdzie on wie a my rozumiemy. Albo - lepiej je przemyslec, zastanowic sie kogo pyta i nie wyjsc na dyletanta. Przyklady barwne, dramatyczne i anegdotyczne mozna by mnozyc, aby tego redaktora zainteresowac i zachecic do pracy. Moje wyswiechtane juz Chiny: donoszenie nie jest czyms odrebnym w codziennym zachowaniu. Wszyscy non-stop mowia o wszystkich do wszystkich, o wszystkim. Reakcja mozgu jest taka, ze odpowiadajac: na pewno nikomu nie powiem, Chinczyk z jednej strony analizuje informacje, a z drugiej - analizuje kiedy, komu, jak najlepiej, kiedy i za co (!) najlepiej ja sprzedac. Informacja to wartosc, pieniadze, karma i nie wolno jej zmarnowac ! Mialem przypadek, ze dyktowalem bardzo poufny e-mail do Chin, zanim go podpisalem wyszedlem odpowiedziec na telefon i tenze telefon dal mi pelna informacje o moim e-mailu, z pytaniem, czy to dobrze, ze….Sekretarka zdazyla zadzwonic, a jej kolezanka polozyc kartke przed gentelmanem, ktory ze mna rozmawial. Obie absolutnie nie rozumialy znaczenia “Bardzo poufne”. Od tej chwili wszelkie patetyczne nadruki “Top confidential” na kontraktach, licencjach, protokolach nie mialy zadnego znaczenia. W korytarzu MHZ i MSZ na Smolenskiej, zaprzyjazniony radca radzil sie, jak tu dostac sie, chocby na chwile, do gabinetu viceministra. A czasu malo, tylko siedem godzin, do piatej. Wazkosc tematu wywiodla nas do pobliskiej “zabiegalowki”, gdzie pan radca, z uszami plonacymi jak Krzak Mojzesza, po kilku koooniaczkach, wyjawil sekret: podsluchal dzis rano. Jesli Vice sie dowie, da jego(radcy) zonie jednopokojowe mieszkanie, zeby sam mogl u niej bywac, a jego (radce) z tego samego powodu wysle na placowke ! Na placowke ! Na piec lat ! Zeby tylko on (radca) mial jak doniesc…. Pomoglem. Przysylal mi potem pocztowki.

  262. Franio pisze:

    Internet odlaczyl. Koncze to ,co wyzej:

    Mialem pupilka. Mlody, bardzo wyksztalcony, bardzo inteligenty, bardzo uczciwy, bardzo pracowity i bardzo sympatyczny inzynier zza oceanu, przez poltora roku montowal potajemnie wlasna firme w koncernie, gdzie mialem spory kontrakt, uzywajac moich pieniedzy i informacji, wpisujac sie jako posrednik miedzy ow koncern i mnie ,i obracajac moim towarem. Ja spalem spokojnie, a on sie dorabial. Pewnego dnia zadzwonil ktos podrzedny z tego koncernu z wazna informacja. Sprowadzilem delikwenta w dwa dni, a ten przywiozl walizke dokumentow potwierdzajacych niecne machinacje mego pupilka. Gdyby sie nieco spoznil, poszedlbym z torbami. Po rozprawie, moj mocno sfatygowany przejsciami “pupil” powiedzial: a ja ci zawsze mowilem, ze to sk….syny, donosiciele, szmatlawcy, rodzona matke by taki sprzedal ! To byl raczej dramatyczny przyklad donosicielstwa. Dwa poprzednie byly: barwny i anegdotyczny.
    Galaktyka wersji, odmian i przyczyn donosicielstwa i kapusiow wyklucza jednoznaczna odpowiedz na pytanie autora tekstu w GW. I Pan Profesor to wie, i Ty MW wiesz. Pytanie - czy GW wiedziala kiedy puscila do druku ?

  263. Franio pisze:

    Marekku !
    Dziekuje, ze myslisz konkretnie i tak odpowiadasz. Widzisz, zdradze Ci tajemnice. Od czasu do czasu wylawiam na internet Polaka, takiego naprawde. Wtedy lubie wymiane ,bo mam the real thing. Nie zonglerka, nie ekwilibrystyka, nie poza. Mam “To jest to”. Szesc miesiecy Syrii to certyfikat jakosci. Wszechstronnosc: I Pradziad, i narty z synem, i piersioweczka w miare, i praca , i dlugie wyjazdy, i jeszcze czas na odpisywanie na franiowe bzdety. Kazdy z Was, co pisze jest jak dokumentalny film. Im wiecej szczegolow - tym lepiej. Mam i swoje “filmy” tutaj. Z pewnoscia w Polsce przesadza sie z przyjaznia. “A, to jej serdeczna psiapsiola”, “Kazio, moj przyjaciel” itd. Tutaj bardzo rzadko mowi sie “He’s my friend”. Lekcje dostalem zaraz po przyjezdzie. Pracowalem z John’nem, bablowalismy po barach, baseball, football, zona, dzieci - za pan brat i kiedys ktos go zapytal o mnie: a to kto ? is he your friend ? John zawahal sie sekunde i odparl: pracujemy razem. Nie moglem mu wybaczyc. Wytlumaczyli mi, ze “frienda” to sie ma jednego, albo wcale. A John bardzo sobie ceni to slowo. Inni tez. Otoz jutro mam lunch z wiecej niz “friend” - z rodzona siostra. Przez dwadziescia lat prowadzila moje finanse i zbudowalismy sobie wielka kupe zaufania. W dniu mojego przejscia na emeryture, pierwszy raz spotkalismy sie po za firma, poszlismy na lunch. Bez zaproszenia, oboje zaczelismy gadac o swoim zyciu prywatnym. Po raz pierwszy. Od dwudziestu lat. Moge, bo i tak nikt nie pozna: po piecdziesiatce, dwa uniwersytety (1st class, z odznaczeniami), cztery lata w zakonie, finansuje studia dwojga niezamoznych kuzynow, ma licencje na maly jacht pelnomorski, i plywa ! Wtedy dopiero okazalo sie, ze pali i lubi Caberne ! Siedzielismy na tym lunczu do zamkniecia klubu, ktory barman wylaczyl po naszym wyjsciu, mocno po polnocy. Musielismy sobie te dwadziescia lat jeszcze raz opowiedziec !
    Zadzwon do meza, gdzie jestes - powiedzialem. - Nie mam meza. Mam girlfriend. Od szesnastu lat. ??? Od tamtego lunchu ja mam “sister and sister - in - law”. Z takiej Polski wyjechalem, ze teraz nie wiedzialem ile tych znakow zapytania postawic. Inaczej sie nie nazywamy. One nigdy znikad nie wyjezdzaly - zaufanie. Ufaja mi, jak ja im. Our brother, Sister, and Sister - in - law. Chyba najbardziej budujaca przyjazn, jaka dostalem w Ameryce. “A oczy mi sie otworzyli !” Ile zrozumialem ! Pisze Ci ten moj maly dokumentalny film, zeby pokazac, co to bierze zanim tu nazwiesz kogos “my friend”.
    “W ludzi trzeba jednak wierzyc” , jak piszesz.
    Po dwudziestu latach.

  264. Franio pisze:

    Kambuzela 24 kwietnia o 12.01 napisala tak madrze, ze mi sie nogowie ugieli ! MW i Marekk, przeczytajcie to jeszcze raz i uwaznie ! Nawet nie raczyliscie Jej odpisac. Leccie do Kambuzeli z kwiatami, bo w Polsce mieszkacie. I wybrala zostac.
    Mnie potraktowala w polski typowo sposob:
    Nie znam cie, to - spadaj ! Jeszcze mam cie oceniac ? I negatywnie ? Kazdy orze jak moze, to i ty pilnuj wlasnego nosa.To byl wstep, retoryczny, a potem… Odpowiedziala na moje pytania, oj odpowiedziala…Dokladnie i ze szczegolami. A ja, idiota, na pyzach z cebulka i skwareczkami sie zaparlem. A przez to, ze mi te pyzy pachnialy. Prymityw sie zrobilem straszny i za to przepraszam. Dopiero teraz dochodzi co do mnie mowia. Nima jak to polskie pyzy ! Cala noc mi pachnialy !

  265. Stara Żaba pisze:

    Kochani,
    Okazuje się, że tak naprawdę zajętym jest się na emeryturze.
    Zdaje się, że (przykład idzie z góry) ugryzłam za dużo i się udlawiłam, no, prawie.
    Pocieszam się, ze 15 maja upływa termin składania wszelkich rolniczych wniosków i potem bedę miała, może nie święty, ale większy spokój. Proszę Państwa, ten pomysł z koniowatymi na łakach i pastwiskach to był majstersztyk pomieszania z poplątaniem. To się nie da ani opisać, ani logicznie wytłumaczyc, tym samym sprawa się na ten blog nie nadaje.
    Boże! a tak mi było dobrze w moim błocie! Po kiego grzyba z niego wyłaziłam?
    Przy okazji na zadany temat:
    - Czy Państwo mogli by być tak mili (uprzejmi, dobrzy, wyrozumiali) i mnie zrozumieć (albo: zrobić dla mnie, itp.)?
    Mam miesięczne zaległości w czytaniu komentarzy, stos nieprzeczytanych “Polityk” i “Forum” rośnie koło łóżka…
    Za to żaby na rozlewiskach kumkają jak szalone, rzekotki zwłaszcza,
    też bym sobie pokumkała
    Pozdrawiam!!!!!!!!!!!
    Stara Żaba

  266. Stara Żaba pisze:

    “zaś” wpadło mi w oko w akcie notarialnym. Już prawie świta, jak się dostatecznie rozwidni, to postaram się przytoczyć całe zdanie,
    Stara Żaba

  267. Owsianko pisze:

    Szanowny Panie profesorze!
    Zajmuję się na swoim blogu bezpłatnymi przedrukami co ciekawszych postów. Po pierwsze, chcę zachęcić do lektury innych ludzi, którym sam link nic nie mówi o wartości bloga, po drugie, uważam, że temat poruszony na jednym, może zainteresować czytelników - drugiego.
    Zapraszam i pozdrawiam zdrowia życząc.
    CEL, TO ROZPRZESTRZENIENIE MYŚLI, ZACHĘTA DO CZYTANIA PRZEDRUKOWYWANEGO BLOGU.
    Pozdrawiam
    http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=group&newsgroup=35

    Marek Jastrząb z Bydgoszczy

  268. marekk pisze:

    Franio mam dla Ciebie niedobrą wiadomość.
    Jeżeli myślisz, że na emeryturze będziesz miał więcej czasu to jesteś w błędzie, będzie go mało.
    Osiemnaście lat temu byłem również bliski emigracji i to gdzie? Do Afryki Południowo Zachodniej, dzisiejsza Namibia, żona jednak wyperswadowała mi to. Kraj ten jest tak piękny iż nie do opisania. Od wędrujących wydm nad oceanem poprzez busz w centrum do klimatów czysto europejskich nad rzeką Zambezi. Moim pragnieniem jest być tam jeszcze raz i mogę zejść.
    Ktoś na tym blogu użył nazwy jakiejś partii. Proszę uszanujcie to miejsce i nie poruszajcie tematu polityki. Pan profesor udziela się w TV, a tu cisza.
    Najważniejsze jednak, że Żaba dała głos. Wczorajszy wpis zaś zeżarło.
    pozdrawiam marekk

  269. mw pisze:

    Zagadka ornitologiczna:

    Co to za ptaki?

    1. Espresso prawie po polsku.
    2. Smażyliby na nim jajecznicę, gdyby tylko mogli.
    3. Tego, co drugi po Bogu.
    4. Hit warszawskiego parkietu.
    5. Za to zabierają medale i nie tylko.
    6. Ma to, co najbardziej kochają kobiety.
    7. Stracił głowę jesienią 2005 r.
    8. Chorował pod okiem ojca dyrektora.
    9. To blednie, to znów się rumieni . . .
    10. . . . lub czołg. Nigdy nie można było być tego pewnym.
    11. “Szczała” go na poznańskich Krzesinach.

    Odpowiedzi w piątek, chyba że nie będą potrzebne.

  270. Zygmunt Drugi pisze:

    Charakterystyka bloga;
    Religia bez boga.

    Dan w Scheveningen 29.04.2007 r., w CZTERDZIESTYM DRUGIM dniu ozywionej dyskusji nie na temat.

  271. Lena pisze:

    Panie Profesorze,

    Stara Zaba sie obudzila, a Pan usna????

    Buzia,

    Lena

  272. Jean pisze:

    Pewnie Profesor chce pobić rekord ilości wpisów (w styczniu było 310), więc już coraz bliżej! Czyżby mistrzostwa piłki kopanej (Euro 2012) takiego dodały sportowego animuszu Gospodarzowi?

  273. Franio pisze:

    Marekk.,

    Mam dla Ciebie jeszcze gorsza wiadomosc. Moglbys tego uniknac, gdybys wybral Namibie. Tam sie nikt nie wyglupia. A tu i w Polsce, “kretyn kretyna gazem zarzyna”. Moglbys sobie pospac do dziewiatej, posiedziec przed domem, sprobowac porannego pomidorka, w ciszy i spokoju posluchac rannych ptaszkow, pospacerowac boso po rosie i otwierac poranna gazete ostroznie, zeby szelestem stron nie narobic halasu. Nie tu ! Tu jest k…, wolny kraj i kazdy ma prawo ! Najbardziej uprawnieni sa glusi. Im mozesz skoczyc i zaswistac ! Meksykanin, co roweru jeszcze nie widzial, natychmiast leci myc samochody i nosic paczki. Za zaoszczedzony majatek tez natychmiast kupuje “mower” czyli kosiarke. Wysyla zone i dwanascioro dzieci “na przeszpiegi po ile biora”. Wyjezdza tym pojazdem na rog nalblizszej uliczki i oferuje koszenie trawy po dwa dolary za godzine (jego sasiad oferuje po 1.99). Tu, stara kolonialna Anglia spotyka sie z nowoczesna Ameryka. WASP(White - Anglo-Saxon-Proffessional) nie moze zyc bez zielonego trawnika wokol posesji. Od siodmej rano caballieros ujezdzaja swoje benzynowe torros po trawnikach, a przyglupy gringos stoja zadowoleni, ze im za darmo robia i zakladaja sie komu lepiej wyrosnie. Od rana huk, jak cholera, w promieniu 500 metrow bo idzie “mowing”. Z lewej, z prawej. O osmej przyjezdzaja “Twoi” (za 10/godz)) i fiesta trwa. Skoncza trawnik, biora sie za podstawe drzew, po drzewach wyrownuja krzaki, potem zdmuchuja na pelnym gazie, obrzynki. Biora po “dychu” i ida na burritos. Zdawaloby sie - koldra na leb i dospimy. Nie ! Sasiad, rodem z Hitlerjugend, gramoli sie sie na swoj czolg (Club Cadet za piec tysiecy) i ze sluchawkami na uszach rusza wzdluz Twojego property zagluszajac sztajerkowym marszem wycie silnika. Teren ma pogiety to sie modlisz “moze kiedys spadnie”. Wygruzil sie do jeziora lapami do gory, dwa lata temu, ale sie wylizal i znowu jedzie, “na wschod !”. A silnik ryczy ! Zejdzie, zakasi, popije i dalej ! Caly dzien ! Zawarlismy uklad z jego zona, ze moze tylko w czwartek od 10.00 do 1.00 i szlus. Siedzi potem i szlocha, ze mu zabaweczke zabrali. Wlasnie skonczyl. G… prawda ! Wyciagnal inna maszynke ! Kabelek na waleczku, na strasznych obrotach, ze swistem w skali nurkujacego bombowca, wyskubuje mu Indywidualne trawki spod kazdego kamyczka. Zeby nic sie nie zostalo ! Nic ! Szlab zywemu nie przepusci ! Kiedy to nabyl, zapytalem czy ten swist to po szczece, ktora byl w jeziorze zgubil…Nein, New Machine ! Odparl z duma. Te “new machines” odbieraja Ci emeryci spokoj. Jak przystalo na staruszka, suniesz swoim “Cadi” wolniutko i ostroznie, az tu pod bokiem, jak wybuch bomby w Iraku, eksplozja i ryk ! Podrasowany “Corvette” Cie wyprzedzil. Rozmarzony popoludniowym sloneczkiem, trzymajac troskliwie dwie pocztowki pod plywasz pod “drop in” przy poczcie, az tu z lewej - wybuchy ! Z prawej- - eksplozja ! Setonacje z kazdej strony ! Piec Harley Davidson ! Wystapilismy (Klub Emerytow) o prawo do odstrzalu. Po dwie sztuki wiosna i dwie jesienia na czlonka. Stan negocjuje z nami: Schwarzeneger chce narzucic po dwie sztuki na czlonka rocznie, lacznie ze szkolami i kongregacjami koscielnymi. Zobaczymy. Moze cos zostanie i dla spokoju, i dla tradycji. Za $25,000 udzial w obiedzie przezydenckim Bush podobno obiecuje poprzec nasze postulaty. Mowia, ze u Was jest to samo, a Prawo do Odstrzalu zalatwia sie “prywatnie”. Ciesz sie emerytura w Namibii, poki spokoj nie kosztuje Cie $25000 za obiad. I nie strasz mnie brakiem spokoju w przyszlosci.
    Franio

  274. a cappella pisze:

    @Franio: skrót WASP przyjęło się rozwijać jako White Anglo-Saxon Protestant (określenie pochodzi z czasów, gdy jeszcze nie było takiej obsesji na punkcie profesjonalizmu, jak dziś ;-) ). Jeśliby jednak modyfikacja w kierunku ‘Professional’ była do czegoś niezbędnie potrzebna - na blogu poprawnościowym (i wszędzie indziej) należy to słowo napisać przez jedno ‘f’ :-)

  275. Franio pisze:

    Zygmunt Drugi i MW

    Kotki kochane, przestancie miedlic ! Kto tu bedzie rozwiazywal krzyzowki ?! Winno sie czytac lekko, prosto i “skutecznie” ! Moze ktos powie co w polskichm gwarach znaczy “skutecznie”, moze nalecialosc z czeskiego ? Nie wiem, poedukujcie. Zygmunt Drugi “dal czadu”, kiedy mnie dopadl, a potem - “skapcanial”. Lena (z Zelaznej zreszta) wybaczyla jedno zdanko po wiekowym milczeniu.
    Franio.

  276. Franio pisze:

    A capella.
    WAS Protestant -prawidlowo. Dziekuje.Franio.

  277. plankk pisze:

    Witam Wszystkich!

    Zwrot, który mnie prześladuje to “czy wiesz, że?”. Oczywiście mówienie “czy wiesz, że…” jest nielogiczne. W końcu jak się zapytamy czy ktoś wie to co mu wyrecytujemy to on już to wie.

    Pozdrawiam,
    plankk

  278. Zygmunt Drugi pisze:

    Franio…
    Byłbym wdzięczny, elkowentny Blogowiczu, gdyby staranniej dobierał Pan słowa… Nie będąc obecnym przez jakiś czas - nie mogłem [a gdybym mógł - nie chciałbym] pisać do bloga, który de facto nie istnieje.
    Z wyrazami

  279. marekk pisze:

    Franio
    Z tym spacerkiem boso po rannej rosie to przesada. Zapomniałeś, że w kraju tym roi się od skorpionów, węży, skolopędr i wiele innej gadziny.
    Poza tym kobiety szybko tam się starzeją, bo klimat wususza. Szukać nowej nie mam chęci ani zdrowia, a poza tym dotychczasowa zupełnie mi wystarcza. Gdybym tylko nabrał zwyczaju tamtejszych tubylców, to po każdym posiłku obowiązkowo hamaczek i drzemka (dotyczy czarnych mieszkańców).
    Dałeś koncert malkontenctwa. Nie marudz tylko nasyp cukru do zbiornika lub kłonicę w szprychy i problem rozwiązany. Na moim osiedlu panują dość drakońskie zasady współżycia, a jednak ludzie potrafili się przystosować i nikt nikomu stara się nie wchodzić w drogę. Sam jestem zdziwiony jak UE szybko wkracza pod strzechy.
    Dlaczego Twojej strony nie można otworzyć?
    Głowa do góry, zajmij się czymś to nic Ci nie będzie przeszkadzało.
    pozdrawiam marekk

  280. Franio pisze:

    Zygmunt Drugi.

    Ze szczerym zainteresowaniem i szacunkiem przyjalem uwage o doborze slow. Czesto, w polskich tekstach i jezyku potocznym, razi mnie pretensjonalnosc i zbyteczna elegancja, pisane z intencja “ufryzowania” wypowiedzi i portretu autora - skromnie mniemam, ze to smieszne. Dlatego z natury mam sklonnosc do jezyka prostego, czasem zahaczajacego o warszawska gware. “Dal czadu” i “skapcanial” nie ujmuja w powadze Zygmuntowi Drugiemu, swiadcza natomiast, ze Franio ma taki nieco poufaly, nieco zaczepny styl. Mozna byloby wybaczyc emerytowi, czyba ze….trabka do boju, szabla w dlon i pryncypialnie, po polsku, nie odpuscic ! Ale - tu ja sie wypisuje z zabawy. Nic Polakom tak nie szkodzi, jak fanfaronada, rozrabiactwo, msciwosc i smiertelna powaga przy macaniu kur. Przepraszam, jesli urazilem. Franio.

  281. jkk pisze:

    Panie Profesorze!
    Panu może i podoba się, to “samoprowadzenie” Pańskiego blogu, to bardzo wygodne. Ja chciałbym jednak częściej czytać Pańskie osobiste opinie i oceny. Komentarze są zapewne ciekawe, ale chyba bardziej dla samych komentujących, niż dla innych.
    Być może Pan już objaśniał użycie i sposób odmiany wyrazu “blog”, ale nie znalazłem tych opisów. Może by jeszcze raz, króciutko?
    Pozdrawiam!

  282. dziennik h pisze:

    jestem tu pierwszy raz, nie wiedziałem, że pisze Pan bloga.
    będę odwiedzał
    pozdrawiam

  283. Franio pisze:

    Szanowny Panie Profesorze !

    Pisze Pan, ze czyta wszystkie wpisy. Wszyscy prosza o odpowiedz.
    Nie odpowiada Pan na zaden.
    Czy nalezy to rozumiec, jako arogancje ?
    Demonstracyjne lekcewazenie czytelnika ?
    Strach przed krytyka ?
    Nieudolnosc ? Absurd.
    Nie wypada tak traktowac rzeszy uwielbiajacych Pana ludzi. Przeciez to sa Ludzie, nie martwe “wpisy”, gdzie kurtuazja, gdzie oglada ? Stworzyl Pan swietny Blog i potem rzucil na smietnik. Prosze pomyslec o setkach zawiedzionych i rozczarowanych od Sydney do Alaski, od staruszkow do uczniakow wygladajacych codziennie slowa od Profesora i srodze zawiedzionych - czy jest Panu przyjemnie z tym obrazkiem ? “Samoprowadzenie sie Bloga” zamienia sie w “zle prowadzenie” - czy to nie uwiera ?
    Zdaje sie na Panski osad i Reakcje.
    Jakiej jeszcze trzeba Prowokacji ?
    Z nadzieja na zrozumienie, pozostaje, Franio.

  284. Zygmunt Drugi pisze:

    WIELCE SZANOWNY PANIE PROFESORZE!!!
    Niech Pan Profesor rzuci ten blog [tej formy używam celowo] w tak zwaną “cholerę“. Rozumiem, że medialne obcowanie z nami jest dla Pana Profesora tylko stratą Czasu [który jest wprawdzie nieskończony, za to jednak cenny], a obcowanie z pełnym besserwisowstwa i bezkompleksowej dezynowltury brylowaniem blogowym Pana Frania może przyprawić o różne odruchy, niekoniecznie pozytywne.
    Szanowny Panie Profesorze… Ja wysiadam z zataczającego się językowo tramwaju [bez motorniczego] ` BLOG` na przystanku `SPOKÓJ`.
    ŁĄCZĘ WYRAZY SZACUNKU

  285. tralalala pisze:

    mw pisze:
    2007-04-24 o godz. 09:32
    Ha, jest to ultranowoczesne podejście lingwistyczne, w myśl którego to język konstruuje rzeczywistość, a nie odwrotnie.

    polemizowalabym z ultranowoczesnoscia takiego podejscia. sapir i whorf twierdzili tak juz w pierwszej polowie XX wieku.

  286. anglistka pisze:

    Popieram Zygmunta Drugiego.Pan Profesor powinien ‘po męsku’, hi, hi przyznać że swoj blog zamyka, bo nie ma do niego (bloga) serca.
    Jeżeli (choć wątpię) zamierzenie PProf było takie, że puści blogowiczów
    na żywioł, żeby przesondować mentalność ludzi posługującymi się j.pl,
    to zamiar się udał - objawiło się tu polactwo do kwadratu, a Pan Franio
    to rzeczonego polactwa egzemplifikacja.
    Pozdrawiam, też wysiadając

  287. marekk pisze:

    No właśnie ja też wysiadam
    pozdrawiam marekk

  288. Jerzy Wędrowiec Krzak pisze:

    Franio w związku z wystąpieniem z 07.05.2007. godzina 16.07.
    …Jak napisać po polsku FRANIO żeby sie przeczytało po angielsku `czem`?

  289. Ryszard pisze:

    Jest mi przykro , wysiadam i ja .
    Mam kłopoty z poprawnym werbalizowaniem myśli , mówię , pisze niechlujnie , robie błędy ,blog jaki znalazłem rozbudził we mnie pragnienie poprawnego , albo przynajmniej poprawniejszego werbalizowania swych myśli , poprawniejszego ich zapisywania ,spodobało mi się to , zacząłem zaglądać do słownika , sprawdzać pisownie , czytałem wszystkich z wypiekami na twarzy zauroczony , starałem się brać udział w dysputach i jeśli weny , sil starczyło dorzucałem swe trzy grosze urzeczony zabawa słowem
    Brakowało mi komentarzy profesora , odpowiedzi na liczne pytania ale blogowicze sami sobie pomagali , sobie odpowiadali , sobie sami zadawali tematy aż doszło do tego ze profesor zadeklarował , że cieszy go samoprowadzenie jego blogu i na tym poprzestał , zamilkł i uciekł do prasy , telewizji , na spotkania , kongresy .Zaglądałem coraz rzadziej , najpierw co dnia podekscytowany , potem co drugi , co trzeci a teraz raz na dwa tygodnie, ale nic , cisza .Moi ulubieńcy przestali pisywać , teraz po kolei żegnają się kolejni wysiadając Profesor chyba zapomniał się pożegnać ale wszystko wskazuje ze i on już dawno wysiadł

  290. ka2jot pisze:

    Znalazlem ten blog w chwili rozpadu ?przeczytalem wszystko od deski do deski ( od ekranu do ekranu ?) widac zniechcenie !!! co wam przeszkadza brak profesora ???od początku przeciez ignorowal wasze wpisy , nigdy nie odpowiadal gdy ktos miał zapytanie , jak się go prosi ?milczy , jak się go krytkuje ? czuje się dotkniety, przeciez widac ze go to nudzi ,pisze chyba jak Go naczelny pogoni ,czasem potrzebuje jakis nowych pomysłów do kolejnej ksiazki wiec prosi o podsuniecie pomysłów ale cale szczescie wasze wpisy to nie tylko propozycje dla profesora ale swietna literatura , dajcie sobie z profesorem spokoj!przeciez on zajety - wciaz w tv !!nie zniechęcajcie się ,piszcie dalej , jest wielu którzy was czyta !!

  291. germanistka pisze:

    Ja tez to samo chcialam Wam powiedziec: nie zniechecajcie sie, jest bardzo wielu, ktorzy Was czytaja… j

  292. mw pisze:

    Przyczynek do sytuacji mentalnej polskiego społeczeństwa:

    Znajoma, starsza kobieta, jechała dziś tramwajem. W tramwaju para młodych, rozszczebiotana, ze słuchawkami na uszach, ona siedzi mu na kolanach, dobrze ubrani.
    Wchodzą kontrolerzy, wyłączają kasowniki:
    - Bileciki do kontroli proszę.
    Młody rzuca się do kasownika. Za późno.
    Na to zakonnica, siedząca za znajomą, do młodych:
    - Nie martwcie się. Powiem, że jesteście ze mną. Mam pierwszą grupę.
    Znajoma odwraca się do zakonnicy:
    - Co Pani mówi!? Uczy ich Pani kłamstwa, kradzieży, oszukiwania. Czy powiedziałaby Pani to samo swoim dzieciom, gdyby je miała?
    Zakonnica moment milczy, a potem:
    - Zamknij się, babo! Ja uratowałam człowieka.

    Nie wiem, czy to tylko zupełna nieświadomość tego, na czym polega społeczeństwo prawa, czy też po prostu łowi głosy wyborcze.

    Ale co tam nasza mentalność, prostych ludzi, skoro takie tuzy, jak poseł Kalisz i prezes Zoll powiedzieli dziś, niezależnie, że mamy czy grozi nam:
    - demokracja autorytarna (Kalisz)
    - demokracja totalitarna (Zoll)

    Potraficie sobie to wyobrazić? Demokrację autorytarną? Demokrację totalitarną?

  293. mw pisze:

    J. Kaczyński: “Każdy z sędziów TK mógłby podlegać jakimś zarzutom”.

    F. Dzierżyński: “Znajdźcie mi człowieka, a znajdą się dowody”.

  294. takitam pisze:

    Niektorzy nie dosc, ze pisza dlugie posty, to jeszcze rozklejaja je po wszystkich blogach. Tak ma mw - po cholere to wkleiles tutaj, przeciez nie na temat, nie ten blog, z rozpedu czy jak???

  295. Alter Spitzbube pisze:

    mw to - jak mówiła niegdyś p. Profesor D. Butler - najwidocznej “grafomanomonoman“

  296. Franio pisze:

    M W

    Czy bylbys laskaw przetlumaczyc co znaczy “polactwo” ? W Twoim rozumieniu ? Kiedy pojawilo sie w jezyku ? Z jakiego srodowiska wyszlo ? Jak jest teraz uzywane ? Ochrzciles mnie “sarmata” i to mnie zaintrygowalo, nie zdarzylo sie nigdy przedtem, wrecz odwrotnie, wszystko tylko nie to, a w rzeczy samej - miales racje. Moze i teraz pomozesz mi zrozumiec, czy i dlaczego, “polactwo” tez pasuje ? Pobobrowalem w internecie i co nie co rozumiem, ale nie dosyc. Czy ma zdecydowanie odcien pejoratywny ? Czy bliski okresleniu “sarmata”? Czy bardziej wyraza stosunek nadajacego to miano do delikwenta, niz samo okreslenie “polactwo” ?
    Wyznawcom “zwierzecej powagi” i doslownosci podpowiadam, ze nie idzie o mnie, o jezyk teoretycznie pytam, o jezyk.
    Badz laskaw, odpisz. Franio.

  297. Karina pisze:

    Szanowny Panie Profesorze, Drodzy Uczestnicy Forum.

    Mam do Państwa olbrzymią prośbę. Jestem tegoroczną maturzystką i tematem mojej prezentacji maturalnej jest analiza języka współczesnych polityków i z tym też wiąże się moja prośba do Państwa. Chciałabym poznać “świeże” opinie na ten temat, a może również mogliby Państwo podrzucić mi parę przykładów błędów językowych najczęściej popełnianych przez naszych polityków. Wszystkim Państwu, którzy zechcą mi pomóc z góry dziękuję:)

  298. Franio pisze:

    Karinko, lepiej nie moglas trafic !
    Ten Blog zarzuci Cie przykladami. Moj ulubiony to wyrazenie p.Fotygi: “nie mam wiedzy na ten temat”, albo “nie posiadam wiedzy”. Pozdrawiam.Franio.

  299. mw pisze:

    Franio 18:53

    Mile mi schlebiłeś, prosząc o “lingwistyczne oświecenie”, więc spieszę z moją interpretacją słowa “polactwo”.
    Co znaczy to słowo “w moim rozumieniu”, jak piszesz?
    Myślę, że jest to, w istocie, epitet z najgorszych, jakie mogą być. Oznacza on konglomerat wszelkich najokropniejszych, prawdziwych i wydumanych, jednostkowych i zbiorowych cech Polakow i o nich wyobrażeń oraz stetreotypów na ich temat w oczach SAMYCH Polaków (polactwo, wydaje mi się, nie funkcjonuje jako pojęcie nigdzie poza umysłami pojedynczych Polaków i poza zbiorową mentalnością Polaków).
    Jest to więc, widziany przez Polaków, tychże Polaków, prawdziwy i/lub wydumany: szowinizm, ksenofobia, mizantropia, religianctwo, lenistwo, głupota, irracjonalność, zabobonność, nieuczciwość, nieczystość (także niemytych dusz, jak pisał Witkacy), cwany infantylizm, nieodpowiedzialność, zacofanie, prymitywizm, plemienna klanowość, nieestetyczność, nacjonalizm, megalomania, jeszcze raz durnowatość, kłamliwość, sklonność do nieuczciwości, korupcji itd, itp. - wszystko to sprzężone w zatrważająco degradujące pojęcie o sobie, jako o społeczeństwie, które to pojęcie samo się spełnia, zgodnie z pewną generalną zasadą psychologiczno-socjologiczną.

    Takitam 13:37; Alter Spitzbube 14:42

    Wytłumaczenie powtarzania przez mnie, na różnych blogach, wpisów - pod ostatnim tekstem red. Paradowskiej (może już czytaliście). Co ciekawe, zarzuty “takiegotam”, że wpisy są za długie, ciekawie komponują się z zarzutami “neli”, że jestem leniwy.

    ***
    Coś na osłodę:
    Andrzej Gwiazda, nowowybrany członek kolegium IPN, podczas wczorajszego przesłuchania senackiego:

    “Każdy jest podejrzany”.

    Stalin, w 1937 r., wskazując przez okno ludzi na Placu Czerwonym pewnemu generałowi, wezwanemu przed swe oblicze, który po kilku minutach indagacji dopytywał się, czy jest może o coś podejrzany:

    “Podejrzani, towarzyszu, to są ci ludzie tam w dole. Przeciw Wam toczy się już śledztwo”.

  300. mw pisze:

    Franio 18:53 c.d.

    Właśnie, nagle, przyszedł mi do głowy przykład na “polactwo” (wybacz mój “esprit d’escalier”).

    “Polactwo” jest to przecież także bezinteresowna chęć niszczenia czegoś, co robi ktoś inny, tylko dlatego, że robi to ktoś inny. Jak, np., wpisy “takiegotam” i “Alter Spitzbube” powyżej. . . .

  301. Karina pisze:

    Dzięki Franio!
    Czytając archiwum zauważyłam, że jesteś jak większość bardzo aktywnym uczestnikiem tego forum (forowiczem, czy może raczej forumowiczem? hmm, nie wiem, podkreśla obydwa słowa;)). W każdym razie może masz jeszcze jakieś ciekawe przykłady, w sumie “nie posiadanie wiedzy” jest dość powszechne wśród polskich polityków. Może znasz jakieś inne błędy, których nie można tak łatwo wychwycić, może nawet ja nie potrafię. Jestem licealistką, a nie znawcą języka polskiego, dlatego obawiam się, że moja analiza będzie zbyt płytka i powierzchowna:( Zatem wszystkich, “mających większą wiedzę na ten temat” proszę o pomoc:)

  302. Alter Spitzbube pisze:

    Franio…Fakt. Tego bloga zniszczyli bezinteresownie - PROFESOR i Franio. PROFESOR to Polak, a Franio…

  303. takitam pisze:

    mw, co ja ci niszcze? Ja sie w ogole malo odzywam .
    A coz to, krytykowac to my, ale nie nas? Uwazam, ze piszesz za dlugie posty, moze powinienies nele poprosic o email, skoro ma niedosyt. I wszedzie ciebie pelno. To sie nie odnosci do tresci, tylko… czy moglbys sie skracac? Dlugie posty zniechecaja, wierz mi. Teraz znowu wkleiles kawalek od Paradowskiej. Boisz sie, ze cie nie zauwaza?
    Karina, czy nie moglabys obejrzec wiadomosci, poczytac wywiady, wyciagnac wnioski? To Ty masz pracowac na mature, a nie my odwalac robote za ciebie. Pogimnastykuj zwoje mozgowe, to im sie przyda.

  304. Franio pisze:

    M W

    I teraz jest problem. Albo “wziac na wytrzymanie” i poczekac az “secod tought” u MW sie otworzy, albo poskrobac juz teraz. Zapomniales dodac “niecierpliwosc.” Gdybym czekal, rozgrywalbym. Az Ci sie wybulgocze cala reszta. Zapomniales tez “odwaga”. Tego nam nie zarzuca, he? No, to jedziemy. Do tego komponuje sie Karinka, jako katalizator myslenia u ramola. Mielibysmy satysfakcje podrzucajac dziecku (gdyby nam sie udalo) kilka smakowitych kaskow. “W oczach samych Polakow” piszesz. Skad to sie wzielo ?
    Polactwo. Jak “prostactwo”. Bardzo dobrze. Glosno i bez kompleksow. My tu - wyksztalceni, obyci, zadowoleni. Oni - tam. Tlumek nedouczonych “grafomanomonomanow”. Skad ? Ze spolecznego rodowodu, ze wszystkich (i wiecej) skladnikow Twojej wyliczanki. To - polactwo beznadziejne z piwkiem w garsci o siodmej rano, tamo -zbiorowisko dorobkiewiczow dzwoniacych kiesa, ale dudniace cisza w auli uniwersytetu( “trzeba k… postac”), te -dziadki i babcie bez grosza, ale z fotkami wujow kawalerzystow na kredensie, to nieszczesne “moglibysmy”, “co by bylo gdyby bylo”, “oni” to, “oni” tamto - galeria nieudacznikow. I ten trabiacy, i wode, i o slawie chicagowski Rostenkowski, i Mazur - i szczurowisko reszty pan i panow - Polactwo. Lamia szyki Brzezinski i Sikorski - skad to sie wzielo, tatalajstwo ?! Polactwo - zbieranina nieszczesnikow w opinii Polakow. Tak, ze masz racje. Polactwo - w opinii tych lepszych Polakow. Polacy mowia “e” z ogonkiem (prosze, dziekuje), Polacy dowcipkuja “Aleje Zwirki i Wigurki”, Polacy “wypinaja d… “bo ta nafta nie jest moja”, Polacy umieli sie “ustawic” i w komunizmie, i teraz - w kapitalizmie, Polacy gardza sarmatami, idealistami, nauczycielami z dziadowska pensja. Polacy rodowody, w opinii polactwa, maja “szemrane”.
    Blog zalozyli, pisali, poki im kazali. Zdjeli mundsztuk - juz ciagnac nie umieli. I natychmiast - jeden na drugiego. Nikt sam z siebie niczego nie napisal. Nie dodal, nie zainicjowal. Siedza po norach i kombinuja - kogo by dziabnac. Gdzie pretekst dla wypocenia dwoch linijek: ha, ha, ha ale mu przy…..em ! A sam ? Tyle sa warci i tyle za nich placa.
    Karince chcialbym pomoc, ale skad mam wziac material, z internetu ? Przyloz sie, MW, pomoz dziecku, bo przecie Blog nie pomoze. Ja tez sie postaram, moze sie na co przydam.
    I tak, z tej niecierpliwosci, rozszerzylem Twoja odpowiedz o wlasne dywagacje. W sumie, jesli pozwolisz, “polactwo” ma i polski, i obcy (”Polacks”) rodowod.

  305. Franio pisze:

    Karinko,
    Pewno juz wiesz, ze “widze ta degrengolade” zamienia poprawne “widze te”. Sam prof. Bralczyk przyznaje, ze dal sie skorumpowac. Ze p. Barbara Olejnik mowi “pytam sie pana”, zamiast “pytam pana”. Akcenty “matematYka”, “logIka” - zamiast poprawnych.
    Jak pisal blogowicz, “radio” lata z deklinacja tu, raz tu. Dawniej, nie odmienialo sie. Pozniej, poniewaz sie spolszczylo, zaczeto je odmieniac. Teraz, podobno znow jest nawrot do niedeklinowania. Caly cyrk z odmiana obcych imion i nazwisk (mozesz poczytac w postach sprzed kilku miesiecy). Polecam stare posty. Tam bylo duzo dyskusji z przykladami.
    Twoja metodologia jest prawidlowa. Niesposob samej znalezc. Tylko “wespol wzespol…”.
    Rowniez, we wczesniejszych wpisach Polityki, w innych blogach, znajdziesz sporo materialu. Daj tam swoja prosbe. Im wiecej pomocnikow, tym lepiej. Powodzenia.

    P.S. Bardzo pomoglyby kontakty w Korekcie czasopism.

  306. mw pisze:

    Franio 23:50 (wczoraj)

    Zdecydowane weto wobec Twojego rozumienia “polactwa”.

    Ty stawiasz “polactwo” w opozycji do Polaków. Dzielisz społeczeństwo na lepszych i gorszych (nieistotne którzy, wg Ciebie, są lepsi, a którzy gorsi).

    Tymczasem “polactwo” to tylko -jak pisałem- epitet wszystkich Polaków, jako całości wyobrażonej przez tę właśnie całość, w pewnej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej, w wyniku tejże sytuacji.

    To coś jak mit - przekształcający pewna niepojętą rzeczywistość w taki sposób, aby dała się pojąć i aby na jej podstawie mozna było zbudować własną tożsamość. Chocby taką. Zauważ, “polactwo” buduje tożsamość z elementów zgoła nieużywanych w innych kontekstach kulturowych (a w każdym razie nie tak), a więc w opozycji do innych. I jakkolwiek doceniam konieczność odrózniającej funkcji mitu, to jednak tutaj ma on autodestruktywne znaczenie.

    “Polactwo” to my, Polacy, wszędzie tam, gdzie jesteśmy wrodzy sobie i innemu. “Polactwo” to pierwiastek antyludzki Polaka. Ciebie i mnie. To wynik życia przez wiele pokoleń jako niewolnik. Człowiek zniewolony.

    Kończę już, bo “takitam” się zniecierpliwi. On nie lubi długich tekstów. Może siada mu koncentracja?

  307. mw pisze:

    Franio 23:50 c.d.

    “On second thought” - jakieś tam “polactwo” rzeczywiscie okresla pewną tylko grupę Polaków. Przykład? Rzuć okiem na wpisy w forum “GW” pod artykułem Michnika nt. konieczności otwarcia archiwów SB. To jest 300 wpisów typowego “polactwa”. Brrrr. Jak kiedyś pisałem: zwymiotowanie.

  308. kerowyn pisze:

    Zazwyczaj dobrą reakcję wywołuje “Kto da radę, jak nie ty!”. W stresowych sytuacjach z jednej strony wprowadza odrobinę niezbędnego luzu i dystansu, z drugiej - pomaga w przywróceniu danej osobie pewności siebie, mówiąc to, daję jej do zrozumienia, że w nią wierzę. Przydaje się w zasadzie w każdej sytuacji, w której trzeba zrobić “coś trudnego”.

  309. marekk pisze:

    Karina
    Temat który poruszyłaś był już przez nas omawiany we wcześniejszych wpisach. Musisz cofnąć się kilka tematów i znajdziesz wiele przykładów nowomowy polityków. Trzymam kciuki.
    pozdrawiam marek

  310. Franio pisze:

    MW
    Widzisz, jak dobrze, ze zapytalem ? Bym bladzil. Pozdrawiam.Franio.

  311. mw pisze:

    Franio 23:53

    Świetne. Widzę, że “takitam” jednak nas zdyscyplinował.

  312. Franio pisze:

    Stara Zaba.

    Dzisiaj 15 maja i koniec z terminem skladania “wnioskow rolniczych” (?) jak pisalas, mialas miec wiecej czasu. Rowniez dzisiaj, na blogu “Gotuj sie” jest, zupelnie w Twoim stylu, “perelka” od Wojtka z Przytoka - nocny grad nad Odra. Nie dalabys sie namowic na odnowienie Twoich “short stories” ? Daj poczytac. I jeszcze jedno - zauwazylas zapewne prosbe od Kariny o pomoc w wyszukaniu bledow jezykowych w tekstach publicystow. Kiedy nikomu to nie bylo potrzebne, pisalismy jeden przez drugiego, teraz kiedy dziecko potrzebuje pomocy przed matura, nikt sie nie kwapi z pomoca. Nie dasz sie namowic ?
    Pokumkaj, pokumkaj, nie daj sie prosic. Franio.

  313. tropiciel bzdur pisze:

    MW napisał:

    Tymczasem ?polactwo? to tylko -jak pisałem- epitet wszystkich Polaków, jako całości wyobrażonej przez tę właśnie całość, w pewnej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej, w wyniku tejże sytuacji.

    Epitet całości wyobrażonej przez całość w pewnej sytuacji w wyniku
    tejże sytuacji….. ta….. Tylko po co takie bzdury wypisywać?????????

    A kto to jest ten Franio, co takim postom się nisko kłania?
    I po raz n-ty grzmi (zadałem sobie trud i sprawdziłem) : jak to
    ‘pytam się? Przecież tak nie można! ‘ Otóż można i jest to
    forma jak najbardziej poprawna gramatycznie.

    Dalszego kitraszenia w pewnym własnym wyrażonym przez całość
    w wyniku sytuacji sosie życzę.

  314. tropiciel bzdur pisze:

    MW pisze

    Tymczasem ?polactwo? to tylko -jak pisałem- epitet wszystkich Polaków, jako całości wyobrażonej przez tę właśnie całość, w pewnej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej, w wyniku tejże sytuacji.

    Ta wypowiedź to jest czysty bezsens. Całość wyobrażona jako całość
    w pewnej sytuacji w wyniku tejże sytuacji.

    Germanistka błaga, żeby blogowicze Pana Profesora nie przestawali pisać.
    Jeżeli kogoś nonsens interesuje, to niech pisze, a inni niech czytają.

  315. Franio pisze:

    M W

    Zadzwonilem do “madrali” w Polsce. Zgadzaja sie z Twoja ocena. Co wiecej, cale to “polactwo” zaczelo sie dopiero gdzies rok temu, z ksiazka p. Rafala Ziemkiewicza. Nie takie to znaczace, jak zakladalem.
    Zwroc, prosze, uwage na prosbe Kariny o pomoc. Mur niezyczliwosci. To samo bym widzial, gdybym pojechal do Polski. Nawet Marekk zbyl ja “odsylaczem”. Przeciez jezyk publicystow jest, jak byl ? Czyta to sporo ludzi, nie ma jednej zyczliwej reakcji, w czym rzecz ? Drobiazg, a dla zagubionej licealistki szalenie wazny, tylko jeden przyklad od jednego blogowicza i zalatwione - nie. Znowu mowic o polskiej zarozumialosci, o niewrazliwosci, “calkiem bezinteresownie”, o wielu cechach ktore przytoczyles ? Ciekawy test. Wnioski mozna snuc w nieskonczonosc. I to przyczynek do Twoich przyczynkow na temat rozwazan teoretycznych. Dla mnie sa one najcenniejsze. Te oryginalne obrazki: i pierogow, i tramwaju z zegarem, i “parady do kosciolka” - smacznie sie czyta i niezdyscyplinowane (zgroza !) myslenie kwitnie. Takie tam myslenie - jesli nie masz wyobrazni, a kopalnia - jesli prowadzi do mniej wiecej sensownych wnioskow. My tu mamy termin “round table discussion”. Kiedy zbierasz tuzin mozgow za stolem, zadajesz temat i kazdy ma mowic co mu slina na jezyk przyniesie, bez ograniczen. Zapis z tego “brain storm” idzie do analizy. To bardzo pomaga. Glownie dlatego, ze kazdy dziala w dobrej wierze, chce pomoc, chce sie przydac, calkiem anonimowo, dla wlasnej satysfakcji. Potem widzi: w ostatecznych rozwiazaniach jest i jego ziarnko. Dobrze mu z tym. Sytuacja z Karina zaczyna mi podsuwac konkluzje, ze raczej odwrotnie. Nie byloby mu dobrze. Bo pomoglby calkiem bezinteresownie i nie wiadomo komu. Tacy idealisci to my nie jestesmy…
    Pisz MW pisz, nie daj sie “zdyscyplinowac”. Bo i czym ?! Franio.

  316. Juran pisze:

    No to mamy i rekordowy zapis (czy notowane są tu rekordy świata?), i jedno wielkie rozczarowanie..

  317. Franio pisze:

    tropiciel bzdur.

    Twoj wpis z 5-15 wszedl dwa razy, ale trudno jest go zrozumiec, zwlaszcza Jesli laska, napisz wyraznie z czym sie zgadzasz, z czym nie itd. O jaka “forme gramatyczna” idzie ?

  318. mw pisze:

    Franio 18:37

    Wszystko to da się zrozumieć. Wyobraź sobie wielki blok lodu, który trwał zamrozony przez co najmniej 300 lat. W środku, zamrożone, 300 albo i więcej lat temu, życie.
    Dziś (tzn. od kilkunastu lat) ten blok lodu gwaltownie jest rozmrażany (rozmraża się). A w środku? Żadnego życia, jak tośmy się spodziewali, nadzieję mieli, a tylko truchło jakieś wielusetletnie, gwaltownemu procesowi gnicia podlegające w zetknięciu z powietrzem i światłem. Ale . . .
    Ale przecież właśnie z tych resztek materiału genetycznego jakieś życie, nowe, musi powstać. To jak te próby odrodzenia mamuta z kawałków znalezionych w wiecznej zmarzlinie syberyjskiej. Niebywale trudne zadanie dla świata i cywilizacji. Ale konieczne. Innego sposobu nie ma.
    Dlatego tak to koślawo i z takim zgrzytaniem idzie, i dlatego taki smród.

  319. marekk pisze:

    Karina
    Franio wytknął mnie palcem więc się poprawiam.
    W tym blogu we wpisie Pana profesora “I tak i nie” znajdziesz interesujący Cię materiał. Jest to również odsyłacz, lecz bez sensu jest przytaczać tutaj coś co juz jest podane na tacy.
    pozdrawiam marekk

  320. Alter Spitzbube pisze:

    FRANIO - JAK TOWARZYSZ LENIN - WIECZNIE ŻYWY!!!
    A wystarczyło zajrzeć do odpowiednich kompendiów, znaleźć `Związek Polaków w Niemczech`i dowiedzieć się, że formę `Polactwa` nadali mu niemieccy faszyści [`Polentum`] i … endecy. Tylko wtedy nie byłoby o czym fantazjować i posądzać o autorstwo tej formy p. Ziemkiewicza, któremu co prawda blisko do jednych i drugich, jednak nie na tyle, by mógł stworzyć jakolwiek dorzeczny neologizm językowy.
    Nierzeczowych i niekompetentnych postów w Blogu Frania jest z tygodnia na tydzień coraz więcej. Nic dziwnego, żę PROFESOROWI BRALCZYKWOWI być może wstyd się do BLOGU FRANIA przyznawać.
    - DLACZEGO Z UPOREM PISZĘ “BLOG Frania“?
    - Blog zawiera 319 postów [z niniejszym].
    - Wpisów Frania - 100 [słownie STO].
    - Doszło do tego, że Franio sam sobie stawia pytania, sam na nie odpowiada i sam się z odpowiedziami nie zgadza…

  321. tropiciel bzdur pisze:

    Alter! Za to Kamilce pan Franio pomógł:)
    Franio! Czytanie ze zrozumieniem: o co chodzi w poniższym
    cytacie

    I (Franio - przypis mój)po raz n-ty grzmi (zadałem sobie trud i sprawdziłem) : jak to?pytam się? Przecież tak nie można! ? Otóż
    można i jest to forma jak najbardziej poprawna gramatycznie.

    a. TB się pyta, czy Franio grzmi
    b. Franio grzmi, a TB mówi , że można
    c. bezustannie krytykowane przez Frania ‘pytać się’ jest poprawne

  322. Lena pisze:

    Witam Wszystkich,

    Jak mi ktos poda numer telefonu do profesora, to sie pofatyguje i zadzwonie z Kanady by go udobruchac, bi sie Franio panoszy.
    Franiu, a pisalam kiedys, ze moze to Ty jestes zakamuflowanym Profesorem. No coz obrazilam…

  323. Franio pisze:

    Alter Spitzbube.

    I Twoj wpis o Polactwie cenny i satystyka z wnioskami tyz. Masz racje. Zrob kilka kluczowych wpisow, sciagnij zainteresowanych i uchron Blog od upadku. Powodzenia.

  324. Alter Spitzbube pisze:

    Leno… PROFESOR to nie Franio [ani tym bardziej vice versa!!!]. PROFESOR był / jest człowiekiem bez cienia zarozumiałości i niezmiennie grzecznym. ZAWSZE!!!

  325. mw pisze:

    Prasa donosi, że na opolskim kabaretonie nie będzie wolno żartować z władzy, przynajmniej w nieaprobowany sposób. Ale, jak pisze ?GW?, Marcin Wolski, autor scenariusza kabaretonu, doradca prezesa TVP, zaprzecza jednak pogłoskom: ?Ależ zapewniam, że będzie krytyka władzy!?

    A więc będzie krytyka władzy! Zaaprobowana przez tę władzę.

    Jakieś wątpliwości jeszcze gdzieś?

  326. Ryszard pisze:

    Alter Spitzbube ? mówisz że Pan Profesor zawsze niezmiennie grzecznym . hm? wybacz , ale milczenie Jego grzeczne nie jest - teraz być może jakieś ważne przyczyny uniemożliwiły mu pisanie( z występowaniem w telewizji nie kolidujące ) ale przecież od początku zbywał , spóźniał się , nie odpowiadał cóż z tego ze urokliwie . Miejmy nadzieje ze skończy lada moment swoja zapowiadana w ostatniej wypowiedzi małą książeczkę i będzie potrzebował nowych materiałów do kolejnej publikacji .
    Bardzo Go lubię, bo jest za co, ale grzecznym po doświadczeniach tego blogu bym go nie nazwał

  327. Lena pisze:

    Franio, Alter,

    Dadza mi (Wy , Oni) email adres albo numer telefonu do Profesora , czy nie? Jest tak duzo wpisow, ze ktosp owinien byc jest obeznany w tej “dziedzinie telefonicznej lub prywatne emaillowej (Franio Prrzepraszam, nie wiem jak to jest po polsku)”).

    Buzia, Lena

  328. Alter Spitzbube pisze:

    Ryszardzie… Fakt. To daje do myślenia.
    mw. Jeżeli Wolski mówi, że wolno będzie krytykować władzę, to znaczy, żę będzie to `krytyka` w `wolskim` znaczeniu - z użyciem duuuuuużej ilości wazeliny. W tej sztuce `krytycznej` pan Wolski ma co najmniej siedemnastoletnie doświadczenie. Dla mnie wyznacznikiem i probierzem jakości Kabaretonu w tej mierze mógłby być K. Daukszewicz a nie M. Wolski.

  329. Ludwik D. pisze:

    Blog ledwie się kupy trzyma - a Profesora ni-ma…
    Może zasnął staruszek - przy komputrze mniej bystry…
    Lub kombinuje……… - jak się dostać w ministry…
    Skoro Religa mógł zostać - Bralczyk nie gorsza postać!

  330. Lena pisze:

    Kochani,

    Nikt mi z was nie pomogl, ale JA samodzielnie (zza duzej wody) odnalazlam email Profesora, napisalam, moze cos z tego bedzie…..

  331. Franio pisze:

    Jeszcze jeden przyklad niepoprawnosci jezykowej publicystow: tylko i wylacznie. Znowu “maslo maslane”. Co by nie bylo, my robimy swoja robote do konca.Serdecznie pozdrawiam.

  332. Alter Spitzbube pisze:

    330:102!
    Kapitan nieobecny, a łajba płynie zwolna…
    a Franio Amerykę odkrywa - jak Jasio z Kolna…
    I śliczna Lena działa skutecznie jak James Bond…
    Zaś Golfstrom coraz bliżej [To, Franiu, taki prąd...].

  333. emilia pisze:

    gdybym nie zobaczyła profesora w telewizorze zaczęłabym się martwić…

  334. Anioł Struś Emu pisze:

    Martwię sie bo zobaczyłem…

  335. Lena pisze:

    Ja nie zobaczylam w telewizorze, ja wygrzebalam w Gazecie Wyborczj. Profesor zyje! Oddycha i mowi.

  336. Alter Spitzbube pisze:

    LENO!!! To, że “Profesor zyje! Oddycha i mowi“ samo w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym. Chłopcy zaczynają mówić około drugiego roczku życia, a Profesor swoje latka już ma [nie wymawiając, bom też nie osesek]. Ważne - czy umie już / jeszcze [???}pisać?

  337. Ryszard pisze:

    z okazji urodzin Profesora ( dwa dni temu w tv Profesor gratulacje przyjmował) zyczenia by słowo ,które się rzekło znaczenie swe miało

  338. Alter Spitzbube pisze:

    …słowom naszym
    Zmienionym chytrze przez krętaczy
    Jedyność przywróć i prawdziwość:
    Niech prawo zawsze prawo znaczy,
    A sprawiedliwość sprawiedliwość. [J. Tuwim]
    P.S. Tuwim nie należał do PiS!!! NAPRAWDĘ!!!
    Der Alte Spitzbube

  339. Lena pisze:

    I blog umarl………C I S Z A…….

  340. Alter Spitzbube pisze:

    Leno…Requiescat in pace. Wbij w przeglądarkę “współczesny słownik polsko-polski“. Der Alte Spitzbube

  341. munik pisze:

    Witam serdecznie :)
    A propos notki . . od czego nie potrafię się uwolnić? dużo tego (w mówieniu i pisaniu) . . zacznę nie od słów. nie potrafię uwolnić się od wielokropka, który u mnie wygląda tak: ” . . “. poza tym, gdy jestem o coś pytana, powtarzam najpierw sobie to pytanie (jak widać wyżej). spotkać można u mnie także inwersje. często trudno jest mi się powstrzymać od:
    - a co do (tamtego) . .
    - poza tym
    - w sumie (ale zawsze staram się to wykreślić)
    - w ogóle
    - a więc
    - no . . (no to, no więc, no tak, no nie?)
    - “hmm”
    - tak myślisz ?
    - właśnie
    - nawet
    - jednak
    - serio ?
    - jasne, jasne
    - pff . .

    a żeby na kimś wywrzeć wpływ ? daję delikatnie do zrozumienia, że może żałować tego, że się na coś nie zgadza, słowami:
    - trudno . .
    - żałuj
    - masz pecha
    - okey

    i do tego dodaję miły uśmiech :)

    jednak słowa “proszę” także używam. coraz częściej. głównie wtedy, gdy chcę, aby ktoś coś mi powiedział “konkretniej” lub “jaśniej”.

    myślę, że to prawie wszystko.

    pozdrawiam, także serdecznie

  342. tropiciel bzdur pisze:

    Munik rulez i wymiata !:) Pozdrawiam Go serdecznie.

  343. munik pisze:

    :D dziękuję za pozdrowienia :) także pozdrawiam

    p.s. munik, to inaczej Monika, czyli “ona” ;)

  344. Jean pisze:

    Odkryłem tajemnicę licznych wpisów Frania! Zażył wiagrę, no i …

  345. tropiciel bzdur pisze:

    No cóż, honor (nie męski ani żeński) nakazywałby oświadczyć:
    przepraszam wszystkich państwa, ale nie mogę prowadzić dalej
    swego blogu.
    Ten brak kultury jest znaczący: i J. Pochanke, i G. Miecugow i inni
    po prostu PRZESTALI pisać.
    Hej, może po prostu warto powiedzieć choćby ‘dziękuję za uwagę’?????

  346. slawek pisze:

    i nic, trwa, i cale szczescie, jakze byloby to wszystko powazne i nadete bez Jego obecnosci?
    pozdrawiam

  347. Zygmunt Drugi pisze:

    Panie Profesorze… Pański blog od jakiegoś czasu bardzo źle się prowadzi, a Pan przed osiemdziesięcioma dniami napisał - `bardzo mi się to samoprowadzenie się mojego (?) blogu podoba`.
    Pański blog zszedł na złą drogę, a Pan z jego wątpliwej konduity usiłował już wtedy zrobić cnotę i cieszył się jak… Zna bardzo dobrze Pan Profesor słowa, którymi określano w przeszłości zarówno tak prowadzące się postacie jak i tych, którzy ich prowadzenie się usiłowali przedstawić w korzystnych barwach…
    Nie starczyło Panu Profesorowi czasu, chęci, odwagi [że nie wspomnę o minimum szacunku dla ludzi, którzy Panu zaufali] do napisania do Czytelników i Współdyskutantów uczciwie traktujących Pana osobiście i Pańskie słowa choćby t r z e c h tylko słów - `Kończę. Przepraszam. Żegnam`?

    Kończę. Nie przepraszam. Żegnam

  348. au pisze:

    Jest taki zwrot w języku angielskim, który ma na celu zmiękczenie rozmówcy: “do me a favour”. Po polsku należało by powiedzieć: “zrób mi przysługę”. Albo krócej (język polski jest chyba najbardziej elastycznym językiem na świecie): “przysłuż mi się”. Czyli, bez owijania w bawełnę, zwracamy sie do kogoś: “bądź moim służącym / moją służącą”.

    Wychowany w duchu filozofii marksistowskiej, myślałem dawniej, że pełnienie roli służby jest czymś poniżającym, niegodnym człowieka. Zmieniłem zdanie, kiedy sam miałem służącą. “Master” musi nie tylko płacić miesięczną pensję, ale także: zakwaterować, umeblować, wyposażyć, ubrać, wyżywić, dać ciepłą wodę i prąd, płacić za lekarzy i lekarstwa, pocieszać w chwilach załamania. Nie mówiąc o takich banalnych sprawach jak: przymykanie oczu na drobne kradzieże, płacenie rachunków telefonicznych za prywatne rozmowy służącej, tolerowanie nadużycia wody, prądu, itp.

    W efekcie, służąca panoszy się po twoim domu, nie przemęcza się, nie musi wydać na siebie ani jednego grosza, całą pensję może albo schować do pończochy, albo zanieść do banku. A ty, od świtu do nocy, zasuwasz jak mały samochodzik, żeby m.in. wypłacić pensję swojej służbie. I kto w tym układzie jest uprzywilejowany?

    Po tych doświadczeniach zrozumiałem, że zwrot “bądź moim służącym / moją służącą” jest ofertą pracy i obietnicą zapewnienia wszelkich wygód. Nic dziwnego, że nikt nie może się oprzeć prośbie: “zrób mi przysługę”.

  349. tropiciel bzdur pisze:

    Co to za terminy ’służąca’ oraz ’służba’ na litość boską ? A-uuuuu!!!!!!!!
    Wziął Polak i wypaniał.
    A post jest irrelewantny.

  350. lili pisze:

    przeciez mozecie dalej tutaj pisac sami, albo poprosic redakcje, zeby dali kogos na zastepstwo… A moze mi ktos powie przy okazji, dlaczego pytanie “co autor mial na mysli” bylo tyle razy wysmiewane. Przeciez odpowiedz na to pytanie w mniejszym lub wiekszym stopniu wchodzi w zakres analizy literackiej. No bo czy w ogole ktos kiedys czytal analize jakiegos dziela bez proby odpowiedzi na to, co autor mial na mysli? Hahaha.

  351. PANNA WŚCIEKLICA pisze:

    A ja myślę, że na złość Panu Profesorowi, powinniśmy nadal pisać na tym blogu, ale tylko między sobą.

    Nawet jeśli by umieścił nowy wpis - zignorować jego obecność i bawić się we własnym gronie.

    Może poprosimy w jakiejś petycji W.Sz. redakcję Polityki, by to nam przekazała blog, gdzie pisalibyśmy o naszych zmaganiach z językiem, śmiesznostkach etc.?

    To się nazywa ODZYSKIWANIE bloga. ;)

  352. Alex pisze:

    Podobno gospodarz zostal aresztowany przez CBS, za poprawianie bledow studentom Pisu.Ale ile jest w tym prawdy? Ktoz to wie? Ktoz?
    Pewnie sam gospodarz wie najlepiej,poczekajmy- moze za pol roku, a moze za rok,a moze to potrwa dluzej,ale pewnie sam nam to wyjasni-jak to bylo.

  353. Saemus pisze:

    Szkoda. Lubiłem tego bloga czytywać. Szkoda.

  354. au pisze:

    tropiciel bzdur 2007-06-08 16:48

    Profesor pisze:
    “Czy mają Państwo słowa, którym nie mogą się Państwo oprzeć? A może wiedzą Państwo o takich słowach (zwrotach, wyrażeniach, zdaniach), które magicznie wywołują pożądaną reakcję u Państwa znajomych?”

    Myślę, że mój wpis 2007-06-07 22:05 jest odpowiedzią na ww. pytanie, bo wymienia angielski zwrot “do me a favour” jako zmiękczacz rozmówcy. Niech Profesor sam zadecyduje, dokonując wyboru przykładów do zapowiadanej przez niego książeczki. Nie mogę się doczekać na tę publikację.

    Widzę, że nie zrozumiałeś mojego ‘postu’, wymyślając mi od “wypaniałych”. Wyraźnie w nim piszę, że to właśnie służba jest uprzywilejowaną w tej relacji rodem ze średniowiecza. Podobno w Polsce ma być uchwalona ustawa zabraniająca palenie papierosów, i że tylko w domu nie będzie zakazu. W kraju mojego stałego pobytu, jeżeli pomoc domowa (ukłon w stronę tropiciela bzdur) nie życzy sobie zapachu papierosów w miejscu pracy, to może zażądać od właściciela domu, żeby przestał palić.

    Nie wiem jakiej jesteś płci i w jakim wieku, ale polecam Ci następująca zabawę erotyczną: jedno z Was dwojga jest właścicielem, a to drugie - niewolnikiem.

    Życzę miłej zabawy - au

    PS. Zgłaszam kolejny zwrot: “bądź moim niewolnikiem / niewolnicą” (w języku angielskim: “be my slave”).

  355. tropiciel bzdur pisze:

    Au
    no dobra, powiedzmy że masz słaby kontakt z językiem polskim
    (pisanie o ‘poście’ - cudzysłów niepotrzebny, a nie możemy się
    doczekać czegoś a nie na coś) i nie wiesz, że słowo ’służba’ w
    odniesieniu do ludzi jest nacechowane pejoratywnie -
    nie chcesz wyjść na buca, to go nie używaj, proszę.

    Pomoc domowa ma prawo do swoich wymagań, taka sama
    praca jak każda inna.(chyba że Master na czarno zatrudnia)
    Nazywanie tego uprzywilejowaniem zdradza twoje nastawienie:
    ’służba’ powinna znać swe (najniższe) miejsce w chałupie.
    Palenie przeszkadza, ot swołocz.

    No ale jak ktoś zgłasza zwrot : bądż moim niewolnikiem… (?)
    O co Ci chodzi, kolego?
    To ma być polski ‘zmiękczacz’? Brzmi niezręcznie, nie wszystko
    da się spolszczyć.

    Z zabawami erotycznymi do me a favour i daj sobie spokój na tym
    forum.

  356. nemo pisze:

    A mnie jest smutno bez Frania :(

  357. au pisze:

    tropiciel bzdur 22:51

    Przepraszam za niepoprawne użycie słowa “doczekać”; nie sprawdziłem tekstu przed wysyłką, a potem było już za późno. Każdy z nas popełnia błędy, Ty również, na przykład: “inna.(chyba że Master na czarno zatrudnia)”, “zwrot : bądż”.

  358. au pisze:

    Nie ma nic pejoratywnego w słowie służyć: sługa boży, służę ci pomocą, serve and protect, służba nie drużba, itd. To samo można powiedzieć o słowie służąca, pod warunkiem, że osoba tak nazwana nie ma do tego pretensji. (Mój kolega Mohammed pracuje dla Adobe na stanowisku apostoł składu poligraficznego. Jest dumny z powodu tej nazwy, a ja uważam, że to rani moje uczucia religijne.) Ktoś kogoś zatrudnia - chwała mu za to - i musi jakoś nazwać stanowisko pracy: asystentka, sekretarka, ogrodnik, pomoc domowa, szofer. Myśle, że liczy się to, czy pracownik jest godziwie opłacany i czy pracodawca traktuje go z należnym mu szacunkiem.

    Podam przykład pokazujący, jak subiektywne jest rozumienie słowa służąca. Władza państwowa wydała zakaz używania słów master oraz servant. Poszedłem do mojej pomocy domowej i mówię o tym zarządzeniu. “Od dziś Ty nie mówisz do mnie master, a ja nazywam Cię domestic worker.” Czy domyślacie się, jaka była jej reakcja? Wpadła w płacz: “Czy to oznacza, że master wyrzuca mnie z pracy? Proszę niczego nie zmieniać.” Jak miałem zareagować na taką prośbę?

    PS. Z góry przepraszam za popełniane błędy językowe. Od 17 lat przebywam poza Polską, a z wykształcenia jestem matematykiem teoretykiem. Dołączyłem do tego blogu, żeby szlifować mój język polski poprzez czytanie Waszych wpisów i próbowanie samemu. Dziękuję!

  359. au pisze:

    Errata: “nie ma o to pretensji”

  360. tropiciel bzdur pisze:

    Bosh..W jakim Ty kraju żyjesz, że pomoc domowa do Ciebie
    ‘master’ mówi? U mnie sprzątaniem zajmowało się belgijskie
    małżeństwo, które zaczynało dzień pracy od wypicia porannej
    kawy w naszej kuchni, było z nami na ‘ty’ i wyjeżdżało na
    weekendy do Londynu ( w celach rekreacyjnych) OK, oni
    mieli swoją godność, wypracowaną prze pokolenia demokracji
    i braku dyskryminacji w Beneluksie.

    Że Twoja pani sprzątająca ma mentalność rodem z Indii kolonialnych,
    to nie jej wina pewnie, ale od matematyka teoretyka (tutaj szacunek)
    można by było oczekiwać czegoś więcej?
    Zaprawdę powiadam Ci człowieku, że używanie słowa SŁUŻBA
    o osobach ,które pomagają Ci za pieniądze w prowadzeniu
    gospodarstwa domowego to obciach we spółczesnym j.polskim.

  361. au pisze:

    Tropicielu bzdur, Indiami trafiłeś w sedno zagadnienia - inaczej jest w Europie, a inaczej w krajach, nazwijmy to po imieniu, kolonialnych. Ale nawet i tam można nadal być człowiekiem (co podobno brzmi dumnie) i traktować swoich pracowników jak prawdziwy pracodawca, a nie wyzyskiwacz.

    Przyjmuję Twoją radę i nie będę używał słowa służba.

    Ciao…

  362. takitam pisze:

    A coz to za nowe slowo - “Bosh”? Firma Bosh?
    Co do dyskusji miedzy au i tropicielem bzdur. Oczywiscie, ze “sluzaca” to okreslenie o zabarwieniu pejoratwnym, nie wiem, w jakim kraju zyje au (australia?) ale w zadnym rozwinietym kraju zadna “domestic worker” nie zwraca sie per “master”, co najwyzej “sir”. I to brzmi jak z czasow kolonialnych, chcesz czy nie, au.
    Nie ma nic zlego w byciu sluzaca/sluzacym, matematykiem teoretycznym czy ekspedientka w sklepie
    Wszystko to kwestia umowy o prace, zakres obowiazkow i tak dalej. I zalezy, czy pomoc domowa jest na przychodne, czy ma “sluzbowke”. Niczego sluzbie nie musisz zapewniac, tylko tyle, ile chcesz i powinienes, godziwa prace za godziwa place. A sluzaca na stale sila rzeczy staje sie domownikiem i w koncu to ona organizuje domownikom zycie w sensie mieszkanie czyste, jedzenie na czas, robi zakupy i odciaza “panstwo” od tak zwanej prozy dnia. Masz wiecej czasu na prace, nie zajmujac sie praniem skarpetek.
    Tropicielu, wytlumacz mi tego Bosha.
    Pozdrowienia.

  363. Zygmunt Drugi pisze:

    PANNA WŚCIEKLICA!!!
    Pomysł genialny, tylko niewykonalny. Blog [pomijając już względy etyczne]jest wlaśnością Profesora. Robić to, co uznamy za właściwe, możemy we własnych `włościach`, nawet nakazać mówić do siebie `master` lub zgoła `masta`. Robienie `na złość` Profesorowi? Nie… to nie to… Ciekawostka lingwistyczna… Stanisław Lem stworzył pojęcia - per analogiam słowa `pro-fesor` - antyfesora, contrafesora, infesora… Ja sam bawię się w podbny sposób na własnym blogu. To już jednak inna historia. POZDRAWIAM.

  364. tropiciel bzdur pisze:

    Au - pozdrawiam.
    Takitam: bosh.. to ‘transkypcja fonetyczna’ słowa ‘Boże’ wymawianego
    bardzo niedbale (bo nie o Boga tutaj chodzi)
    Zygmunt Drugi: ś.p. Stanisław Lem to jest dopiero temat!
    Wielbiciele sepulek: łączmy się!

  365. au pisze:

    takitam 19:48

    Pomagam Tropicielowi Bzdur, z ktorym mialem przyjemnosc dyskutowac i zaprzyjaznic sie. Zrobil on tzw. literowke, zamiast literki G uzyl literki B. Powinno byc “Gosh”, a wyszlo “Bosh” (ja od razu tak to przeczytalem).

  366. au pisze:

    … czyli przeczytalem nie tak, jak autor mial na mysli.

  367. au pisze:

    Powinno być: “… czyli przeczytałem nie to, co autor miał na myśli.”

    Mam pytanie do Pana Profesora Obecnego b. Dyskretnie. Czy w dobie poczty elektronicznej, kiedy otrzymujemy dziennie kilkadziesiąt listów i na wszystkie musimy odpowiedzieć natychmiast (znam osoby, które pół dnia piszą listy) - darowane nam są przez Konsorcjum Lingwistów błędy, wynikające z szybkości przelewania myśli na ekran i natychmiastowości naciskania klawisza “wyślij”?

  368. tropiciel bzdur pisze:

    Bosh/bosz.. - bardzo popularne słowo wśród młodszych polskich
    forumowiczów. ‘Gosh’ to by raczej anglistyka użyła.
    Pozdro.

  369. agni_me pisze:

    Stara Żabo, Alicjo, Torlinie, Michale, Franiu, inni (ci co wiemy) przecie - tęsknię. Za językową swadą i sensem. Bardzo.

    Smutna z powodu nieobecności wielu,

    agni

    PS słowa bywają niemodne jak spódnice, au, warto o tym pamiętać

  370. Matematyk Teoretyk pisze:

    Jeżeli słowo bosh jest niedbałą transkrypcją fonetyczną słowa Boże, to raczej powinno mieć pisownię bozh. Proszę zauważyć, że słowo bozh wymawia się bosz. Jeżeli pisownia bosh jest poprawna, to należy o niej powiedzieć: niedbała transkrypcja fonetyczna słowa Boże, zapożyczona od angielskiego zwrotu gosh.

    Postanowiłem przechrzcić się z au na Matematyka Teoretyka, bo zbyt często używam matematycznych form zdaniowych (jeżeli a to - implikacja).

  371. Wymiana linków pisze:

    Zabawy językiem fajna sprawa. Jednak w dobie globalizmu ciężko ustrzec się naleciałości. Pomijam również fakt, iż spora część Polaków ma problemy ze zrozumieniem tego co słyszy i czyta.

  372. Matematyk Teoretyk pisze:

    Droga Agni

    Wszyscy Oni wrócą na sygnał Pana Profesora. Przy czym Pan Profesor nie odezwie się dopóki nie uzbiera wystarczającej ilości przykładów do książeczki. Musimy więc zakasać rękawy i przypomnieć sobie nasze sposoby na innych oraz sposoby innych na nas. Ty możesz wzywać Ich do powrotu (jedno wezwanie dziennie - za rok będzie 365 wezwań). Ja mogę tłumaczyć żywcem pewne angielskie zwroty. Dziś zgłaszam dwa: “jesteś geniuszem (you are a genius)”, “jesteś gwiazdą (you are a star)”. Zwykle pierwszy z nich jest mówiony do mężczyzny, a drugi - do kobiety, ale nie jest to reguła matematyczna.

    Nb. dziękuję Ci za słowa szczerej krytyki, obiecuję wziąć je sobie do serca.

  373. sigismundus@blog.onet.pl pisze:

    Matematyk Teoretyk:
    Warto przeczytać Lemowski `Pamiętnik znaleziony w wannie`. Istota tego blogu [bo niby dlaczego `bloga`?] ma się do niego jak P.T. Dyskutanci do pracowników Superbunkra. POZDRAWIAM NIEŚMIERTELNYCH [Dariusz ich mial 10 000, nie bądźmy jednak drobiazgowi].

  374. agni_me pisze:

    Drogi Matematyku Teoretyku

    Bardzo proszę. Zamiast krytyki racz widzieć prostą uwagę, że “służyć”, “służba” w znaczeniu, którego użyłeś, jest oznaczane w słownikach jako “dawniej”.

    Co do reszty: to nie było wezwanie do powrotu, jedynie krzyk serca.

  375. nemo pisze:

    Czy Franio zyw aby jeszcze?
    Profesor jest podobno widywany, ale inni???
    Moze ten temat to jedna wielka prowokacja i studium wytrzymalosci blogowiczow na nieobecnosc Gospodarza?
    Zdarzylo mi sie raz byc na jednym przyjeciu, gdzie gospodarz udal sie “na miasto” w poszukiwaniu kukurydzy na popcorn. Kiedy wrocil (pozna noca nota bene), goscie bawili sie w najlepsze i nikt nieobecnosci gospodarza nie zauwazyl, ani tez braku popcornu :)

  376. Matematyk Teoretyk pisze:

    Zygmuncie Drugi, no właśnie, dlaczego blogu, a nie bloga? Nie było mnie w Polsce przez 17 lat, wróciłem duchem, bo szlag (odmiana?) mnie trafił po usłyszeniu wiadomości o ingresie Wielgusa. Cały świat zaczął sobie kpić z Polaków. (Po pięciu miesiącach stwierdzam, że nie bez powodów.)

    Jak taki proces ustalania poprawnej odmiany odbywa się? Czy poprzez badania statystyczne, po uprzednim puszczeniu sprawy na żywioł? Czy zabiera głos autorytet i mówi, że ma być ulica Gołąba, a nie Gołębia?

    Wytłumacz, proszę Cię.

  377. Alicja pisze:

    Agni_me!
    Pozdrowienia! U mnie upalnie, a wcześniej przeżyło się ciężką zimę, oj, dała jak zwykle w kość i poniżej krzyża!
    Zaba pewnie kumka w błotach, bardzo rzadko daje głos na blogach. Też się stęskniłam, natomiast był czas, że Frania miałam powyżej uszu, bo co wpis, to Franio. Franio Frania Franiem poganiał.

    A teraz do rzeczy:
    1.”bosh” - życzę sobie, żeby ta spódniczka wyszła z mody. Internauci używają również “boshe!”, tu chyba nie ma wątpliwości, że to jest “Boże!”.
    Gosh, bosh - jeden pies, ale wiadomo, że to z angielskiego przyszło, a ja jestem zaciekłą zwolenniczką nie wtrącania bez wyraznej potrzeby anglikanizmów, nawet takich głupkowatych. Ale o tym też już było.
    2.Matematyku teoretyczny, temat “blogu” czy “bloga” przerabialiśmy w jedym z pierwszych wpisów Profesora, Profesor sam nie był pewien, co z tym fantem zrobić, a przecież jest językoznawcą. Zauważyłam, że większość używa “bloga”, a mnie jakoś tak pasuje wpis do “blogu”. Jak znam życie, z czasem się przyjmie i utrze, najpewniej “bloga”, bo taką tendencję już widać. I co im wtedy zrobisz, mandaty wystawisz, bo rada języka (teoria, póki co) ustaliła, że jednak ma być “blogu”?

    Pozdrowienia dla wszystkich starych przyjaciół z BLOGU Profesora Bralczyka, pozdrowienia dla nowych bywalców, a na koniec pozdrowienia dla samego Profesora.
    Nemo,
    to jest dobra przypowiastka - i tak jest, jak widać na załączonym obrazku!

  378. Alicja pisze:

    P.S Ktoś napisał tekst kursywą i nie zamknął “tagu”, i teraz wszyscy będziemy kursywować.
    O, kursywa!

  379. Zygmunt Drugi pisze:

    Istnieją `praw` zwane w językoznawstwie `uzusami` - `zwyczajami`. Jeden z uzusów mówi, że właściwą formą jest ta, która jest używana przez lokalną społeczność. Oto przyklad: W niegdyś mojej Żiemi Ełckiej jechało się `do Ełku`. Pociąg odchodził [przed kilkudziesięcioma latami] z Warszawy Wileńskiej `do Ełka`. W Białymstoku ten sam pociąg kierowano `na Ełk`.
    W odległości 24 km od Lublina jest miasteczko Piaski, ale jechało się zawsze `do Piask`. W powiecie ełckim jest wioska Piaski - szło się do Piasków. W ZiemiZamojskiej jest wieś Piaski Ruskie - więc do Piasek Ruskich.
    Każda z tych postaci fleksyjnych JEST WŁAŚCIWA na własnym terenie. Forma ogólnopolska ustaliła się w formie `do Ełku`. Ustaliła sie - to za wiele powiedziane - należy chyba rzec `ustala się`, bo to trwa - forma `bloga` obok mniej spotykanej `blogu`. Mnie się forma `bloga` wydaje nieco sprzeczna z polszczyzną. Słowo `blog` brzmi podobnie jak - przykładowo `grog`, `log` [dawny przyrząd do mierzenia szybkości statków], `smog` - wszystko to są anglizmy mające w polszczyźnie w dopelniaczu, miejscowniku formy - grogu-logu-smogu`- Nie widzę powodu do tworzenia dziwactw typu `bloga`, `na blogu` - zamiast `blogu` ,`w blogu`. Przecież `weblog` to forma dziennika - notatnika - diariusza, a piszemy `w dzienniku` a nie `na dzienniku`.
    Przepraszam, że się może zanadto rozpisałem.
    I jeszcze jedno… Nie chcialbym się szarogęsić w blogu pod nieobecność Gospodarza, nawet wtedy, kiedy porzucił On swą `posesję`. Zapraszam - w razie chęci lub potrzeby - do własnego blogu: sigismundus.blog.onet.pl
    SERDECZNIE POZDRAWIAM

  380. tropiciel bzdur pisze:

    Profesor Bralczyk jest człowiekiek bez honoru.

    “blogu’ czy ‘bloga’, to chyba tak jak ‘przystanku/przystanka’? Obie odpowiedzi poprawne.

    Proces ustalania poprawnej odmiany często odbywa się na zasadzie
    uzusu - Limanowa- w Limanowej, ale Włoszczowa :), we Włoszczowie
    - bo tak ludność lokalna zdecydowała na przestrzeni wieków.

  381. Alicja pisze:

    Tropicielu bzdur,
    przeczytaj sobie raz jeszcze, ze zrozumieniem, ostatni wpis Profesora. Powoli, ze zrozumieniem…. Pojąłeś?
    Przecież wyraznie napisał, że podoba mu się samoprowadzenie blogu!
    I nie bądz taki poprawny - szkodzi piękności!
    Oczywiście, że o formie języka decyduje ogół i to, “jak sie przyjęło”. Pisałam wcześniej - i co, będziesz im mandaty wystawiał?! Oleją Ciebie i Twoją poprawność , i bardzo słusznie! Językoznawcy to teoretycy, a język używany rządzi sie swoimi prawami - i ten język używany zmienia sie z dnia na dzień. O co tu kruszyć kopie?

  382. Matematyk Teoretyk pisze:

    Nie rzucim bloku, skąd nasz ród,
    Nie damy pogrześć blogu!
    (jak róg - rogu)

    O wiele lepiej brzmi - dla mnie, w każdym razie:

    Nie rzucim bloku, skąd nasz ród,
    Nie damy pogrześć bloga!
    (jak pieróg - pieroga)

    Ale, z tego co piszecie wynika (mat.), że temat blogu został już przewałkowany. Zmieniam temat i daję Wam zagadkę matematyczną: co ma pierwiastek do wiatraka?

    Notabene (nauczyłem się wczoraj, że po polsku nota bene piszemy razem), z przyjemnością odwiedzę blog Zygmunta Drugiego, z którym już raz potknęliśmy się o Lenina. Gwoli wyjaśnienia, dawno temu, moja 3-letnia córeczka potknęła się na cmentarzu. Bez chwili namysłu rzuciła “potknęłam się o nieboszczyka”.

  383. tropiciel bzdur pisze:

    Alicja, kobieto , cu mi tu waćpanna imputujesz?

    przeczytaj -ze zrozumieniem- mój poprzedni wpis. O co Ci chodzi
    z tym moim rzekomym kruszeniem kopii i poprawnością?

    Piszę : ‘bloga albo blogu’ To ma być chęć forsowania poprawnośći?
    Piszę: ‘o formie typu ‘we Włoszczowie’ decyduje ogół’ . Dlaczego ktos
    ( ten ogół?) miałby mnie tutaj olewać?

    A tak swoją drogą, to ja dostyć przystojny jestem i nawet Twoje
    komentarze ni w osiem ni w szesnaście mej piękności nie zaszkodzą.

    Matematyk Teoretyk - dziękuję za świetne przykłady z pierogiem i rogiem.
    A za pierwiastek umierać nie zamierzam.

  384. Matematyk Teoretyk pisze:

    Alicjo (w krainie czarów - dzieło matematyczne), ten blog wyjątkowo dobrze się samoprowadzi. Kota ni widu, ni słychu - myszy się samorozbestwiły. Kiedyś tam, kot pojawi się i nie samorozpozna swojego blogowiska. Będzie sama radość! M.T.

  385. Matematyk Teoretyk pisze:

    Tropicielu Bzdur, dziękuję za podziękowania. Wiem, że nie masz najmniejszego zamiaru umierać za, pożal się Boże, pierwiastek (nie mylić z wyrostkiem). Ale, czy nie grozi Ci utrata stanowiska pracy w Brukseli? Będziesz musiał wtedy przenieść się do kraju kolonialnego i uchną Ci uszy od masterów. M.T.

  386. Alicja pisze:

    Tropicielu,

    chłopie (a jeśli wolisz - mężczyzno, albo jeszcze lepiej, jak Ewa Szykulska wymawiała w serialu o Nikodemie Dyzmie - *męcizna*),
    ja tam nic nie imputuję, tylko mówię (piszę) że Profesor powiedział, że mu się podoba samoprowadzenie blogu. Prowadzimy się jak damy, a jak nie damy, to też się prowadzimy.
    Nie wątpię, że jesteś cholernie przystojny, ale nie wiem, dlaczego mój wpis tak Cię zdrzaznił. Napisałeś, że “Profesor Bralczyk jest człowiekiek bez honoru.” i dlatego odesłałam Cię do przeczytania ostatniego wpisu Profesora. I jeszcze raz - Rada Języka sobie, a gawiedz sobie. Nie wiem, co to za herezje według Ciebie nawypisywałam, może coś szerzej na ten temat, bo nie czuję się winniczkiem.
    Nawet cholernie przystojnym facetom złość szkodzi na urodę :)

  387. Matematyk Teoretyk pisze:

    Szanowny Panie Webmasterze albo Majstrze Łbów

    Największym problemem “samoprowadzenia się blogu” jest długość jego ogona (proszę nie sięgać do słownika gwary uczniowskiej), mam na myśli całkowitą miarę wpisów pod ostatnim felietonem Pana Profesora Obecnego b. Dyskretnie. Dla gości zagranicznych ładowanie danych trwa zbyt długo.

    Proszę wziąć pod uwagę następującą sugestię. Od czasu do czasu, powiedzmy po przekroczeniu liczby 159, należy dokonać operacji odcięcia ogona, czyli przejścia do nowego starego felietonu. Dać mu tytuł “Prowokacja i reakcja II (potem III, IV, V, itd. - przerobimy liczby w notacji rzymskiej)” i zacząć od nowa umieszczać wpisy pod felietonem.

    Dziękuję za wysłuchanie (to tylko) mojej petycji - M.T.

  388. tropiciel bzdur pisze:

    Alicjo droga
    to Ty mi coś zarzucałaś zdaje się? Zresztą wypowiedziałem się w poprzednim poście. A Szykulska była w “Karierze..’ wspaniała,
    jak zresztą cały serial!

    MT
    ja nie pracuję w Brukseli, pomieszkiwałem kiedyś z rodziną niedaleko
    Brugii, ale teraz od lat 15 szkolę młodzież w Polsce. Sprzątamy
    sami, chociaż wiem, że w Warszawie zatrudnia się często Ukrainki.
    Tak sie porobiło, że to my teraz ‘zachodem’ dla niektórych jesteśmy.

    A propos pierwiastka: czy jako matematyk możesz się nt rzeczonego
    (w kontekście Unii) wypowiedzieć?
    Dziękuję.Pozdrawiam A, MT i w ogóle wszystkich.
    Tropiciel

  389. Alicja pisze:

    Hm. Ja zauważyłam, że czasami to się “ładuje” błyskiem, a czasami jak flaki z olejem - to chyba nie ilość wpisów, tylko tak zwana “szybkość internetu”, raz wszystko “chodzi wolno”, a innym razem biegiem.
    Jestem z tej drugiej strony Wielkiej Kałuży, a na blogu od początku, więc Matematyku Teoretyku, możesz chyba polegać na moim zmyśle obserwacji.
    Albowiem nie wszystkie zmysły prysły! Zaglądam to codziennie, odkąd blog powstał, dlatego mam czelność wypowiadać się na temat. Jeszcze jedna rzecz, Matematyku Teoretyku, wszystkie blogi Polityki miały problem jakieś 2-3 tygodnie temu, ładowało się w nieskończoność. Podnieśliśmy raban, okazało się, że firma zawiadująca blogami od strony internetowej coś tam nie dopatrzyła. To cały czas jest “w budowie”, więc cierpliwości! Ale trzeba do nich zgłaszać uwagi, (bo skąd mają wiedzieć o kłopotach?) najlepiej tutaj:
    marek.barczyk@eo.pl
    To firma EO obsługuje blogi “Polityki”.
    Pozdrawiam, życzę miłego weekendu!

  390. Matematyk Teoretyk pisze:

    Najpierw obowiązek, a potem przyjemność (czy pamiętacie ten kawał?), zaczynam od pierwiastka. Już parę razy wypowiadałem się na innych blogach, oto dwa cytaty.

    “Polska proponuje coś, na czym traci wpływy z 7.8% do 6.47%, tylko dlatego by zaszkodzić Niemcom (spadek z 16.57% do 9.43%) oraz by 8-krotnie wywindować Maltę (wzrost z 0.08% do 0.66%) i inne maluchy. Komentarz zbyteczny.”

    “We współczesnym świecie, gdzie wojny toczą się na polu ekonomicznym - ilość szabel (albo głów) jest mniej ważna niż siła gospodarki. Porównując Polskę z Niemcami natychmiast zauważamy, że jesteśmy conajmniej pięć razy słabsi. Dlatego jakikolwiek system dający nam stosunek głosów lepszy niż 1:5, powinien być przez nas zaakceptowany. Oczywiście, możemy się targować, ale bez stawiania sprawy na ostrzu noża, bo narażamy się na śmieszność w świecie, gdzie nacjonalizm powoli przestaje egzystować.”

    Pan Profesor przegoni nas nie za pierwiastek, ale za procenty. Buzie w ciup! Pomówmy więc o czymś innym. Przeczytajcie koniecznie wywiad z Geremkiem na pierwszej stronie Polityki, w którym kwestionuje sposób stawiania sprawy, “pierwiastek albo śmierć”, i delikatnie nazywa go nierozsądnym. Zgadzam się z p. Bronisławem w stu pro… groszach.

    Do tego należy dodać rewelację, która wyszła podczas wizyty Sarkozy’ego w Polsce. Okazało się, że strona polska oczekuje, że UE pójdzie na kompromis. Nie jestem politykiem, ale wiem, że nie tak prowadzi się negocjacje. Jeżeli ktoś najpierw szantażuje śmiercią, a potem domaga się kompromisu, to może być pewny, że doprowadzi do kompromisu - wiem nawet jakiego. UE powie Polsce tak: “Akceptujemy wasz pierwiastkowy sposób liczenia ilości głosów, ale wy musicie zaakceptować, że wyniki pierwiastkowania pomnożymy przez stan kont bankowych premierów poszczególnych krajów.”

    Teraz będą przyjemności.

    Alicja pisze o kłopotach z łączami, mnie to dopadło w tym tygodniu - dlatego zwróciłem się do webmastera. Było tak źle na spodzie globusa, że musiałem wstawać o czwartej rano, by móc coś ściągnąć z blogu prof. Bralczyka. Moja frania (czy pamiętacie pralkę nieautomatyczną o takiej nazwie) zatrzymywała się na wpisach Frania do Starej Żaby i odmawiała dalszego posłuszeństwa. Prawdopodobnie przeklinał Franio w tych wpisach i przez przypadek wymienił nazwę jakiegoś wirusa “made in Poland”. Krytyczny stan sieci serwerów poprawił się od wczoraj, i teraz otrzymuję blog w mgnieniu oka.

    Zgłaszam kolejne tłumaczenie wyrażenia angielskiego “I shall appreciate”. W języku polskim powiedzielibyśmy “odwdzięczę się”. Tutaj uwaga: nie przyjmuję reklamacji, jeżeli ktoś zostanie na drugi dzień odwiedzony o 6 rano i wsadzony do aresztu śledczego, bo zaoferował łapówkę.

    Kiedyś odwdzięczę się Wam za cierpliwe czytanie moich wypocin - M.T.

  391. mw pisze:

    M.T. 20:36 (wczoraj)

    Odwiedzin o 6 rano “nie bój nic”. W kolokwialnym pewnie “I shall appreciate” nie ma (jest na antypodach?), zresztą tłumaczyłoby się pewnie “ocenię”. Natomiast w literackim żartobliwe “odwdzięczę się” (docenię) to chyba raczej “it will be appreciated”, no ale w literackim nikt łapówek nie oferuje ani ich nie oczekuje.
    Z drugiej strony (w ang. znaczeniu “on second thought”, a nie “on the other hand”) . . . , mówisz, że o 6 rano? Do aresztu? Śledczego? Hmmm.
    A z tym pierwiastkiem to zgrabne bardzo.

  392. Matematyk Teoretyk pisze:

    Witaj mw, zawsze chcia?em zamieni? z Tob? s?owo…

    Nie pytam dlaczego wr?ci?e?, bo rozumiem.
    Nie pytam jak TAM by?o, bo wiem.
    Nie pytam co zasta?e? TU, bo mam wyobra?ni?.
    M?wi? Ci tylko… jestem zaszczycony,
    ?e mam mo?liwo?? porozmawiania.

    Kiedy dwukrotnie napisa?e? o wizytach nad ranem,
    to przypomnia? mi si? jeden ze smutk?w emigranta.
    Brakuje mu kumpli wpadaj?cych tu? przed p??noc?,
    czasem po kawa?ek chleba, a czasem ?eby ostrzec
    przed wizyt? smutas?w i poradzi? co zrobi? z bibu??.

    Je?eli chodzi o moj? znajomo?? j?zyka angielskiego,
    to jest ona wysoce empiryczna - nie jestem filologiem,
    ale matematykiem, kt?ry zarazem jest… poet?.

    Do us?yszenia

  393. mw pisze:

    M.T. 21:23 (wczoraj)

    Powtarzam, co napisałem rano, ale tego nie ma. Zaglądam rzadko na tak ezoteryczne blogi jak ten, bo po uszy tkwię w “publicystyce” politycznej. Też nie jestem filologiem, to była chwila słabości, może Ty masz rację?

    Trzymaj się (gdy byłem w Nowej Zelandii, kupiłem mapę świata “do góry nogami”. Imponująca! Antypody w centrum uniwersum. Jak kiedyś Chiny).

  394. Matematyk Teoretyk pisze:

    Śmiesznie wygląda tekst, w którym wszystkie litery akcentowane zastąpione zostały znakiem zapytania. Jak to się stało? Przecież wielokrotnie wysyłałem wpisy i dochodziły bez problemów. Spróbuję powtórnie, jeżeli stanie się to samo, to poddam się - do dwóch razy sztuka.

    Jak już jesteśmy przy polskich znakach diakrytycznych, to nie wiem czy wiecie, że akcent pod literkami ą i ę nazywa się w języku angielskim “ogonek”. Słowo to zaproponował prof. Roman Tomaszewski, któremu cały świat typograficzny kłaniał się w pas, do którego docierały listy zaadresowane “prof. Tomaszewski, Polska”, a który mówił skromnie o sobie, że jest specjalistą od ogonków.

    Powtarzając za nieżyjącym niestety profesorem, że “coś zjadło mi ogonki”, posyłam mój wczorajszy list do mw:
    ___________________________________

    Witaj mw, zawsze chciałem zamienić z Tobą słowo…

    Nie pytam dlaczego wróciłeś, bo rozumiem.
    Nie pytam jak TAM było, bo wiem.
    Nie pytam co zastałeś TU, bo mam wyobraźnię.
    Mówię Ci tylko… jestem zaszczycony,
    że mam możliwość porozmawiania.

    Kiedy dwukrotnie napisałeś o wizytach nad ranem,
    to przypomniał mi się jeden ze smutków emigranta.
    Brakuje mu kumpli wpadających tuż przed północą,
    czasem po kawałek chleba, a czasem żeby ostrzec
    przed wizytą smutasów i poradzić co zrobić z bibułą.

    Jeżeli chodzi o moją znajomość języka angielskiego,
    to jest ona wysoce empiryczna - nie jestem filologiem,
    ale matematykiem, który zarazem jest… poetą.

    Do usłyszenia

  395. mw pisze:

    Do M.T.

    PILNE!!!!!

    Prosze, odpisz, czy 7.8% (z Twojego wpisu z 16. bm.) odnosi się do systemu głosowań z układu nicejskiego, czy z propozycji “konstytucji europejskiej”.
    (Rozumiem, że 6.47% odnosi się do “pierwiastka” i że to wszystko nie jest dowcip, tylko serio. Chciałbym to, powołując się na “M.T., matematyka, Polaka z antypodów” użyć jutro w pewnym komentarzu).

  396. Matematyk Teoretyk pisze:

    W poprzednim poście wspomniałem profesora Romana Tomaszewskiego. Przypomniał mi się jego sposób na uczniów. Kiedy z wypiekami na twarzy pokazywałem profesorowi swoje dzieła, w które wkładałem całe swoje serce - on kwitował to stwierdzeniem “bardzo dobre, ale jeszcze nie dla nas”. Musiałem wracać do pracy nad tym dziełami i wkładać więcej niż tylko serce.

    Niniejszym zgłaszam zwrot “bardzo dobre, ale jeszcze nie dla nas”, którym można zawojować świat.

  397. Matematyk Teoretyk pisze:

    Pilna wiadomosc dla mw.

    7.8% odnosi sie do tzw. podwojnej wiekszosci. To nie sa moje obliczenia, znalazl je i zamiescil u Kuczynskiego “maciek g”. Szukaj tabelki Macka w poprzednim felietonie p. Waldemara.

    Cheers…

  398. mw pisze:

    M.T. 22.03

    Dzięki. (Ale Polska to szóste, co do ilości ludzi, państwo w Europie, nie czwarte.)

  399. Ewa pisze:

    Matko Jedyna! Pan Profesor te wszystkie wpisy czyta?:) I te dłuuugaśne listy też?:) Matko Jedyna!
    ;)

  400. Alicja pisze:

    No dobra…
    To ja celuję na wpis numer 400!
    Należy mi sie w imieniu Starej Zaby, Agni_me, a nawet Frania!

  401. Matematyk Teoretyk pisze:

    Alicjo, dzięki Twojej odwadze blog został odblogowany. Będzie Ci to wynagrodzone… Witamy na blogu Ewę, o ile nie zniechęciła się blogadą.

    Nareszcie mogę zgłosić kolejne tłumaczenie. Taką metodę stosuje się, kiedy dłużnik nie chce płacić. Mówimy:
    “Gentlemen do not talk about money. They promptly pay.”
    Tłumaczenie (wolne):
    “Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Płacą od razu.”

    Problem w tym, że dżentelmen to nie gentleman. Dlaczego? Bez butelki nie znajdziemy odpowiedzi. Chyba, ze Pani Anglistka wróci…

  402. Jean pisze:

    Widać te zapisy nie spełniają oczekiwania Profesora. Może czeka na jakieś konkrety inspirujące, a tu same dyrdymały!?

  403. Alicja pisze:

    Pna Profesor powinien mnie nagrodzić ksiażką z dedykacją!

  404. Zygmunt Drugi pisze:

    Napoleonie!!! Mnęło STO dni [od ostatniego wpisu]!!! Czekam Cię…
    Twoja Helusia [nota bene - ŚWIĘTA]

  405. Alicja pisze:

    No nic.
    Niejaki Jean “żan” powiada, że durniśmy i nasze wpisy nie spełniają oczekiwań Profesora. Dorozumiewam się, że Jean by dyrdymałów nie pisał, ale jakoś nie widać, żeby rzucał konkretami inspirującymi. Pytanie, kogo te konkrety mają inspirować, i do czego?
    Pozdrawiam Zygmunta Drugiego i kreślę dyrdymałki.
    Z poważaniem!

  406. Zygmunt Drugi pisze:

    Alicja
    Odwzajemniam pozdrowienia, aczkolwiek nie wiem, czemu zawdzięczam - domniemywaną - życzliwość [jeżeli to nie za dużo powiedziane...]. zapraszam nA sigismundus.blog.onet.pl POZDRAWIAM

  407. Jean pisze:

    Alicjo - to nie było stwierdzenie, tylko domniemanie, przypuszczenie. Widać te wpisy zawiodły Profesora.

  408. poprostuEwa pisze:

    Brutalne “eee tam !” mojego kolegi wdzierało się dawnymi czasy do moich i nie tylko moich uszu, powodując wzrost zachowań agresywnych ;). Jak tu zwierzyć się ze swojego jakże dręczącego problemu osobie, która na wszystko ma gotową nic nie wnosząca do życia odpowiedź. Inne słowa i wyrażenia równie bolesne to “prawda” na końcu każdego zdania, “kurde mol” jako potwierdzenie wypowiedzi, “spoko” i jako ostatnie zasłyszane w parku “kurwa”, na początku, w środku i na końcu zdania wypowiadane z częstotliwością karabinu maszynowego.
    Pozdrawiam.

  409. Matematyk Teoretyk pisze:

    Słowem, które łamie drugiego człowieka i zmusza go do uległości - jest jego albo jej imię. Może to być równie dobrze przezwisko, albo zdrobnienie imienia - ale najskuteczniejsza jest wymyślona przez nas samych, i tylko przez nas używana, nietypowa forma imienia. Np. Terka od imienia Teresa.

    Należy być ostrożnym przy wyborze powszechnych form imion, ponieważ każdy z naszych rozmówców ma pewne znienawidzone formy swojego imienia.

  410. Śliwka pisze:

    Drogi Panie Profesorze Bralczyk! Często słyszę w mediach określenie: strasznie się cieszę, strasznie ładnie wygląda… itp. Czy jest ono prawidłowe? Proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję.

  411. YaBasta pisze:

    Przykro ze pan nie pisze, sprawial mi pan zawsze wielka frajde swoimi wpisami.

  412. tropiciel bzdur pisze:

    Śliwko, jesteś boska.
    Primo po pierwsze: ’strasznie’ przerobiliśmy na tym forum gdzieś tak
    parę setek wpisów temu.
    Primo po drugie: prosi Ś. profesora o odpowiedź…
    Dobre!
    Nie Śliwki (pozdrawiam) to wina, ale wpis - bomba.

  413. Lena pisze:

    Hey!

    Moze Profesor cos teraz napisze, bo wlasnie skonczyl sie konkurs na “antyslowo”.

    Ja czekam…..

  414. tropiciel bzdur pisze:

    Lena
    Profesor się nie odezwie. Nie mam pojęcia , co musiałby teraz napisać,
    żeby wyjść z twarzą z takiej wtopy.
    Może prof. Markowski albo Miodek mają swoje blogi?
    Pozdra

  415. Matematyk Teoretyk pisze:

    Tropicielu Bzdur

    Czy przerabiane były błędy zecerskie (?)? We wpisach internautów, i tu i tam, aż roi się od nich.

    Szacunek…

  416. tropiciel bzdur pisze:

    MT!
    Nie były, ale trudno mówić chyba o błędach zecerskich w odniesieniu
    do postów? Jakieś przykłady?

    Strzałka

  417. Zygmunt Drugi pisze:

    TEN BLOG TO TRUP TRUPEM TRUPIEJĄCY!!!“Lusciate ogni speranza, voi ch’entrate [`` Dante - ``Commedia divina -Inferno]“]. A ja się bawię językiem polskim i nadaję słowom nowe znaczenia niczym w Krainie Wielkiego Brata. Dziwicie się , Państwo? No to jesteście “Dziwki“. Daliście się “nabrać“ - no to z Was - “Nabralczyki“. POZDRAWIAM: sigismundus.blog.onet.pl

  418. tropiciel bzdur pisze:

    Ziggi, zdaje się ,swego czasu deklarował, że ma już
    dosyć i z tego blogu wysiada?
    Tymczasem tonący trupa się chwyta. Panu Wazie tu trupim
    jadem zalatuje, ale jak jest okazja zareklamować swoją
    wu-wu-wu, to się przełamuje.

  419. Maslak pisze:

    Do Matematyka Teoretyka
    Napisz prosze co to sa “bledy zecerskie”, bo jak wiem dawno temu zecerzy byli w drukarniach i ich bledy nie winily redaktorow co pisali. Czy mowisz o innych bledach ktore odnosza sie do wpisujacych ?

  420. Matematyk Teoretyk pisze:

    T. B. (nie mylić z TB, czyli tuberculosis)

    Każdy komputer jest obecnie… drukarnią. Nasze posty pod blogiem Pana Profesora są małymi publikacjami. Dlaczego nie stosować reguł poprawnego składu poligraficznego tych mini-publikacji? Pytasz o przykłady. Weźmy pierwszy lepszy (przepraszam, pierwszy i najlepszy) wpis, tzn. felieton Pana Profesora. Nie mówię o zbyt dużych odstępach między wyrazami w trzeciej linii, nie mówię o rzece płynącej pionowo poprzez ostatni paragraf - bo to już jest wyższa szkoła zecerska.

    Ale poważnym błędem zecerskim jest użycie otwierającego cudzysłowu na górze (jęz. ang.), a nie na dole (jęz. polski). Poprawnym znakiem jest quote-double-base, a nie quote-double-left. Ten przykład jest przerabiany w liceum dla zecerów.

    Zajmijmy się raczej podstawówką. Najczęściej spotykanym błędem jest złe użycie odstępu (spacji). Od tego należy zacząć, jeżeli Pan Profesor zapoczątkuje dyskusje o składzie poligraficznym. Reguła pierwsza: po przecinku, kropce i innych podobnych znakach interpunkcyjnych robimy odstęp (tylko jeden). Reguła druga: nie robimy odstępu przed ww. znakami. Oto błędne składy: (1) “wpis,tzn.”; (2) “wpis , tzn .”.

    Zapewniam Cię, że o błędach zecerskich (robocza nazwa) będzie można pisać przez kilka następnych miesięcy.

    Poważanko - M. T.

    PS. Słownik polsko-polski Zygmunta Drugiego jest super - polecam.

  421. Wachmistrz pisze:

    Zygmuncie Drugi: “Lusciate…” nie wywodzi się od “Luśni”! Chyba że zaczytałeś się w Sienkiewiczu niczym RG, czyli MMEN. Sąsiedzi zachodni mają fajne zbitki słowne z LUST, a więc namawiam Cię do dalszej twórczości nad rozwijaniem rdzenia ” Lus…” - już nie tylko w konfiguracji łacińsko-francusko-włoskiej, ale w ramach UE.
    A tak w ogóle, to gratuluję Ci ciekawej zabawy słowotwórczej, i wcale nie jestem dziwkiem.

  422. Ewald pisze:

    Panie Profesorze!

    A jo jestech ze Śloonska i zawsze godom: “ja?”, “kaj?”, “synek”, “dziouszka”, “chopie”, “babo”. To są chyba takie słowa, którym nikt z “godajoncych sie nie opre” ;)

    A tak na poważnie, to jak usłyszę swojaka i zapewne swojak mnie, to uśmiech od ucha do ucha (albo od gęby do gęby, od słowa do słowa?) i od razu “przestawiamy” się z poprawnej polszczyzny na staropolską śląską gwarę :D

    Zapewne nie omieszka Pan w swojej książce wspomnieć, że właściwie same słowa-klucze tak wielkiej wagi nie mają, jeśli obedrzeć je z tego co najbardziej w nich ludzkie - sposobu, w jaki zostają wypowiedziane. Całego mechanizmu. Samo “proszę” nic nie znaczy (scena z “Misia” z kaszą od razu mi się kojarzy). Proszę wypowiedziane przez kochankę ma trochę inny ładunek, niż to samo proszę, gdy mówi żona po dwudziestu paru latach stażu… ;)

    Pozdrawiam!

  423. Maslak pisze:

    Do Matematyka Teoretyka

    Dziekuje za wytlumaczenie wszystkiego o tych bledach zecerskich i dalo mi to troche wiedzy jaka skomplikowana jest praca nad ulozeniem jakiegos tekstu, ale to moga chyba robic tylko ludzie ukladajacy teksty w Polityce, bo kiedy piszemy na blogu nie jestesmy w stanie pilnowac zecerskiej poprawnosci na kazdym kroku. A jak napisales, ze wpisy roja sie od bledow to widac chcialbys zebysmy przestrzegali tych wszystkich zasad. Ja nie jestem w stanie to robic, bo bede myslal jak ulozyc tekst a nie co pisac a inni tez pewno nie. Ja bym zaadresowal twoje uwagi do redakcji Polityki a nie do tych co pisza na blogu bo to byloby poprostu niepraktyczne. Moze inni beda mieli inne zdanie.

  424. Maslak pisze:

    Do Zygmunta Drugiego i do Matematyka Teoretyka mam pytanie o slowniku polsko polskim na blogu Zygmunta Drugiego a poniewaz piszecie ze jest super nic mnie nie kosztowalo poczytac przez pol godziny, zeby zobaczyc co jest takie super. Przykro mi ze nie umiem z pewnoscia tego czytac i zrozumiec bo jak narazie to wyglada na dziwny zbior slow a wynika z tego nic. Moze jest jakis klucz do czytania tego slownika ?

  425. tropiciel bzdur pisze:

    Zgadzam się z Maślakiem. Posty wpisywane są na ogół na
    gorąco,to jest właśnie ich urok - coś jak odręczne notatki,
    istnieje nawet pewna nowa etyka pisania online, wg której
    NALEŻY robić błędy ( w tym ortograficzne) Ja jednak uważam,
    że wyglonda to bżytko:)
    Słownik polsko-polski to zabawa naszym językiem, dla mnie
    nudna,ale podobno o gustach …..
    Pozdrawiam

  426. Maslak pisze:

    Panie Ewaldzie,
    Ja nie jestem ze Slaska ale lubie sluchac jak ktos mowi z tym slaskim akcentem i nie umiem wytlumaczyc dlaczego to mi sie tak podoba. Juz trzy dni minelo ale odpowiedzi na pana uwagi od profesora nie ma i jak spojrzalem wstecz on juz od dluzszego czasu nie odpowiada swoim czytelnikom to osmielilem sie zabrac glos w tej sprawie. Nie wiem co pan ma na mysli w scenie Misia z kasza ale sposob wymawiania slaskich slow i zdan jest chyba nasladowaniem intonacji niemieckiej. Czy mam racje ?

    Matematyk Teoretyk w dalszym ciagu nie wypowiada sie o bledach zecerskich czy ich poprawianie przez czytelnikow jest mozliwe czy nie. A przeciez napisal ze mozna o tym pisac przez nastepne kilka miesiecy. A przy okazji zapytam i przepraszam za smialosc czy jest matematyka teoretyczna ? Fizyka jest. Jaka musialaby byc matematyka ? Praktyczna ? Wtedy co to jest i czym sie roznia ?

    Sliwka tez nie doczeka sie przypuszczam odpowiedzi od pana profesora jej czekanie datuje sie od 2007.07.02. Strasznie lubie, strasznie sie ciesze uzywalem sam i moje otoczenie od dziecinstwa a nikt z tego nie robil problemu. To chyba jest co nazywaja idiomatyka jezyka bo tak sie przyjelo i tak wszyscy mowia to znaczy ze to jest poprawne. Sam jednak nie jestem pewien i moze ktos by nam mogl pomoc.

  427. Matematyk Teoretyk pisze:

    Maslaku, nie wyobrażam sobie p. Moderatora poprawiającego nasze błędy. Sami musimy ich unikać. Poza brakiem akcentów, Twoje teksty są zecersko poprawne. Zrobiłeś tylko jeden poważny błąd w drugim wpisie: umieściłeś spację przed znakiem zapytania. Może się zdarzyć, że ten znak zapytania zostanie przeniesiony przez wyświetlarkę tekstu do następnej linii i będzie tam stać jak sierota.

    Tropicielu Bzdur, słusznie zauważyłeś, że nie ma różnicy pomiędzy błędami zecerskimi i ortograficznymi. Żeby nie robić ani jednych ani drugich - trzeba dużo czytać.

    Do wszystkich. Ze względu na brak “błogosławieństwa” nowej tematyki przez Gospodarza, musimy dyskusję odłożyć na lepsze czasy.

    Do usłyszenia

  428. Matematyk Teoretyk pisze:

    Piękne są poznańskie, piękne są krakowskie,
    ale najpiękniejsze sa rymy częstochowskie.

    Maslaku, odpowiadam wierszem na Twoje pytanie o matematykę teoretyczną. Mam taki pseudonim, bo mi się rymnęło. A tak mówiąc poważnie, to w czasach, gdy studiowałem matematykę były trzy jej kierunki na UJ: teoretyczny, numeryczny (obecna informatyka) i nauczycielski.

    Nawiasem mówiąc, matematyka teoretyczna jest kompletną abstrakcją, bujaniem w obłokach. Ma więcej wspólnego z filozofią albo poezją, niż z arytmetyką, której uczą nas w szkole średniej. Dokonanie odkrycia matematycznego jest rozmową z Bogiem na tematy, na które nikt jeszcze nie rozmawiał. Nie wątpię, że ucząc się literatury polskiej poznałeś termin inwokacja, czyli monolog (raczej niż dialog) skierowany do Boga.

    Matematyka jest inwokacją - M. T.

    PS. Nie pisałem przez parę dni, bo wybrałem się na dłuższy weekend. W sobotę kąpałem się w oceanie, a w poniedziałek lepiłem bałwana w górach znajdujących się około 200 km od wybrzeża.

  429. tropiciel bzdur pisze:

    Matematyku T

    ja akurat czytam bardzo dużo, ale jeszcze raz: mejle,
    posty rządzą się swoimi prawami, podobnie jak smsy,
    gdzie prawie w ogóle nie używa się znaków przestankowych.
    Przeciętny użytkownik internetu pisze dużo i szybko,
    to musi sie odbijać na jakości. Pomyśl ile pisano kiedyś
    (ręcznie i na maszynie ) Totteż i czas był na cyzelowanie
    swoich pisemnych wypowiedzi.
    Gratuluję oceanu oraz śniegu. U nas tylko morze i jeziora:)
    Acha, no i grzyby też!

  430. Matematyk Teoretyk pisze:

    T. B.

    Na temat unikania błędów wypowiedział się Pan Gospodarz w felietonie Apologia zrytualizowanej prostoty. Utkwiło mi w głowie takie zdanie: “A poza tym na wszelki wypadek mówmy poprawnie, jak na wszelki wypadek zachowujemy się przyzwoicie, gdy nie wiemy, jak.” Zalecam powtórne przeczytanie tego wykładu.

    Warto - M. T.

  431. tropiciel bzdur pisze:

    MT

    podaruj sobie ten mentorski ton. Nie powiedziałem, że cieszę się
    z tej nowej ortografii i ją propaguję. Widać posiadanie ’służby’
    przewraca niektórym w głowach - ‘zalecam’ , paradny jesteś, słowo
    daję:)

  432. Alicja pisze:

    Tropicielu bzdur,
    jestem przeciętną użytkowniczką internetu od lat. Atrament, tusz czy klawiatura - nic się nie odbija na jakości raz wyuczonej, nie pozwoliłabym sobie na to. Jest czas na cyzelowanie wypowiedzi - czy coś/ktoś Cię pogania? A w ucho drania, śpiesz się powoli!
    p.S. Nie ma “nowej ortografii”, są tylko błędy ortograficzne.

  433. tropiciel bzdur pisze:

    Alicjo,
    to fajnie.Czekam na korektę Twej ostatniej wypowiedzi.

  434. Maslak pisze:

    Slowo sie rzeklo. Tytul i jezykoznawca Bralczyk. A inny blog - Kultura 2.0., pod batuta Alka Tarkowskiego, drukuje tytul “Za czym Amerykanie stoja w kolejce ?”. Pani Alicja pisze, ze nic nie przeszkadza jakosci, umiejetnosciom raz wyuczonym. I Matematyk, i Zygmunt, i Tropiciel w podstawowce byli, bez watpienia, i tam ich uczono, ze “w kolejce stoi sie “po cos” nie stoi sie “za czyms”. A no, stoja PO torby papierowe, stoja ZEBY kupic komputer, a gdzie stoja ? Jeden za drugim. Pania Alicje nauczono i do tej pory wie. Trzech panow nie wie. Nie wiedza masy innych rzeczy tez, ale wymadrzaja sie na blogu jezykowym. O ich bezczelnosci i ignoranctwie mozna by napisac tomy. Zachwycaja sie jakims slownikiem polsko-polskim, w ktorym nie ma NIC. Bzdet. Totalny. Pisza, ze niegramatyczny, niepoprawny polski to teraz trend, “nowa etyka”, czyja ? Gdzie ? W wychodku na scianie ? Ktorys naumial sie troche o drukarstwie i przepisuje reguly skladu na blog. W jakim celu ? Kogo interesuje, w temacie “jezyk”, ze on kapal sie w morzu i potem byl na sniegu, 200 kilometrow dalej, kogo obchodzi ? Jeszcze jeden zaczyna tlumaczyc angielskie zwroty idiomatyczne na polski przepisujac ze slownika, smieszne, proste rzeczy, tak sie probuje popisac. Sila sie na dowcipasy, stare, glupie i pozbawione sensu - po co to robic ? Ciekawe, ze Panie, probujace nawiazac jakas sensowna rozmowe, pisza poprawnie i na temat. Skad sie bierze ta trojka cudakow ? Moze to jeden chory mozg pod roznymi imionami ? Tu i owdzie probuja wierszykiem, przedstawiaja sie jako “poeta”, to jeszcze dodaje stechlizny. Nadzieja tylko w kobietach. Albo ONE rusza te blogowa smieciare z miejsca, albo bedzie sie ciagnac, z trzema pajacami u dyszla. Zycze Wam, piekne i madre, sukcesu w blogowym przelomie.

  435. Miron pisze:

    Panie Profesorze,gdzie się Pan podziewa??

  436. Paula pisze:

    “proszę Ciebie” a w zasadzie “proszeciebie” jak to brzmi przy wymawianiu, będące przecinkiem do wszystkich zdań mojej babci.

  437. Matematyk Teoretyk pisze:

    Tropicielu Bzdurze, miałem próbkę, czym grozi pisanie według nowych reguł stosowanych w mejlach. Po Twoim wpisie (07-10 20:57) odpowiedziałem jedną linijką tekstu, która nie została zaakceptowana przez cenzurę blogu. Chyba dlatego, że zakończyłem wpis zwrotem “C U L8R”, czyli “see you later”.
    Na wpis Maslaka nie będę odpisywał, bo nie przejdzie z powodu niecenzuralnych słów.

    Do usłyszenia… kiedyś tam

  438. tropiciel bzdur pisze:

    Mironie
    oto wyjaśnienie samego profesora z jego blogu:

    Im się dłużej nie pisze, tym potem się trudniej zabrać
    i się jeszcze dłużej nie pisze.

  439. tropiciel bzdur pisze:

    Matematyku
    CU L8R zna każdę małe dziecko w tym kraju! Hej, Panie Cenzorze, prosimy o wyjaśnienia!
    MT, mam nadzieję, że urazy nie chowasz. Wpis Maslaka bezsęsu:)
    Pozdrawiam.

  440. von Stirlitz pisze:

    NO i tropiceil bzdur popełnił koleją bzdurę [``bez sęsu``] bez sensu. Jak zwykle…

  441. Lena pisze:

    Bardzo mi brakuje profesora….. A On NIC, ni du du , ni se se seko..(pisze fonetycznie, bo nie mam pojecia jak to powinno byc napisane).

  442. tropiciel bzdur pisze:

    Stirlitz! Baaaaczność! Zapamiętajcie Stirlitz, że TB mondżejszy jest
    od Ciebie ,Stirlitz.
    No i tak bardziej intiligiętnie trzeba, nie tak wsprost. Wężykiem!
    TB

  443. w oczekiwaniu jesieni pisze:

    Blog językowy sprowadzony do poziomu magla.

  444. Ewald pisze:

    Maslak:

    “Ja nie jestem ze Slaska ale lubie sluchac jak ktos mowi z tym slaskim akcentem i nie umiem wytlumaczyc dlaczego to mi sie tak podoba.”

    Bardzo się cieszę z tego powodu. Jeszcze od lat sześćdziesiątych do końca osiemdziesiątych ubiegłego wieku mówienie śląską gwarą uważane było za rzecz wstydliwą. Ja teraz, mieszkając za granicą, mówię więcej po śląsku niż poprawną polszczyzną. Taki się ze mnie “lokalny patriota” zrobił.. ;) I każdy się na mnie jak na nieszkodliwego wariata patrzy, ale ogólnie to się podoba…

    Nie wiem co pan ma na mysli w scenie Misia z kasza ale sposob wymawiania slaskich slow i zdan jest chyba nasladowaniem intonacji niemieckiej. Czy mam racje? [poprawiłem błąd zacerski ;)]”

    No, tu Pan pomieszał obydwie, niezależne części mojej wypowiedzi. Radzę Misia obejrzeć!

    Co do śląskiej intonacji, czy akcentu, to szczerze mówiąc wątpię aby był to wpływ niemiecki. Śląska gwara jest najbardziej staropolską odmianą języka polskiego. Tu nalezałoby zapytać Prof. Miodka, który Wielkim Autorytetem Jest.

    A jak się Panu podoba śląska gwara, to polecam obejrzenie jakiegoś filmu. Na przykład “Angelus”, który jest obrazem bardzo ciekawym.

    Pozdrawiam!

    P.S. Przyłączam się do walki o czystość języka polskiego! Chociaż pewnie i tak w dłuższej perspektywie przegramy w walce z “narybkiem”, który upraszcza, ośmiesza wręcz język polski.

  445. Alicja pisze:

    tropicielu bzdur:
    a bardzo Cię proszę, zrób korektę mojej wypowiedzi. “Twej ostatniej wypowiedzi” - jak napisałeś, nie chcę tu robić korekty…

  446. Maslak pisze:

    Ewald

    To juz jest nas dwoch ! Kto jeszcze pogada o slaskiej gwarze ? Intonacje i akcent - fonetyke ocenilem pod wplywem semantyki, gdzie niemiecki jest wyraznie widoczny. Mialem na mysli “podciaganie” na koncu frazy, ale to ocena ignoranta i zgadzam sie, ze prof. Miodek bylby wlasciwy. Czy zechcialby Pan przywodzic fragmenty tekstu w gwarze slaskiej, co daloby wszystkim mozliwosc mowienia o niej praktycznie ? Na pewno jest wielu Slazakow i wielu sympatykow, bylaby ciekawa nauka i dyskusja. Dziekuje za sugestie, ale dostepu do “Misia” (co to jest ?) i do “Angelus” nie mam. Dzieki rowniez za “poprawe bledu zecerskiego”, ale nie mam pojecia, jaki to byl blad ? Czy zgodzimy sie, ze Pani Alicja pisze poprawnie i nie ma powodu, aby prosila o korekte ? Gdyby ten blog dzialal jak nalezy, bylby to malenki przyczynek do dzialan na rzecz poprawnej polszczyzny, bez bzdur “od narybku”, jak Pan pisze. Klaniam sie pieknie, Maslak.

  447. tropiciel bzdur pisze:

    Alicjo
    bo i zrobić byś nie mogła. “Twej ostatniej wypowiedzi’ jest
    jak najbardziej korekt! Chyba , że chodziło Ci o słowo
    ‘wypowiedź’, że niby tylko ustna może być?
    Alicjo-Artystko, byłem na Twojej stronie - pozostaję pod
    dużym wrażeniem. Gratulacje.
    I wcale mi nie przeszkadza, że piszesz w swoim poście o
    jakimś p.S:)
    Skoro jeden pan profesor się nie dozywa, to polecam publikację
    innego: Jan Miodek ‘Slowo jest w człowieku’
    Oto zagadka z rzeczonej książki - jak brzmią przymiotniki
    wywiedzione od następujących nazw miejscowych:

    Leszno - leszczyński
    Końskie- ?
    Niska - ?
    Oslo - ?

    Pozdrawiam
    TB

  448. lili pisze:

    w oczekiwaniu jesieni… poczekamy do jesieni..zobaczymy…

  449. lili pisze:

    “lili pisze: Twój komentarz czeka na akceptację.

    2007-07-18 o godz. 22:21
    w oczekiwaniu jesieni? poczekamy do jesieni..zobaczymy? ”

    ————————————
    aaa… kto tutaj akceptuje, skoro Professor sie nam zgubil?

  450. Ewald pisze:

    Maślak:

    Nie wiedzieć co to “Miś” Stanisława Bareji… Dla mnie to prowokacja! ;)

    “Angelus”, jak napisałem - to również film.

    Lokomotywa w przekładzie na śląski:

    Lokomotywa!
    Jest na banhowie ciynszko maszyna
    Rubo jak kachlok - niy limuzyna
    Stoji i dycho, parsko i zipie,
    A hajer jeszcze wongiel w nia sypie.
    Potym wagony podopinali
    I całym szwongym kajś pojechali.

    W piyrszym siedziały se dwa Hanysy
    Jeden kudłaty, a drugi łysy,
    Prawie do siebie niy godali,
    Bo się do kupy jeszcze niy znali.

    W drugim jechała banda goroli
    Wiyźli ze soba krzinka jaboli
    I pełne kofry samych presworsztóf
    I kabanina prościutko z rusztu.
    Pili i żarli, jeszcze śpiywali,
    Potym bez łokno wszyscy rzigali.

    W czecim Cygony, Żydy, Araby
    A w czwartym jechały zaś same baby.
    W piontym zaś Ruski. Ci mieli życie!
    Sasza łożarty siedzioł na tricie.
    Gwiozda mioł na czopce, stargane łachy,
    Krziwiył pycholem i ciepoł machy.
    A w szóstym zaś były same armaty,
    Co je wachował jakiś puklaty.
    W siódmym dwa szranki, pufy, wertikol,
    Smyczy maszyna może donikąd.
    Jak przejyżdżali bez Śląskie Piekary
    Kaj wom to robiom kółka do kary,
    Maszyna sztopła! Kufry śleciały
    I każdy latoł jak pogupiały.

    To jakiś ciućmok i łajza!
    Ciupnął i ślimtoł sygnal na glajzach.
    Mog iść do haźla abo do lasa,
    Niy pokazywać tego mamlasa!
    Potym mu ale do szmot nakopali,
    Maszyna ruszyła, cug jechoł dali.
    Bez pola, lasy, góry, tunele,
    Dar za sobom samym te duperele
    Aż się zagrzoły te biydne glajzy,
    Maszyna sztopła i koniec jazdy.

    Źródło: Dziennik Zachodni nr 278, 29 listpada 2002 roku, str. 8

    Jakieś pytania? ;)

  451. tropiciel bzdur pisze:

    Oj nie, Maslak! Czystość języka polskiego przede wszystkim (sam postulowałeś) Co to za ‘glajzy’ jedne? Fuj :))))))))))))))))))))))))
    A kłesnie te se w … :) Kaszuba Ci mówi.
    Ślązak to niby lepszy ma być ot takiego internauta, co innom pisownie
    wymyśla? Że tradycja? My też mamy, ale nasza nowo jest, i świecka:)

  452. Maslak pisze:

    Ewald.
    Przeczytalem juz piec razy i dalej siedze z dziobem otwartym z zachwytu. Kilka nieznanych slow. Co zrobic, zeby inni tez cos wpisali ? Widzialem wpis do Waldemara - doskonale, to zrozumialem. Moze on tak odpisze na tym blogu ?
    Co znaczy: kachlok, siedziol na tricie i ciepol machy, wertikol, smyczy maszyna, ciupnal i slimtol sygnal na glajzach, puklaty, do hazla, mamlasa, dar za sobom samym te duperele.
    Reszte zrozumialem. Poprosze o jeszcze. Jak sie troche obczytam, bede mogl zonie na glosno.
    Przepraszam, ale nie wiem kto to jest pan Bareja. To nie prowokacja.
    Serdecznie pozdrawiam, Maslak.

  453. Ewald pisze:

    Maslak:

    Maslaku, jesli czegos nie wiesz… Masz internet - Google Twoim przyjacielem jak mawiają starożytni internauci. Wpisz czego szukasz, i przeleć przez wyniki (np. bareja miś).

    kachlok - piec (kaflowy)
    ciepać machy - robić miny
    mamlas - fajtłapa, język (jako część ciała)
    dreć za sobom duperele - targać (taszczyć) duperele (pierdoły)
    glajzy - szyny
    haziel - ubikacja
    ciupnoł i ślimtoł - nie podejmuję się tego ;)
    smyczyć - ciągnąć (w tym znaczeniu zmierzać do)
    puklaty - garbaty
    siedzioł na tricie - nie wiem
    wertykol - pojęcia nie mam

    Śląski jest bardzo zróżnicowany regionalnie, takie z nas małe Włochy ;) Na przykład jak pojade do Bytomia to “nie rozumia połowy z tego co oni godajom”. A poza tym sam się uczę, bo na Śląsku mało mówi się po śląsku. No i nie mieszkam na śląsku od ładnych paru lat, ale akcent jakby mi się wzmocnił. Dziwne.

    A tropiciel bzdur Misia obejrzał i nawet cytować potrafi ;)

    Pozdrawiam

  454. Maslak pisze:

    EWALD.

    Na ktoryms z sasiednich blogow byla dyskusja o Ruchu Chorzow i wlasnie “po slunsku” replikowal WALDEMAR, moze by go przyciagnac do naszych “gadek” ? Musimy miec wiecej ekspertow. Przede wszystkim wyjasnic co znacza: “siedziol na tricie”, “wertykol”, “ciupnal i slimtol”. Srobuje u sasiadow. Dziekuje za Gogle, znam i nie omieszkam poczytac o filmie pana Bareji. Badz elegancki i podrzuc jeszcze jakies teksty.
    I idz ze mna na inne blogi po Hanysow.
    Pozdrawiam.

  455. Matematyk Teoretyk pisze:

    Odnosząc myśl Herberta Spencera - “zadrukowany papier, którego nikt nie czyta, przedstawia tylko wartość użytego papieru i farby drukarskiej” - do czasów internetu i blogów, należałoby stwierdzić, że wartość niestarannego wpisu pod blogiem mierzona jest w ułamkach sekundy potrzebnych na przemieszczenie szarej lub kolorowej plamy tekstu poza ekran.

    Słowa uznania należą się Ewaldowi za wysiłek typograficzny podczas tworzenia wpisów.

  456. tropiciel bzdur pisze:

    Ewaldzie/Ewald chopie!

    tak na poważnie to UWIELBIAM śląską gwarę i wszelkie jej odmiany; a’propos gwar - są tam jacyś Kaszubi ? Zwłaszcza belocie ???

    Pozdrawiam

  457. Waldemar pisze:

    Do
    Maslaka i Ewalda : Pozdrawiam .wywolany przez Maślaka do Tablicy na blogu DP podpwiadam:
    Ciupnął i ślimtoł - zranił się i płacze

  458. Waldemar pisze:

    Do Maślaka i Ewalda;
    Ranny wpis mi ucieło,dodałem jeszcze ;
    Siedzioł na tricie - siedział na wycieraczce
    Wertykol -Szafa na bieliznę , biliżniarka
    Pozdrawiam

  459. Alicja pisze:

    No masz. A Profesor gdzieś się szlaja i traci takie smakowite kąski!
    Ciupnął i ślimptnie (będzie płakał) !
    Może tak być?

  460. Stara Żaba pisze:

    Czytajac wezwanie do Waldemara o tlumaczenie, mialam nadzieje, ze Profesor sie ocknal. Niestety, wciaz nie.
    Pozdrawiam,
    Stara Zaba

  461. Waldemar pisze:

    Do Maślaka i Ewalda :
    Po przeczytaniu LOKOMOTYWY moje tłumacznie powinno być inne ,co wynika zkontekstu
    Przykucnął i sikał ( może na twardo syganał na glajzach (szynach )
    poten naganne zamiast iść do Hażla ( ubikacji ) lub do lasu . a nie pokazywać Mamlasa .
    Mamlas to człowiek nieporadny ,płaczliwy ,oferma ale tutaj idę wkierunku
    Mamlas to Radośnik męski w innych sytuacjach , … nakopali mu do szmot ( do d..y ) itd.
    Co za bogactwo skojażeń .
    Pozdrawiam

  462. PANNA WŚCIEKLICA pisze:

    Chłopaki, a znacie tę ślunskum stronę?

    http://zicherka.pl/

    Zapowiada się ciekawie.

  463. Storch pisze:

    Jego Niedostępność zjawi się28 grudnia tj po 280 dniach nieobecnosci.

  464. Ewald pisze:

    Witam, witam!

    Długo się nie odzywałem, internetu używam tylko w pracy, bo w weekend są ciekawsze rzeczy do robienia ;)

    Waldemar, Twoja wiedza ze śląskiego jest porażająca. A że ja nie pamiętałem co to jest ciupnonć. Alech sie ciupnou w bania ;)
    No, decyzja dzisiaj o 16-tej. A Zagłębie Sosnowiec dostanie -10pkt za korupcję. Śmiechu warte. Polonia Bytom podpisuje umowę z Chorzowem o korzystanie ze stadionu i z Górnikiem też, na wszelki wypadek. O co cho?!?

    tropiciel bzdur: Ja niestety w życiu nie miałem przyjemności spotkać Kaszeba (Kaszuba?). A chętnie bym posłuchał.

    Maslak, przypuszczam że nie blogujesz z pracy. Ja - tak ;) Z tego powodu raczej nie mam czasu siedziec za dlugo i drążyć i szukać. Nawet pomimo tego, że chcę :)

    MT: Ordnung muss sein ;)

    Zastanawia mnie, czy ktokolwiek z Was przeczytał wszystkie komentarze do tego tematu? Ujjj, ja nie mam siły ;) A Gospodarza nie ma, blog wpadł w nasze łapy ;)

    Pozdrawiam!

  465. Ewald pisze:

    Znowu mi się ni domknęło. Strasznie tłusty ten mój wpis.

  466. AntyFan Ojca Sromotnika pisze:

    Istnieje dosyć dobre opowiadanie w mp3. i w pdf napisane w dialekcie [języku?] kaszubskim możliwe do legalnego ściągnięcia!!!. NIE PODAM JEDNAK GDZIE I POD JAKIM TYTUŁEM, BO NIE CHCĘ BYĆ POSĄDZONY PRZEZ JAKIEGOŚ bzdurnego poszukiwanego zalatującego Franiem o autoreklamę, a to się już tu zdarzało.

  467. Maslak pisze:

    PANNA WSCIEKLICA.
    Pieknie dziekuje za Zicherke. Dobralem sie tam do Jurgusiowego Szpasa i Kabaretu i Galerii zdjec. Mam co robic, dla takiego “mamlasa” jak ja to roboty ze slowami huk. Robie jak na grubie, slowo za slowem, a raduje sie jak by mi kto w……narobil. Przecie ja sie dopiero ucze. Pozdrowienia.

    EWALD.
    Pietno prowokatora mozesz ze mnie zdjac. O “Misiu” poczytalem, nawet dialogi, i sciagam DVD. “Angelus” nigdzie nie jest dostepny. Za to dokladzie poczytalem o okultyzmie i Siemaszce. Pojecia nie mialem, ze cos takiego istnialo. Mniej wiecej w tym samym czasie podobne sekty, czy trendy wybuchly w Ameryce, zwlaszcza nad Mississipi i kreolskim poludniu. Jest dobry serial TV, w ktorym przedstawiono sprawe w aspekcie religijnym, niestety tytul mi sie byl zapomnial, odszukam. Fragmenty Faulknera rowniez daja niezle obrazki. Chore to wszystko bylo, bo obsesja i nedza jak w naturalizmie Zola. Kryzys konca dwudziestych lat byl bardzo plodny w te filozofie, Steinbeck. Narazie przebijam sie przez gware Jurgusiowych Szpasow, w pismie i slowie. Pisze z domu i czasu mam, a mam. Polecam strone od Panny Wscieklicy - Zicherka.pl, posmiejesz sie i znajdziesz, co Ci trzeba. Pozdrowienia.

    STORCH.
    Witaj ! Jak Ty to sobie wyliczyles, ze Jego Eminencja potrzebuje 280 dni, zeby sie wyspac ? Czy masz jakies sekretne namiary ? Wyjaw tajemnice ! Pozdrawiam.

    WALDEMAR.
    Wyglada na to, ze niezly bylby przeklad “mamlasa” na polski (przepraszam) kalamburowy “zlamas kutany”. Mialbys jeszcze jakies szpasy ? Jeszcze raz dziekuje za pomoc. A “wertikol” przechodzi w Jurgusiowych szpasach o przeprowadzce Hildy, zajrzyj tam. Pozdrowienia.

  468. Ewald pisze:

    Maslak, gdzie Ty znalazłeś te Jorgusiowe szpasy? Szukam, szukam i znaleźć nie mogę…

  469. Alicja pisze:

    Spojrzałam na temat (bo już zdążyłam zapomnieć, jaki był zadany) : PROWOKACJA I REAKCJA.

    No tak, Profesor nas sprowokował, a my reagujemy, już niedługo dobiegniemy pięćsetki wpisów!
    Aleśmy się dali sprowokować!

  470. Matematyk Teoretyk pisze:

    Ewaldzie, Tropiciel Bzdur zrobił aluzję do tego dowcipu: “Jak dogaduje się Ślązak z Kaszubem?” (odpowiedź ogólnie znana). Losy rzuciły mnie na 7 lat do Gdyni, gdzie pracowałem z rodowitymi Kaszubami. Zapamiętałem tylko jedno powiedzonko: “łeda se bebli (woda się gotuje)”.

    Ciao…

    PS. Jeżeli chodzi o typografię, to nie jest to sprawa zachowania porządku, ale - jak mówili już dawno mądrzejsi od nas ludzie (np. Paul Renner) - sprawa służebnej roli wobec tekstu i szacunku dla czytelnika.

  471. Je-an pisze:

    Mam śląską wersję Pawła i Gawła ( Uwe i Willi) w zapisie fonetycznym, jeśli kogo zainteresuje - to wklepię

  472. tropiciel bzdur pisze:

    Matematyku Teoretyku !
    jeżeli wolno spytać : w której części Gdyni mieszkałeś ? Ja właśnie z Gdyni..
    TB

  473. Ewald pisze:

    Je-an:

    Zapodaj

    Matematyk Teoretyk: Dowcipu nie znam ;)

    Alicja: a mnie zastanawia, pod którym(i) z wpisów się Anonimowy Pan Profesor manifestuje? Hm, hm? Jakieś pomysły?

  474. Maslak pisze:

    EWALD

    Krok za krokiem:

    1. zicherka.pl
    2. ludzie (prawy gorny rog)
    3. cila (lewy dolny rog)
    4. strona http://www.cila.pl

    Napisz czy znalazles. Mozesz od razu zadac http://www.cila.pl , ale lepiej trzymac sie zicherki.

  475. Maslak pisze:

    Je - an

    Re: Uwe i Willi

    Oczywiscie ! Wpisz to i jakiekolwiek inne teksty. Dziekuje !

  476. Matematyk Teoretyk pisze:

    Odpowiedź dla Ewalda: po niemiecku.

    Odpowiedź dla Tropiciela Bzdura: do Gdyni przyjechałem z Krakowa w roku 1984 i zamieszkałem w dzielnicy o nazwie [...] (dawniej Wzgórza Nowotki), przy ulicy [...] (dawniej Dzierżyńskiego), która krzyżowała się z ulicą [...] (dawniej Czołgistów), należałem do parafii [...] (dawniej św. Antoniego).

    Więcej grzechów nie pamiętam… - M.T.

  477. Je-an pisze:

    Tekst spisany z nagrania magnetofonowego, z okolicy Dobrodzienia (1984):
    “Uwe i Willi w jednej spoli wili, Uwe na wierchu, a Willi na dole. Uwe spokojny nie wadził żadnymu, Willi wyrobioł hoby we stodole, cy pies, cy ptok, ciepał w nich ryćkoma, a lotoł, a gupioł, a durch trzoskał drzwioma. Roz pada Uwe do Wilego, Willi dej pokój, ja nie strzymom tego. A Willi na to: co jemu do komu, a komu do jemu, ty pieroński giździe, jo je w swoim domu. Roz Willi na szezlungu chrapie, a tu mu coś z gizdebki na kichol kapie. Zerwał się z łózka, piere ku górze, puk puk zawarto, doł oko ku dziurze, filuje, Uwe cóż robis?
    Jo se fisze łowie. Uwe dej pokój, mie kapie po głowie. Na to mu Uwe: co komu do jemu, a jemu do komu, ty pieroński giździe, jo je w swoim domu!”

  478. tropiciel bzdur pisze:

    Matematyku T
    ja też przyjechałem do Gdyni w 1984.
    Twój dawniejszy adres to teraz:
    Wzgórze Św. Maksymiliana
    róg Piłsudskiego (dawniej: Czołgistów)
    i Legionów (dawniej: Dzierżyńskiego)
    Tak czy siak - niedaleko moich Działek
    Leśnych (Warszawska, Śląska)
    TB

  479. Alicja pisze:

    Ewald,
    nie podejrzewałabym Profesora o ukrywanie się pod jakimś anonimowym nickiem. Ale bardzo możliwe, że nas czytuje. I się zaśmiewa z umiejętnego wpuszczenia nas w chruśniak. Zobaczycie, z tego jeszcze kiedyś wyjdzie książka.
    I wtedy “pociągniemy Profesora za konsekwencje”!

  480. Ewald pisze:

    Matematyk Teoretyk:

    Ja, ja - sehr gut! :lol:
    Nota bene - dzisiaj odwiedza mnie czworo znajomych z południowych landów (Schwartzwald). Bardzo fajni ludzie. Rewizytować będę we wrześniu. Idziemy na ryby ;)

    Maslak: Dobre, dobre - dotarłem i poczytałem. Ściągnąłem mp3, posłucham w domu.

    Tropiciel bzdur: Sprichst du Deutsch mein Freund? ;)

    Je-an: Skond żeś jest synek? ;)

    Pozdrawiam.

  481. Maslak pisze:

    Co to znaczy “…gizdzie” ?

  482. Je-an pisze:

    PS. Jest to wersja wtórna, od osoby osiadłej tam 10 lat wcześniej, stąd możliwe nieścisłości, przekłamania.. np. brakuje morału.

  483. Ewald pisze:

    Maslak:

    Gizd to… Określenie osoby złej, uciążliwej. Łobuz, drań to gizd.

    Słowo się rzekło pisze: “[...] bardzo mi się to samoprowadzenie się mojego (?) blogu podoba i w ogóle cenię sobie możliwość własnej dyskrecji, inaczej niż w innych mediach, gdzie, naiwny i sprowokowany, bywam ekstrawertyczny [...]“

  484. Maslak pisze:

    Ewaldzie, skad ten cytat przy gizdzie ? Nie kojarze, wybacz. Nie nadazam za Toba. A czy moglbys uzywac gwary piszac do mnie, czy kogokolwiek ? Dlaczego inni tego nie robia ? A propos: na sasiednim blogu, “spozywczym”, zauwazylem wpis Mamy Natana, dzies okolo 15 lipca, gwarowy jak cholera, myslisz ze udaloby sie ja przyciagnac ?

  485. tropiciel bzdur pisze:

    MT

    Perzinka :)

  486. Je-an pisze:

    Do Ewalda: Chopie, sam nie wiem skąd jestem! Rodzina z Mazowsza, Rodzice z Warszawy, sam byłem kolejno: Częstochowa, Szczecin, Jelenia Góra, Kołobrzeg, Gdynia i teraz Świnoujście. Więc jakby typ: Ogólnopolski?!

  487. Matematyk Teoretyk pisze:

    T.B.

    Kaszëbskô ?droda

    :)

  488. Alicja pisze:

    Je-an,
    “ogólnopolski język”- jakiego w szkole się uczysz. A gwary i dialekty to inna sprawa. Nie udawaj, że nie wiesz. A jak nie wiesz, tym gorzej dla Ciebie.

  489. der Storch pisze:

    MASLAK; 280 dni to -plus-minus- czas trwania ciąży.

  490. Matematyk Teoretyk pisze:

    T.B.

    Nie zapominaj, że nie jestem Kaszubem. Nie rozumiem słowa “perzinka”. Wiem tylko, że używane jest ze słowem “śmiech”. Zwrot “perzinka śmiechu” znalazłem na stronie “Kaszebsko Odroda”. Wytłumacz mi znaczenie tego słowa (ładnie brzmiącego), oraz napisz coś na temat tej strony-wydawnictwa - jeżeli jest Ci znane.

    Kiedyś wypuściłem się poza Gdynię, dotarłem do przepięknie położonej wioski i nieopatrznie wszedłem do sklepu. Sprzedawczyni odezwała się do mnie po kaszubsku, długo o czymś mówiła, aż w końcu przerwałem jej i poprosiłem o napój. Błyskawicznie przestawiła się na język polski. Ta znaleziona przeze mnie strona potwierdza, że język kaszubski różni się znacznie od polskiego.

    Dziękuję - M.T.

  491. Matematyk Teoretyk pisze:

    Polecam ciekawą historię Lucyny, która pisze o ludziach pochodzenia niemiecko-kaszubskiego.

  492. Je-an pisze:

    Alicjo: tu chodziło o emocjonalną więź z regionem. Nie czuję przynależności do jakiegoś określonego regionu kraju, a o to pytał Ewald.

  493. tropiciel bzdur pisze:

    TB
    Ty to masz chyba wszystkie czcionki świata, Zecerze-Mistrzu!
    ‘Perzinka’ to ‘trochę’. Jeżeli byłeś w jakiejś wsi ‘poza Gdynią’
    w kierunku Kartuz, to i tak zetknąłeś się z bardziej “ludzką”
    odmianą gwary. Jeszcze mniej zrozumiała jest ta z rejonu
    namorskiego (Karwia-Hel) i Wejherowa.
    Ewald
    jakimś głupielokiem jestem, ale czy możesz nam wytłumaczyć
    sprawę (i również jej językowy aspekt) Śląsk-Zagłębie??
    Pozdrawiam
    TB
    A moimi przymiotnikami jakoś nikt się nie zainteresował… A sam
    profesor Miodek PROSI o jakieś propozycje nazwy kogoś/czegoś
    pochodzącego z Oslo.

  494. bn pisze:

    Szanowny Panie Profesorze,

    chciałbym zapytać Pana - jako autorytetu i eksperta w dziedzinie jezykoznastwa - która z form jest poprawna, tzn:

    Centrum Ortodoncji Współczesnej
    Centrum Współczesnej Ortodoncji.

    Moim skromnym zdaniem poprawna chyba jest druga forma.

    Będę wiele zobowiązany za poprawną odpowiedź i krótkie uzasadnienie.

    Pozdrawiam serdecznie,

    BN

  495. dj frasunek pisze:

    Panie Bralczyku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Prosze ze swej laski mnie wyjasnic jak mowimy na mieszkanca Osla (Norwegia)-
    Oslanin, Oselczyk czy jakos jeszcze inaczej albo moze poprostu mieszkaniec Osla?????????????????

    bede kontent za odpowiedz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    pozdro!!!!!!!!

  496. Ewald pisze:

    Tropiciel Bzdur:

    Granica zaborów. Bariera językowa. Masowa migracja na te tereny. Normalne zatargi przygraniczne. Z reguły lepsze wykształcenie po Tamtej stronie? Różnie bywało, współczesny wydźwięk ma raczej charakter żartobliwy niż rzeczuwisty. Tak na prawdę to chyba nikt nie wie dlaczego. Każde pokolenie ma swoich “wrogów” i swoje oczywiste oczywistości potwierdzające własne racje. Ja tak na prawdę mam to gdzieś.

  497. Waldemar pisze:

    Do Ewalda , Maślaka i korporacji Śląskiej ;
    Od czasu milościwie nam panujacych Bliżniaków wyrażnie olaca sie ginąć zbiorowo .Premier tydzien temu wygłosił krytykowaną póżnie j opinie ze Rodziny z “Halemby ” maja teraz lepiej niż przedtem .( tj. za życia ich chopów )
    Być moze premierowi ktoś opowiedział taki makabryczny śląski dowcip i dlatego uznał , że może takie glupoty mówić .
    Oto ten vic ( dowcip )
    Stemaszko ,skond mocie te nowe szaty ,zausznice i kryształy ?
    A , Mój chop był w tym wielgim zawale na grubie i dostołach odszkodowanie .
    Pieronie , to mocie szczyńście , bo mój - dupa - pitnął
    Pozdrawiam

  498. Maslak pisze:

    Waldemar, dziekuje. Przysylaj wiecej. Jak jest lepiej “witz” czy “szpas” ? Pozdrawiam.

  499. Maslak pisze:

    Tropicielu Bzdur, swoja zagadke wzieta od profesora Miodka wpisales jeszcze 18 lipca. Pozwol, ze sprobuje odpowiedziec tak jak podpowiada mi zdrowy rozsadek, z zastrzezeniem, ze to jest domniemanie, ktore ty sprawdzisz:
    Leszno - lesznenski (nie leszczynski).
    Konskie - konienski (e,a)
    Nisko - nisienski (e,a)
    Oslo - oselski (e,a)
    Bardzo cie prosze o odpowiedz czy tak jest dobrze.

  500. tropiciel bzdur pisze:

    Maslak, odpwiedzi poprawne (’historyczna motywacja przymiotnika’
    wg prof.M)

    Leszno-leszczyński
    Końskie-konecki
    Niski- niżański

    Przymiotniki te uwzględniają ‘głoskowy skład pierwotnych form
    Leszczno , Niżsko, Sądecz’.

    Z nazwą OSLO mamy wszyscy problem. Do tej pory mówiło się
    po prostu ‘mieszkaniec Oslo’ , ‘ fabryka z Oslo’ itd. Wraz z
    masową emigracją Polaków do Norwegii powstała potrzeba
    wymyślenia jakiegoś sensownego przymiotnika. Mieszkający
    tam Polacy używają ponoć form ‘oślański’ oraz ‘oślanin’ (sic!)

    ‘Oselski’ mi się nawet podoba, prof. Miodek proponuje też
    ‘oslowski’. Hmm, no nie wiem….

    A ‘witz’ i ’szpas’ to chyba nie to samo?
    Pozdrawiam

  501. ,.!?;'-_ pisze:

    Mieszkanka Oslo to…? A tubylec z Ougudougu?

  502. Maslak pisze:

    Tropicielu bzdur, chyba masz racje, “witz” to dowcip, kawal opowiedziany; “szpas” to pewno kawal, zart “zrobiony”, ale moje przypuszczenia to nie opinia eksperta mowiacego biegle gwara. Jak sie kto zlituje to napisze.

  503. bnb pisze:

    Szanowny Panie Profesorze,

    chciałbym zapytać Pana - jako autorytetu i eksperta w dziedzinie jezykoznastwa - która z form jest poprawna, tzn:

    Centrum Ortodoncji Współczesnej
    Centrum Współczesnej Ortodoncji.

    Moim skromnym zdaniem poprawna chyba jest druga forma.

    Będę wiele zobowiązany za poprawną odpowiedź i krótkie uzasadnienie.

    Pozdrawiam serdecznie,

    BN

  504. tropiciel bzdur pisze:

    !? i jeszcze coś tam

    Takiki tubylec to Ougudougolczyk albo - dla uproszczenia -
    Burkinafasowiańczyk:))

    Pozdrawiam

  505. Riodejaneirowianin - m az Lasciudaddelosangelesowianki pisze:

    Bzdura!!! Ougudougu nie leży w Burkina Faso!

  506. Maslak pisze:

    BNB

    Profesora nie ma, a ja nie jestem jezykoznawca, ale chyba Centrum Ortodoncji Wspolczesnej ma pewna inwersje, bardziej dety, oficjalny wydzwiek niz zwykle Centrum Wspolczesnej Ortodocji. Kto jednak chcialby tak sie puszyc ? Chce pokazac, ze inne centra to mloteczkiem i dlutem ? Czy to jest autentyczne, czy wymyslone ?

  507. tropiciel bzdur pisze:

    Stolica BF nazywa się podobnie, myślałem, że to literówka

    http://library.thinkquest.org/16645/the_people/cw_ouga.shtml

    Maslak!
    Puszą się teraz nazwami prawie wszyscy! Sklep, w którym można
    kupić umywalkę i baterię do wanny nazywa się SALON ŁAZIENEK,
    a kanciapa pani manikurzystki - STUDIO PAZNOKCIA :) Pozdrawiam

  508. skrzydla pisze:

    Szanowny Panie Profesorze ! Czy ma Pan jakąkolwiek możliwość wpłynięcia na dziennikarzy, aby zaprzestali używania ” słów - wytrychów ” czy tez “przerywników ” w rodzaju : “jakby ” ” tak jakby “, ” tak naprawdę ” a ostatni zauważyłam, że nic się normalnie nie “rozpoczyna” czy też “otwiera “( jak w przypadku wystawy ), lecz wszystko “rusza” ( najlepiej zabrzmiało w wypowiedzi Premiera : ” ruszyło oczyszczanie “, ale “ruszyło ” też “blokowanie TIRów” w Augustowie )Groza !!!

  509. Alicja pisze:

    … Centrum Literatury (Sztuki, Muzyki) Współczesnej

    Myślałam, że po pięćsetnym wpisie Profesor nas zaskoczy - nie zaskoczył. No dobra, wcale tak nie myślałam!
    Samoprowadzmy się dalej, tylko miło by było, gdyby nam za to ktoś płacił (przepraszam, ale w moim wieku muszę być interesowna!).
    Pozdrawiam wszystkich wytrwałych!

  510. Maslak pisze:

    tropiciel bzdur

    A myslales skad to “puszenie sie” bierze ? Wydaje mi sie, ze motywacja ma charakter reklamowy. Mozna zrozumiec w handlu i uslugach, ale czy znasz przyklady w innych dziedzinach jak nauka, administracja, edukacja itp. ? Napisz.
    Na przyklad Ministerstwo Edukacji Narodowej. Co wnosi “narodowej” ? Po co to dodawac ? Samo ME by nie wystarczylo ? Jest chyba wiecej takich przypadkow. Pozfrawiam.

  511. Puzon pisze:

    Panie Profesorze,
    Mam pytanie dotyczące odmiany słowa “ryzyko” w liczbie mnogiej. Czy istnieje słowo “ryzyka”. W branży ubezpieczeniowej czasami używa się tę formę.

    Pozdrawiam i z góry dziękuję

  512. Grzegorz Brzdżylgrzdżycki pisze:

    Puzonie! Żeby obudzić Adresata potrzebna orkiestra dęta Centralnego Chóru Armii Radzieckiej wzmocnionego Chórem Kleryków z radia Maryja!!!

  513. wplub pisze:

    Maslak!
    Masz co najmniej 100% racji. Ministerstwu Edukacji wystarczyłoby przy tym ministrze i wicce-Orzechowskim samo ME [ z tym że owo `E` powinno przechodzić w pogłos lub nawet echo: - MEeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee…
    P.S. Słowo tez `Edukacji` też niczego nie wnosi, bo tym akurat najmniej się tam zajmują…

  514. Grzegorz Gżbrzdżylewszczyński pisze:

    PUZONIE!!!
    Do obudzenia Adresata potrzebna byłaby Wielka Orkiestra Dęta Zespołu Pieśni i Tańca Armii Radzieckiej [o ile taka się zachowała] wzmocniona przez The Mohair Girls Jazz-Band Radia Maryja!!! Jeżeli mogę użyć tej formy…

  515. slawek pisze:

    Puzonie, jesli masz nadzieje, ze prof. Ci odpowie, to chyba masz bziko, lub, jak wolisz bzika, zapomnij, para poszla w gwizdek, a wlasciciel gwizdka sie wypial na takie duperele i szybuje po swoich torach w kierunku Jemu paszacym, po n-setnej nieodpowiedzi po prostu nie jestesmy juz w fazie, musisz sam sobie odpowiedziec na pytanie, ktore, zreszta niepotrzebnie zapodales na tym blogu, rownie dobrze moglbys spytac Ramzesa, ten mial o tyle szacunku do poddanych, ze dyskretnie sie schowal przez pare wiosen w sposob piramidalnie uzasadniony
    nie trac jednak nadzei, kiedys wnuki poznaja odpowiedz

  516. Maslak pisze:

    PUZON

    Sa wyrazy,ktore nie wystepuja w liczbie mnogiej jak: smiech, glod, pogoda czy twoje “ryzyko”. Wczystkie ubezpieczenia sa od roznych rodzajow ryzyka, ale ryzyko jest jedno. Sa rozne rodzaje ryzyka (od wypadku, powodzi, bankructwa itp). Agenci ubezpieczeniowi winni mowic o rodzajach, kategoriach, a nie “ryzykach”.

  517. Kasia pisze:

    “dasz radę !” lub wzmocnione “Artur, Ty nie dasz rady? Dasz na pewno!”

    W firmie, w której poprzednio pracowałam było to stosowane nagminnie do motywowania wszystkich i we wszystkim…

  518. tropiciel bzdur pisze:

    Maslak
    reklama - może, ale coś mi się wydaje, że to raczej leczenie
    kompleksów. GALERIA MOKOTÓW brzmi dumniej niż
    Centrum Handlowe Mokotów.
    Czy znam przykłady z innych dziedzin? Pierwsze, co przychodzi
    mi do głowy to PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ :) Tak tu chłopcy
    po bandzie pojechali, że ich następcy (a nie wątpię, że się znajdą)
    po tym jak partia ta własnoręcznie się unicestwi będą musieli
    sięgnąć po coś typu BÓG , HONOR I OJCZYZNA.
    Pozdrawiam

  519. Maslak pisze:

    tropiciel bzdur

    Galeria Mokotow brzmi krocej i Galeria jest bardziej nowa w jezyku niz Centrum Handlowe Mokotow.

    PUZON
    Piszesz “czasami uzywa sie te forme”. Czego sie uzywa ? Tej formy.

  520. Lingua Polonorum pisze:

    PUZONie…
    To, że `po izbie zaczęły rozchodzić się śmiechy`, że `dokuczały nam przeróżne głody`, zaś `na pogody i niepogody` nie mamy wpływu, a słownik w przykladzie swym przestrzega przed podejmowaniem zbędnych `ryzyk`, nie ma najmniejszego znaczenia, kiedy ktoś jest pewien, że -`…są wyrazy, które nie wystęują w liczbie mnogiej`.

  521. pszczelarz pisze:

    Franio, zgred to synonim starego. Stary zgred trąci więc zjełczałym… sam wiesz.

    “Na dzień dzisiejszy”, to mój idom z komuno-nowo-mowy o znaczeniu obecnie. Jakie to proste i trudne zarazem dla Niektórych przesiąknietych.

  522. Franio pisze:

    Przczelaza wypadaloby zapytac, co ma na mysli ? Czy tam jest jakis blad czy samo zastosowanie sie Panu nie podoba, byloby niezle to rozwinac mniemam bo komuno nowo mowa sprawy nie wyjasnia a przeciez teraz widzi sie wyjasnienia i wyjasnienia na kazdym kroku.

  523. Franio pisze:

    Przczelarzu, jest klopot zeby zrozumiec co masz na mysli z tym zgretem. Czy sam wyraz czy jak go sie stosuje i co ma do tego post komuna. Byloby latwiej to pojac jesli dalbys jakies wyjasnienia bo wyjasnienia sa teraz bardzo modne.

  524. Franio pisze:

    Przczelarz, nie bardzo rozumiem o czym piszesz.

  525. Maslak pisze:

    Lingua Polonorum, twoje uwagi nie sa pozbawione racji, ale z drugiej strony “ubezpieczyl sie na piec roznych ryzyk” nie wydaje sie brzmiec dobrze po polsku. W twoim przykladzie chyba powinno byc “przestrzega przed podejmowaniem zbednego ryzyka”. A moglbys przytoczyc przyklady ze wspolczesnej prozy ?

  526. Franio pisze:

    Przczelarz
    Nie bardzo rozumiem co Ci chodzi, moglbys rozwinac ?

  527. Kpr pisze:

    Aż 500 komentatrzy! (plus dwanaście) Nie zdołam ich wszystkich przeczytać,więc mam nadzieję,że zjawisko które pragnę opisać nie zostało już przez kogoś podjęte. Niektórzy mają w zwyczaju nieładnie kończyć każde zdanie za pomocą słówka “nie?”, co nie? Zauważyłem,zdaje się,że głównie w gronie tzw. “wykształciuchów” (słyszałem to na antenie III PR u któregoś,ale zabij-mnie-a-nie-wiem,redaktora,oraz zawsze u osób,które miały już za sobą magisterium) kończenie zdań słówkiem “tak”. Nie wiem o ile to lepiej brzmi,mnie to bawi na równi z przypadkiem pierwszym.

  528. tropiciel bzdur pisze:

    ‘Stary zgred’ to tautologia.
    Kończenie zdań słowem ‘tak’ brzmi TAK:) samo okropnie jak
    “nie?” oraz dodatkowo bardziej protekcjonalnie.
    Kpr: co ma do tego magisterium?
    Dla pocieszenia: nie każdy redaktor jest magistrem.
    Ergo: i niewykształciuchy mają karierę zrobić,
    uszy do góry.

  529. tropiciel bzdur pisze:

    ERRATA: oczywiście MOGĄ a nie MAJĄ zrobić.
    Pozdrawiam

  530. Kpr pisze:

    tropcielu bzdur: nie wiem co ma do tego magisterium,najprawdopodobniej nic,ale tak się po prostu składa,że ci,którzy kończą zdania na ‘tak’ to magistrzy (oczywiście w tym selektywnym kręgu ludzi których ja znam),a ludzie którzy kończą zdanie na ‘nie’ kojarzą mi się raczej z ludźmi prostymi (choć trudno mi sobie kogoś konkretnego przypomnieć). Może to jest tak,że ci z wykształceniem chcą się odróżnić w ten sposób od tych co są bez,a najpewniej to tylko przypadek,że ja znam ludzi kończących na ‘tak’ tylko wśród magistrów. Więcej nie jestem w stanie powiedzieć bez dogłębnych badań socjologicznych,psychologicznych i lingwistycznych. ;)

  531. tropiciel bzdur pisze:

    Kpr
    ja sam jestem wykształciuchem i nie znam osobiście NIKOGO, kto
    kończyłby swą wypowiedź tym okropnym ‘tak?’
    W TV posługuję się nim głównie posłanka Szczypińska, a ta
    pielęgniarką jest po studium pielęgniarskim (to chyba nie
    wykształciuch)
    Tak czy siak, słusznie zwróciłeś na ten obrzydliwy zwyczaj
    uwagę!
    Pozdrawiam

  532. Raf pisze:

    “Nota bene” (nie wiem czy tak to się pisze - przepraszam)
    “a’propos”
    “no ale powiedz czy nie?”
    “oj tak to jest”
    “fakt, faktem”

  533. krusz pisze:

    ja mówię: “no weź”. W domyśle zrób to, weź i zgódź się.

  534. Aguś pisze:

    ;)

Dodaj komentarz